Co warto zobaczyć na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym
Kilka kadrów z tego, co warto zobaczyć na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Co warto zobaczyć na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Przeglądałem wczoraj Internet w poszukiwaniu inspiracji do tego co warto zobaczyć na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym (start 9 października), ale nie znalazłem właściwie nic. Poczułem niszę internetową (ktoś też będzie szukał i może to znaleźć u mnie!) i pomyślałem, że skoro nie ma takiego poradnika, to warto samemu go napisać. Przyda się szczególnie teraz, gdy strona festiwalu zmieniła się bez ostrzeżenia w totalnie nieprzyjazny userowi badziew (wyglądu nie hejtuję, każdy ma swoją wizję przejrzystości itepe, hejtuję zupełny brak funkcjonalności i podstawowych informacji w odległości jednego kliku myszką), na którym wybór spośród ponad setki filmów jest utrudniony do maksimum. Brawa dla autorów nowej strony i smuteczek za całkiem fajną stroną starą. Lepsze jest wrogiem dobrego czy jakoś tak.

Ważna informacja dla tych, którzy zaplątali się tutaj przypadkiem: nie jestem filmowym snobem, nie śledzę z wypiekami na twarzy niusów z innych festiwali i nie analizuję każdego wyświetlanego tam filmu. Zanim zacząłem się na poważnie wgłębiać w tajniki repertuaru 31. WFF-a może z pięć tytułów mi cokolwiek mówiło. Co za tym idzie poniższy zestaw propozycji to raczej kino, które mogłoby spodobać się też fanowi Żołnierzy kosmosu i Predatora, a nie miłośnikom azerbejdżańskiego kina niezależnego. Wybrany przez kogoś (mnie), kto ma raczej bazarowy gust filmowy i w wyborze między wybuchem, a kontemplacją wybierze wybuch. Upraszczając :P.

Warto też zauważyć, że choć każdego roku wybieram do obejrzenia na WFF-ie sporo filmów, to potem się okazuje, że praktycznie nie było wśród nich ani jednego nagrodzonego czymkolwiek filmu. Uważam, że to akurat dobrze świadczy o mnie, ale jakby co – ostrzegam :).

Do rzeczy. Będzie tych wybranych tytułów trochę sporo, więc po napisaniu postaram się pogrzebać w CMS-ie, czy da się ten wpis jakoś podzielić na podstrony, żeby łatwiej było go czytać. Pewnie się nie da, więc wstrzymajcie się jeszcze z komentarzami typu „Q nabija kliki! Niedługo będzie robił podzielone na dwadzieścia slajdów wpisy z gołymi babami”.

Jedziemy.

Co warto zobaczyć na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym

1. Chuck Norris kontra komunizm [Chuck Norris vs Communism], 80 min.

Dwie ostatnie edycje WFF-u to triumf produkcji z mojej listy Do Obejrzenia. Triumf czyt. najbardziej podobały mi się na nich filmy, na które najbardziej czekałem już wcześniej i umieściłem je na ww. liście. Rok 2013 Big Bad Wolves, rok 2014 What We Do in the Shadows. Także i wśród seansów tegorocznego festiwalu znalazł się podobny film. Czy i teraz najbardziej spodoba mi się na całym festiwalu? Na to liczę.

Już sam tytuł jest badassowy, a jeśli dołożyć do niego jeszcze treść tego rumuńskiego dokumentu, to wyjdzie niezła mieszanka wybuchowa. Chuck Norris kontra komunizm to opowieść o dwójce ludzi, którzy pod butem komunistycznego reżimu postanowili dać rodakom rozrywkę w postaci nielegalnie sprowadzanych i dubbingowanych filmów ze zgniłego Zachodu. Sylvester Stallone, Jean Claude Van Damme, Chuck Norris i Złota Era Wideo.

Szykuje się niezła sentymentalna podróż do czasów, które wielu z nas pamięta osobiście. Czasów długo przed wypożyczalniami kaset wideo, kiedy cd kojarzyło się z ciągiem dalszym, a nie z płytą CD.

2. Idol [Ya Tayr El Tayer], 100 min.

Dobra, skrócę te opisy, bo wyjdzie druga Wojna i pokój.

