Wesele (2021), reż. Wojtek Smarzowski.
Wesele (2021), reż. Wojtek Smarzowski.

Wesele. Recenzja drugiego Wesela Wojtka Smarzowskiego

Były dwie stodoły. W jednej Polacy palili Żydów, w drugiej ich ratowali – mówi jeden z bohaterów Wesela AD 2021 grany przez Krzysztofa Kowalewskiego. Zdanie to wyciągnięte zostało potem do wielu recenzji, jako idealnie oddające to, o czym jest najnowszy film Smarzowskiego. No ale właśnie nie, co najwyżej pobożnym życzeniem Smarzowskiego było to, aby jego film opowiadał o tym. W rzeczywistości opowiada jednak o tym, że stodoła była tylko jedna. Ta, w której Polacy palili Żydów. Recenzja filmu Wesele (2021) Wojtka Smarzowskiego.

O czym jest film Wesele (2021)

Ryszard Wilk (Robert Więckiewicz) to bogaty, małomiasteczkowy biznesmen, który dorobił się na prowadzeniu ubojni. W życiu jego rodziny nadchodzi uroczysty dzień ślubu jedynej córki, Kasi (Michalina Łabacz). Jak to zwykle u Smarzowskiego bywa, dzień wesela jest dla bohaterów tym samym, co ostatni dzień w detektywa policji tuż przed przejściem na emeryturę. Wszystko wali się wtedy na głowę. Podobnie jest w przypadku Ryśka, który nie dość, że jest szantażowany przez nieznajomego, który grozi, że opublikuje w necie niewygodne nagrania z ubojni Wilka, to jeszcze niemieccy biznesmeni nie chcą podpisać z nim umowy, która miała wyciągnąć go z długów. Do tego wszystkiego sędziwy dziadek Wilka, Antoni (Ryszard Ronczewski) zaczyna wracać pamięcią do czasów wojny i palącego problemu rozwiązania kwestii żydowskiej na własną, polską rękę.

Zwiastun filmu Wesele (2020)

Recenzja filmu Wesele (2020)

Muszę przyznać, że spodziewałem się po najnowszym filmie Wojtka Smarzowskiego dokładnie takiego filmu, jaki dostałem, a zarazem spodziewałem się czegoś innego. Po intensywnym doświadczeniu, jakim był męczący psychicznie i fizycznie seans Wołynia, obawiałem się, że reżyser pójdzie dalej tropem tego naturalistycznego spektaklu i zapewni widzom kolejne dwie godziny brutalnych nieprzyjemności, na które nie da się patrzeć nawet przez oczy zasłonięte palcami.

Nie poszedł. Wygląda na to, że tak zakochał się w proponowanej przez siebie metaforze i paraleli, że uznał iż okraszenie jej ekranowymi okropnościami będzie niepotrzebne. Te – biorąc pod uwagę naturę podejmowanego tematu – oczywiście tu są, ale nowe Wesele nie jest nawet w ułamku tak brutalnie intensywne jak Wołyń. I z jednej strony to bardzo dobrze, bo po Wołyniu czułem się jak wyżęty szmatą, a z drugiej chyba trochę źle, bo pozostawia na łatwy strzał wspomniane wyżej metafory i paralele. O których powiedzieć, że są łopatologiczne, to nic nie powiedzieć.

A ponieważ przed decyzją o ewentualnym seansie szukałem bezskutecznie tej informacji, podzielę się nią więc tutaj. Nie, Wesele nie jest brutalnym obrazowo filmem, którego nie będzie sposób wymazać z pamięci po seansie, a pokazane tam sceny będą śniły się po nocach. Jest kilka nieprzyjemnych obrazków z rzeźni, ale tu zdąży się przymknąć oko bez straty dla fabuły, a niesławna scena ze świnią, nie wiedzieć dlaczego, niesłusznie obrosła legendą, bo nie robi aż takiego wrażenia. (No przynajmniej na mnie). Nie mówiąc o tym, ze to raczej dość kiepskie CGI (szybko mignęła, analizować nie mam jej zamiaru).

