Dara of Jasenovac (2020), reż, Predrag Antonijevic.
Dara of Jasenovac (2020), reż, Predrag Antonijevic.

Dara of Jasenovac. Recenzja filmu Dara iz Jasenovca

W przypadku tego serbskiego kandydata do Oscara, porównania nasuwają się same. Serbski Wołyń, bałkański Oświęcim itp. Jak zawsze w przypadku tego typu filmów, piekielnie trudno oceniać je bez oglądania się na politykę. Gdyby spróbować to zrobić, bezapelacyjnie mielibyśmy do czynienia z trudnym w odbiorze, wstrząsającym filmem, który porusza i pozostawia widza w bezsilności. Tyle tylko, że nie sposób oceniać tego filmu bez oglądania się na historię, politykę i próby odpowiedzenia na pytanie: co chcieli osiągnąć jego twórcy? Recenzja filmu Dara of Jasenovac.

O czym jest film Dara of Jasenovac

Jest rok 1941. Faszystowskie Niemcy podbijają Królestwo Jugosławii, a faszystowski ruch Ustaszy formuje Niepodległe Państwo Chorwackie. To tutaj staną jedyne obozy koncentracyjne w trakcie II wojny światowej, które nie będą zarządzane przez Niemców. Po przejęciu władzy Ustasze postanawiają wykorzystać okazję do zemsty na znienawidzonych Serbach. Powstaje plan czystek etnicznych, w wyniku których 1/3 Serbów ma zostać zamordowana, 1/3 wysiedlona, a 1/3 „schorwacona”. Z pomocą kościoła rzymskokatolickiego, prawosławni Serbowie mają zostać nawróceni na „właściwą” wiarę. Tymczasem w drodze do obozu koncentracyjnego w Jasenovcu podąża kolejna grupa Serbów. Nie są to jedyni więźniowie tego obozu, do którego trafiają też m.in. Żydzi i Cyganie. Ale to cywilna ludność serbska jest głównie na celowniku chorwackich oprawców. O obozie w Jasenovcu krążą legendy. Ci, którzy docierają tam koleją, wrócić mogą jedynie martwi nurtem rzeki Sawy. Wśród nowej partii więźniów jest 10-letnia Dara (Biljana Cekic) wraz z matką i dwojgiem rodzeństwa: bratem starszym i młodszym dwulatkiem. Oczami Dary obserwować będziemy okropieństwa Jasenovca.

Zwiastun filmu Dara of Jasenovac

Recenzja filmu Dara of Jasenovac

Obóz koncentracyjny, którego centralna część mieściła się w miejscowości Jasenovac, podzielony był tak naprawdę na pięć podobozów rozmieszczonych na obszarze ponad 200 kilometrów kwadratowych. Wśród nich były obozy dla kobiet i dzieci, a także dla samych dzieci. Zwiedzimy większość z nich razem z tytułową Darą. Nie będzie to przyjemna podróż.

Wszyscy, którzy widzieli Wołyń Wojciecha Smarzowskiego, mogą wyobrazić sobie z grubsza, czego spodziewać się po filmie Dara of Jasenovac. To przerażająca historia, która rozegrała się naprawdę i która porusza tak mocno, jak tylko mocno mogą poruszać opowieści o cierpieniu, a w szczególności cierpieniu dzieci. Cierpieniu spowodowanym nacjonalistyczną ideologią i niechęcią do sąsiada, z którym przyszło dzielić jeden kraj. Przy czym różnice pomiędzy Wołyniem a filmem Dara of Jasenovac są z grubsza dwie. Serbski kandydat do Oscara (ostatecznie nominacji nie dostał przegrywając między innymi z inną bałkańską opowieścią o ludobójstwie, filmem Aida) nie posuwa się aż tak daleko w pokazywaniu ekranowych okropieństw, a film Smarzowskiego o wiele lepiej poradził sobie z trudnym tematem poprzez próbę opowiedzenia tej historii w kontekście szerszym niż tylko cierpienie jednego narodu.

