Kler (2018), reż. Wojtek Smarzowski.
Kler (2018), reż. Wojtek Smarzowski.

Kler. Recenzja filmu Wojciecha Smarzowskiego

Kawał świetnej roboty odwalają dla najnowszego filmu Wojtka Smarzowskego – Kler – ci wszyscy nawołujący do jego bojkotu, głodujący na Jasnej Górze w intencji kleru z powodu Kleru, zakazujący seansów w Ostrołęce czy ci, którzy krzyczą, żeby Smarzowski zrobił film o muslimach skoro jest taki odważny. Śmiem twierdzić, że gdyby nie oni, Kler przemknąłby sobie przez kina wzbudzając jakąś tam dyskusję, a potem będąc szybko zapomniany. Bo nie jest to kino, które zostawiałoby z rozdziawioną gębą i zmuszało do przerzucenia się na prawosławie. Recenzja filmu Kler.

O czym jest film Kler

Ksiądz Kukuła (Arkadiusz Jakubik) czasem lubi sobie wypić z kolegami księżmi, ale tak poza tym to porządny kapłan i świetny katecheta ciupiący ze swoimi uczniami w nogę, który, jak przystało na księdza, jest w dobrych kontaktach z panem policjantem i wójtem. Parafię też ma bogatą, a ludzie rzucają na tacę i po pięćdziesiąt złotych. Problemy pojawiają się wraz z jednym z jego nieletnich podopiecznych, który w stanie ciężkim trafia na ostry dyżur. Ksiądz Kukuła zostaje oskarżony o pedofilię. Kolega księdza Kukuły, ksiądz Trybus (Robert Więckiewicz), ma dużo mniej szczęścia do parafii. Wysłany na posługę kapłańską do zapadłej dziury, w której tacy brzęczą moniaki, figluje dla zabicia nudy z sympatyczną Hanką (Joanna Kulig). Figle nabierają wymiaru problemu, gdy Hanka oznajmia, że jest w ciąży. Najwięcej szczęścia spośród kolegów kapłanów ma ksiądz Lisowski (Jacek Braciak). Będąc u boku arcybiskupa Mordowicza (Janusz Gajos) potrafi załatwić wszystko niczym Morgan Freeman w Skazanych na Shawshank. Lisowski ogarnia przetargi, wręcza łapówki komu trzeba, odwiedza domy dziecka z konsolami, a wkrótce ma trafić wyżej, bo hen do samego Watykanu. Transfer ten może się jednak stać niemożliwy, bo kłody pod nogi zaczyna rzucać mu Mordowicz. Lisowski postanawia wziąć sprawy we własne ręce.

Recenzja filmu Kler

Temat kościoła i nieprawidłowości z nim związanych rozlewa się od lat i chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o tym, co dzieje się tam niedobrego. Wiadomo, lepiej sprzedaje się to, co niedobre od tego, co lepsze, więc czasem można odnieść wrażenie, że w kościele nie dzieje się nic dobrego. A jest to niesprawiedliwe uogólnienie, choć przyznam, że piszę te słowa będąc od małego wychowany w wierze i gdzieś tam we mnie pozostało to małomiasteczkowe przekonanie, że ksiądz to święty człowiek itd., nawet jeśli tu i ówdzie słyszało się jakąś plotę. A słyszało się. Poza tym w zeszłym roku brałem ślub i skłamałbym, gdybym powiedział, że jakikolwiek ksiądz robił mi pod górkę w którymś z jego momentów. Wręcz przeciwnie. Na własnej skórze mogę więc potwierdzić, że nie każdy ksiądz to zło wcielone, choć grzechów tej instytucji nie brakuje, niezależnie od tego co powyżej. Piszę o tym, bo jeszcze przed premierą Kleru rozległy się z dwóch stron barykady głosy tych, którzy nie widzieli filmu, ale wiedzą o nim wszystko. Ale super, że Smarzu przyładował w klechów! To podłość i świństwo, że film o klerze robi ateista, stąd same kłamstwa!  To głosy tych, którzy oceniają film własną miarą, czyli krzyczą o filmie, jaki zrobiliby oni. Ale oni to nie Smarzowski. Bo Smarzowski to również nie Patryk Vega, który przyładowałby jednostronnym paszkwilem, który na dodatek byłby fatalnie nakręcony. Smarzowski poprzednimi filmami udowodnił, że potrafi spojrzeć na problem z szerszej perspektywy bez uogólniania i w filmie Kler również to potwierdza. Niewiele tu rzeczy zupełnie czarnych czy białych.

