Smak zemsty. Peppermint, Peppermint (2018), reż. Pierre Morel.
Smak zemsty. Peppermint, Peppermint (2018), reż. Pierre Morel.

Smak zemsty. Peppermint. Recenzja filmu Peppermint

Było już tysiąc filmów o kimś, komu pozabijali kogoś, kto był mu drogi, więc postanowił się pomścić i też ich pozabijać. Oto taki film numer 1001. Recenzja filmu Smak zemsty. Peppermint.

O czym jest film Smak zemsty. Peppermint

Powiedzieć, że Riley North (Jennifer Garner) jest całkowicie szczęśliwa, to powiedzieć za dużo. Ale kłopoty codzienności bledną wobec posiadanej przez nią kochającej rodziny. Męża mechanika i rezolutnej córeczki. Niestety. Nie jest dane Riley nacieszyć się rodziną tak długo jakby tego chciała. Kiedy jej mąż wplątuje się w zuchwały napad, będzie musiał zapłacić za to głową. Razem z nim ginie też jego córeczka, a wszystko to na oczach Riley. Ranna kobieta rozpoznaje napastników i odważnie zeznaje przeciwko nim w sądzie. Na darmo. Sprytny papuga łatwo manewruje ją w niepoczytalność i bandziory wychodzą na wolność. Równo pięć lat później ich ciała zwisają z diabelskiego młyna. Tak rozpoczyna się dzień pomsty, do którego Riley szykowała się w ukryciu przez wszystkie te dni, odkąd zniknęła bez śladu.

Recenzja filmu Smak zemsty. Peppermint

Można się wdawać w głębsze analizy i interpretacje filmu Smak zemsty. Peppermint, ale wniosek zawsze będzie jeden. W dobie takich filmów jak Law Abiding Citizen czy Atomic Blondenie ma sensu kręcić takich filmów jak Smak zemsty. Peppermint. Po prostu mija się to całkowicie z celem, bo wiadomo na ww. przykładach, że można to zrobić lepiej i z większym jajem. A realizacja i pomysły inscenizacyjne na efektowne śmierci to przecież sedno kina zemsty, od którego zależy powodzenie danego filmu. Bo nie ma się co oszukiwać, każdy film zemsty jest o tym samym. O zemście.

Gdyby się ktoś czepiał, Atomic Blonde nie jest kinem zemsty, a znalazł się w powyższym akapicie ze względu na kopiącą po dupach babę :P.

I tu właściwie można zakończyć tę recenzję filmu Smak zemsty. Peppermint, bo rozwinięcie powyższych myśli nic więcej do tematu nie wniesie. Tematu tego, że Smak zemsty. Peppermint jest stratą czasu. Tym boleśniejszą, że przecież jej reżyser Pierre Morel zrobił świetną Uprowadzoną, więc powinien wiedzieć jak zrobić kolejny podobny tematycznie film. Ale chyba zapomniał. Smak zemsty. Peppermint wygląda trochę tak jak gdyby do jego realizacji przekonała reżysera marząca o sławie żona, która uparła się zagrać rolę główną w filmie, w którym będzie zabijać. Zrób mi taki film i to natychmiast! Trochę nie pasuje do tej teorii Jennifer Garner, która potrafi kopać po dupach, ale cała reszta się zgadza.

Niby w filmach zemsty nie jest ważny scenariusz, bo przecież bohater ma efektownie zabijać i tyle, ale mimo to głównym powodem słabości filmu Smak zemsty. Peppermint jest właśnie scenariusz. Ktoś sobie chyba wziął do serca, że scenariusz w takim kinie ważny nie jest, więc się nie przemęczył. Inną ważną rzeczą w powodzeniu takich filmów – pochodną scenariusza zresztą – jest kibicowanie głównej bohaterce. Tu niby mści się za śmierć męża i dziecka, ale jakoś tak wszystko jest jedno czy jej się to powiedzie. Ani główny badgaj specjalnie nie odrzuca, ani jej motywacja nie została odpowiednio pogłębiona. Nie mamy czasu tej całej Riley polubić, bo od pierwszej sceny rzuca się do zabijania. I właściwie tylko w jednym momencie czujemy satysfakcję z jej czynów, gdy finalnie rozjeżdża renifera – żeby nie spoilerować.

Wobec powyższego fabuła filmu Smak zemsty. Peppermint trzyma się na ślinie. Zabrakło z dziesięciu minut filmu z treningów głównej bohaterki, trudno uwierzyć, że belejaki gangster trzyma za mordę całą policję tak, że aż srają po nogach na dźwięk jego imienia (tylko dwóm mechanikom to nie przeszkadza, żeby próbować go obrobić), biednie wyglądają próby społecznego komentarza działań głównej bohaterki komentowanych na Twitterze, a zaserwowany pod koniec filmu zwrot akcji jest po prostu żałosny. Nie pomaga to, że Jennifer Garner w przeciągu całego filmu zabija jakieś 40 osób, bo są to niestety śmierci statystyczne, które nie podnoszą wartości artystycznej filmu ani o trochę. Strzał, śmierć, strzał, śmierć, strzał, śmierć. Ziew.

(2179)

Było już tysiąc filmów o kimś, komu pozabijali kogoś, kto był mu drogi, więc postanowił się pomścić i też ich pozabijać. Oto taki film numer 1001. Recenzja filmu Smak zemsty. Peppermint. O czym jest film Smak zemsty. Peppermint Powiedzieć, że Riley North (Jennifer Garner) jest całkowicie szczęśliwa, to powiedzieć za dużo. Ale kłopoty codzienności bledną wobec posiadanej przez nią kochającej rodziny. Męża mechanika i rezolutnej córeczki. Niestety. Nie jest dane Riley nacieszyć się rodziną tak długo jakby tego chciała. Kiedy jej mąż wplątuje się w zuchwały napad, będzie musiał zapłacić za to głową. Razem z nim ginie też jego córeczka,…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Po pięcioletnim szkoleniu kura domowa rusza na ścieżkę zemsty przeciwko zabójcom jej męża i córki. Nijakie kino zemsty ze słabym scenariuszem i akcją, która w dobie Atomic Blonde na nikim nie zrobi wrażenia.

2 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Panie, nie za dużo tych Peppermint w recenzji? Aż mnie oczy krwawili jak żem czytał.

  2. Quentin

    Może tak, może nie, aczkolwiek z pretensjami proszę udać się do autora polskiego tytułu filmu: „Smak zemsty. Peppermint” ;P.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.