Dara of Jasenovac to pierwszy serbski film poświęcony ludobójstwu, którego Serbowie byli ofiarami. Pierwotnie miał zadebiutować w kinach w 2020 roku z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozów skupionych wokół Jasenovca, ale pandemia COVID-19 przełożyła te plany w czasie. Mimo tego zasadne pozostaje pytanie: dlaczego Dara of Jasenovac powstała właśnie teraz? W okresie, kiedy silne ruchy nacjonalistyczne dochodzą do głosu na całym świecie i są coraz bardziej słyszalne? Maskowana rocznicą odpowiedź na to pytanie wydaje się oczywista, a film w reżyserii Predraga Antonijevica nie robi wiele, aby zaprzeczyć chęci wzbudzenia konkretnych uczuć u widzów. Powinien? Czy opowiedzenie prawdziwej historii poprzez wprowadzenie fikcyjnych postaci jest wystarczającym usprawiedliwieniem pokazania tego jak było, bez prób odpowiedzi na pytanie: dlaczego tak było? Można się kłócić.

Dara of Jasenovac jest filmem jednostronnym. My, Serbowie, cierpieliśmy, wy, Chorwaci, nas mordowaliście. Przypominamy o tym, żeby nie zapomnieć. Próżno w filmie Antonijevica szukać jakichś pozytywnych chorwackich postaci. Jedynie scena początkowa pozwala przypuszczać, że film ten będzie kompleksową opowieścią o bałkańskim problemie, a nie filmem o krwawej krzywdzie jednego narodu. Potem mamy do czynienia już tylko z krzywdą. O co nietrudno, gdyż z historii wiadomo, że okropieństwa, jakich dopuszczali się w Jasenovcu Chorwaci zaszokowały nawet Niemców. Czego wyraz znalazł się również w filmie.

Choć trzeba pamiętać, że twórcy filmu nie popuszczają wodzy fantazji, jeśli chodzi o cierpienie jednostek, cierpienie narodu. Pokazane w filmie wydarzenia zdarzyły się naprawdę i to nie podlega dyskusji. Więcej, można pokusić się o stwierdzenie, że twórcy filmu bez większych problemów mogli w tym uzwierzęceniu Chorwatów iść o wiele dalej. Jednemu z jasenovackich oprawców, byłemu franciszkaninowi Tomislavowi Filipovićowi-Majstorovićowi nazywanemu przez więźniów obozu bratem Szatanem przypadła rola trzecioplanowa. Pojawia się w dwóch zaledwie scenach, choć już sam on mógłby zostać głównym bohaterem wstrząsającego filmu. Okropieństwa dokonywane w obozach w Jasenovcu to w rękach oszalałego z nienawiści reżysera materiał na filmowe piekło. W przeciwieństwie do niemieckich oprawców, Chorwaci nie stawiali głównego nacisku na „przemysłowe” zabijanie i udoskonalanie jego metod. Po trosze z oszczędności amunicji, po trosze pewnie z dzikiej żądzy zabijania, postawili na przedmioty codziennego użytku jak młoty, piły ręczne, noże, w tym niesławny srbosjek (rzeźnik Serbów) – przytwierdzony do rękawicy ostry nóż idealny do podrzynania gardeł i wyłupywania oczu. Pojawia się on w jednej ze scen filmu, ale przecież był „bohaterem” o wiele bardziej wstrząsających wydarzeń. Pewnego dnia w jednym z obozów urządzono zawody, w których zwycięzcą miał zostać strażnik, który zabije najwięcej Serbów. Zwycięzca zabił ponad 600 osób, choć sam chwalił się, że było ich ponad 1300… Takich opowieści o Jasenovcu jest więcej, w filmie znalazły się w formie kompendium. Wstrząsającego, ale niepełnego przecież.

Po premierze filmu pojawiły się zarzuty, że jest nie tylko antychorwacki ale też antyrzymskokatolicki. Cierpieniom dzieci przyglądają się i uczestniczą w nim zakonnice, co nie pozostawia wątpliwości, co do religijnego podłoża ludobójstwa. Ale znów, nawet w tej antykościelnej krucjacie Antonijevic potrafi się wyhamować. Ustasze spotykali się przecież na herbatce z ówczesnym papieżem, a kardynał Zagrzebia został po wojnie skazany za udział w ludobójstwie, choć ten ograniczył się do przymykania na nie oka, a i późniejsi historycy spierali się, czy rzeczywiście w ogóle należy go potępić za to jak (nie)zareagował na sytuację.