Kler jest przede wszystkim dramatem o ludziach. Ludziach, którzy przypadkiem są księżmi, ale pod sutanną nadal pozostają ludźmi. To nie karykaturalne postaci z dowcipów z gatunku „co łaska, ale ludzie dają tysiąc” (choć Smarzowski nie potrafi się powstrzymać przed takimi prostymi zagrywkami), a ludzie z krwi i kości, którzy sami są ofiarami. Ofiarami kościoła, w którym są tylko małymi trybikami i w zderzeniu z instytucją, bądź jej wielowiekową historią, często zostają sprowadzeni do bezsilnego parteru hipokryzji. Tutaj Smarzowski płynie najbardziej w swoim… obrońcy wiary powiedzieliby, że ataku na kościół. Im wyżej, tym gorzej. Też jest to pewnie po części niesprawiedliwy obraz hierarchów kościoła, ale potrzebny, by wskazać miejsce, gdzie wszystko powinno zostać naprawione. Nie tam na dole, gdzie porządnych kapłanów nie brakuje, ale nie mogą zrobić więcej niż zajęcie się swoją parafią.

Paradoksem całej sytuacji z Klerem jest to, że to nie Smarzowski swoim filmem zagraża kościołowi. Kościołowi zagraża sam kościół brnąc na ślepo w próby tuszowania tego, czego tuszować się nie powinno. Rozwiązań naprawy sytuacji jest sporo – opodatkować, wykastrować kogo trzeba (przesadzam) itd. – tyle, że nikomu nie zależy, żeby to zrobić. Dobrze jest tak jak było od dwóch tysięcy lat. Odczepmy się, kardynał Wyszyński z Papieżem rozwalili komuchów.

Smarzowski filmem Kler nie zagraża, bo Smarzowski w filmie Kler nie odkrywa żadnej Ameryki. Stworzył kompilację historii, o których każdy słyszał w tym czy innym wydaniu i ułożył to w porządny, choć zbyt poszatkowany, film. Sądzę, że nic Was w filmie Kler nie zaskoczy, a jednak tego należałoby się spodziewać po wielkim kinie. A to tylko kino porządne, którego najwyższą wartością jest świetne aktorstwo.

Nie jest też Kler filmem, który zapowiada zwiastun. Robi on filmowi trochę złego, bo publiczność niepotrzebnie w trakcie seansu szuka tych scen, w których będą boki zrywać ze śmiechu. Przez co śmieją się w kilku co najmniej nieodpowiednich momentach, co dużo mówi o tym, czego się spodziewali. Kler jest rasowym dramatem, który obiektywnie stara się pokazać temat z każdej możliwej strony. No prawie każdej – zaskoczeniem może być na przykład niemal całkowity brak uwag dotyczących radiowej rozgłośni z Torunia. Tylko w niektórych momentach Smarzowski niepotrzebnie za bardzo szarżuje czy to sceną z VHS-em czy zakonnicami trzymającymi się za ręce. Niczemu to nie służy i odciąga od sedna filmu dając amunicję jego przeciwnikom. Teoretycznie, bo przecież oni go nie obejrzą.

Kler z pewnością obejrzeć warto, ale cała ta gorączka wokół niego, jaką teraz obserwujemy nakręcana jest przez ludzi, którzy mają w tym swoje interesy, a film Smarzowskiego traktują jako instrument do osiągnięcia celu. Nie wierzcie im, że ten film jest wielki albo że ten film jest gównem. Kler jest dobrym filmem, który pokazuje skalę problemu, ale ma też dużo sympatii dla swoich bohaterów przez co w ogóle nie wydaje mi się filmem antyklerykalnym. Momentami jest wręcz przeciwnie.

PS. Finałowa Siódemka w skali filmów Smarzowskiego, nie w skali filmów polskich.

(2188)

Kawał świetnej roboty odwalają dla najnowszego filmu Wojtka Smarzowskego - Kler - ci wszyscy nawołujący do jego bojkotu, głodujący na Jasnej Górze w intencji kleru z powodu Kleru, zakazujący seansów w Ostrołęce czy ci, którzy krzyczą, żeby Smarzowski zrobił film o muslimach skoro jest taki odważny. Śmiem twierdzić, że gdyby nie oni, Kler przemknąłby sobie przez kina wzbudzając jakąś tam dyskusję, a potem będąc szybko zapomniany. Bo nie jest to kino, które zostawiałoby z rozdziawioną gębą i zmuszało do przerzucenia się na prawosławie. Recenzja filmu Kler. O czym jest film Kler Ksiądz Kukuła (Arkadiusz Jakubik) czasem lubi sobie wypić z…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Historia trzech księży i ich zmagania z pedofilią, alkoholizmem i za dużą ambicją. Porządne kino w przeważnie wyważony sposób i bez głupich uogólnień pokazujące skalę problemów, z jakimi zmaga się współczesny kościół.

