Serialowo, s12e15. Gangs of London
Serialowo, s12e15. Gangs of London.

Serialowo, s12e15. Gangs of London. Defending Jacob. Run

Jako że seriale ostatnio lepiej mi wchodzą niż filmy – kolejny odcinek Serialowa był tylko kwestią czasu.

Serialowo, s12e15

Gangs of London, do s01e03. Sky Atlantic

Jak wyglądałby Ojciec chrzestny, gdyby przed napisami początkowymi zastrzelono Dona Corleone? Mniej więcej tak jak Gangi Londynu. Kiedy więc ginie londyński boss, jego młody i niedoświadczony syn postanawia odnaleźć zabójcę. Do tego czasu daje szlaban na wszelką działalność przestępczą dla swoich kontrahentów. Międzynarodowe gangi działające na terenie Londynu są niezadowolone z takiego obrotu rzeczy, bo to oznacza brak stałych wpływów. Niby zapewniają, że pomogą w ściganiu mordercy, ale tak naprawdę każdy myśli tylko o sobie.

Brutalny kryminał Garetha Evansa, który dla Gangs of London całkiem porzucił pomysł trzeciej części Raidu, spełnia w stu procentach oczekiwania z nim związane. To dokładnie taka sama bezkompromisowa produkcja jak dwa jego Raidy, a fakt wyświetlania go w telewizji nie przeszkadza zupełnie w niczym. Evans dostał zielone światło na realizację swoich oryginalnych pomysłów i je realizuje nie oglądając się na żadne ograniczenia.

Można by więc napisać, że to tylko brutalna nawalanka ze strzelaniem w głowę pistoletem do uboju krów i wybijaniu zębów popielniczką wciśniętą w zęby tuż przez walnięciem szczęką o kant baru. Mijałoby się to jednak z prawdą, bo Gangs of London to mroczny kryminał przypominający poważną wersję Przekrętu, który wciąga od pierwszych minut w nieoryginalną przecież historię. Ginie ojciec, syn szuka zabójców.

Jednym z pomysłów na potraktowanie tak konwencjonalnej fabuły jest multietniczność tytułowych gangów. Już w rodzinie głównego bossa kryje się multirasowy twist, a dodać do tego trzeba jeszcze kilka miejscowych organizacji reprezentujących różne zakątki świata. Gangi Bangladeszu, Gangi Albanii, Gangi Kurdystanu, Gangi Cyganów. Brakuje jedynie Gangów Warszawy, nad czym ubolewam.

Gęsty i ostry jak cień mgły kryminał umiejętnie buduje napięcie podążając w kierunku kilkuminutowych kulminacji nakręconych w charakterystycznym dla Evansa stylu. Walki na pięści i strzelaniny nigdzie indziej nie wyglądają tak jak u Evansa i w Gangs of London jest nie inaczej. Z łatwością można też wysupłać motywy charakteryzujące jego poprzednie produkcje. A to bryła osamotniałego wieżowca czekającego na bohatera, który zamierza wejść do środka, a to gęste błoto, w którym brodzą inni bohaterowie.

Gangs of London to murowany kandydat do miana najlepszego serialu 2020 roku.

Defending Jacob, do s01e06. Apple TV+

Defending Jacob to kolejna produkcja oparta na banalnym pomyśle, którą ogląda się bardzo dobrze. Po raz nie wiadomo już który udowadnia więc, że nie trzeba wcale wymyślać nie wiadomo czego, a wystarczy dobrze opowiedzieć historię.

Jest morderstwo, jest podejrzany, jest zagadka: czy to zrobił? Haczyk? Podejrzanym jest nastoletni chłopak Jacob, po którym nikt nie spodziewałby się, że jest zdolny do zabójstwa (ludzie piszą po Internetach, że Jacob jest „spooky”, ale nie odniosłem takiego wrażenia). A najbardziej nie spodziewaliby się tego jego rodzice. Tata prokurator (Chris Evans; obok niego mama Michelle Dockery) rzuca więc wszystko, by znaleźć odpowiedź na najważniejsze pytanie i to z jego ust poznajemy całą historię w trakcie procesu apelacyjnego.

Jak przystało na kryminał, podejrzani są z grubsza wszyscy. Również tytułowy Jacob, który kryje w swojej szafie parę nieznanych rodzicom szkieletów. Czy to prawdziwe szkielety, czy może tak tylko podejrzanie to wszystko brzmi, a prawda nie jest tak straszna? W ciągu sześciu odcinków ci o tym nie powiedzą, głów się sam. Dowiesz się w ostatnim ósmym.

