Serialowo, s12e07. The Act, HBO GO.
Serialowo, s12e07. The Act, HBO GO.

Serialowo, s12e07. After Life, The Act, The Walking Dead. Netflix, HBO GO, FOX

Pora się trochę odgrzebać serialowo. Łatwo nie jest, bo wybór spory. Choć, jeśli mam być szczery, najbardziej kusi mnie maraton wszystkich sezonów Gry o tron. W sumie nie wiem czemu, bo nie jestem jakimś tam fanem na śmierć i życie.

Zapraszam na nowy odcinek Serialowa i przypominam o startujących dzisiaj na Netfliksie Ruchomych piaskach.

Serialowo, s12e07

After Life >1×03. Netflix

Po śmierci żony dziennikarz niewielkiej prowincjonalnej gazetki (w tej roli Ricky Gervais) nie widzi dla siebie sensu życia. Próbuje się zabić, ale musi nakarmić psa, więc się przed tym powstrzymuje (zabiciem, nie nakarmieniem :P). Świadomość tego, że w każdej chwili może po prostu ze sobą skończyć i mieć spokój, pozwala mu w końcu mówić to, co zawsze chciał powiedzieć, ale teraz bez obaw o konsekwencje. Przestaje gryźć się w język, choć to wcale nie sprawia, że lżej mu na duszy.

Nie podzielam entuzjazmu towarzyszącego pojawieniu się na Netfliksie najnowszego serialu z Rickym Gervaisem. Nie znaczy to, że uważam go za stratę czasu – nie jest stratą czasu, to tylko sześć dość krótkich odcinków – ale jakoś szczególnie nie chwycił mnie za serce, żeby na przemian śmiać się i płakać. Dużo lepiej z podobnych seriali wszedł mi The Kominsky Method. Powodem takiego stanu rzeczy jest mój chłodny stosunek do Gervaisa. Popularny komik średnio mnie śmieszy i nie wiem, dlaczego akurat jemu płacą zyliardy dolarów za występy. Z drugiej strony to robią, więc bardziej to może oznaczać, że coś z moim poczuciem humoru jest nie tak.

Daleki jestem od narzekania na After Life, bo narzekać nie ma na co, ale znów, nie jest to jakiś przesadnie wielki serial. Miewa swoje momenty, ale oceniając go jako całość, rozkładają się one po prostu w porządny serial i tyle. Kilka tekstów, owszem, rozkłada na łopatki („Gdybym był pedofilem, byłbyś bezpieczny, ty ruda pizdo”), ale pozostaje jeszcze cała reszta, która to rozmywa. Na pewno plusem jest fakt, że After Life opowiada o zwyczajnych ludziach takich jak ja i Wy, przez co z tragedią bohatera łatwo się identyfikować bądź mu współczuć. Ale znów, Manchester by the Sea toto nie jest ani przez chwilę.

The Act, 1×01. HBO GO

Policja zostaje wezwana do domu Dee Dee Blanchard (Patricia Arquette) i jej córki Gypsy Rose (Joey King). Bez dwóch zdań wydarzyło się tam coś niepokojącego. Co? Wróćmy na chwilę do momentu, w którym obie kobiety się tu wprowadzają. Dom został dla nich zbudowany przez organizację dobroczynną, a wszystko po to, by ułatwić opiekę nad cierpiącą na zylion różnych chorób dziewczynką. Gypsy Rose porusza się na wózku, jest uczulona na cukier, matka musi karmić ją przez rurkę, a to tylko fragment wszystkich jej dolegliwości. Dee Dee kocha swoją córkę i świata poza nią nie widzi, ale sąsiadka Mel (Chloe Sevigny) zaczyna zauważać, że coś tam źle się dzieje w tym państwie blanchardowskim.

Instant hit od… a nie pamiętam, kto to wyprodukował, Hulu?… bez dwóch zdań zasługuje na miano jednego z najciekawszych seriali sezonu. O ile ktoś nie oglądał wcześniej dokumentalnego Kochana mamusia nie żyje, Mommy Dead and Dearest (trochę spoiler, ale niewiele). Jeśli oglądał, z pewnością trochę straci z przyjemności oglądania serialu.

