Wolf Warrior 2, Zhan lang II (2017), reż. Jing Wu.
Wolf Warrior 2, Zhan lang II (2017), reż. Jing Wu.

Wolf Warrior 2. Recenzja filmu Zhan lang II

O tym, że nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka wiedzą nie tylko w Hollywood, ale i w Chollywood. Pierwsza odsłona w znacznej części propagandowego chińskiego kina wojennego, jakim był film Wolf Warriors zarobiła krocie juanów, czy czym oni tam płacą. Było więc tylko kwestią czasu, kiedy powstaną kolejne części. Bo będzie tego więcej niż tylko dwa filmy. Recenzja filmu Wolf Warrior 2.

O czym jest film Wolf Warrior 2

Leng Feng (Jing Wu) to członek elitarnego oddziału chińskich komandosów znanego pod nazwą Wolf Warriors. Kiedy z prochami poległego na polu bitwy kolegi przybywa z odwiedzinami do jego rodziny, na miejscu wdaje się w bójkę z lokalnymi zabijakami. Kończy się śmiercią najbardziej wyszczekanego z nich, a dla Leng Fenga to również koniec kariery w siłach specjalnych. Zwolniony ze służby wyrusza do Afryki. Tam zaginęła jego ukochana, po której pozostał jedynie dziwnie wyglądający nabój. Feng ma nadzieję na odnalezienie kogoś, kto kojarzy tak rzeźbioną kulę i poznanie losu ukochanej. Mija kilka lat. Feng pływa dookoła wybrzeża Afryki szukając jakiegokolwiek śladu. Wszyscy go kochają, bo to dusza człowiek i jeszcze w pojedynkę potrafi nakopać afrykańskim piratom. Aktualnie Feng przebywa w bliżej nienazwanym afrykańskim państwie (właściwie to państwo Afryka), w którym panuje epidemia nieuleczalnej choroby. Jakby tego było, jak to w Afryce, legalną władzę chce obalić militarna bojówka, która raz za razem dokonuje masakr ludności cywilnej. Feng trafia w sam środek jednej z takich masakr i udaje mu się uratować kilkoro ludzi, którzy znajdują schronienie w chińskiej ambasadzie. Jednym z nich jest młody kolega Fenga, który prosi go o uratowanie jego mamy. Chińskie wojsko i siły ONZ nie mogą wkroczyć do akcji, a byłoby dobrze, bo przed zagrożeniem trzeba też ratować pewnego doktora, który pracuje nad lekiem na dziesiątkującą Afrykę epidemię. W takiej sytuacji do akcji zgłasza się Feng. Wyrusza przed siebie, by uratować doktora, mamę i kogo się tam jeszcze da. I pozabijać najemników, na czele których stoi demoniczny Big Daddy (Frank Grillo).

Recenzja filmu Wolf Warrior 2

Proszę państwa, oto hit! Wolf Warrior 2 w Chinach zarobił jakieś 850 milionów dolarów pobijając dziesięciokrotnie i tak już ogromne zyski wygenerowane przez jedynkę. Trzeba tu dodać, że zasłużenie, bo dwójka jest też kilka razy lepsza od jedynki.

Główną kotwicą dla Wolf Warriors była jego propagandowa wymowa. Bohaterowie byli prawi, wyposażenie armii nowoczesne, ostrzeżenie przed światem wyraźne: nie zadzierajcie z nami! Jesteśmy najlepsi, mamy najlepszy sprzęt. Większość z tego, co wydarzyło się w filmie było podporządkowane wychwalaniu pod niebiosa armii XXII wieku, przed którą klękajcie narody. Taki armageddonowy patos, ale pięć razy silniejszy.

OK, podobna wymowa pozostała i w dwójce, ale ilość propagandowych pierdół została tu znacznie zminimalizowana. Znacząca jest scena, w której wbrew zakazom, na pomoc Afryce płynie chińska flota mijająca uciekające w bezpieczny ocean jednostki pod amerykańską banderą. Podobne są sceny z Afrykanami wdzięcznym wzrokiem dziękującymi Chińczykom za to, że dali im wszystko, co tylko się dało i bez nich ani rusz. Zabijajcie wszystkich, ale nie szlachetnych Chińczyków! To pozostało, ale zepchnięte na dużo większy margines i od czasu do czasu powiewające chińską flagą.