Nie można powiedzieć, że Defending Jacob ma nie wiadomo jak wartką akcję i twisty wyrywające z butów. Bo nie ma. Ale jest bardzo solidnym kryminałem i kolejną telewizyjną produkcją nakręconą w filmowym stylu. Coraz trudniej jest ostatnio odróżnić jedno od drugiego.

A przy okazji fajnie pokazuje tę całą medialną otoczkę wokół sensacyjnej sprawy, którą zaczynają interesować się media, jak również zagubienie rodziców, na których jak grom z jasnego nieba spadło to, że nagle znajomi nie chcą się z nimi spotykać, a rodzice kolegi z klasy ich syna plują im w twarz.

Co robimy w ukryciu, do s02e05. HBO GO

What We Do in the Shadows to film, na który czekałem na długo przed tym jak wpadł na Warszawski Festiwal Filmowy i zdobył nagrodę publiczności. Nie zawiódł mnie i po dziś dzień dzierży miano filmu z jednym z najbardziej oryginalnych pomysłów na fabułę, jaki został nakręcony w ostatnich latach. W związku z tym na serial też czekałem, ale gdy w momencie premiery obejrzałem pilota – z jednej strony mnie bawił, z drugiej uznałem, że to całkowita powtórka z rozrywki i odpuściłem dalsze oglądanie.

Z okazji premiery drugiego sezonu powróciłem do jedynki i naprawiłem powyższy błąd. Bo trzeba powiedzieć, że olanie tego serialu po jego pilocie było błędem. Jasne, podobieństwa do filmu są oczywiste, ale zarazem serialowa produkcja jest na tyle nową sprawą, że szybko zostajemy przez nią kupieni, jeśli odpowiada nam tego rodzaju humor. Sprawę ostatecznie przesądza kultowy odcinek z radą wampirów.

Co robimy w ukryciu to dokładnie mój typ poczucia humoru i każdy odcinek to potwierdza. Ironiczne i absurdalne dowcipy pełne słownych gierek wygłaszane z poważną miną – to jest to, co mnie śmieszy. W każdym odcinku trafi się też przynajmniej jeden gryps, który więcej niż szczerze mnie rozśmieszy. A zwykle jest ich więcej. Oczywiście mistrzem świata jest wampir energetyczny Colin Robbinson, ale i jego współlokatorzy dają radę. Serialowi udało się uciec wystarczająco daleko od założenia fabuły filmu, która skupiała się nad domowymi niesnaskami charakterystycznymi dla współlokatorów (dodając do tego twist w postaci: współlokatorzy to wampiry) i opowiedzieć własną historię wampirów mieszkających na Staten Island (chyba) i zmagających się z codziennością.

Z ciekawostek warto dodać, że moim zdaniem w tym całkowicie komediowym serialu trafiło się już parę scen autentycznie budzących grozę. Wszystko za sprawą specyficznego sposobu filmowania oraz umiejętnie stworzonego klimatu realności. Siłą serialu jest bowiem to, że dość łatwo można uwierzyć w to, że to prawdziwa historia.

Ucieczka, s01e01. HBO GO

Na koniec bardzo szybko o serialu, w którym dwoje byłych kochanków po latach realizuje dawny plan. Obiecali sobie, że jeśli jedno wyśle drugiemu wiadomość o treści „UCIECZKA” (były już SMS-y, gdy sobie to obiecywali?), a drugie odpowie tym samym, to rzucą wszystko i wspólnie uciekną od swojego życia, żeby być razem. W rolach głównych Domhnall Gleeson i Merritt Wever.

Nie dotrwałem do końca odcinka pilotowego. Pomysł na serial jest fajny, czuć, że dwójkę głównych bohaterów coś łączyło w przeszłości, a z ekranu bije ich podekscytowanie ponownym spotkaniem po latach, ale mimo to nie ogląda się tego dobrze. Wstęp do tej historii opowiedziany został topornie i z wysiłkiem. Próżno tu szukać czegoś takiego, co przykuło do ekranu w podobnej historii opowiedzianej w filmie Marka Duplassa Blue Jay.

3 odpowiedzi

  1. Gangi Londynu – rewelka, dzieki za polecenie. Zreszta defening Jacob tez swietne, jak Ci sie podobalo zakonczenie?

  2. Quentin

    Nie podobało mi się :(. Nawet o tym napisałem, ale mi wcięło gotowy wpis, a potem wcięło całego bloga :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.