Jednym z najlepszych seansów festiwalowych dwa lata temu był skromny, palestyński film Omar. Wkrótce potem dostał nominację do Oscara i nikt nie mógł mu zarzucić, że była niezasłużona. W tym roku reżyser Omara Hany Abu-Assad powraca z Idolem. I już samo jego nazwisko jest wystarczającą rekomendacją do wybrania się do kina.

Jak sam tytuł wskazuje, Idol to oparta na faktach historia zwycięzcy programu Arab Idol (edycja 2013) – Mohammada Assafa, młodego Palestyńczyka mieszkającego w Strefie Gazy. I więcej nie grzebię w temacie – pozwolę się zaskoczyć w kinie, licząc na historię o czymś więcej niż tylko muzyka.

3. Mężczyźni i kurczaki [Mand og hons], 100 min.

A skoro mowa o reżyserach stanowiących wystarczający powód do wybrania się do kina, nie sposób pominąć Andersa Thomasa Jensena. Scenarzystę i reżysera nagrodzonego Oscarem za krótkometrażowy film Valgaften. Tak, spisałem z Internetu, bo sam tego nie wiedziałem :P. Ale już bez sprawdzania wiem, że Jensen ma na swoim koncie jeden z naprawdę niewielu filmów ever, który podoba się każdemu – Jabłka Adama. (Taa, zaraz przyleci ktoś, kto nie lubi, wiadomo).

W Mężczyznach i kurczakach Jensen po raz kolejny ma okazję reżyserować największy aktorski towar eksportowy Danii (zaraz po Cześku Mozilu) – Madsa Mikkelsena, co tylko dokłada powodów, żeby wyskoczyć na festiwalowy seans tego filmu. Filmu opowiadającego historię dwóch braci, którzy nagle dowiadują się, że są adoptowani. Rozpoczęcie poszukiwań biologicznego ojca to tylko kwestia czasu.

4. Schneider kontra Bax [Schneider vs. Bax], 96 min.

Miało być krótko i teraz naprawdę będzie krótko, bo mowa o filmie, na który… się nie wybiorę. Jego reżyser, Alex van Warmerdam, nie tak dawno temu zachwycił wielu swoim Borgmanem (mnie nie zachwycił, więc się nie wybiorę; nie trafia do mnie surrealizm prezentowany przez van Warmerdama), a teraz powraca Schneiderem kontra Baksem. Daję więc znać o tym, bo nie jestem takim samolubem, żebym patrzył tylko na swój czubek nosa.

Wedle festiwalowego opisu ta historia płatnego zabójcy, który wbrew sobie przyjmuje kolejne zlecenie, to „czarna komedia bezlitośnie portretująca ciemną stronę współczesnego, perfekcyjnego społeczeństwa”.

5. Yakuza Apocalypse [Gokudo Daisenso], 125 min.

Z Takashim Miike jest tak jak ze sprzętem komputerowym – w momencie jego kupowania jest już stary. Yyy, znaczy się chodzi o to, że zawsze gdy piszesz „oto nowy film Takashiego Miike” to wtedy na pewno już grają w kinach jakiś jeszcze nowszy film tego japońskiego reżysera. Taki skubany jest płodny i, co jeszcze ważniejsze, ilość wcale nie przekłada się na brak jakości, a kina Miikego nie sposób pomylić z żadnym innym.

W swoim najnowszym filmie ( 😉 ) Miike opowiada historię bossa yakuzy, który ma opinię nieśmiertelnego. Poniekąd słusznie, bo jest… wampirem. I z tego punktu wyjścia Miike może zrobić właściwie wszystko.

6. Demon, 94 min.

Pora na odrobinę polskiego kina i najnowszy film niedawno zmarłego w tragicznych okolicznościach Marcina Wrony. Jeśli ktoś jest bardzo niecierpliwy, by zobaczyć ten bardzo doceniany na zagranicznych festiwalach polski horror (podobno tym razem nie jest to oksymoron), to może to zrobić na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym. Osobiście jednak radziłbym wybrać się na coś innego, bo Demon trafia do normalnej dystrybucji kinowej już w połowie października i uważam, że lepiej zobaczyć go wtedy, nie będąc pod presją ciasnego festiwalowego repertuaru. Czytaj: wybrać film, który poza festiwalem ciężko będzie zobaczyć w kinie.

