Manchester by the Sea (2016), reż. Kenneth Lonergan.
Manchester by the Sea (2016), reż. Kenneth Lonergan.

Manchester by the Sea. Nebraska cztery lata później

Ze względu na Oscary na początku każdego roku często można liczyć na jakąś Dziesiątkę. Nie zawsze się to sprawdza, ale czasem tak. Sprawdziło się w tym roku za sprawą kapitalnego Manchester by the Sea. Recenzja filmu Manchester by the Sea.

O czym jest film Manchester by the Sea

Lee Chandler (Casey Affleck) jest dozorco-ciecio-złotąrączką w Bostonie. Pasuje mu to zagubienie w wielkim mieście, gdzie może być anonimowy i nikogo nie obchodzić. Każdego dnia zmagając się z drobnymi budowlanymi problemami mieszkańców, a to wpadnie komuś w oko, a to kogoś wkurzy – ma niewyparzoną gębę i nie trzyma języka za zębami, gdy powinien – ale ma to w nosie. Byle wieczorem nawalić się w knajpie, przywalić komuś w ryj, jeśli go wkurzy i iść spać. I tak dzień po dniu, dzień po dniu. Do momentu, gdy telefonicznie dowiaduje się, że jego brat (Kyle Chandler) w stanie krytycznym trafił do szpitala. Zanim Lee uda się dojechać do rodzinnego Manchesteru jest już za późno. Brat zmarł, a Lee musi zająć się wszystkimi formalnościami. Wśród nich jest powiadomienie swojego bratanka Patricka o śmierci ojca i – czego się nie spodziewał – opieka nad tymże bratankiem, którą wyznaczył mu w testamencie zmarły brat. Patrick (Lucas Hedges) nie ma nikogo innego, bo ojciec dawno temu rozstał się z jego matką alkoholiczką, która nawet nie wiadomo, gdzie przebywa. Lee dość dobrze dogaduje się z Patrickiem – głównie dlatego, że ma wszystko w nosie – ale opieka nad nim i pozostanie w Manchester to coś, na co nie jest gotów się zdobyć. Widać, że z miastem wiążą się jakieś wspomnienia, które sprawiły, że wyjechał do Bostonu i utonął w tłumie ludzi.

Recenzja filmu Manchester by the Sea

Choć nic nie wskazuje na to, by w tytułowym Manchesterze była jakakolwiek huta, to i tak śmiało można napisać, że Manchester by the Sea to typowy amerykański film o miasteczku, w którym jest huta (o, jeszcze jeden mój gatunek filmowy do kolekcji, tym razem je spisuję). To bardzo dobrze, bo ja szalenie lubię filmy o miasteczkach, w których jest huta. Więcej, Manchester by the Sea to również film z gatunku tych, w których ich bohaterów poznajemy na przestrzeni dwóch różnych płaszczyzn czasowych – młodych kiedyś, dojrzałych teraz. Takie filmy też bardzo lubię, bo z niewiadomych przyczyn bliskie mi jest takie spotykanie się po latach i rozmowa o tym, jak to się jednemu, drugiemu i trzeciemu potoczyło życie. Z taką podbudową Manchester by the Sea miał już na starcie łatwiej, trafiając w mój gust.

To niby drobiazgi, jakieś części składowe filmu, na które może i nikt nie zwracałby specjalnej uwagi, ale z mojego punktu widzenia lepiej że są niż miałoby ich nie być. Ale nawet gdyby ich nie było, to i tak pozostałoby w Manchester by the Sea wystarczająco dużo atutów uprawniających do uzyskania wysokiej oceny. Wśród których na samym szczycie wylądowałaby normalność.

Manchester by the Sea to normalny film, w którym pewnie każdy znajdzie jakąś cząstkę – mniejszą lub większą – swojego życia. Bo i jest to film o życiu właśnie i o jego cieniach i blaskach. Umyślnie zacząłem od cieni, bo jest ich w Manchester by the Sea najwięcej, ale jak to w życiu, nawet w Manchesterze przez smutek raz, drugi i trzeci wyłania się śmiech. I jak na film o cierpieniu jest go tu bardzo dużo, co sprawia, że trafią się sceny, od których będzie Wam chciało pęknąć serce, by za moment śmiać się nawet i z poważnych rzeczy. Daje to wytchnienie od smutnej historii człowieka, który żyje od lat na wyczerpanych bateriach.

Znakomity w głównej roli jest Casey Affleck, dla którego jak na razie to rola życia. Tak jak kiedyś jego brat Ben w Buntowniku z wyboru, tak teraz on w filmie bardzo podobnym gatunkowo wszedł na same wyżyny aktorstwa (no Ben jednak ciut niżej) co sprawia, że cierpi tak, że wszyscy cierpią razem z nim i rozumieją jego ból. Z potoku normalnych codziennych scenek co i rusz wyłaniają się aktorskie perełki jak ta w rytm Adagio Per Archi E Organo In Sol Minore czy scena spotkania z byłą żoną (Michelle Williams).

Manchester by the Sea to amerykańskie kino najwyższego sortu, dokładnie takie, jak lubię najbardziej. Bez blichtru i bez kombinowania opowiadające o zwyczajnych ludziach z krwi i kości oraz ich szarych problemach, które czasem są o wiele za ciężkie, by udźwignąć je nawet z pomocą innych.

(2188)

PS. O kurde! Ależ wyrosła Kara Hayward z Kochanków z Księżyca!

Ze względu na Oscary na początku każdego roku często można liczyć na jakąś Dziesiątkę. Nie zawsze się to sprawdza, ale czasem tak. Sprawdziło się w tym roku za sprawą kapitalnego Manchester by the Sea. Recenzja filmu Manchester by the Sea. O czym jest film Manchester by the Sea Lee Chandler (Casey Affleck) jest dozorco-ciecio-złotąrączką w Bostonie. Pasuje mu to zagubienie w wielkim mieście, gdzie może być anonimowy i nikogo nie obchodzić. Każdego dnia zmagając się z drobnymi budowlanymi problemami mieszkańców, a to wpadnie komuś w oko, a to kogoś wkurzy - ma niewyparzoną gębę i nie trzyma języka za zębami,…

Czas na ocenę:

Ocena: 10

10

wg Q-skali

Podsumowanie: Po śmierci brata dręczony przeszłością Lee wraca do rodzinnego miasteczka, by zaopiekować się bratankiem. Nie wiem czy to najlepszy film 2016 roku, ale cholernie bardzo mi się podobał.

7 odpowiedzi

  1. Dycha jak nic. Najlepszy film jaki widziałem w kinie od baaaaardzo dawna.

  2. Dobry, nawet bardzo dobry film, ale nie potrafię uznać go za jakieś arcydzieło. Tak, pewnie zasługuje na tę parę nagród czy wyróżnień jakie go spotkały i jeszcze spotkają, jest tu kilka kapitalnych momentów, ale chyba właśnie przez to że jest zbyt „normalny” nie potrafię się nim zachwycać. Bo ja z grubsza się zgadzam z tym co kiedyś wielki Alfred Hitchcock powiedział: zwykłe życie to jest za oknem na ulicy i nie ma po co o tym filmów robić. 😉 Żeby nie było, ja się zgadzam że to jest obiektywnie bardzo dobre kino (a uwagi, które tu miałbym, byłyby o raczej subiektywnym charakterze i np. w kwestii użycia muzyki, które do mnie nie trafiło, można by wybronić wybór reżysera przyjętą koncepcją) ino nie znajdzie się z przyczyn subiektywnych wśród moich faworytów. :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.