Renegaci, Renegades (2017), reż. Steven Quale.
Renegaci, Renegades (2017), reż. Steven Quale.

Renegaci. Recenzja filmu Renegades (2017), reż. Steven Quale

Narwani żołnierze organizują tajną misję, której celem wejście w posiadanie złota należącego do nazistów. Jeden z najlepszych rozrywkowych filmów wojennych – Złoto dla zuchwałych – doczekał się bessonowskiej wariacji na swój temat. Niestety skojarzenia z filmem Briana G. Huttona to największy problem filmu Renegaci. Ale wcale nie z tego powodu, o którym myślicie. Recenzja filmu Renegaci, Renegades (2017), reż. Steven Quale.

O czym jest film Renegaci

Trwa wojna w byłej Jugosławii (no wtedy to aktualnej Jugosławii). Oddział złożony z pięciu Navy Sealsów od zadań specjalnych penetruje sztab bodaj serbskiego watażki oskarżanego o ludobójstwo. To tylko jedna z szalonych misji, w których chłopaki (Sullivan Stapleton, Diarmaid Murtagh, Charlie Bewley, Joshua Henry i Dimitri Leonidas) biorą udział ku udawanemu niezadowoleniu swojego dowódcy (J.K. Simmons). Przełożony dobrze wie, że niektórych misji nie da się załatwić w sposób zgodny z regulaminem. Do tej pory w ramach służby wojskowej zwojowali już sporo, ale kolejna misja, na którą się wybiorą będzie zupełnie prywatna. Jak się okazuje, położone nieopodal bazy jezioro kryje sporo tajemnic. Głównie małe, bośniackie miasteczko, które w trakcie II wojny światowej zostało zalane wodą po zburzeniu tamy. Akuratnie przebywał tam oddział Niemców świeżo po zrabowaniu dzieł sztuki i kilkudziesięciu ton złota. Złoto to cały czas czeka na śmiałków, którzy odważą się po nie sięgnąć. Piątce Sealsów nie trzeba tego dwa razy powtarzać. Wchodzą w spółkę z kochanką (Sylvia Hoeks) jednego z nich, dzięki której dowiedzieli się o wszystkim. Zanim jednak wybiorą się pod wodę, najpierw muszą zorganizować sprzęt, który pomoże im w gładkim przeprowadzeniu akcji. Gładkim na tyle, na ile pozwoli im demoniczny Petrović, czy jak tam nazywa się serbski madafaker, który chętnie widziałby ich głowy zatknięte na pal.

Recenzja filmu Renegaci

Pierwszy zwiastun filmu Renegaci zaatakował mnie niespodziewanie jakiś czas temu. Nie wiedziałem totalnie nic o tej produkcji, a tu, oho, remake Złota dla zuchwałych robią. Kto im pozwolił?! Wtedy myślałem, że to głupi pomysł robić jeszcze raz coś, co jest dobre, aktualizując jedynie czas rozgrywania akcji. Teraz myślę, że trzeba było jednak zrobić remake Złota dla zuchwałych. Wyszłoby lepiej.

To podstawowy problem filmu Renegaci: wychodząc z identycznego punktu wyjścia co klasyczny Kelly’s Heroes, stara się zrobić wszystko, żeby tylko nie być do niego podobnym. Nie szkodzi, że w zwiastunie było tak podobnie, że nawet dwa pojedynkujące się czołgi były, film to już zupełnie inna historia i trzeba ze smutkiem napisać, że jak coś jest dobre, to nie ma co za dużo zmieniać. Bo wyjdzie byle co.

A szkoda, bo mogło z tego wyjść wojenne kino przygodowe jak się patrzy. Dowód na to mamy w otwierającej film Renegaci sekwencji infiltracji bazy wroga i efektownej ucieczki, w którą zaangażowane są ww. czołgi i cała kupa innego sprzętu bojowego. Można się krzywić, że bohaterowie filmu strzelają do wroga jak do kaczek, a owe kaczki odpowiadają strzelając wszędzie tylko nie w bohaterów, ale poza tym akcja jest wartka, efektowna, szybko zmontowana i zapewnia widzowi dużo wojskowego funu. Widz myśli sobie: oho, to teraz pakujcie manele i jedźcie w głąb Jugosławii niech wam droga do skarbu ciężką będzie.

Ale bohaterowie (nawiasem mówiąc całkiem fajnie dobrani aktorzy; klasyczny casting z gatunku: nie znam nikogo, ale wydaje mi się, że to jakieś znajome twarze) nigdzie nie pojadą i ciężko im nie będzie. Głównie dlatego, że skarb mają pod nosem i wystarczy wyłowić go tylko z jeziora. Zamiast wojennej przygody następuje więc przygotowywanie planu, z którego nikt nic nie rozumie (balony tu, balony tam, balony siam, voila ciach), nudne zdobywanie potrzebnych gadżetów, a następnie pół godziny nurkowania. Efektownie wyglądającego – bohaterowie nurkują w zatopionych ruinach miasteczka, a do nurkowania przygrywają im podwodne wybuchy granatów – ale jednak nurkowania. Nie wiem, w mojej definicji kina sensacyjnego nie ma facetów z płetwami.

Szkoda, trzeba było zapakować się w czołg i ruszyć na podbój Jugosławii. Wydawało się, że Bessonowi (współscenarzysta) znowu uda się trafić jak z Lockoutem, ale nie. Renegaci próbują być cool, ale im to za bardzo nie wychodzi. Trochę dobra oprócz początkowej sekwencji, by się z nich wydrapało, ale nadal za mało, żeby warto było usadzić się w kinowym fotelu.

(2284)

Narwani żołnierze organizują tajną misję, której celem wejście w posiadanie złota należącego do nazistów. Jeden z najlepszych rozrywkowych filmów wojennych - Złoto dla zuchwałych - doczekał się bessonowskiej wariacji na swój temat. Niestety skojarzenia z filmem Briana G. Huttona to największy problem filmu Renegaci. Ale wcale nie z tego powodu, o którym myślicie. Recenzja filmu Renegaci, Renegades (2017), reż. Steven Quale. O czym jest film Renegaci Trwa wojna w byłej Jugosławii (no wtedy to aktualnej Jugosławii). Oddział złożony z pięciu Navy Sealsów od zadań specjalnych penetruje sztab bodaj serbskiego watażki oskarżanego o ludobójstwo. To tylko jedna z szalonych misji, w…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Piątka Navy SEAL-sów podczas trwania wojny na Bałkanach dowiaduje się o ukrytym w pobliżu skarbie nazistów. Miało być nowe Złoto dla zuchwałych, wyszedł film o nurkowaniu. Faceci z płetwami nie są dla mnie synonimem dobrego kina akcji.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.