Co się zaś tyczy scen pożaru, głupio to pisać, ale jak na Smarzowskiego wypadła zaskakująco nijako. Dość powiedzieć, że nawet żadnych krzyków nie słychać, a reżyser znów skupia się na tym wymyślonym przez siebie pomyśle przenikania się dwóch płaszczyzn czasowych. Szokować chce nie dosadną makabrą, a tym, że goście weselni cykają sobie selfiaki przy płonącej stodole.

Trzeba przyznać, że pomysł na to przenikanie się dwóch płaszczyzn czasowych miał Smarzowski wyborny. Robią wrażenie postaci sprzed siedemdziesięciu lat na współczesnym weselu i vice versa. Wizualnie wypada to naprawdę dobrze i udało osiągnąć się efekt całkowitej immersji obydwu różnych światów. No właśnie, pytanie tylko czy różnych. Bo zdaniem Smarzowskiego w ogóle nie i jeśli się z tym nie zgadzacie, to on wam to teraz udowodni, że jesteście w błędzie.

I tak przez cały czas trwania filmu zostajemy wystawieni na toporną indoktrynację żeniącą ze sobą możliwe dużo tematów. Tak dużo, że przestaje być dla nich w ogóle miejsca. Antysemityzm, LGBT, cwaniaczkowatość, chłopaków z ONR-u, hipokryzję kościoła – do wyboru do koloru. Wszystko podlane tym sosem, który trzeba nazwać antypolskim. Trzeba, bo nie ma dla niego żadnej przeciwwagi. Nie ma w filmie Smarzowskiego tej wspomnianej na początku drugiej stodoły. Stodoła jest jedna i wrzucone zostały do niej wszystkie możliwie polskie przywary i złe cechy narodowe, które stara się nam implikować jako charakterystyczne dla nas wszystkich. Mnie i ciebie. Wszyscy jesteśmy antysemitami, weselnymi ochlejusami, zakłamanymi hipokrytami i zależy nam tylko na pieniądzach i żeby sąsiad miał gorzej. Ach, no i jeszcze zamiast być wegetarianami, to skazujemy te biedne świnie na rzeź. Dla naszego dobrego samopoczucia, tak jak przed laty Żydów.

Zamarzył się Smarzowskiemu sukces kasowy na miarę Kleru. Starał się nad przekonywać, że ten film będzie niewygodny dla wszystkich i będą się o niego bić w mediach do ostatniej kropli krwi patrioci z uczestnikami parady równości. Zagotuje Polskę, a widzowie będą włazili do kina drzwiami i oknami, żeby zobaczyć ten film, o którym od miesiąca wszędzie gadają. Tyle tylko, że w przypadku tego drugiego Wesela nie działają już sztuczki, które przyniosły sukces i rozgłos poprzednich filmów Smarzowskiego. O Weselu było w miarę głośno przez tydzień po premierze, a potem już wszyscy przestali się nim przejmować, bo nie było czym. Wesele nie przyniosło żadnego katharsis ani zmiany w społeczeństwie. Stoimy dokładnie w tym samym miejscu, w którym staliśmy przed tym filmem. Każdy powiedział już swoje racje i przeszliśmy do porządku dziennego.

Smarzowski zapomniał, że świat nie jest czarno-biały. Prezentując swoje wnioski w tak jednostronny sposób nie osiągnął żadnego większego celu. Jednych obrzydził, innych zachwycił, bo zachwycają się wszystkim, co tylko w jakiś sposób może zagrać na nosie PiS-owi. To chyba największa porażka tego filmu. Że nie mówi się o nim w kategorii filmu, ale w kategoriach swoich własnych przekonań politycznych i światopoglądowych. I próbuje się go wykorzystać, by je poprzeć, bądź pokazać, że jest zupełnie nietrafiony. Jego walory czysto filmowe zostały zupełnie przesłonięte.

A przecież jest tych walorów wystarczająco dużo, by nie mówić o Weselu jako produkcji nieudanej. Broni się aktorstwem, broni się pomysłem na to ww. przenikanie, sam nawet pomysł nakręcenia Wesela, gdy już się kiedyś nakręciło Wesele – jest interesujący i oryginalny. Broni się też walorami czysto produkcyjnymi, co w filmach Smarzowskiego zawsze grało.

