Wołyń (2016), reż. Wojciech Smarzowski.
Wołyń (2016), reż. Wojciech Smarzowski.

Wołyń. Recenzja filmu Wojciecha Smarzowskiego

To już oficjalne, trafił się w polskim kinie bardzo udany rok. Udany rok w polskim kinie to taki, w którym na ekrany kin trafiają przynajmniej dwa dobre polskie filmy :). Po świetnej Ostatniej rodzinie w piątek na ekrany kin wjeżdża świetny Wołyń. Udało mi się go zaliczyć na premierze, zatem – recenzja filmu Wołyń.

O czym jest film Wołyń

Jest rok 1939, wojna z Niemcem wisi w powietrzu, ale tak naprawdę to mało kto w nią wierzy. Są ważniejsze sprawy na głowie, trzeba córkę za mąż wydać, znaleźć gospodynię na swoje morgi i takie tam. Jesteśmy na Wołyniu zamieszkałym przez obywateli pochodzenia polskiego, ukraińskiego i Żydów. Właśnie trwa polsko-ukraińskie wesele, na którym wszyscy dobrze się bawią i nic nie wskazuje na to, że między sąsiadami źle się dzieje. No czasem ktoś przebąkuje o wielkiej krzywdzie, jaka Ukraińcom dzieje się z powodu bogatych Lachów, ale generalnie każdy ma swoje do roboty i patrzy na siebie, od czasu do czasu tylko wyzywając żydowskiego sąsiada. Tymczasem siostra panny młodej Zosia (Michalina Łabacz wygrała na festiwalu w Gdyni nagrodę za debiut roku, ale jakaś wielka rola to nie była) potajemnie podkochuje się w ukraińskim chłopaku i właśnie ma oznajmić rodzicom, że mają się ku sobie. Rodzice mają jednak inne plany. Właśnie za parę morg, krowę i kunia i sprzedali Zośkę bogatemu gospodarzowi (Arkadiusz Jakubik). Ten jest wdowcem z dwójką dzieci i potrzebuje żony do pomocy przy żniwach. Zośka nie ma nic do gadania. Poślubia Skibę, a w międzyczasie niemce atakują Polskę z jednej strony, a ruskie z drugiej. Sytuacja Polaków zamieszkujących Wołyń staje się nie do pozazdroszczenia. Ruski okupant w swoim stylu przystępuje do rusyfikacji polskich terenów, a Ukraińcy czują się coraz pewniej w drodze do przywrócenia sprawiedliwego według nich porządku rzeczy. Utworzoną właśnie Ukraińską Socjalistyczną Republikę Radziecką trzeba oczyścić z niepotrzebnych do szczęścia mieszkańców.

Recenzja filmu Wołyń

Nie ma się co za dużo rozpisywać, Smarzowski znowu to zrobił. No dobra, może zbyt populistycznie to ująłem, bo ani Róża mnie nie przekonała ani Dom zły, ani tym bardziej Pod Mocnym Aniołem, ale tak to wygląda w świadomości statystycznego widza, że reżyser lubiący mówić o sobie per Wojtek, jak już coś kręci to tylko świetne filmy. I mniejsza o to, co było wcześniej, Wołyń jest świetnym filmem. Choć słowo „świetny” bardziej pasuje do przygód Jamesa Bonda niż do tej brutalnej odysei, którą obserwujemy na ekranie.
[To w ogóle bardzo dobry rok dla polskiego kina, oprócz wspomnianej wyżej Ostatniej rodziny, także i Jestem mordercą zasługuje na pochwały.]

A odyseja to więcej niż brutalna. Przemoc psychiczna i fizyczna towarzyszy widzowi niemal od początku aż po sam koniec filmu. Gdzieś tam Smarzowski powiedział, że to film o miłości, ale Wołyń nie jest filmem o miłości. Nie ma tu prawie wcale żadnej romantycznej historii, która miałaby stanowić kanwę filmu. Może trochę na jego początku, ale potem bohaterka Wołynia jest już tylko jedna – to Zosia, której oczami obserwujemy ten świat sprzed dziesiątków lat, w którym wrze coraz bardziej. Nienawiść międzynarodowościowa początkowo podsycana jest w niby niewinny sposób. Ktoś powie, że z Żydem nie pojedzie na jednym wozie, ktoś inny przy wódce rzuci hasło o wolnej Ukrainie – ot zwykła codzienność, której nikt nie traktuje do końca poważnie, bo przecież zawsze tak było. Ale gotuje się coraz bardziej i wybuchnąć w końcu musi, choć potrwa to jeszcze parę lat i Wołyń zdąży w tym czasie przejść w ręce kolejnego okupanta.

