Forrest Gump

Nigdy nie kumałem zachwytów nad tym filmem. Jedyne co w nim dobre to muzyka. Kompilację piosenek kupiłem sobie na płycie i często jej słucham. Ale film? Raz obejrzałem do końca, ale było to nie lada wyzwanie dla mnie. Bez trzech przerw na siku i na rozbudzenie się nie obyło. A do dzisiaj zagadką pozostaje dla mnie fakt, że film ten kochają chyba wszyscy i od zawsze utrzymuje się na wysokiej pozycji wszelkich topów.

A no i efekty są tu jeszcze dobre, ale to wiadomo – w końcu to film Zemeckisa, a to mistrz świata od robienia świetnych, aczkolwiek niezauważalnych, efektów specjalnych. Co mam na myśli pisząc „niezauważalne” to już tu kiedyś pisałem odnośnie „Powrotów do przyszłości”, ale nie będę linkował, bo filmiki w tamtej notce dawno wygasły, a bez filmików nie ma ona większego sensu – efekty się ogląda, a nie opisuje.

Tylko w Ameryce ktoś mógł wpaść na pomysł o idiocie, który robi karierę godną Onasisa. I to, że ktoś na to wpadł to jeszcze pół biedy, ale że ktoś ten jego pomysł zrealizował w postaci filmu? Najpierw bowiem była książka Winstona Grooma czy jak mu tam, a dopiero na jej podstawie powstał film, który wszyscy kochają. NIE!

Oto tytułowy Forrest Gump, którego iloraz inteligencji nie wystarczy choćby do pójścia do normalnej szkoły. Na szczęście ma obrotną tyłkiem matkę, która załatwia mu miejsce w podstawówce. Kumple go biją, nosi na nogach obręcze, ale jakoś się chłopina trzyma. A wszystko dzięki kolejnej kobiecie – sympatycznej Jenny, która jak Forrest jest wyrzutkiem tyle że jest nieco mądrzejsza (niewiele, jak pokazuje reszta filmu). Jakimś cudem Forrest przedziera się przez kolejne szkoły, aby po studiach trafić do Wietnamu. Potem idzie mu coraz lepiej.

Nie lubię filmów opartych na bzdurnych pomysłach. Co prawda patrząc chociażby na naszych polityków wydaje się, że z małym rozumkiem karierę zrobić można, ale wydaje mi się, że ciut większy ten rozumek od Forresta jednak mają. Gump natomiast jest zupełnym idiotą, którego jedyną zaletą jest prostolinijność i wiara w naiwne rzeczy wpojone mu przez matkę takie jak miłość, uczciwość i szczerość. „Kłamstwa nie zniesę” mógłby sparafrazować Gump, gdyby wiedział co to parafraza. No i jak ja miałbym uwierzyć, że zdołał on zrobić taką karierę, która nie jest dana wielu prawdziwym mędrcom? Nie jestem w stanie.

Jestem zaś w stanie uwierzyć, że Jenny go nie chciała, bo nie oszukujmy się, która z Was by chciała mieć za faceta takiego Forresta, który przyjemność znajduje w jeżdżeniu kosiarką do trawy i obserwowaniu piórka na wietrze? Taką fajną melodię zmarnowali na tak durną scenę z piórkiem – wierzyć się nie chce.

Totalnie niewiarygodny film z bohaterem który irytuje i nic a nic nie można się wczuć w jego sytuację, by może choć troszkę mu współczuć. Jeśli jeszcze nie oglądaliście „Forresta Gumpa” to dajcie spokój – nawet wybierając przypadkiem na półce w wypożyczalni jest spora szansa, że wybierzecie lepszy film od tego pseudodzieła Zemeckisa, który na szczęście potem już nie potrafił nikogo przekonać, że robi dobre filmu – „Polar Express”, „Beowulf” i inne technicznie nietrafione eksperymenty, które nikomu dupy nie urwały.

Za muzykę i efekty: 3/10.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.