Ostatnia rodzina (2016), reż. Jan P. Matuszyński.
Ostatnia rodzina (2016), reż. Jan P. Matuszyński.

Ostatnia rodzina. Recenzja atomkobeksińska

O filmie Ostatnia rodzina – choć jeszcze nie wszedł do ogólnej dystrybucji; zrobi to za tydzień – już jest coraz głośniej i to wcale nie z powodu jakości samego filmu. Jak grzyby po deszczu wyrastają recenzje zaczynające się od słów „znałem Tomka i”, w których autorzy wieszają psy na filmowym portrecie rodziny Beksińskich ze szczególnym wskazaniem samego Tomka. Wydaje mi się, że jeszcze chwilę i wstyd będzie wypowiedzieć się na temat filmu Ostatnia rodzina bez znajomości z Tomkiem Beksińskim, choćby korespondencyjnej. Ale póki jeszcze można, to pozwolę sobie skrobnąć kilka słów.

Dlaczego recenzja będzie to atomkobeksińska? Z podobnego powodu, co recenzja Smoleńska była apolityczna. Tak jak w przypadku filmu Krauzego na recenzjach największe piętno wywierała przynależność do danej opcji politycznej, tak na recenzjach filmu Ostatnia rodzina największe piętno zaczyna wywierać osobisty stosunek do zawartego w niej obrazu tytułowej rodziny. A że ja żadnego osobistego stosunku do Beksińskich nie miałem – Tomasza nie znałem ani osobiście ani przez pryzmat jego dokonań, do pewnego momentu nie miałem pojęcia, że jego ojciec był znanym malarzem – to chyba będę w stanie skreślić dwa zdania po prostu o filmie, bez tego całego okołofilmowego ciężaru, którego coraz więcej. Recenzja filmu Ostatnia rodzina.

O czym jest film Ostatnia rodzina

Do szaroburego blokowiska na zadupiu Warszawy (dzisiaj to zapewne okolice centrum) wprowadza się rodzina Beksińskich. Uznany malarz Zdzisław (Andrzej Seweryn), jego neurotyczny i nadpobudliwy syn Tomasz (Dawid Ogrodnik), żona Zofia (Aleksandra Konieczna) oraz dwie teściowe w podeszłym wieku. Starsza czwórka mieszka pod jednym dachem na sporej wielkości ostatnim piętrze jednego z bloków, a Tomek w bloku w okolicy. Jest rok 1977, właśnie przychodzę na świat ;). Wkrótce widzimy, że całe życie rodziny Beksińskich podporządkowane jest dwóm panom Beksińskim, a w szczególności cholerykowi Tomaszowi, który żyje w swoim świecie marząc o samobójstwie do tego stopnia, że ojciec zaczyna mieć tego dosyć i pewnie po cichu sobie myśli, że dobra, skończ już pieprzyć i weź się zabij. A matka jak to matka. Tomasz, oprócz samobójczych myśli, ma wielką kolekcję płyt, szpul, kaset, całego tego szajsu*, który kiedyś tonami zalegał po domach i zaczyna pracę w radiowej Trójce przy okazji średnio radząc sobie z koleżankami i w oczach matki uchodząc za samotnika, dla którego za chwilę może być za późno. Tymczasem w domu Beksińskich pojawia się niejaki Dmochowski (Andrzej Chyra), pasjonat, który za twórczość mistrza gotów jest zapłacić dziesiątki tysięcy dolarów i który zaczyna zbierać materiały na książkę, którą niedługo napisze.

*tak tylko napisałem, tęsknię za czasami, kiedy doceniało się to, co się udało zdobyć, a cała kolekcja nie mieściła się na dysku ajfona.

