Jestem mordercą (2016), reż. Maciej Pieprzyca.
Jestem mordercą (2016), reż. Maciej Pieprzyca.

Jestem mordercą. Recenzja filmu Macieja Pieprzycy

Rany, jak to niewiele potrzeba do zrobienia dobrego filmu. Wystarczy porządnie opowiedzieć ciekawą historię i już. Naprawdę, oglądając Jestem mordercą można odnieść wrażenie, że to naprawdę było bardzo proste. Nie ma tam niczego wyszukanego, wydumanego, wywalonego w kosmos. A jednak, jakoś do tej pory nie udało się u nas zrobić takiego filmu. Recenzja filmu Jestem mordercą.

O czym jest film Jestem mordercą

Początek lat 70. Na Śląsku trwa fala brutalnych zabójstw kobiet. Śmiały morderca ma na swoim koncie już kilka ofiar, a milicji wysyła zuchwałe listy, w których informuje, że zamierza zabić trzydzieści kobiet na trzydziestolecie Polski Ludowej. Milicja jest bezradna. Dwa zespoły wydelegowane do złapania seryjnego mordercy nie dały rady nic zdziałać. Mają odcisk buta, zeznanie prawie niewidomej kobiety i tego typu bzdury. A sytuacja staje się coraz bardziej poważna. Mimo milczenia na temat morderstw przez prasę i telewizję – ludzie wiedzą swoje. Aby ochronić kobiety w drodze do i z pracy towarzyszą im mężowie i bracia. Na domiar złego kolejną ofiarą mordercy jest bratanica pierwszego sekretarza partii. Tego już za wiele! Prowadzenie śledztwa zostaje powierzone młodemu i realistycznie podchodzącemu do nowego zadania (wrobić mnie chcą, kozła ofiarnego se znaleźli) porucznikowi Januszowi Jasińskiemu (Mirosław Haniszewski). Jasiński łapie byka za rogi po zachodniemu. Nie słuchając bzdur o tym, że w bloku socjalistycznym nie ma seryjnych morderców, kontaktuje się ze światowej sławy profilerem, a także korzysta z dobrodziejstwa komputera Odra. Czas ucieka, a kolejne kobiety padają ofiarą morderstw.

Recenzja filmu Jestem mordercą

W kinie przeważnie nie ma przypadku. Gdy jakiś nieznany reżyser nagle kręci film, który w zapowiedziach jest nazywany polskim Kodem Da Vinci, mrocznym erotycznym thrillerem i Bógwiecojeszcze, można ze sporą dozą pewności założyć, że nic z takich zapowiedzi nie znajdzie odzwierciedlenia w rzeczywistości (pozdrawiam Sługi boże). Kiedy jednak za inny film bierze się nie dość, że reżyser porządny i uznany, to jeszcze zainteresowany tematem, wtedy wielce prawdopodobne, że wyjdzie coś fajnego. Urodzony w Katowicach Maciej Pieprzyca z historią najsłynniejszego polskiego seryjnego mordercy Zdzisława Marchwickiego zmagał się od lat. Najpierw był telewizyjny film, nomen omen, Jestem mordercą…, a potem świetny Śląski Tryptyk wchodzący w skład telewizyjnych Kryminalnych. Ukoronowaniem długoletnich zmagań z tematem jest wchodzący właśnie do kin Jestem mordercą, który oparty został na tej samej historii, choć wszystkie imiona występujących w nim bohaterów zostały zmienione.

Realizacyjnie wszystko w Jestem mordercą jest udane i na serio nie ma się czego przyczepiać. Polska lat 70. wygląda jak Polska lat 70. i nawet aktorzy zostali dobrani nie pod względem nazwisk, a pod względem fizjonomii. Nawet jeśli wymagało to zatrudnienia Sławomira Zapały. Gdyby nie ta dbałość o detale, pewnie Mirosław Haniszewski mógłby pomarzyć o głównej roli w tym filmie, ale stało się inaczej i bliżej nieznany aktor udźwignął swoje zadanie. Zresztą udźwignęli ją wszyscy od Piotra Adamczyka (największa dawka humoru tutaj) po świetnego Michała Żurawskiego. No może Agata Kulesza w roli śląskiej baby mogłaby być zmieniona jakąś Joanną Bartel (żart), ale w końcu to najlepsza polska aktorka, więc niech tam się trochę pobawi w Meryl Streep pod względem doboru ról. Fajnie się to wszystko ogląda, a dla mnie kwintesencją tego światowego poziomu filmowania była krótka scenka podczas świąt w areszcie. Choinka, śnieg za oknem – niby nic, a klimat świetnego filmu.