Nie jest Wołyń filmem miłym do oglądania. Wspomniana wyżej przemoc psychiczna i fizyczna naznacza swoim piętnem cały film. Bohaterowie Wołynia cały czas się czegoś boją, a szybko okazuje się, że mają czego się bać. Zanim dojdzie do czystek etnicznych, wcześniej swoją gehennę zdążą przeżyć, złe słowo, mieszkający na Wołyniu Żydzi, a potem jest jeszcze gorzej. Przy czym Smarzowski nie podejmuje się żadnego podsumowania. Te kończą się wraz z rozpoczynającym film mottem mówiącym, że mieszkańców Wołynia zamordowano dwa razy: pierwszy raz dosłownie, a drugi raz przemilczając na lata tę zbrodnię. To chyba jedyne podsumowanie sytuacji w filmie, a dalej już boląco chłodnym okiem reżysera oglądamy systematyczny zapis wydarzeń, które poprzedziły wołyńską rzeź. A, finalnie, dosłownie i wprost pokazane piekło na Ziemi wyrządzone widłami, kosami i siekierami.

Wołyń jest filmem świetnie zrealizowanym. Nie widać zupełnie kłopotów finansowych, z jakimi się borykał w trakcie realizacji, która rozpoczęła się jeszcze w 2014 roku. Kamerą operatora malowany jest tu wiejski krajobraz okolicy, gospodarskie zabudowania czy weselne obrzędy i towarzyszące im ludowe pieśni. Gdy potem przychodzi do ukazania okropieństw zbrodni, pokazane są one z tą samą metodycznością i chłodnym okiem. Raz czy drugi kamera jeszcze zdąży się odwrócić przed śmiertelnym ciosem siekierą, ale potem się już nie odwraca. Dlatego wyrażenie „film nie dla ludzi o słabych nerwach” jest tu jak najbardziej na miejscu. Rozrywanie końmi, obcięte głowy, obdzieranie ze skóry – wszystko w towarzyszącym im klimacie ludzkiego upodlenia i zezwierzęcenia. Mimo trochę nudnego i za długiego środka filmu, całość pozostaje wstrząsająca i wbija w fotel.

Trudno porównywać Wołyń do Ostatniej rodziny, choć o takie porównania się prosi. To dwa zupełnie różne filmy, których wartością jest co innego. Pod względem filmowym-filmowym lepsza jest Ostatnia rodzina, Wołyniowi zaś bliżej do metodycznego dokumentu, tak realistycznie został zrealizowany. Bez dwóch zdań jednak obydwa obejrzeć wypada, bo to naprawdę kawał kina, którego nigdzie wstydzić się nie musimy. Pasowałoby jeszcze na koniec banalne „Takie filmy są potrzebne, nawet jeśli bolą” i w sumie niech już będzie, że takie filmy są potrzebne, nawet gdy bolą. Bo nawet jeśli dla nas wnioski, jakie wyciąga się z seansu filmu Wołyń są oczywiste, to mam wrażenie, że nie dla wszystkich bez solidnego walnięcia prosto w ryj.

(2133)

To już oficjalne, trafił się w polskim kinie bardzo udany rok. Udany rok w polskim kinie to taki, w którym na ekrany kin trafiają przynajmniej dwa dobre polskie filmy :). Po świetnej Ostatniej rodzinie w piątek na ekrany kin wjeżdża świetny Wołyń. Udało mi się go zaliczyć na premierze, zatem - recenzja filmu Wołyń. O czym jest film Wołyń Jest rok 1939, wojna z Niemcem wisi w powietrzu, ale tak naprawdę to mało kto w nią wierzy. Są ważniejsze sprawy na głowie, trzeba córkę za mąż wydać, znaleźć gospodynię na swoje morgi i takie tam. Jesteśmy na Wołyniu zamieszkałym przez…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Rok 1939. Na Wołyniu ze strony ukraińskiej ludności coraz głośniejsze są antypolskie głosy. Wybucha wojna. Smarzowski o rzezi wołyńskiej w charakterystyczny dla siebie sposób - prosto w ryj. Wstrząsający film o wstrząsającej zbrodni.