The Act opowiada historię tak pokręconą, co to mówi się o nich, że życie pisze najlepsze scenariusze. Pierwszy odcinek to zaledwie preludium do piekła z przedmieść, jakie się tam rozegra dalej, ale i tak wystarczy, żeby zrozumieć, że ma się do czynienia z czymś wyróżniającym się na tle innych aktualnie nadawanych seriali.

Przeinteresująca historia, znakomita realizacja, no i przede wszystkim obsada. Przesłodka Joey King i murowana kandydatka do serialowych nagród Patricia Arquette robią robotę.

The Walking Dead, s09. FOX

Rzadko się zdarza, żeby serial w dziewiątym sezonie powracał na dobre tory, ale właśnie to stało się udziałem The Walking Dead. Pisałem już o tym w Serialowie, więc nie będę się powtarzał, dodam może tylko, że zmiana na lepsze utrzymała się do końca sezonu i znów można z przyjemnością czekać na cd serialu i jego sezon numer 10, bo jeszcze sporo zostało tu do opowiedzenia.

Autorzy The Walking Dead napatrzyli się na Grę o tron nie tylko reklamując odcinek 9×15 zdjęciem z serialowego konkurenta i osadzając finał w zimowej scenerii, ale i wsadzając wszystko, co najlepsze do przedostatniego odcinka sezonu. W efekcie powstał najlepszy odcinek od dłuższego czasu, choć oczywiście, gdyby odjąć te kilka trupów z końcówki, to komplementy byłyby mniejsze. Potwierdziło się, że nic tak nie ożywia serialu jak trupy ważnych postaci i jakkolwiek to smutne, że inaczej nie da się wstrząsnąć widzami, to i tak brawa za odwagę. Choć, gdyby tak analizować bardziej szczegółowo, i tak największy żal wśród tych trupów brodatego koleżki z Naznaczonego. Sporo to mówi o jakości poprzednich sezonów TWD.

Daleki jestem od pisania: rzucajcie wszystko i nadrabiajcie te kilka sezonów, żeby zobaczyć s9! Ale równocześnie warto się było przemęczyć, żeby móc teraz oglądać The Walking Dead na bieżąco.

7 odpowiedzi

  1. Słyszałem sporo dobrego o ostatnim sezonie WD, nie tylko o finałowych odcinkach, ale ogólnie o calej połówce tej serii odkąd odszedł Rick. Słyszałem, że nowe postacie są fajne i mam na myśli mówiące zombie i ich szefowa, córka Ricka podobno też daje radę, i świetną aktorkę znaleźli. No i ogólnie jest lepiej, ale nie chce mi się nadrabiać tych 4, 5 serii co odpuściłem. Choć jestem w sumie na bieżąco z faktami, bo wiem kto zginął, kto odszedł dzięki bratu, który cały czas ogląda. Z ciekawości obejrzałem te ważniejsze odcinki jak debiut Negana, odejście Ricka, itd i co mnie rozbawiło, że co prawda nie wiedziałem jakie relacje są między bohaterami, zwłaszcza jak pojawił się ktoś mi nieznany, ale tak ogólnie w fabule nie pogubiłem, tak jakbym nie pożegnał się z serialem kilka lat temu.

    A co do Arquette jak zdobędzie Emmy lub Globa to zasłużenie. No i byłaby to jej druga nagroda z rzędu po świetnej roli w Ucieczce z Dannemory. W ogóle jej przykład pokazuje, że seriale kablówek, platform to najlepsze miejsce dla aktorek i aktorów dla których nie ma miejsca w kinie od dawna. Powinna do seriali ściągnąć swoją siostrę Rosanne i brata Davida.

    Moim zdaniem na serialach powinni się skupić tacy aktorzy jak np. De Niro, Pacino (zresztą on chyba już ma jeden serial Anioły w Ameryce, a też ma zagrać w jeszcze jednym jak mnie pamięć nie myli w przyszłym roku, którego tytuł wyleciał mi z głowy, o polowaniu na nazistów), którzy marnują się w kinie klasy B i głupich komedyjkach. Zresztą jak się tak spojrzy na ich filmografię to ostatnie dobre role jakie mieli to w produkcjach telewizyjnych właśnie czyli w filmach HBO jak Paterno i Arcyoszust. Kablówki i platformy to jest miejsce dla aktorów w wieku 70-90 lat (no może oprócz Clinta Eastwooda, który sam się zatrudnia w swoich filmach), bo tam dostają role godne ich talentu, a miejsca w kinie dla nich nie ma. A jeśli nawet grają to trzeci plan, albo w filmach, których nie powstydziłby się Steven Seagal.