Nie bawiąc się w kwieciste metafory można śmiało napisać, że Jestem mordercą jest takim filmem, jakim wszyscy myśleli, że będzie Czerwony pająk. Podczas gdy Czerwony pająk poszedł całkiem w psychologię postaci i był daleki od bycia efektownym (mnie akurat nie przeszkadzało, choć na pewno byłem zawiedziony), to Jestem mordercą, choć nadal poruszający się wokół postaci milicjanta i jego rozterek, jest już kinem efektownym i uniwersalnym. Udało się Pieprzycy opowiedzieć tę historię właśnie w taki uniwersalny, zrozumiały przez każdego – nie tylko polskich widzów chowanych na PRL-u – sposób. Nie jest to jednak rasowy thriller, w którym czuć byłoby zapowiadane tu i ówdzie napięcie od pierwszej do ostatniej minuty. To bardziej rzetelna kronika czasów, tej konkretnej historii i tego, w jaki sposób była manipulowana przez osoby, którym zależało na tym, by odtrąbić sukces i spijać śmietankę sukcesu. W myśl popularnych teorii wedle których Marchwicki był typowym kozłem ofiarnym. Być może właśnie tu Jestem mordercą trochę zawodzi, bo kto wie, co byłoby gdyby położyć mocniejszy nacisk na to, co w tej sprawie się nie zgadza. Podkreślić wątpliwości i mocniej je pociągnąć zamiast zabijania w zarodku, gdy tylko zaczynają kiełkować. No ale ostatecznie film jest trochę o czymś innym (dlatego też poniekąd nie padło tu jeszcze nazwisko Arkadiusza Jakubika, który zrobił swoje, ale pierwszych skrzypiec nie grał), więc nie ma co narzekać. Wątpliwości nie ma, to kolejny dobry tegoroczny polski film po Ostatniej rodzinie i Wołyniu. I tego się trzymajmy. Warto wybrać się do kina i zobaczyć film, na który czekaliśmy od lat.

(2145)

Rany, jak to niewiele potrzeba do zrobienia dobrego filmu. Wystarczy porządnie opowiedzieć ciekawą historię i już. Naprawdę, oglądając Jestem mordercą można odnieść wrażenie, że to naprawdę było bardzo proste. Nie ma tam niczego wyszukanego, wydumanego, wywalonego w kosmos. A jednak, jakoś do tej pory nie udało się u nas zrobić takiego filmu. Recenzja filmu Jestem mordercą. O czym jest film Jestem mordercą Początek lat 70. Na Śląsku trwa fala brutalnych zabójstw kobiet. Śmiały morderca ma na swoim koncie już kilka ofiar, a milicji wysyła zuchwałe listy, w których informuje, że zamierza zabić trzydzieści kobiet na trzydziestolecie Polski Ludowej. Milicja jest…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Milicja obywatelska wyznacza do złapania seryjnego mordercy młodego porucznika, który postanawia skorzystać z niekonwencjonalnych metod śledczych. W końcu udany polski thriller, choć nie do końca rasowy.

7 odpowiedzi

  1. Zauważyłeś że w dokumencie z 1998 roku użyta została podobna muzyka Metalliki jak w Paradise Lost dwa lata wcześniej? U Pieprzycy co prawda była to instrumentalna wersja Apocalyptyki, ale nie zmienia to faktu, że tematyka obydwu dzieł jest podobna.

  2. Quentin

    Słabo pamiętam dokument, ze wskazaniem na w ogóle, ale w sumie nie ma się co dziwić, po „Paradise Lost” Metallica pasuje do takich produkcji jak ulał.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.