12 odpowiedzi

  1. Ale dziewiątka wg jakiej skali? W sensie, że filmowo, czy ważności tematu?

  2. Quentin

    W Międzynarodowej Skali Ogólnej Quentina :). Choć dla mnie ważność tematu raczej drugorzędna, wszystko po trochu zagrało na taką a nie inną całość.

  3. Michałowiec

    Ja jestem od zawsze fanem Smarzowskiego, więc i oczekiwania do każdego następnego filmu mam zawsze bardzo duże. I tym razem również się nie zawiodłem, co więcej, ten film w moim przekonaniu przebił wszystkie dotychczasowe. Jeśli ktoś mógł się zabrać za tematykę Wołynia, to tylko Smarzowski.

  4. Widziałam film i to co mnie zachwyciło w filmie to muzyka, rewelacyjnie wypełnia obraz. Świetna rola Michaliny, uważam, że jest wielkim odkryciem.

  5. ja jestem fanką filmów Smarzowskiego, Róża i Dom Zły to filmy jakich w Polsce nie było i zostają w głowie na całe życie. Dobre recenzje Wołynia wcale mnie nie dziwią, cieszą. Czekam na seans.

  6. Pierwszy raz w zyciu pokusilem sie o jakakolwiek recenzje czegokolwiek. Musialem. Film jest absolutnie ganialny. Juz wiem dlaczego tak piczolowicie zostaly oddane obrzedy zaslubin na poczatku. Ogladajac film odebralem je za nazbyt „rozciagniete”. Po seansie wszystko bylo jasne jak bardzo byly potrzebne. To rewelacyjne kino niby fabularne ale jakze bardzo dokumentalne. W kazdym calu majstersztyk. Teraz juz wiem o czym bede czytal po dokonczeniu aktualnej ksiazki. Zdecydowanie o historii owych wydarzen. Wojtek dziekuje za pokazanie kawalka naszej historii. Bez Ciebie bylbym duzo ubozszy…

  7. Dziękuję bardzo za taką recenzję. Też po raz pierwszy pokusiłam się o własną..Czasami zastanawiam się dlaczego ludzie chodzą oglądać filmy? Aby zabłysnąć „intelektem”? w pożądanej grupie odbiorców?
    Ktoś kto napisał ,że rola -głównej odtwórczyni Michaliny Łabacz jest „przeciętna” jest chyba ślepcem, albo napisał taki komentarz pomiędzy sauną a kolejnym drinkiem z kolegami po pracy.
    Tak-Wołyń Smarzowskiego rzeczywiście boli, ale jest dziełem skomponowanym w każdym detalu po mistrzowsku. Od obrzędów- potrzebnych do zbudowania międzynarodowości , po ukazanie historycznej prawdy -ukazującej okrucieństwa .
    Wbija w fotel, i nie pozwala opuścić kina nawet kiedy napisy na ekranie znikną

  8. DZIĘKUJĘ Panie Wojtku za to co Pani zrobił dla odkłamania historii. Dokładnie jest tak jak mówiła moja sp. maja Babcia, która przeżyła to bestialstwo ukrywszy się w schronie, tylko nie zdawałam sobie sprawy z tego jak to jest być tam w samym środku tych wydarzeń. Dziś po seansie nie mogę dojść do siebie..

  9. Łowca jeleni sie kłania ten sam trik……rewelacyjny.

  10. Genialny film… mieszkamy kolo Ukrainy…. Moja babcia mowi ze ten film nie odzwierciedla tego bo bylo jeszcze gorzej niestety….
    Kolo domu naszego szedł front, niemcy umieli sie zachowac natomiast ukraincy gwałcili mlode dziewczynki i moja prababcia chowala dzieci po zbozu.
    To co wtedy sie działo do konca zycia siedzi w tych ludziach takich jak np moja babcia.
    Dobrze nam dzisiaj. Nie schrzanmy tego.

  11. No dobra, jestem w mniejszości. No nie jest to dobry film. Jasne, ważny temat, pokazanie okropieństw itd. itp. Ale jako film to się kompletnie nie klei. Doceniam wysiłek włożony w stworzenie „Wołynia”, ale to chyba nie do końca się udało.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.