Wobec powyższego aktualne pozostaje pytanie o to, jaki przekaz chce pozostawić po swoim filmie Antonijevic. Czy jest to jedynie chęć zapisania na taśmie filmowej historii z przeszłości, by nigdy nie została zapomniana? Czy może w ten niezbyt zawoalowany sposób nawołuje do czegoś? A może proponuje usprawiedliwienie tego, co wydarzyło się 50 lat później, kiedy to Serbowie zostali katami, a Chorwaci ofiarami? O tym, jak żywy jest to temat, wyraźnie przekonuje to, co dzieje się wokół samego filmu. Przez jakiś czas oceny dla niego na serwisie IMDb zostały zablokowane, bo dostawał same 1 i 10. Świadczy to o tym, że animozje pomiędzy dwoma narodami nie zniknęły i być może czekają tylko na sygnał taki, jakim jest film Antonijevica. Oczywiście to tylko spekulacje, bo trudno powiedzieć, co siedzi w głowie twórcy. Niezależnie od tego, że on sam dolewa oliwy do tego ognia. Kontrowersje wzbudził jeden z udzielonych przez niego wywiadów, w którym wyśmiewał ofiary podobnego obozu założonego przez Serbów w trakcie wojny na Bałkanach. To wszystko niestety jest tak cholernie skomplikowane, że dramat ofiar Jasenovca boli tym bardziej, że niczego nie nauczył. I myśląc o tym, jak to możliwe, że ludzie ludziom zgotowali takie piekło, niestety myśli się również i o tym, że powtórka wcale nie jest tak wykluczona.

Dlatego filmu Dara of Jasenovac nie sposób oglądać bez znajomości szerszego kontekstu tej opowieści. Bez niego to film o biednych Serbach mordowanych przez Chorwatów. A przecież to wszystko rozpoczęło się dużo wcześniej, a Serbowie, choć nie na tak ogromną skalę, wcale nie pozostawali bez winy w utrwalaniu się nienawiści pomiędzy narodami.

Dlatego też trudno oceniać sam film w oderwaniu od tego wszystkiego, co mu towarzyszy. Jest wstrząsający, wzruszający, mocny, porządnie zrealizowany i na pewno warto go obejrzeć. Czy jest to jednak zmyślna propagandówka, a co za tym idzie rzecz godna napiętnowania? Nie mnie to oceniać. Czystofilmowo Dara of Jasenovac to kawał pozostającego w pamięci kina.

(2479)

W przypadku tego serbskiego kandydata do Oscara, porównania nasuwają się same. Serbski Wołyń, bałkański Oświęcim itp. Jak zawsze w przypadku tego typu filmów, piekielnie trudno oceniać je bez oglądania się na politykę. Gdyby spróbować to zrobić, bezapelacyjnie mielibyśmy do czynienia z trudnym w odbiorze, wstrząsającym filmem, który porusza i pozostawia widza w bezsilności. Tyle tylko, że nie sposób oceniać tego filmu bez oglądania się na historię, politykę i próby odpowiedzenia na pytanie: co chcieli osiągnąć jego twórcy? Recenzja filmu Dara of Jasenovac. O czym jest film Dara of Jasenovac Jest rok 1941. Faszystowskie Niemcy podbijają Królestwo Jugosławii, a faszystowski ruch Ustaszy formuje…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Oparta na faktach opowieść o 10-latniej Serbce, która trafia w sam środek chorwackiego obozu koncentracyjnego będącego centralnym ośrodkiem ludobójstwa. Wstrząsający, wzruszający, mocny, porządnie zrealizowany i godny obejrzenia film, do którego nie ma co jednak zasiadać bez znajomości szerszego kontekstu tej opowieści. Ten jego twórców nie interesuje.

5 odpowiedzi

  1. frank drebin

    O Panie Q, tym wpisem wysoko postawiłeś sobie poprzeczkę dla kolejnych wpisów. Porządna robota, nie spodziewałem się po tobie takiego „fachowego” wpisu 😉 Śmiało mógłby pójść do jakiejś wysokonakładówki.

  2. Quentin

    Na razie musi mu wystarczyć coraz bardziej niskonakładowy blog :)

  3. frank drebin

    Czyli trzeci czytelnik odpadł? 😉

  4. Jestem, jestem! :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.