Recenzja filmu Ostatnia rodzina

Ostatnia rodzina to film o śmierci. Od początku do końca śmierć jest tutaj tematem przewodnim, o którym nie zapomina się w żadnym momencie filmu, nawet wtedy, gdy pozornie jest dobrze. Śmierć w Ostatniej rodzinie czasem jest oswojona, często traktowana z żartem i dystansem, ale cały czas nieuchronnie wisi w powietrzu nad bohaterami i wiadomo, że wcześniej czy później uderzy. Mimo takiego śmiertelnego klimatu film Matuszyńskiego ogląda się dość pogodnie, a widownia często reaguje śmiechem (jednak za często w niezbyt odpowiednich momentach). Warto w tym momencie zauważyć, że podobnego turpizmu nie pamiętam w żadnym polskim filmie ostatnich lat i już choćby z tego powodu Ostatnia rodzina jest filmem niezwykłym. Duża w tym zasługa świetnego Andrzeja Seweryna, który w roli Zdzisława jest bezbłędny. Dla świata mroczny geniusz, w domowym zaciszu ubrany w kapcioszki, zlizujący żarcie z talerza pozorny prostak, który kasuje to wrażenie za każdym razem, gdy się tylko odezwie. Specyficznie nastawiony do świata, obdarzony czarnym humorem i rozumiejący ten absurdalny porządek życia, które niezależnie od wszystkiego zawsze kończy się śmiercią. A przez to niejednoznaczny i trudny do rozgryzienia w swoim sposobie bycia.

W moim odczuciu w zderzeniu z Sewerynem/Zdzisławem mocno blednie Ogrodnik/Tomasz, który kreuje – zapewne zgodnie ze scenariuszem, bo jakże by inaczej – postać cholernie dziwną, wyciętą z jakiegoś absurdalnego komiksu o chłopcu z ADHD, który marzył o samobójstwie. Oceniając tylko i wyłącznie po filmie Ostatnia rodzina Tomasz wydaje się zbyt przerysowaną postacią, by uwierzyć, że taki właśnie był. Filmowy Tomasz nie ma ani chwili oddechu od ekspresyjnego sposobu grania Ogrodnika i nie przystaje nawet na moment. Nieustannie trzęsie się w jakimś dziwnym transie, zachowuje się na przekór zdrowemu rozsądkowi, wszystkich ma za nic. Oceniając tę postać tylko na podstawie filmu Matuszyńskiego muszę powiedzieć, że był – pardon – pojebany, po prostu. A przynajmniej przez większość początkowych lata życia. I nie wiem tylko czy taka ocena to zasługa Ogrodnika, który za bardzo chce być niezwykły, czy może słabość scenariusza, który nie wytłumaczył mi choćby trochę, dlaczego Tomasz Beksiński był jaki był. Film od razu stawia nas przed faktem dokonanym i sam dokonuje rodzinnej wiwisekcji nie tłumacząc czemu, tylko pokazując jak. Przy okazji świetna w tym wszystkim jest pogodzona z losem Konieczna w roli Zofii, choć odsunięta na margines tej opowieści tak bardzo, jak teraz odsunę ją od tej recenzji. Trochę niesprawiedliwie, ale jest tu jak ten sędzia piłkarski – najlepszy na boisku, gdy go nie widać.

Ostatnia rodzina jest znakomicie zrealizowana. Absolutnie nie ma się tu do czego przyczepić, a lata 70-80-90 wyglądają tu tak, jakimi je pamiętamy. Wszystko od muzyki po scenografię (po prostu wybitne pomieszczenia pełne półek z płytami itd., czy pracownia Tomasza Beksińskiego; choć niby to tylko biurko, magnetofon i jakieś tam graty plus plakaty na ścianach) jest tu na najwyższym poziomie, a realizmowi sprzyjają fragmenty nagrywane przez seniora rodu kamerą VHS. Plus pełno tu różnych smaczków z epoki, fragmentów Pegaza itp. drobnostek, które sprawiają, że Ostatnią rodzinę ogląda się jak produkcję z najwyższej półki.

