Wojciech Smarzowski nie robi nijakich filmów. Dom dobry też nie jest nijakim filmem. Jest filmem mocnym, zapadającym w pamięć, wartym uwagi i oceniam go wysoko. Gdyby tylko Smarzowski choć przez chwilę przestał być w nim Smarzowskim, pewnie oceniłbym Dom dobry jeszcze wyżej. Recenzja filmu Dom dobry.
O czym jest film Dom dobry
Gośka (Agata Turkot) to miła dziewczyna, której życie nie do końca układa się tak jakby tego chciała. Trzyma jednak głowę wysoko do góry, dorabia na korepetycjach z angielskiego i nie daje sobie podciąć skrzydeł niezależnie od wszystkiego, a głównie od zrzędzącej matki (Agata Kulesza). Jednym z promyków nadziei na lepszą przyszłość jest dla niej czarujący Grzesiek (Tomasz Schuchardt), z którym nocami i dniami SMS-uje wymieniając się znanymi cytatami. Na cytatach się nie kończy – Gośka i Grzesiek w końcu spotykają się twarzą w twarz. Zauroczona mężczyzną dziewczyna nie traci głowy, ale trudno jej nie wierzyć w to, że oto otrzymała szansę na wyrwanie się z toksycznego środowiska i zaczęcie nowego rozdziału. Okoliczności sprzyjają temu nowemu początkowi, więc Gośka postanawia wybrać wydawałoby się najlepsze rozwiązanie. Wprowadza się do Grześka, gdzie szybko wychodzi na jaw jego prawdziwa natura.
Zwiastun filmu Dom dobry
Recenzja filmu Dom dobry
Bardzo trudno jest pisać o filmach podejmujących tematy, o których nie ma się większego pojęcia siedząc sobie w ciepłym i bezpiecznym domu, a podobną rzeczywistość znając głównie z tego, co się przeczyta, usłyszy, czy obejrzy. Jasne, sprawdza się to również jeśli chodzi np. o filmy o strzelaninach, gdy nigdy w żadnej nie brało się udziału, ale w ich przypadku jakoś tak mniej bezboleśnie ryzykujesz bycie kretynem. Gorzej w przypadku produkcji takich jak Dom dobry Smarzowskiego, gdy zapewne trudniej będzie przejść do porządku dziennego, gdy ktoś ci powie, że pierdolisz głupoty. No ale spróbujmy.
Co by to był za film Smarzowskiego, gdyby po jego premierze nie rozgorzała dyskusja, a dwa uformowane obozy nie zaczęły przerzucać się wyzwiskami i ślepymi na inny punkt widzenia niż swój argumentami? Co by to była za Polska?! Trudno więc się dziwić, że wraz z premierą Domu dobrego stało się podobnie i szybko dyskusja o filmie przerodziła się w dyskusję o tym, kto ma rację i czemu nie ma jej druga strona. To niewątpliwy plus dla filmu, który nie pozostawił nikogo obojętnym i sprawił, że ludzie zaczęli dyskutować o problemie przemocy domowej, który przecież jest ważny i o co przecież chodziło Smarzowskiemu. Ale też i minus, bo zamiast o sednie problemu, główne rozmowy toczą się teraz o tym, czy Smarzowski uprawia pornografię przemocy i czy aby nie przesadził, bo, pardon, babę bije się po łbie tylko dwa razy, a nie pięć, bo pięć to nie można!
No i owszem, Smarzowski w mojej ocenie przesadził. A może bardziej adekwatnym byłoby napisać, że przelicytował. I to być może zupełnie nieświadomie (choć wątpię), nie potrafiąc przestać być sobą znanym już z poprzednich filmów, którym zawsze towarzyszyły podobne dyskusje, co teraz. Czasem ta przesada się sprawdzała (Wołyń), czasem mniej (Kler), a teraz znów chyba sprawdza się mniej, bo śmiem twierdzić, że gdyby trochę przykręcić kurek ekranowych okropności, Dom dobry odniósłby jeszcze większy skutek. I być może coś zmienił, co teraz wydaje się mniej możliwe, bo znów – zamiast o przemocy domowej, gadamy sobie teraz o Smarzowskim.
I żebyśmy się dobrze zrozumieli, „przesadził” nie oznacza wcale, że zaserwował widzom farmazony. Tak myślę, choć to akapit tej recenzji najbardziej spod znaku Uniwersytetu Chłopskiego Rozumu. Przesadne nagromadzenie makabry (nie piszę li tylko o makabrze fizycznej, ale i psychicznej oraz o każdej innej) w pewnym momencie doprowadza do tego, że zaczynamy ją kwestionować. Chwilę wcześniej byliśmy oburzeni, by za chwilę przemknęło nam przez myśl, że no nie, to już chore fantazje reżysera, a nie rzeczywistość. I w efekcie mamy teraz takie dyskusje o Domu dobrym, jakie mamy. Dlatego myślę, że szkoda, że w tych kilku momentach Smarzowski nie postarał się nie być Smarzowskim. Bo nie mam większych wątpliwości, że wszystko to, co obserwujemy na ekranie, dzieje się być może właśnie w tej chwili w którymś polskim domu. I ja wiem, że nie ma znaczenia czy w takim natężeniu czy w mniejszym, bo zło zawsze jest złem, ale jednak trochę ma znaczenie, gdy mowa o filmie, który chciałby pobudzić do jakichś zmian, a nie tylko do tego, żeby się przy jego okazji poobrzucać gównem, a potem wszystko wróci do tego, co było.
