Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Manhunt (2017), reż. John Woo.
Manhunt (2017), reż. John Woo.

Manhunt, reż. John Woo. Recenzja filmu Manhunt aka Zhui Bu. Netflix

To było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. John Woo wracający do swoich pistoletowych korzeni – brzmiało na świszczącą kulami ucztę. Jednak rzeczywistość okazała się nie tak kolorowa jak wyobrażenia. Recenzja filmu Manhunt. Netflix.

O czym jest film Manhunt

Pewnego wieczora Du Qiu (Hanyu Zhang), chiński prawnik japońskiej firmy farmaceutycznej, ucina sobie pogawędkę o starych filmach z dwoma uroczymi Japonkami. Z jedną z nich nawiązuje duchowy kontakt, ale wkrótce ta wyciąga spod kimona dwa gnaty i razem z koleżanką przerabia na tatar lokalnych zabijaków. Ot, zwyczajny wieczór na japońskiej prowincji. Niedługo potem Du Qiu uczestniczy w bibie urządzonej z okazji raz sukcesów jego firmy, dwa przekazania szefostwa z ojca na syna. W trakcie biby Du Qiu oznajmia swojemu szefowi, że zamierza odejść z pracy i zająć się czymś innym. Szef nie ma zamiaru pozbywać się znakomitego prawnika. Wysyła mu do pokoju długonogą modelkę, aby przekonała Du Qiu to pozostania w Japonii. Rano skacowany prawnik budzi się obok trupa długonogiej modelki. Zszokowany wzywa policję, która przyjeżdża na miejsce i oznajmia, że Du Qiu jest jedynym podejrzanym w sprawie morderstwa. Więcej, detektyw, który prowadzi śledztwo najwyraźniej chce go zabić! Du Qiu udaje się dać dyla, a wkrótce w pościg za nim rusza detektyw Yamura (Masaharu Fukuyama). To opanowany i bardzo skuteczny gliniarz, który jest zmorą japońskich przestępców. Nie dziwi więc fakt, że taki pitbull jak on niemal natychmiast trafia na trop prawnika. I prawie udaje mu się go złapać. Panowie wymieniają między sobą parę ciosów i zdań, z których wynika, że według Du Qiu został on wrobiony w morderstwo. Yamura nawet zaczyna mu wierzyć, w końcu dowody przeciwko prawnikowi są zbyt idealne. Nie zamierza jednak poklepywać go po główce. Zrobi wszystko, żeby znów go złapać i postawić przed sądem. W końcu jeśli jest niewinny, to będzie to umiał udowodnić, nie?

Recenzja filmu Manhunt

Na pierwszy rzut oka wszystko w filmie Manhunt to stary, dobry John Woo znany z wysokiej formy osiągniętej lata temu w okolicach filmów The Killer i Hardboiled. Zabójcy na motorach, fruwające gdzie popadnie gołębie, discopolowo-operowe sekwencje taneczne, trudna męska przyjaźń pomiędzy bohaterami stojącymi na dwóch skrajnych stronach barykady, strzelaniny zaaranżowane w magazynach wyglądających jak plan filmowy, pościgi na skuterach wodnych, wyskakiwanie przez płonące framugi… you name it. Pod względem możliwości wyszukiwania tego typu nawiązań i mrugnięć okiem – Manhunt sprawdza się bardzo dobrze. Niestety, tym razem nie ułożyło się to wszystko w emocjonujące kino trzymające japę widza w pozycji rozwartej. Zamiast filmu w starym dobrym stylu Johna Woo dostajemy film, który osobiście bardziej przypominał mi pozycję z gatunku: Takashi Miike próbuje zrobić film a’la John Woo. Takie Shield of Straw tylko dużo gorsze.

Podobnie jak i Shield of Straw, Manhunt również oparty został na motywach japońskiej powieści (nie tej samej :P), która już kiedyś została przeniesiona na ekran (mowa o filmie z 1976 roku: Gorące polowanie aka Kimi yo Fundo no Kawa o Watare aka You Must Cross the River of Wrath aka Manhunt aka Hot Pursuit aka Dangerous Chase). Nie zmienia to jednak w niczym faktu, że nowy film Johna Woo to taka chińska wersja Ściganego nakręcona w całości w Japonii z japońską ekipą. Z tego też względu film Johna Woo to dość niefortunna mieszanka trzech języków: chińskiego, japońskiego i angielskiego. Niefortunna, bo tego angielskiego z niewiadomych powodów jest tutaj bardzo dużo i brzmi on koszmarnie. Bohaterowie wypowiadający z poważną miną anglojęzyczne kwestie brzmią i wyglądają komicznie. Straszne.

No dobra, ale już słyszę: co tam bohaterowie mówiący po angielsku i tak liczy się tylko akcja! Zgadzam się, ale niestety w tej kwestii Manhunt również nie przynosi satysfakcji. Zacznijmy od tego, że, kurczę, o wiele ciekawszym połączeniem głównych bohaterów jest glina/płatny morderca niż glina/prawnik. Już tutaj ograniczone zostało więc pole do popisu i choć może nie przeszkadza to aż tak bardzo w strzelaninach („Strzelaj w nogi, ja dokończę sprawę”), to jednak jakimś hamulcem jest. Co się zaś tyczy strzelanin to tutaj czeka na widza zawód, bo nie ma w nich niczego pomysłowego. Dodatkowo źle wygląda komputerowa krew i komputerowo dodane świsty kul. W HD to już nie ta sama zabawa co na startym VHS-ie z wypożyczalni.

Nie wiem też co się tak ci chińscy kultowi twórcy uparli na hiper-duper-leki z nowoczesnych laboratoriów. Dopiero co Ringo Lam wypuścił koszmarka pod tytułem Sky on Fire, w którym pomiędzy strzelaninami chcieli leczyć raka, a teraz dołączył do niego John Woo prowadząc swoją historię w tak absurdalną stronę, że nie ma wyjścia i Manhunt trzeba uznać za spektakularną porażkę.

(2373)

To było zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. John Woo wracający do swoich pistoletowych korzeni - brzmiało na świszczącą kulami ucztę. Jednak rzeczywistość okazała się nie tak kolorowa jak wyobrażenia. Recenzja filmu Manhunt. Netflix. O czym jest film Manhunt Pewnego wieczora Du Qiu (Hanyu Zhang), chiński prawnik japońskiej firmy farmaceutycznej, ucina sobie pogawędkę o starych filmach z dwoma uroczymi Japonkami. Z jedną z nich nawiązuje duchowy kontakt, ale wkrótce ta wyciąga spod kimona dwa gnaty i razem z koleżanką przerabia na tatar lokalnych zabijaków. Ot, zwyczajny wieczór na japońskiej prowincji. Niedługo potem Du Qiu uczestniczy w bibie urządzonej z okazji…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Oskarżony o morderstwo prawnik wymyka się obławie, by oczyścić swoje dobre imię z podejrzeń. John Woo spróbował wrócić do kina, które przyniosło mu zasłużoną sławę i spektakularnie poległ. Tylko dla wytrwałych fanów.

2 odpowiedzi

  1. To mi przypomina, że od 10 lat zabieram się za obejrzenie ‚Red Cliff’…

  2. Quentin

    Mam lepiej. Tyle samo zabieram się z obejrzeniem drugiej połowy „Red Cliff” 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.