Głównie dlatego, że Wolf Warrior 2 nie jest już filmem o elicie chińskiego wojska (ta powróci zapewne w trójce), a o jednym kolesiu, który niczym Arnold w Commando nie pozostawia żadnych wątpliwości, żeby z nim nie zadzierać. Fenga nie jest w stanie pokonać nawet zaraza, więc o czym tu gadać. Trochę pomaga mu stary chiński wiarus (hail, chińska armio!) i dzielny młodziak kochający kałachy, ale większość roboty odwala Feng. Nie schowasz się przed nim. Przejedzie dżipem przez ścianę i poklepie cię po ramieniu zderzakiem.

Akcji w filmie Wolf Warrior 2 jest mnóstwo i przeważnie jest to akcja na poziomie. Bójki, strzelaniny, obfite krwawienie, pomysłowa, ale i przesadna choreografia, której zabrakło ostatnio u Johna Woo w Manhunt. Przy czym trzeba pamiętać, że jest to akcja azjatycka, więc nie do podrobienia w żadnym innym kinowym zakątku świata. Ale i wymagająca odpornego na nią widza. Tutaj żadnych reguł nie ma, a cywile giną w podobnej ilości co najemnicy i inni żołnierze.

I kiedy miałem już filmowi Wolf Warrior 2 dać Ósemkę chwaląc go dodatkowo za brak tak żenujących komputerowo scen z animowanymi wilkami jak w jedynce, autorom filmu zachciało się zaserwować fatalnie wyglądającą scenę z animowanymi czołgami. Wcześniejsze splattery i niektóre akcje też prosiły o lepsze efekty, ale nie było to aż tak uciążliwe, jak ta trwająca kilka minut głupotka z czołgami. Trochę się dziwię, że postawiono na taki paździerz, bo chyba nie jest to aż tak wymagające, żeby zrobić dobre sceny „czołgowe” (co udowodnili słabawi Renegaci wedle scenariusza Bessona), a Chińczycy nie mogą narzekać na brak gotówki i poświęcenia, żeby zadziwić świat. I kiedy dodałem do tego uzbrojone po zęby drony (gdzie one tę amunicję trzymały?), Ósemka poszła się pasać.

Nie zmienia to faktu, że Wolf Warrior 2 to udane kino wojskowe i dobra zabawa. Tym bardziej godne to podkreślenia, bo chińskie kino, mimo wieeeluuu prób, rzadko jest z siebie wykrzesać coś naprawdę rozrywkowego i fajnego do oglądania. Nie jest to oczywiście film mądry i poważny (choć się stara) i trzeba brać na to poprawkę, ale skok jakościowy w porównaniu do jedynki jest znaczny.

(2377)

O tym, że nie zarzyna się kury znoszącej złote jajka wiedzą nie tylko w Hollywood, ale i w Chollywood. Pierwsza odsłona w znacznej części propagandowego chińskiego kina wojennego, jakim był film Wolf Warriors zarobiła krocie juanów, czy czym oni tam płacą. Było więc tylko kwestią czasu, kiedy powstaną kolejne części. Bo będzie tego więcej niż tylko dwa filmy. Recenzja filmu Wolf Warrior 2. O czym jest film Wolf Warrior 2 Leng Feng (Jing Wu) to członek elitarnego oddziału chińskich komandosów znanego pod nazwą Wolf Warriors. Kiedy z prochami poległego na polu bitwy kolegi przybywa z odwiedzinami do jego rodziny, na…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Były chiński komandos rusza do walki przeciwko najemnikom chcącym wykorzystać panujące w Afryce epidemię i kryzys rządowy. Wysoko rozrywkowe kino wojenne, które nie grzeszy mądrością i wymaga przyjęcia charakterystycznej, azjatyckiej konwencji. A wtedy gwarantuje udany seans.

Odpowiedź

  1. To musi być dosyć specyficzny i ciekawy film. Na pewno warty zobaczenia, chociażby z samej ciekawości :) Pozdrawiam!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.