Jest Dom dobry filmem wstrząsającym, mocnym, dającym do myślenia, otwierającym oczy i pokazującym brudnym paluchem jak wygląda życie kobiet pod pięścią tyrana, ale w moim odczuciu zarówno nie jest filmem szczerze i bez żadnej artystycznej ingerencji pokazującym samą prawdę, jak i nie jest filmem pokazującym wyłącznie nieistniejące w rzeczywistości urojenia twórcy. Dom dobry skrojony został od podszewki na dzieło stworzone pod konkretną tezę. Głównej bohaterce brakuje choćby jednej złej cechy, by widz maksymalnie się z nią utożsamił, polubił, kiedy u głównego bohatera odwrotnie, u tego chuja trudno znaleźć coś dobrego (no w miarę zaradny jest). Kto wie, czy nie jeszcze bardziej obrzydliwy od niego jest świat, w którym rozgrywa się akcja filmu Smarzowskiego. W którą stronę nie obejrzy się główna bohaterka, tam widzi zgniliznę, rozkład i rzeczywistość, w której bycie chujem popłaca. Gośka nie zna nikogo, kto by nie chlał, nie tłukł po brzuchu, żeby nie było widać siniaków, nie oszukiwał, w najlepszym razie nie klął. Jakim cudem zachowała w nim pogodę ducha, nie wiem. Wiem natomiast, że to właśnie w tej sferze również przydałoby się trochę stonowania emocji, przestania być Smarzowskim i dodania trochę koloru do rzygowin. Reżyser chciał pokazać, że być może najgorsze rzeczy dzieją się w tych tzw. dobrych domach, to po jaką cholerę dokłada do tego np. jeszcze parę migawek z domów tzw. złych, gdzie patologia już dawno sięgnęła zenitu, a teraz zamieszkały w nich ludzkie odchody odrażające, brudne i makabrycznie odpychające? W tej przesadzie nie ma metody i ja się automatycznie buntuje na takie właśnie dictum. Wstawaj pan, panie Smarzowski, bo się trochę zesrałeś!
Powyższe szczególnie kłuje w bok, gdy pomijając to wszystko, o czym napisałem, cała reszta to pierwszorzędne, otwierające oczy kino. Nie żadne ciepłe kluchy o niczym, ale przemyślany film o fajnej konstrukcji Podwójnego życia Weroniki, Przypadku czy innej Przypadkowej dziewczyny (nawiasem mówiąc podoba mi się ten pomysł Smarzowskiego na „powtórki” ze swoich starych filmów, a scena, w której bohaterowie oglądają Dom zły została tu wykorzystana lepiej niż dobrze). Daje to możliwość eksploracji różnych perspektyw jednej historii tym bardziej potrzebnej, im więcej komentarzy mówiących o tym, że ja to bym się dawno wyprowadziła, uciekła, kopnęła dziada w dupę. Gdyby to tylko było takie proste, Smarzowski nie miałby o czym kręcić filmów, a my byśmy pewno już mieli taki rząd, który podoba się wszystkim.
Ogląda się Dom dobry z rosnącym oburzeniem na znieczulicę, bezwzględność, korupcję, bagatelizowanie podstawowych praw każdego obywatela i przemoc skrywaną pod fasadą szczęśliwych zdjęć z feedu na Instagramie. Znakomici w głównych rolach są Turkot i Schuchardt, którzy zasługują na wszelkie nagrody, jakie tylko przewidziała polska kultura. Są swoimi postaciami w stu procentach i nie cofają nogi, gdy trzeba kogoś kopnąć, nie tonują bezsilnego wycia, gdy się przelewa. Od pewnego momentu Smarzowski prawie każdą sceną wali widza prosto w łeb i oszałamia. Można odnieść wrażenie, że sam przy tej okazji wpada w trans wyrzucając z siebie kolejne powodzie szamba, jakie człowiekowi może sprawić tylko drugi człowiek.
Tyle tylko, że Smarzowski przelicytował docierając w pewnym momencie do miejsca, w którym powinien pozwolić na wybrzmienie tego wszystkiego, o czym mowa wyżej. Powinien przydusić pedał hamulca, zamiast wciśnięcia pedału gazu do oporu (po co? żeby więcej zarobić, bo kontrowersja lepiej się sprzedaje?). Więcej zgnilizny, reaktor wytrzyma! No i właśnie patrząc po komentarzach dotyczących Domu dobrego – nie wytrzymał. Dlatego szkoda, bo przecież sam Smarzowski choćby początkiem filmu udowodnił, że potrafi w subtelności dobrze pokazując, w jak dobry sposób drapieżniki potrafią zamaskować swoją prawdziwą naturę i poskromić ją dla osiągnięcia celu. Inna sprawa, że świat przedstawiony został skonstruowany tak, że Gośka właściwie nie ma żadnego wyboru. Zapewne trudniej dla scenarzysty Smarzowskiego byłoby opowiedzieć tę historię, gdyby np. bohaterka pochodziła z kochającej się, pełnej rodziny. Inna sprawa, że pewnie gdyby zajrzeć w statystyki, to wyszłoby na to, że dużo rzadziej są to właśnie takie historie.
Tak czy siak. Nie widzę powodu, by oceniać Dom dobry niżej.
(2653)
Ocena Końcowa
8
w skali 1-10
Podsumowanie : Wraz z poznaniem Grześka, Gośka ma nadzieję na to, że jej życie się zmieni. Nie spodziewa się jednak, że w koszmar. Mocne, bezkompromisowe i walące po głowie kino spod znaku Wojciecha Smarzowskiego. Prowokując do przemyśleń i refleksji za bardzo zatraca się w epatowaniu zgnilizną przez co niepotrzebnie osłabia przekaz narażając się na sprzeciw odciągający od sedna problemu.
Podziel się tym artykułem:
