The Walk. Sięgając chmur. Petit przechodzi po linie między wieżami World Trade Center
The Walk (2015), reż. Robert Zemeckis.

Recenzja filmu The Walk. Sięgając chmur, czyli Spacer w chmurach

Choć najnowszy film Roberta Zemeckisa do polskich kin wchodzi dopiero za tydzień, to w weekend przedpremierowo można było go już zobaczyć, a seria przedpremierowych seansów przedłuża się o cały nadchodzący tydzień, gdy The Walk. Sięgając chmur grany będzie w kinach IMAX. Gdzie zresztą najlepiej go zobaczyć i dlatego zacząłem właśnie od tego. Przed Wami recenzja filmu The Walk. Sięgając chmur.

Mistrz niewidzialnych efektów specjalnych powraca

Wydawać by się mogło, że Robert Zemeckis najlepsze lata kariery ma już za sobą i dawno dołączył do reżyserów pokroju Briana de Palmy, którzy kiedyś kręcili świetne kino, a potem nagle się tego oduczyli. Miłość, szmaragd i krokodyl, Powroty do przyszłości (1. 2, 3), Forrest Gump – dzięki tym tytułom Zemeckis zasłużenie wkroczył do grona legend filmu, z którego nikt go już nie usunie. Ale równocześnie zaraz potem złapał zadyszkę i wydawało się, że nie potrafi odnaleźć się we współczesnym kinie. Trudno powiedzieć dlaczego, ale może rolę w tym zagrał też rozwój filmowych efektów specjalnych, bo nagle coś, co jeszcze chwilę temu wydawało się niemożliwe bądź piekielnie trudne, pstryk, i było wykonalne właściwie przez każdego.

A przecież to właśnie Zemeckis zawsze był kolesiem, w którego filmach roiło się właśnie od takich efektów, które nie dość, że wymagały pomysłowości, to jeszcze Zemeckis potrafił tak je pokazać, że właściwie… nie było ich widać. Kiedyś popełniłem tu notkę na ten temat posługując się przykładami z drugiej części Powrotu do przyszłości, ale bez ilustrujących ją filmów, które zniknęły z Youtube’a nie ma sensu jej szukać. Ale nie tylko w Powrocie – gdzie bohaterowie w kilku różnych wydaniach z kilku różnych epok wpadają na siebie tworząc kłopot dla filmowców, gdy Michael J. Fox podaje coś z ręki do ręki drugiemu Michaelowi J. Foksowi i nic ich nie zasłania – znaleźć można takie przykłady. Ot forrestowy Gary Sinise bez nóg – nie było takim hop siup zrobić przekonująco taką przemianę aktora, który – jak sądzę – nie zgodził się, żeby mu odcięli nogi. Wydaje się to banalne, ale w 1994 roku nie było aż tak i na aż taką skalę.

Robert Zemeckis reżyseruje Josepha Gordona Levitta i Bena Kingsleya.

Robert Zemeckis na planie The Walk. Sięgając chmur

I nagle właśnie takie rzeczy zaczęły być banalne i zbiegło się to w czasie z początkiem nieudanych eksperymentów Zemeckisa. Animowanymi filmami, które w założeniu miały zrewolucjonizować tym razem efekty w animacji. Ale nie wyszło, bo animowane postaci dalej były animowanymi postaciami, choć chciano udowodnić, że da się animkami zastąpić aktorów i nikt się nie skapnie. Zemeckis nie trafiał z animkami, nie trafił z horrorem, na chwilę błysnął Cast Away i niektórzy twierdzą, ze Lotem (mnie podszedł średnio), ale dawnej chwały zdawało się, że już nie odzyska.

Ile procent Zemeckisa w Zemeckisie?

Aż tu w końcu udało się Zemeckisowi znaleźć temat, dzięki któremu znów mógł wyciągnąć z rękawa kilka magicznych sztuczek. Historię człowieka, który przespacerował się po sznurku pomiędzy nieistniejącymi już budynkami. Historię, która dawała nieograniczone pole do popisu dla reżysera znanego z serwowania czegoś, czego nie ma w taki sposób, by widz uwierzył, że chyba jednak ominęło go to wydanie wiadomości, w którym poinformowano o odbudowie Dwóch Wież WTC. I przy okazji zapomniał zupełnie (ten widz) o tym, że ogląda efekt specjalny. Tak jak z ww. Sinise’em – mózg podpowiadał, że przecież aktor ma nogi, ale oczy widziały, że ich nie ma. Zupełnie tak samo jest z World Trade Center w The Walk. Sięgając chmur. Takie rzeczy potrafi chyba tylko Zemeckis, co więcej – potrafi za cenę dość niewielkiego budżetu – The Walk. Sięgając chmur został nakręcony za „skromne” 35 milionów dolarów.

Grupa kobiet i mężczyzn patrzy w górę na dwie wieże World Trade Center

Obsada The Walk. Sięgając chmur boi się, że nie wystarczy na ich wypłaty.

I powtórzę dla jasności: dla mnie to w The Walk. Sięgając chmur robi największe wrażenie – realność Dwóch Wież. Mam wrażenie, że łatwo je zbagatelizować myśląc: oj tam, weszli gdzieś na dach i przeciągnęli sznurek. Może i weszli, nie wnikam w szczegóły produkcji – ale czy weszli na dach podobny, czy nigdzie nie wchodzili tylko całość zrobi w komputerze – wsio rawno. Iluzja jest doskonała. „Jak u Zemeckisa” chciałoby się powiedzieć.

Pod względem efektospecjalności jest więc tutaj tego Zemeckisa w Zemeckisie 100%. Tyle tylko, że cała reszta pozostawia pewien niedosyt. Ale o tym za chwilkę.

O czym jest The Walk. Sięgając chmur

Bohaterem filmu Zemeckisa jest wygadany Francuzik – Philippe Petit. Człowiek z misją przerzucenia liny pomiędzy dwoma wieżami World Trade Center i przejścia po niej z jednej na drugą stronę. Jest rok 1974, właśnie trwa kończenie budowy Dwóch Wież, prześlizgnąć się więc na ich dach jest stosunkowo łatwiej. Ale i tak potrzebny jest szczegółowy plan, znalezienie wspólników i cała masa innej roboty. Nie można przyjść ot tak i powiedzieć: hej, przejdę sobie po linie, trzymajcie kciuki. Na szczęście Petit to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Od małego zafascynowany cyrkiem, a w szczególności linoskoczkami, latami doskonalił się w sztuce chodzenia po linie i wie na ten temat wszystko. Przejście pomiędzy Dwoma Wieżami ma być jego dziełem życia i nie zamierza się poddać.

No i co? Znacie tę historię? Powinniście, na jej podstawie (a konkretniej rzecz biorąc na podstawie książki Petita – trochę spoiler :) ) powstał nagrodzony dokumentalnym Oscarem Człowiek na linie. Jeśli nie znacie to luz, możecie już kończyć czytać tę recenzję i lecieć do kina. The Walk. Sięgając chmur powinien się Wam spodobać, bo to emocjonujący film oparty na prawdziwej historii, napakowany zapierającymi dech w piersiach widokami z wysokości. Ale jeśli znacie historię Petita to może jeszcze się zastanówcie. Czasu nie stracicie, ale…

I w końcu recenzja filmu The Walk. Sięgając chmur

Powiem szczerze – nie do końca wiem, co z The Walk. Sięgając chmur jest nie tak :). Właściwie to wszystko z nim jest w porządku i naprawdę nie mam się czego czepiać. Film jest konkretny i opowiada o tym, co powinien nie zbaczając na jakieś nieistotne fragmenty historii, sporo w nim humoru, a ogólny jego klimat można określić nieśmiertelnym „lekko, łatwo i przyjemnie”. Historia opowiedziana w filmie jest oparta na faktach i bardzo ciekawa, a widoki już z dachu World Trade Center przyprawiają o zawroty głowy. Panorama Nowego Jorku wygląda przepięknie (zdjęcia Dariusza Wolskiego, choć kto to może wiedzieć, czy to nie w całości komputer), a widz czuje się jakby razem z Petitem po tej linie chodził. Zemeckis reżysersko nie zawodzi, a aktorzy robią swoje mimo że nie ma tu ani jednej oscarowej kreacji. Same plusy. A mimo to wychodzi się z seansu czując niedosyt, trochę znudzenia i z wrażeniem, że nie jest to jednak to, czego się spodziewało.

Panorama Nowego Jorku w filmie The Walk. Sięgając chmur

Ale widoki w The Walk. Sięgając chmur śliczne.

Na pewno problemem jest to, o czym pisałem już dawno temu, gdy pojawiał się pierwszy zwiastun The Walk. Sięgając chmur Zemeckisa – po cholerę robić film, który przecież już został zrobiony? Można było się spodziewać, że może coś opowie inaczej, ale nie. Film Zemeckisa to powtórka z rozrywki z dokumentu Jamesa Marsha. Oparte na tej samej książce opowiadają siłą rzeczy te same wydarzenia i do tego w ten sam sposób. W obydwu narratorem jest sam Petit, no i generalnie wszystko jest takie samo tu i tu. Różnica jedna – oczywista – to, czego nie można było pokazać w Człowieku na linie (nie ma żadnych nagrań spaceru Petita, niektórzy nawet podejrzewają, że nigdy nie miał miejsca), tutaj pokazane jest jak najlepiej tylko można – dlatego polecam oglądać film Zemeckisa w IMAX-ie. Nie ma żadnego chodzenia (nomen omen) na skróty, szybkiego montażu, bliskich planów etc. Wszystko widać jak na dłoni. I tak myślę, że skoro w końcu o tym jest ten film i właśnie to jest jego najmocniejszym punktem, to wybór iść/nie iść do kina jest banalnie prosty. Iść, nawet jeśli się trochę wynudzi na początku.

A już zupełnie nie wiem co zrobić Josephem Gordonem-Levittem w roli Philippe’a Petita. Był dla mnie maksymalnie sztuczny, choć to nawet nie jest jego wina. Co poradzę, że gdy tylko otwierał usta widziałem aktora, który udaje francuski akcent. A właściwie słyszałem. Wiem, że Petit właśnie tak mówi po angielsku, ale i tak ciężko było mi widzieć w Levitt’cie Petita – ciągle tylko widziałem Levitta w Levitt’cie, co chyba jednak nie świadczy dobrze o jego roli (nie pomogła dziwna fryzura/peruka). No ale może jestem uprzedzony, bo nie lubię tego aktora, dajcie znać, co myślicie. Choć Bena Kingsleya lubię, a o jego akcencie w The Walk. Sięgając chmur myślę to samo… A w świetle powyższego najlepiej aktorsko spisał się tutaj James Badge Dale, o którym byłem pewny, że skończy karierę na roli bezrękiego Chase’a Edmundsa, a tu proszę – pomyliłem się.

(1984)

Poczytaj też o innych najnowszych filmach:

  • Sicario
  • Everest
  • Marsjanin
  • Karbala

Agentka FBI dołącza do oddziału mającego na celu zlikwidowanie meksykańskiego barona narkotykowego. Mocne kino prosto z oka cyklonu amerykańsko-meksykańskiej wojny narkotykowej. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

Historia dramatycznej wyprawy na szczyt Mount Everest, podczas której himalaiści zostali zaskoczeni przez potężną burzę. Efektowne, ale nie efekciarskie kino górskie. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

W wyniku nieszczęśliwego wypadku amerykański astronauta zostaje sam na Marsie. I nie zamierza umierać. Jeden z najlepszych rozrywkowych filmów roku. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

Zapis najkrwawszej bitwy, jaka stała się udziałem polskich żołnierzy po II wojnie światowej. Naprawdę porządne kino wojenne. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

Choć najnowszy film Roberta Zemeckisa do polskich kin wchodzi dopiero za tydzień, to w weekend przedpremierowo można było go już zobaczyć, a seria przedpremierowych seansów przedłuża się o cały nadchodzący tydzień, gdy The Walk. Sięgając chmur grany będzie w kinach IMAX. Gdzie zresztą najlepiej go zobaczyć i dlatego zacząłem właśnie od tego. Przed Wami recenzja filmu The Walk. Sięgając chmur. Mistrz niewidzialnych efektów specjalnych powraca Wydawać by się mogło, że Robert Zemeckis najlepsze lata kariery ma już za sobą i dawno dołączył do reżyserów pokroju Briana de Palmy, którzy kiedyś kręcili świetne kino, a potem nagle się tego oduczyli. Miłość,…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia przejścia na linie pomiędzy wieżami World Trade Center. Nieco nudna wizualna uczta.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.