Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

WFF 2013 – Omar

W takim tempie to ja w grudniu dopiero skończę reckować wszystkie filmy, które widziałem na WFF-ie. A przecież taki mam zamiar i zrobię to, choćbym miał zacząć miauczeć!

Miaaauuu.

Przenosimy się do okupowanej Palestyny, w której mieszka tytułowy Omar. Spokojny raczej chłopak pracujący w piekarni w wolnych chwilach trenuje w ruchu oporu, by „kiedy chwila będzie odpowiednia” zaatakować z kolegami znienawidzonych Izraelczyków. Ostatnim jego zajęciem jest podkochiwanie się (ze wzajemnością) w dziewczynie kolegi i planowanie z nią ślubu. Zanim jednak odważy się przyznać kumplowi do uczucia, jakim darzy jego siostrę, pech chce, że trafi do więzienia, a tam stanie przed wyborem starym jak świat – męstwo i bohaterstwo czy ochrona własnego tyłka.

Nakręcony w betonowo-pustynnych lokacjach palestyński film, mimo poruszania ważnego tematu i generalnie poważnej opowieści, nie stroni od humoru i serwuje go w całkiej dużej dawce. Niech Was to jednak nie zwiedzie, bo rozładowujące sytuacje i umacniające więzi między bohaterami żarty to jedynie dodatek do wałkowanego już na setki sposobów i chyba nieśmiertelnego motywu trudnej miłości w trudnym czasie i w trudnym miejscu. Na szczęście w „Omarze” nie czuć tej niełatwej do uniknięcia sztampy i ogląda się go z prawdziwą przyjemnością.

Nie jest to może jakiś specjalnie pozytywny film na wieczór, ale żal byłoby go tylko z tego powodu pominąć. Bo i jego fabuła ma dla nas kilka zakrętów, bohaterów nie można nie lubić i chciałoby się, żeby wszystko potoczyło się dla nich jak najlepiej. No i popatrzeć można też na ten nieznany aż tak świat zza wielkim murem, których wciąż na świecie jeszcze kilka stoi.

Nie znam tamtejszej sytuacji aż tak dobrze, ale wydaje mi się, że reżyser nie opowiada się specjalnie za żadną stroną konfliktu (bohaterowie filmu robią co muszą), choć co oczywiste jest Palestyńczykiem, a jego główni bohaterowie to Palestyńczycy. Postaci spod znaku Gwiazdy Dawida są więc tu naturalnie czarnymi charakterami, ale film na pewno nie zdobyłby żadnej nagrody na Festiwalu Filmów Propagandowych na Białorusi. Bo to po prostu ciekawe kino z wciągającą fabułą.

W tejże fabule przeszkadzała mi jedna rzecz, na nieszczęście bardzo ważna dla niej, dlatego moja satysfakcja z filmu mogła być jeszcze trochę większa. Ale i tak, parę dni po seansie, „Omar” wciąż mi w głowie siedzi i myślę, że to jeden z najlepszych filmów, jakie zobaczyłem/zobaczę na tegorocznym festiwalu. 8/10

(1598)

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.