7. Grzesznik w Mekce [A Sinner In Mecca], 79 min.

Z racji osobistych upodobań, każdego roku najbardziej czekam na WFF-owy zestaw dokumentalny, licząc na to, że wygrzebię z niego kilka perełek. W tym roku jest z nimi raczej przeciętnie, ale spokojnie, zawsze się coś znajdzie. Ot np. Grzesznika w Mekce, który niedawno fruwał tu na Q-Blogu w którychś Prevuesach.

Bohater filmu, pobożny muzułmanin, wybiera się na pielgrzymkę do Mekki. Z tłumu pielgrzymów niby nie wyróżnia go nic, ale pozory mylą. Parvez jest gejem szukającym odpowiedzi na pytanie: „Czy jest w islamie miejsce dla takiego grzesznika jak ja?”. A będąc gejem i filmując telefonem miejsca święte, Parvez naraża się na karę śmierci, którą karane są obydwa te… cóż, przewinienia.

8. Ryuzo i siedmiu najemników [Ryuzo to Shichinin no Kobun tachi], 110 min.

Ze swoją miłością do azjatyckiego kina nie mogłem tu pominąć najnowszego dzieła jeszcze jednego japońskiego giganta reżyserii (i nie tylko) – Takeshiego Kitano. Blisko siedemdziesięcioletni Kitano znów pochyla się nad kinem gangsterskim, ale nie bez kozery wypominam mu wiek, bo tytułowymi bohaterami jego filmu jest kilku dziadków, którzy niegdyś trzęśli ulicami Tokio, a obecnie nudzą się na emeryturze.

Kiedy jednak trzeba pokazać współczesnym gangsterom gdzie raki zimują, nie zważając na reumatyzm i inne pierdoły, Ryuzo i jego kompani ruszają do akcji.

9. Strategia mistrza [The Program], 103 min.

Było w ostatnich latach parę filmów o Lance’ie Armstrongu, ale fabuły jeszcze nie. Nic więc dziwnego, że stanowiąca łakomy kąsek historia wielokrotnego zwycięzcy Tour de France, człowieka, który wygrał z rakiem i pospolitego oszusta doczekała się w końcu także i takiego wydania.

Opinie o najnowszym filmie Stephena Frearsa są różne, właściwie to wpadają mi w oko same negatywne, ale nie zważając na to pójdę zobaczyć czy rzeczywiście jest tak źle. A że przynajmniej jedna rzecz będzie tu świetna to wiem już po zwiastunie – Ben Foster w roli Lance’a Armstronga czuje się znakomicie!

I to by było na tyle. Nie są to oczywiście wszystkie filmy warte uwagi na tegorocznym Warszawskim Festiwalu Filmowym (Pokój, Alias Maria, Janis: Little Girl Blue, Barash, Front w Dolinie Wakhan, Bestia…), ale chyba już o żadnym nie myślę w kategorii: „ŁAŁ, na to koniecznie muszę iść!”, więc odpuszczę sobie wydłużanie tego wpisu do nie wiadomo jakiej długości.

5 odpowiedzi

  1. Bóg zapłać panie kolego, pomagasz, co roku te same męczarnie czekają człowieka chcącego ułożyć sobie program na wff. Z jednej strony opisy, z drugiej zwiastuny, a i jakieś recenzje można przejrzeć, a i obrazki ładne w programie się mienią. A z jakiego filmu ten Mad Dog z Raida?

  2. Quentin

    Wybrać filmy to jedno, ale tak je poskładać, żeby jeden na drugi nie wchodził, dziesięć seansów jednego dnia nie wypadało, a to wszystko nie kolidowało z robotą… Syzyf miał prościej.

    A Mad Dog z Yakuza Apocalypse.

  3. Właśnie tego potrzebowałam! Bardzo dziękuje, szkoda, że nie portal randkowy 😉 pozdrwiam

  4. Dzieki ze ten zestaw. Ciekawie porównać ze swoim. :)Kurczaki” rozeszły się jak ciepłe bułeczki. Trzymam kciuka żeby znalazły dystrybutora i weszły.A Demon będzie w kinach więc chyba lepiej zostawić sobie miejsce na inny film. :)

  5. Quentin

    Ano, napchane były kurczaki :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.