Elyas M'Barek trzyma karabin w klasie
- Kto mi powie, jaka jest liczba atomowa ołowiu?

Recenzja filmu Szkolna imprezka, czyli Imprezko, gdzie jesteś?

Człowiek naprawdę stara się być wyrozumiały w stosunku do polskich tytułów filmowych, ale trafiają się takie przypadki, że ręce opadają. Mowa o takiej właśnie sytuacji, kiedy Fack ju Göhte zmieniło się u nas magicznie w Szkolną imprezkę. Szacun, Garth!

Najgorsze polskie tłumaczenia tytułów #NOT

Ja to niby wszystko rozumiem. Wbrew półmądrym zestawieniom najgorszych polskich tłumaczeń tytułów filmów zdaję sobie sprawę, że to wcale nie są tłumaczenia, a jedynie (aż) polskie tytuły. Zapewniam, że tłumacze wiedzą co oznacza Fack ju Göhte, ale to nie ma znaczenia. Że wiedzą. Od sensu bardziej liczy się to, żeby widz poszedł do kina. A w sytuacji, gdy ów widz być może nic więcej o filmie nie wie, tytuł może być kluczowy. Stąd te wszystkie potworki, których opisywać nie ma sensu, bo już wszędzie je wypisano i obśmiano (często niesłusznie).

Katja Riemann z kubkiem w roli dyrektorki szkoły

– Niewiarygodne! (głupi tekst, ale chciałem wrzucić fotkę mojej ulubionej niemieckiej aktorki Katji Riemann)

I, kurczę, rozumiem też, że Piedrol sęi Göhte (lub bardziej odważnie Piedrol sęi Mikcewiczu) mógłby zadziałać raczej słabo (albo w sumie i mocno, gdyby ktokolwiek odważył się użyć w tytule (nie)słowa „piedrol”), więc trzeba było ugryźć sprawę z innej strony, ale Szkolna imprezka? Szkoła się nawet zgadza, ale imprezki tam żadnej nie było. Tytuł o tyle mylący, że wprowadził w błąd recenzenta Filmwebu, który uznał, że reżyser nie wiedział do końca, jaki film chce nakręcić. A raczej dla kogo. Myślę, że nieuważnie oglądał film i zasugerował się tylko tą imprezką w tytule. Bo ja nie zauważyłem, żeby reżyser miał z czymś takim problem.

Problem na pewno mieli autorzy polskiego tytułu filmu i wybrnęli z niego słabo, nawet biorąc pod uwagę okoliczności łagodzące. Mogli zdobyć szacunek i przetłumaczyć jak jest, albo i nawet w oryginale zostawić. Pewnie by zaryzykowali, ale z drugiej strony wcale że nie, bo przecież na film o takim tytule poszły w Niemczech do kina miliony. A tak to jest tylko beka z tytułu.

Największy sukces kasowy w niemieckich kinach od lat

Tak było, wysoki sądzie. Któż mógłby się spodziewać tego, że Szkolna imprezka (na świecie ginie jedna panda za każdym razem, gdy ktoś używa tego tytułu) zgarnie aż taką widownię. W samych Niemczech ten całkiem zwyczajny film obejrzało jakieś sześć milionów widzów. Tym samym był pierwszym niemieckim filmem, który od lat obejrzało więcej niż pięć milionów widzów. IMDb jeszcze podaje, że mniej widzów w 2013 roku miał u szkopów nawet Hobbit: Pustkowie Smauga, ale w sumie taki sobie to punkt odniesienia.

Może więc Szkolna imprezka (R.I.P. panda) wcale nie jest takim zwyczajnym filmem? Nie no, jest na pewno, w Stanach takich na kopy kręcą. Przynajmniej jeśli przyjrzeć się sprawie powierzchownie. Bo zaglądając trochę głębiej stanie się jasne, skąd taka popularność Szkolnej imprezki ( :( ).

uśmiechnięta Jana Pallaske

Bo grają w nim sympatyczne laski w rolach dziwek?

Skąd taka popularność Szkolnej imprezki?

