The Kominsky Method (2018). Netflix.
The Kominsky Method (2018). Netflix.

The Kominsky Method. Recenzja serialu z Michaelem Douglasem. Netflix

Na Netfliksa można psioczyć z różnych powodów, ale wciąż potrafi w swej bogatej ofercie przeciętniaków błysnąć serialem, dla którego warto jest opłacać comiesięczny abonament. Recenzja serialu The Kominsky Method. Netflix

O czym jest serial The Kominsky Method

Sandy Kominsky (Michael Douglas) to odnoszący sukcesy nauczyciel aktorstwa. Studenci walą do niego drzwiami i oknami, a on dzieli się z nimi swoim wieloletnim doświadczeniem, kreując nowych Jamesów Deanów albo choć gwiazdy reklam szamponów. Sandy ma już swoje lata i wiele w życiu przeżył. Świat ma dla niego jednak kilka niespodzianek. Pierwsza związana jest z Lisą (Nancy Travis), którą poznaje na swoich zajęciach. Kolejne związane są ze śmiercią żony swojego najlepszego przyjaciela, a zarazem agenta: Normana Newlandera (Alan Arkin). Stałe docinki pomiędzy oboma panami stanowią główny motor napędowy serialu The Kominsky Method.

Recenzja serialu The Kominsky Method

Bardzo dobrego serialu The Kominsky Method – od razu trzeba to zaznaczyć. Najprawdopodobniej najlepszego serialu komediowego w oryginalnej ofercie Netfliksa. Nie potrzeba dużo czasu, żeby się w niego wciągnąć i z przyjemnością śledzić rozwój wypadków. Wypadków, które nie są jakoś specjalnie ważne, bo nie jest to serial, który oglądałoby się dla fabuły. Do pociągnięcia akcji wystarczy przyjazd córki narkomanki (Lisa Edelstein) czy kłopoty Sandy’ego z prostatą.

Stworzony i częściowo napisany przez Chucka Lorrego The Kominsky Method wygrywa aktorstwem i przede wszystkim dowcipnymi dialogami. „Kiedyś mieszkałem na zgięciu mapy, nikt nie mógł do mnie trafić” i tego typu perełki trafiają się tu co trochę i nie sposób nie docenić tego, jak The Kominsky Method jest napisany. To robota w starym, dobrym telewizyjnym stylu, jakiej próżno szukać we współczesnych serialach ze śmiechem z puszki. Tutaj do rozbawienia widza nie potrzeba sygnalizacji miejsc, w których trzeba się śmiać.

Oczywiście, jak przystało na serial o staruszkach, sporo tu refleksji na temat wieku, przemijania i tych wszystkich pierdół, które czekają każdego z nas. Udało się je jednak przemycić z odpowiednio zachowanym dystansem do starości i wyczuciem, kiedy dowcip o prostacie jest zabawny, a kiedy mógłby zacząć być klozetowy. Zrealizowane to wszystko jest oszczędnie, a sposób realizacji przypomina Louiego z czasów, kiedy wolno było być fanem Louisa C.K.

The Kominsky Method ma również trochę niespodzianek w postaci gwiazdorskich epizodów, ale trzeba przyznać, że podstarzały Jay Leno z pewnością przypomni każdemu, że i on się pewnie mocno postarzał, choć może nie widzi tego w lustrze. No ale taki to urok(?) seriali z gwiazdorami z naszej młodości, których dawno się nie widziało. Trzeba jednak przyznać, że Michael Douglas dobrze się trzyma, choć nie tak dobrze jak Ann-Margret, która też się tu załapała. Kto wie, może by jeszcze dali radę ogarnąć z Dannym DeVito – spotykają się w The Kominsky Method – trzecią część Miłości, szmaragdu i krokodyla? Takich filmów też dzisiaj brakuje, podobnie jak i seriali w typie The Kominsky Method.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.