Film Matuszyńskiego robi wrażenie, choć do końca nie wiem czy jego słabości są na tyle słabe, by zaważyć na ocenie, czy jednak nie robią na niej żadnego uszczerbku. Najbardziej zabrakło mi właśnie tego głębszego wejścia w bohaterów, które pozwalałoby ich zrozumieć. Bo patrząc na to chłodnym okiem mieli po prostu świetne życie, w którym – jak to w życiu – było trochę wybojów, ale nie będących w stanie wpłynąć na całkowity obraz. Pamiętajmy, że akcja dzieje się w czasach komuny, ale w Ostatniej rodzinie nie usłyszycie słowa „komuna”. Bodaj jedyny jej ślad to szubienica namalowana na ścianie windy z wiszącym na niej napisem PZPR. A tak poza tym to inteligenckie dolce vita pełną gębą, w którym nie ma problemu ze zdobyciem płyty czy filmu. Kto pamięta te lata to wie, jak ciężko było choćby kupić czystą kasetę magnetofonową, nie mówiąc już o zdobyciu jakiegoś konkretnego filmu – brało się co mieli na giełdzie i nie pytało: panie, masz pan Świt żywych trupów? Beksińscy nie mieli takich problemów – tego też mi zabrakło, wyjaśnienia, skąd Tomek miał tę całą kolekcję, bo nawet nie chodziło o kwestie finansowe, ale zwyczajne problemy ze zdobyciem czegoś – a jeśli jakieś mieli, to zapijali je litrami coca-coli. Z jej zdobyciem też nie było problemu (ach te butelki 0,33, dziś już chyba nie do kupienia, ale wtedy też nie takie hop siup).

Ostatnia rodzina ma wady, nie wiem na ile jest zgodna ze stanem faktycznym (z tego co czytam to wcale), ale robi wrażenie i zostaje w głowie. To prawdopodobnie najlepszy polski film od czasów filmu Bogowie i nie wypada go przegapić.

(2127)

O filmie Ostatnia rodzina - choć jeszcze nie wszedł do ogólnej dystrybucji; zrobi to za tydzień - już jest coraz głośniej i to wcale nie z powodu jakości samego filmu. Jak grzyby po deszczu wyrastają recenzje zaczynające się od słów "znałem Tomka i", w których autorzy wieszają psy na filmowym portrecie rodziny Beksińskich ze szczególnym wskazaniem samego Tomka. Wydaje mi się, że jeszcze chwilę i wstyd będzie wypowiedzieć się na temat filmu Ostatnia rodzina bez znajomości z Tomkiem Beksińskim, choćby korespondencyjnej. Ale póki jeszcze można, to pozwolę sobie skrobnąć kilka słów. Dlaczego recenzja będzie to atomkobeksińska? Z podobnego powodu, co…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Filmowa opowieść o rodzinie Beksińskich. Bezbłędnie zrealizowany, najlepszy polski film od czasu filmu „Bogowie”.

9 odpowiedzi

  1. Mógłbyś podrzucić link do recenzji osoby, która znała Tomka? Bo G zwraca głównie wyniki z dużych portali, a z chęci bym przeczytał opinię osoby z otoczenia głównych bohaterów.

    Swoją drogą w wynikach wyszukiwania recenzji G ładnie Cię pozycjonuje. Szkoda tylko, że błędnie pokazuje skalę ocen. Zamiast 9/10 pokazuje 9%, więc może to być bardzo mylące, mimo że obok są poprawnie wyświetlone gwiazdki.

  2. Quentin

    Wiem, cholera. Ale spece rozkładają ręce w temacie tych procentów :(

    Tu masz taką recenzję, na tym fanpage’u jest jeszcze przynajmniej jeden post na ten temat. Czytałem gdzieś jeszcze jedną, ale nie pamiętam gdzie. Autor prowadził w młodości jakiegoś zina i wysłał list do Beksińskiego, dostał odpowiedź itd. i teraz twierdzi, że Beksiński z filmu nigdy by mu na taki list nie odpisał. Może na podstawie tego znajdziesz.
    https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1768425066780519&id=1768237753465917&hc_location=ufi

  3. W książce Grzebałkowskiej takie stwierdzenie nie pada wprost (bo pewnie nie było nigdy takiej oficjalnej diagnozy), ale wygląda to tak, jakby Tomasz miał po prostu dwubiegunówkę i całe wyjaśnienie można sprowadzić do niestykających neuroprzekaźników. A tragizm całej historii polega na tym, że po tym samobóju za wszystko obwiniano bezemocjonalne relacje z ojcem, który do końca życia czuł, że zawiódł w najważniejszej roli. Nie wiem, jak to wygląda w filmie, ale mam nadzieję, że chociaż w części oddaje poziom zniuansowania tej historii.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.