Film Bory Dagtekina ma przede wszystkim to, co powinna mieć każda komedia – jest autentycznie śmieszny. Może trochę trzeba się wkręcić w humor tego filmu i do niego przyzwyczaić, ale gdy zacznie się go przyjmować takim, jaki jest, to nie sposób źle się bawić. To oczywiście pomaga, ale nie byłoby sukcesu kasowego, gdyby nie inna, ważniejsza sprawa. Siłą Szkolnej imprezki jest jej bezkompromisowość i idealne wpasowanie się w aktualne nastroje społeczne i problemy, z jakimi borykają się współczesne kraje. Bez bullshitu, bez politycznej poprawności, jak Max Kolonko – Szkolna imprezka mówi jak jest. Szkolna imprezka nie odwraca się od trudnych tematów i nie udaje, że ich nie ma. Szkolna imprezka jedzie po pandzie… bandzie w każdym temacie, jaki uda jej się zahaczyć i nie tonuje ostrza satyry, bo może kogoś obrazi. Ma to w dupie. Cóż więc to za pozwalający nabrać oddechu od tych wszystkich pierdół, którymi jesteśmy karmieni na co dzień seans. Zbuntowanych nastolatków, którym nagle nie można przylać, bo cię wyrzucą z roboty, uchodźców, którzy chcą żyć z zasiłku, wyliczania filmom na ile mogą sobie pozwolić kurew, żeby mieć odpowiedni rating i tego typu rzeczom, które coraz bardziej doprowadza się do absurdu, zmierzając w kierunku samozagłady. Oglądając Szkolną imprezkę słychać jak schodzi powietrze z tego balonu politycznej poprawności, więc trudno się dziwić, że aż tylu widzów postanowiło wybrać się na ten film do kina. Żeby w końcu móc wziąć głębszy oddech od ww.

Bo może, kurwa, świat byłby lepszy, gdyby jednak wolno było sobie zakląć w filmie, a małolatowi przysrać w łeb gdy się pani nie słucha i grzebie w komórce?

O czym jest Szkolna imprezka

Bohaterem filmu jest złodziej Zeki, który wychodzi z paki i bardzo chce położyć ręce na schowanym przez jego znajomą łupie z ostatniego skoku. Problem w tym, że znajoma zakopała go w miejscu, gdzie obecnie stoi sala gimnastyczna miejscowego liceum. Chcąc nie chcąc Zeki postanawia zatrudnić się w szkole jako nauczyciel, a jego niekonwencjonalne metody wkrótce zaczną się sprawdzać w zetknięciu z klasą z piekła rodem.

Jak pisałem wyżej, to zwyczajny film, w którym nie ma niczego oryginalnego, a punkt wyjścia zajumany jest prosto z Diamentowej afery. Fajnie jednak, że to rzeczywiście tylko punkt wyjścia, bo ważniejsze dla fabuły jest zetknięcie wielkiego łobuza z trochę mniejszymi łobuzami. To ono nadaje filmowi tempa i ono jest jego sednem.

Jest w Szkolnej imprezce pełno wad, nad którymi pewnie reżyser by przysiadł, gdyby wiedział, że jego film zobaczy aż tyle milionów i dzięki temu wyruszy też za granicę. Wydaje mi się właśnie, że wynikają z tego, że miał to być zupełnie niezobowiązujący film, który swoje zarobi, swoich kilku amatorów znajdzie i na tym zakończy się jego historia. Ale że wyjątkowo idealnie wpasował się w nastroje społeczne – ów syk schodzącego powietrza z balonu jest tu dużo bardziej ważny niż niedoróbki Szkolnej imprezki, których nie brakuje.

(1979)

Poczytaj również:

  • Sicario
  • Everest
  • Marsjanin
  • The Walk. Sięgając chmur

Agentka FBI dołącza do oddziału mającego na celu zlikwidowanie meksykańskiego barona narkotykowego. Mocne kino prosto z oka cyklonu amerykańsko-meksykańskiej wojny narkotykowej. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

Historia dramatycznej wyprawy na szczyt Mount Everest, podczas której himalaiści zostali zaskoczeni przez potężną burzę. Efektowne, ale nie efekciarskie kino górskie. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

W wyniku nieszczęśliwego wypadku amerykański astronauta zostaje sam na Marsie. I nie zamierza umierać. Jeden z najlepszych rozrywkowych filmów roku. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

Oparta na prawdziwych wydarzeniach historia przejścia na linie pomiędzy wieżami World Trade Center. Nieco nudna wizualna uczta. PRZECZYTAJ WIĘCEJ

(1979)

Człowiek naprawdę stara się być wyrozumiały w stosunku do polskich tytułów filmowych, ale trafiają się takie przypadki, że ręce opadają. Mowa o takiej właśnie sytuacji, kiedy Fack ju Göhte zmieniło się u nas magicznie w Szkolną imprezkę. Szacun, Garth! Najgorsze polskie tłumaczenia tytułów #NOT Ja to niby wszystko rozumiem. Wbrew półmądrym zestawieniom najgorszych polskich tłumaczeń tytułów filmów zdaję sobie sprawę, że to wcale nie są tłumaczenia, a jedynie (aż) polskie tytuły. Zapewniam, że tłumacze wiedzą co oznacza Fack ju Göhte, ale to nie ma znaczenia. Że wiedzą. Od sensu bardziej liczy się to, żeby widz poszedł do kina. A w…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Drobny złodziejaszek zatrudnia się jako nauczyciel, by móc dobrać się do łupu, który czekał na niego w ukryciu. Fack ju polityczna poprawnościo!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.