    W ogóle to chciałbym obejrzeć jakiś kryminał w stylu Detektywa z Melem Gibsonem, Michaelem Biehnem, Rutgerem Hauerem, Kurtem Russellem w głównych rolach. Może nie każdy z nich jest zapomniany i trafiają im się dobre filmy/dobre role, ale dla takich aktorów jest miejsce w telewizji obecnie, jak pokazuje najlepiej przykład Kevina Costnera, Jessicy Lange, Susan Sarandon i można długo by wymieniać. Choć od kilku lat się to zmienia bo też popularni aktorzy grają w serialach jak Kidman, Amy Adams, Hardy (ale on angielski aktor, więc dla niego to normalka).

    Mówię oczywiście o amerykańskich aktorach, bo w Anglii jest trochę inaczej i tam aktorzy są popularni dopóki chcą grać jak np. Helen Mirren, Judi Dench. W Anglii chyba nie ma wieku po którym aktorzy są zapominani i grają w chałach, bo cały czas grają w filmach, serialach i w teatrze, gdzie dostają ciekawe propozycje.

  2. Quentin

    Mogę tylko dodać, że wszystko się zgadza 😉

  3. Odnośnie Walking Dead:
    1. Oś fabularna woła o pomstę do nieba. Najpierw nowych bohaterów przez trzy odcinki przyjmują do ekipy i nie wiadomo jakie mecyje wyczyniają, by potem z „piratami”, którzy ich napadli, ALE nie zabili ORAZ napisali poprawną językowo kartkę dogadali się w 20 sekund. OK, tam i tu kto inny konkretnie się dogadywał, ale żeby aż tak…
    2. Pomysł z whispererami przekozacki. Ale znowu – pamiętasz jeden z pierwszych sezonów, gdzie bohaterowie ponacierali się wnętrznościami zombich, żeby między nimi chodzić, a potem deszcz zaczął je zmywać i zrobił się problem? Otóż okazuje się, że nie trzeba się nacierać, wystarczy założyć maskę i zombie cię nie wyczują. Takie to proste! Plus równie naciągane (może trochę mniej) jest „wychodzenie ze stada” – mają grupę kilkudziesięciu zombiaków, z którymi łażą wszędzie, a jak się zmęczą to co – po prostu sobie odchodzą i zwykłe zombie już nie reagują?
    Ale fakt, że pomysł (nie wiem czy serialowy oryginalny, czy podpatrzony z komiksu) najlepszy od lat.
    3. Brak Ricka i Maggie (w sumie to nawet nie wiem, co się z nią stało – przysnąłem chyba jak mówiła gdzie jedzie) wyszedł serialowi bardzo na dobre. Na Ricka już nie mogłem patrzeć. Zabijał za najmniejsze przewiny by po chwili stwierdzić, że Negana i wszystkich Saviorów koniecznie trzeba ocalić.
    4. Samo odejście Ricka (pomijam tę końcówkę, ale cały odcinek zapoczątkowany zrzuceniem z konia), lekko kretyński. Dlaczego Daryl natychmiast nie wrócił z odsieczą? Rick, doświadczony jeździec nagle dał się zrzucić z konia i to akurat przypadkiem w miejscu z wystającymi prętami? W poprzednim sezonie śmierć Carla była pokazana zajebiście. Było wzruszenie, ugryzienie, itd. A tu taki durny sposób. Już o wiele bardziej wolałem zabicie Jezusa. Unik, skok, ciach i koniec. A ja gapię się w ekran z rozdziawioną gębą. Jeb i nie ma. A nie takie rozwlekanie kompletnie bezsensowne.
