Ach śpij kochanie (2017), reż. Krzysztof Lang.
Ach śpij kochanie (2017), reż. Krzysztof Lang.

Ach śpij kochanie. Recenzja filmu Krzysztofa Langa

Bywają filmy, które nie opowiadają żadnej ciekawej historii, ale nadrabiają te braki świetnym klimatem. Bywają też filmy, które opowiadają ciekawe historie, ale zupełnie brak im klimatu. Takie jak Ach śpij kochanie Krzysztofa Langa. Recenzja filmu Ach śpij kochanie.

O czym jest film Ach śpij kochanie

Władysław Mazurkiewicz aka Piękny Władek (Andrzej Chyra) to król krakowskiego życia. Zawsze nienagannie ubrany, uczesany, zaopatrzony w wypchany po brzegi portfel. Nie wiedzieć czemu przez znajomych nazywany jest też Sędzią. Władek wieczorami rozbija się po modnych restauracjach, a w środowisku krążą o nim plotki, że poprzez powiązania w UB jest człowiekiem nietykalnym, któremu lepiej nie podskakiwać. Jest połowa lat 50. ubiegłego wieku. Mieszka sobie Władek z byłą żoną (Katarzyna Warnke), z którą wciąż łączą go przyjacielskie stosunki, a w wolnych chwilach strzela ludziom w tył głowy. Tak Piękny Władzio załatwia szemrane interesy, dzięki którym ma zapewniony stały dopływ gotówki. Pewnego dnia na oddział jednego ze szpitali zgłasza się człowiek z bólem głowy. Lekarze, ku swojemu zdumieniu, znajdują w jego czaszce kulę wystrzeloną z pistoletu Walther. Sprawą zaczyna interesować się milicja, a mężczyzna pytany o to, skąd w jego głowie miałaby znaleźć się kula jest szczerze zdziwiony. Jedyne dziwne, co sobie przypomina to powrót z Zakopanego, w trakcie którego niejaki Mazurkiewicz zrobił sobie z niego głupi żart. Ambitny funkcjonariusz milicji Karski (Tomasz Schuchardt) wraz ze swoim partnerem Pajkiem (Arkadiusz Jakubik) zaczynają śledzić Mazurkiewicza. Nie podoba się to ich przełożonym, którzy uważają to za stratę czasu. Niczym bajki traktują opowieści Karskiego, który stara się powiązać nazwisko Mazurkiewicza z ponad 60 przypadkami z ostatnich lat, w których zaginęli miejscowi kombinatorzy. A także z zaginięciem mieszkających w sąsiedztwie Mazurkiewicza sióstr (Izabela Kuna, Kamila Kuboth-Schuchardt). Wkrótce Mazurkiewicz zostaje ostrzeżony przez anonimowego dla widza rozmówcę i postanawia zadekować się na jakiś czas w Zakopanem. Karski się nie poddaje.

Recenzja filmu Ach śpij kochanie

Kiedyś, dawno, dawno temu, nie wiem skąd (pewnie z biblioteki w Ogrodzieńcu), nie wiem przez kogo napisana, trafiła w moje łapy książka o polskich seryjnych mordercach. Stare, kieszonkowe wydanie zawierało zdaje się trzy osobne historie: Karola Kota, Zdzisława Marchwickiego i Władysława Mazurkiewicza. O pierwszych dwóch zrobiono już filmy, trzeci musiał poczekać do 2017 roku. Szkoda tylko, że Ach śpij kochanie (trochę zdaje się nie mam pojęcia, skąd ten tytuł) jest filmem gorszym zarówno od Czerwonego Pająka jak i Jestem mordercą.