9 odpowiedzi

  1. Uff… Dzięki Quentinowi!

    Nie muszę już tracić czasu na ten film. :)

    pozdrawiam
    Arek

  2. Quentin

    Stary, nie pierdziel, że potrzebowałeś do tego mojej recenzji 😀

  3. „Kler jest dobrym filmem, który pokazuje skalę problemu” — no właśnie problem polega na tym, że ta skala jest… przeskalowana 😉 Przez cały film przewija się jakieś 30-40 duchownych i zauważ, że każdy z nich, nawet te postaci trzecioplanowe, są pokazane w kontekście jakiejś wady. Nawet przypadkowo spotkani na korytarzu w kurii klerycy rzucają co chwilę kurwami, a jak już pokazano jakiegoś randomowego księdza, to ze szlugiem w ręku. Dobry przykład dałeś też z tymi zakonnicami.

    I to mi się w tym filmie nie spodobało – Smarzowski trochę przeszarżował, bo nie pokazał żadnej postaci neutralnej, w opozycji do głównych bohaterów. Ponadto finalna akcja tuszowania skandalu przebiegła bez żadnego szwanku, zaś ostatnią scenę uważam za przekombinowaną.

  4. Okiem kibica

    To nie Morgan Freeman ogarniał wszystko w Shawshanku, tylko Tim Robbins.

  5. @mrother
    Smarzowski opowiada o patologii i patologię pokazuje. Na pewno zgoda, że są momenty przeszarżowania, które są zbędne i można się było przed nimi powstrzymać. Zakonnice, ONR, relacja z Jedwabnego, VHS itp. Mnie to najbardziej razi, a nie obraz tych 30-40 duchownych, o których piszesz. Bo w tej kwestii dużo zależy od widza, co chce zobaczyć. Czy widzi, że ten wycinek to obraz całości czy może jednak tylko wycinek. Wydaje mi się, że dorzucenie jakiejś neutralnej postaci rozmydliłoby problem, który chce uświadomić Smarzowski. Trzeba jednak przyładować chcąc zwrócić uwagę. Zgoda, że są tu momenty przesadnego przyładowania, ale też dlatego uważam film za tylko dobry i wiem, że można go było zrobić z większą rozwagą. Nie pewno w scenie tuszowania, to też zgoda.
    Inna sprawa, czego oczekuje się od księdza i czy wierzy się to, że to osoba święta wolna od pokus. Przymykając oko na ludzkie słabości wynikające z różnych rzeczy – biedna parafia, celibat itp. – tak naprawdę 2/3 głównych bohaterów to dobre chłopy. Tylko poznajemy ich w niedobrych momentach. Wydaje mi się jednak, że kto chce dostrzec to dobro to dostrzeże je pod fasadą imprezy alkoholowej nad ranem.
    Co do zakończenia to może jednak tego właśnie trzeba, żeby problem został rozwiązany bardziej niż „modlimy się za ofiary”. Wstrząsu.

  6. Zauważam kilka sprzecznych kwestii. Skoro pokazuje tylko patologie to jednak jest to atak (osobiście uważam że zasadny, albowiem dla mnie to największa mafię) na te instytucje, a nie jak twierdzisz dramat. Nie wspomniałeś co reżyser miał na myśli, w związku z czym mniemam że są to tylko twoje domysły. Być może Smarzowski chciał stworzyć karykaturę, w takim razie należy się śmiać, jak w przypadku „wszyscy jesteśmy Chrystusami”, jednakowoż znaleźć można przesłanie, ziarnko prawdy i ewentualnie zmienic, nie całkowicie, ale choćby odrobinę podejście do tych panów.

  7. Czy coś przespałem, czy też w Klerze nie było w ogóle motywu siekiery, występujący chyba w prawie każdym filmie Smarzola?

  8. Z broni białej był widelec :)

  9. Szczerze to ja nic z tego filmu się nie dowiedzialem,ogolnie film mnie rozczarował za mocno przekoloryzowny ,nie mogłem samodzielnie myśleć podczas oglądania tego filmu tak jak by mi ktoś narzucał swój światopogląd,a nie obto mi chodzilo,jestem rozczarowany.j

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.