    5. Ale myk z przesunięciem akcji kilka lat do przodu znowu bardzo fajny.
    6. Nie masz wrażenia, że po scenach walki, gdzie troje bohaterów rozprawia się z zombiakami w ekspresowym tempie, wystarczyłaby ich szóstka, żeby taką stuzombiakową hordę spacyfikować w 5 minut? Tymczasem zdaje się całkiem losowo podejmują decyzję o ataku bądź odwrocie, przy czym liczebność ma dość drugorzędne znaczenie. Jak Michonne po nocy latała z mieczem tłukąc snuje tuzinami, to nie widzę różnicy między pozornie tylko bardziej zorganizowaną większą grupą. Oczywiście to było przed whispererami, którzy byli faktycznym game changerem i wymagali całkowitej zmiany taktyki.
    7. Po tylu latach (po skoku czasowym to minęło ile – z 7-8?) Negan wychodzi z celi i na piechotę w lato (więc daleko nie zaszedł po tylu latach bez ruchu w ciemnym i zimnym lochu) wchodzi do sklepu i z wieszaka wybiera sobie skórzaną kurtkę. Pal sześć, że pasuje, bo na wieszakach wisiały inne. Ale nie wierzę, że po tylu latach mieszkania w jednym miejscu w ogóle takie kurtki mogłyby wisieć tak blisko siedziby drużyny. Że nikt tego wcześniej nie zgarnął. Bo przecież mieszkańcy opływają we wszelkie dobra, więc kilka skórzanych kurtek to zbytek luksusu. Zostawimy potrzebującym, bo tak przecież kochamy wszystkich przyjezdnych (patrz punkt. 1).
    8. Nie rozumiem, dlaczego dla Saviorów (zapomniałem polską nazwę) Eugene mógł tworzyć amunicję, a teraz nagle wszyscy się rolą zajmują. Zero przemysłu. Przecież na to powinni postawić od samego początku – jak najlepsze uzbrojenie do obrony. Nawet tworzyć amunicję metodą chałupniczą, bo jest tam na wagę złota. Było powiedziane w tym sezonie, że jedna z lokacji jest w stanie wytwarzać paliwo ze zwiędłej kukurydzy, co przecież też nie robi się samo, tylko pewnie jakakolwiek technologia jest potrzebna. Skoro tak, to na ich miejscu robiłbym wszystko, żeby amunicję także dało się produkować. A Eugene snuje się po obozie kompletnie bez celu, zamiast od rana do nocy szykować bądź chociaż opracowywać sposób na wyprodukowanie jakiejkolwiek amunicji.
    9. No i wierzyć mi się nie chce, że w Ameryce, w której każdy ma po zylion sztuk broni, wrogie sobie grupy stają naprzeciw z jakimiś muszkietami, albo ładowanymi przez lufę pistoletami z czasów wojny secesyjnej, zamiast M16 czy chociaż kałachów. Wiem, wcześniej mieli, później dali się rozbroić Neganowi, ale co się z tym wszystkim stało? Przecież nie przepadło, a nawet jeśli, to w związku z dalszą ekspansją za jedzeniem, ubraniami czy po prostu patrolowaniem terenów powinni szukać lepszej broni. W jednym z poprzednich sezonów udało się znaleźć posterunek policji, z którego zagarnęli broń.

    Jest tego więcej, w większości głupotek, ale przeszkadzało mi to. Obejrzałem ciurkiem w kilka wieczorów – czekałem aż się skończy. Przy okazji zapomniałem, że Carl umarł, bo czekałem na niego. W poprzednim sezonie przestał mnie denerwować i wyrósł na mega kozaka, a tu taki zonk 😉 Oglądając ciurkiem było mi łatwiej przymknąć oko na te wszystkie mankamenty, sama interakcja bohaterów między sobą jest spoko, dlatego fajnie się oglądało. Ale jednak wolałbym, żeby do przyszłego sezonu zatrudniono konsultanta, który będzie potrafił powiedzieć scenarzystom, że za bardzo odlecieli i żeby zeszli na ziemię.

  4. Quentin

    ad. 2. Ano, też mnie to męczy, ale może nie chce im się aż tak bardzo w szczegóły wchodzić, bo zawsze mogą powiedzieć, że opracowali jakiś woreczek-śmierdziuszek, który wkłada się do gaci i śmierdzi, a go nie widać :).
    Pomysł ZTCW wzięty z komiksu.
    ad. 3. Co do Ricka to mi go szkoda, ale z powodów aktorskich. Może jest coś, o czym nie wiem, ale to chyba jeden z niewielu głównych aktorów serialowych, który poza serialem nie dostaje żadnych szans. Teraz pewnie odszedł na trochę, żeby zająć się karierą i dalej cisza (no chyba, że odpoczywa, nie wnikałem w szczegóły). Uśmiałem się, gdy ostatnio w „Shazamie” zobaczyłem, że gra w nim ten duży, wesoły przydupas Ezekiela. Wszyscy się gdzieś zaczepiają, a Rick cisza. TWD i romantyczne karteczki z Love Actually.
    Maggie też do końca nie pamiętam, gdzie wyjechała. W jej kwestii bardziej mnie rozbawił dodany do obsady koleś, który wygląda dokładnie jak Glenn. I chyba jeszcze nikt mu nie powiedział: ej, chłopaku, ale ty jesteś podobny do Glenna!
    ad. 6. Co do scen walki to mam wrażenie, że tam nikt nad tym nie panuje. Traktują je jako oczywisty sposób na ożywienie akcji (czy to nudnego odcinka o trochę makabry, czy sezonu o jakąś ważną śmierć), ale nie zastanawiają się nad nimi za długo. Potrzeba im naparzanki z „budowaniem napięcia”, bo ktoś będzie o krok od śmierci i w ostatniej chwili go odratują, to kręcą naparzankę. Jak piszesz, raz jedną ręką rozwalą stado, innym razem mają kłopot posiadając przewagę liczebną. Był już taki moment w TWD, kiedy wydawało się, że zombie przestały być problemem. Czuć było, że już ogarnęli sprawę i traktują je jak natrętne muchy, z którymi po prostu sobie radzą bez większej rozkminy. A potem znowu zombiaki zaczęł im bruździć. Takie to chyba uroki wielosezonowych seriali.
    ad. 7. Tak jest, też mnie zawsze zastanawia, gdy gdzieś niedaleko jeszcze cokolwiek znajdują. Może sa jakieś dostawy :).
    ad. 8. Eugene to jest tylko po to, żeby się elokwentnie wypowiadać, nie czepiaj się :). Plus pewnie znów uśpił ich czujność jakiś okres, gdy wydawało się, że po raz kolejny mają zombie pod kontrolą i od lat nic się nie działo.
    Carla zawsze lubiłem, no ale ja też lubiłem Joeffreya z „Gry o tron”. „Zabawne”, że pozbyli się wkurwiającego dzieciaka i zastąpili go toczka w toczkę wkurwiającym Henrym.

  5. I jeszcze jedna, najważniejsza rzecz, ale tu tylko zwracam uwagę, nie czepiam się, bo gdyby się nad nią zastanowić, to serial by się musiał zakończyć :)
    A mianowicie, jak to możliwe, że po 8 latach zombie wciąż łażą? Po takim czasie powinny zgnić doszczętnie i się rozpaść. „Dostaw” nowych nie powinno być, a już na pewno nie w takiej liczbie, żeby mogło to stanowić realne zagrożenie.
    No i wiem, wiem, wszystko musi być podporządkowane serialowi. Gdyby Eugene radośnie stworzył niekończące się dostawy amunicji, to przybycie Alfy z obstawą pod bramy ekipa by wybrechtała, a następnie wystrzelała jak kaczki i byłoby po serialu. Wiadomo, że za prosto nie może być, ale jednak wkurza mnie to.
    OK, kończę, bo mi kolejna bzdura przyszła do głowy, ale już wystarczy.

    I dzięki za polecankę The Act. Sprawdzę, bo z opisu wygląda dobrze.

    A Gry o Tron nie oglądam. Widziałem dwa sezony i się męczyłem, więc dałem spokój.

  6. Co do masek Szeptaczy w TWD: niby to nie jest tak, że cyk – maskę ściągają, suszą i jeb – na dziób sobie i gra gitara. Preparują podobnoż te maski i analogowo też ciuchy, potwierdził to Kirkman (kolo od komiksów). No ale faktycznie, było to powiedziane poza serialem czy komiksem też chyba, więc jak ktoś nie jest fanbojem TWD to niekoniecznie wiedzieć musi.

  7. Quentin

    Czyli jak mniemałem. To stosunkowo łatwo i prosto wytłumaczyć, więc nie wnikali w szczegóły, choć oczywiście korona by im z głowy nie spadła, gdyby poświęcili temu jedną linijkę dialogu. Zdecydowanie mieliby kupę scen, które można by na to wymienić.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.