Nie jest Ach śpij kochanie filmem złym. Ma trochę zalet, ale wszystkie je przesłania wada najważniejsza. Ach śpij kochanie jest filmem do bólu bezpiecznym. Reżyser opowiada historię polowania na Mazurkiewicza w sposób beznamiętny i pozbawiony emocji. Można odnieść wrażenie, że bardziej stara się nic nie zepsuć, niż cokolwiek uatrakcyjnić. Pokazuje widzom wszystkie ważne fragmenty prawdziwej historii nie przykładając uwagi do tego, by za pomocą środków filmowych dodać im jakiegokolwiek dramatyzmu czy tajemnicy. Dość kuriozalnie prowadzony jest wątek majora Olszowego (Bogusław Linda), o którym od początku wypada przypuszczać, choć nie zostało to powiedziane, że z tylnego siedzenia pociąga za sznurki i tylko dla milicjanta Karskiego jest to zaskoczeniem. Prosiłoby się choć o odrobinę tajemnicy do rozwiązania i ujawnienia przed widzem, ale nie. Wszystko wiadome jest od początku i nic niespodziewanego nie czeka w trakcie seansu na widza. Owszem, pozna historię Mazurkiewicza (ciekawą na dodatek), ale równie dobrze mógłby to zrobić czytając jakiś artykuł dotyczący sprawy. Efekt ten sam – sucha wiedza. A jednak po filmie należałoby oczekiwać trochę więcej niż informacja. Tutaj tak, tam tak, skończyło się tak, do widzenia. Proszę panów, Mazurkiewicz jest mordercą seryjnym (pikuś, że termin zostanie wymyślony za 20 lat), ależ skąd, w socjalistycznej krainie nie ma takich zwyrodnialców. Banał.

W świetle wspomnianego braku filmowych emocji na drugi plan spada dobra robota kostiumologów, poszukiwaczy lokacji wyglądających jak 70 lat temu czy – zaskakująco – dźwiękowców. Ach śpij kochanie to rzadki przypadek polskiego filmu, w którym można zrozumieć wszystkie dialogi. Chyra jako Mazurkiewicz stworzył ciekawą postać, choć nie musiał się chyba wielce wysilić, wystarczyło się elegancko uczesać. Reszta obsady robi swoje i znika na dobre (Figura, Kuna) lub by pokazać się jeszcze w jednej czy dwóch scenach. Początkowo lekko zaskoczył mnie Andrzej Grabowski kresowym zaśpiewem, ale potem wrócił do swojej standardowej roli nie-Ferdka. Warnke błysnęła ciałem w dwóch scenach, a Karolina Gruszka plecami w jednej. Bogusław Linda zaś wziął udział w bodaj jedynej scenie Ach śpij kochanie, która potrafi wzbudzić emocje: scenie z jajecznicą. Kryminał osadzony w tak ciekawych czasach bez wątpienia zasługuje na dużo więcej.

(2307)

Bywają filmy, które nie opowiadają żadnej ciekawej historii, ale nadrabiają te braki świetnym klimatem. Bywają też filmy, które opowiadają ciekawe historie, ale zupełnie brak im klimatu. Takie jak Ach śpij kochanie Krzysztofa Langa. Recenzja filmu Ach śpij kochanie. O czym jest film Ach śpij kochanie Władysław Mazurkiewicz aka Piękny Władek (Andrzej Chyra) to król krakowskiego życia. Zawsze nienagannie ubrany, uczesany, zaopatrzony w wypchany po brzegi portfel. Nie wiedzieć czemu przez znajomych nazywany jest też Sędzią. Władek wieczorami rozbija się po modnych restauracjach, a w środowisku krążą o nim plotki, że poprzez powiązania w UB jest człowiekiem nietykalnym, któremu lepiej nie…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Władysław Mazurkiewicz. Król życia, elegant, morderca, którym zaczyna interesować się milicja obywatelska. Ciekawa historia została zmarnowana na jedynie przyzwoity film odarty niemal zupełnie z jakichkolwiek emocji.

Odpowiedź

  1. Właśnie wróciłem z seansu i cały czas mam wrażenie, że chciano zrobić połączenie „Obywatel X” i „Milczenia owiec”. Tylko coś gdzieś poszło nie tak.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.