Jest jednak zarazem filmem niewykorzystanej szansy. Zrobionym z pozycji zaślepienia własnymi racjami, które za wszelką cenę chce się wtłoczyć w umysły innych i przekonać do spojrzenia na świat oczami Smarzowskiego. A ten świat wcale taki nie jest, co nie oznacza od razu, że problemy zasygnalizowane przez reżysera nie istnieją i nie istniały. Świat pełen jest złych ludzi, Polska jest i była pełna złych ludzi. Ci ludzie robią i robili okropne rzeczy. Ale, kurde, to nie ogół, bliżej mu do marginesu. A przynajmniej taką mam nadzieję.

(2512)

Były dwie stodoły. W jednej Polacy palili Żydów, w drugiej ich ratowali – mówi jeden z bohaterów Wesela AD 2021 grany przez Krzysztofa Kowalewskiego. Zdanie to wyciągnięte zostało potem do wielu recenzji, jako idealnie oddające to, o czym jest najnowszy film Smarzowskiego. No ale właśnie nie, co najwyżej pobożnym życzeniem Smarzowskiego było to, aby jego film opowiadał o tym. W rzeczywistości opowiada jednak o tym, że stodoła była tylko jedna. Ta, w której Polacy palili Żydów. Recenzja filmu Wesele (2021) Wojtka Smarzowskiego. O czym jest film Wesele (2021) Ryszard Wilk (Robert Więckiewicz) to bogaty, małomiasteczkowy biznesmen, który dorobił się na…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Najbliżsi panny młodej w trakcie jej wesela zmierzyć się będą musieli z aktualnymi problemami, jak również z koszmarem z przeszłości. Znakomity pomysł na przenikanie się współczesności z realiami wojennymi został zmarnowany na jednostronny film, który nie potrafi wznieść się ponad z góry założone tezy.

5 odpowiedzi

  1. Wow, dla mnie to jedna z najlepszych recenzji jakie tu napisales, powazny film dostal powazna recenzje, ale obiektywna, o co jak sam napisales w przypadku tego filmu trudno. Ladnie to wyraziles, mialem w sumie l bardzo podobne odczucia, ale nie umiem tak ladnie opisac. Do tego mi jedynie zgrzytala tu jedna rzecz o ktorej nie wspominasz (ale nie ma bata ze nie zauwazyles) jakis rodzaj autopodniecenia wlasnymi flmami przez Smarzowskiego i odnoszenia sie do nich a wrecz auocytowania, za duzo tego, jest i kler i róża i dom zly i oczywiscie poprzednie wesele i jest tego po prostu za duzo. Nie majac pojecia czyj to film bardzo szybko mozna zgadnac i to nie przez charakterystyczny styl rezysera, a wlasnie przez powtarzane w kolko motywy.

  2. Ja obejrzę w swoim czasie. Nieważne jaka ocena, ważne że to Smarzowski.

    Nawet jak bedzie źle, to będę wiedział przynajmniej co jest granie.

    pozdrawiam

  3. Quentin

    @jakilcz
    Ano, stał się Smarzowski zakładnikiem samego siebie. Ale też trudno się dziwić, skoro do tej pory się to sprawdzało. Jak z tym sikaniem do basenu/pod palmę w „Kac Vegas” i „Kac Wawa” i scenarzystą tego drugiego, który nie mógł zrozumieć, czemu sikanie do basenu w KV śmieszy, a pod palmę w KW nie.

  4. dla mnie to Wesele jest nie do strawienia

  5. Rowniez podpisalbym sie pod ta recenzja z tym jednym wyjatkiem, ze nie prawda, ze film ten nie epatuje brutalnoscia i okropienstwami. Calkowicie sie z tym nie zgadzam. Film ten jest podobnie jak Wolyn, nie do przejscia dla wiekszosci osob z jakas pewna iloscia wrodzonej empatii. Wydaje mi sie, ze tak jak wiekszosc poprzednich pozycji adresowany jest tylko dla osob plci meskiej. Ani moja matka, zona czy nawet babka, ktora przezyla juz i front niemiecki i rosyjski nie byly w stanie tego ogladac i prosily o wylaczenie. Moim zdaniem mozna tak trudne tematy przekazac bez walenia palka widza czy drenowania resztek jego wrazliwosci.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl