Baahubali 2: Finał, Baahubali 2: The Conclusion (2017), reż. S.S. Rajamouli.
Baahubali 2: Finał, Baahubali 2: The Conclusion (2017), reż. S.S. Rajamouli.

Baahubali 2: The Conclusion. Recenzja filmu Baahubali 2: Finał

Ponieważ o oszałamiającym sukcesie, jaki stał się udziałem prabhasowego Baahubali pisałem w recenzji pierwszej części, to nie będę się powtarzał. Kuknijcie do jej recki, pomnóżcie wszystkie liczby razy dwa i tyle. Tu wystarczy napisać, że oto staje przed Wami recenzja indyjskiego Avatara. Recenzja filmu Baahubali 2: Finał.

O czym jest film Baahubali 2: Finał

Nie pamiętacie, o czym była pierwsza część? Nie martwcie się, ja też nie pamiętałem. Wszystko z grubsza przypomniała ładnie animowana czołówka na napisach początkowych, ale nie na tyle, żebym się nie zaskoczył. No bo nie pamiętałem, że to, co oglądam najpierw to jeden wielki flaszbak i dostałem niespodziewanego twista :). No dobra, to w skrócie. Jakaś kobitka czmychnęła z królestwa rządzonego przez okrutnego króla. Zabrała ze sobą małego, indyjskiego Mojżeszka. Chłopczynę wyłowili wieśniaki u stóp ogromnego wodospadu. Wyrósł na dużego koleżkę, wspiął się na wodospad, wrócił do królestwa, uwolnił starszą panią, która okazała się jego matką i dowiedział się, że to on powinien rządzić. Na koniec siwy żołnierz Kattappa (Satyaraj) przyznał się do tego, że zabił jego ojca i tak dużym clifhhangerem (śmierć Prabhasa) kończy się jedynka (choć nie jestem pewien, czy tam jest jasne, że to ojciec, ups) (EDIT: no i dochodzą mnie słuchy, że jednak trochę popieprzyłem z fabułą jedynki). Gdy zaczyna się dwójka, Prabhas żyje i ma się dobrze. Królestwem rządzi jego surowa, ale mądra matka Sivagami (Ramya Krishnan), która oznajmia, że to właśnie tytułowy Baahubali zostanie królem. Nie podoba się to jego niepełnosprawnemu wujowi (Nasser), który uważa, że królem powinien być jego syn Bhallala Deva (Rana Daggubati). Syn udaje, że nie ma nic przeciwko panowaniu Baahubaliego, który rusza na objazdówkę po królestwie. W jednym z podległych królestwek poznaje Devasenę (Anushka Shetty), waleczną księżniczkę, w której się zakochuje. Chce ją poślubić, ale sprawa gmatwa się tak bardzo, że finalnie matka odbiera mu koronę, a jakiś czas potem Baahubali w ogóle popada w niełaskę. Nowy król Bhallala robi też wszystko, żeby pozbyć się go raz a dobrze.

Recenzja filmu Baahubali 2: Finał

Okazuje się, że pierwsza część Baahubali podobała mi się bardziej niż pamiętałem. Przeczytałem swoją recenzję jedynki i widzę, że dostała 7/10. W sumie słusznie, biorąc pod uwagę przesadną widowiskowość filmu, ale po dwóch lat pamiętam z niego jedynie przegięte akcje, kulawe efekty specjalne i scenografię z kartonów (przesadzam). Tego samego spodziewałem się po dwójce, a tu, proszę państwa, niespodzianka! Jaki to zajebisty film jest w pierwszej połowie, to nawet ja jestem pod wrażeniem.

Oczywiście to przede wszystkim nadal produkcja dla widzów zaprawionych z Tollywood i rozróżniających go od Bollywoodu, ale wydaje mi się, że dużo mniej niż jedynka. Może sprawiły to moje oczekiwania, ale zaskoczeniem dla mnie było to, że owa pierwsza połowa Baahubali 2 to film całkowicie uniwersalny bez indyjskich/azjatyckich przegięć, głupiego humoru i kpiących ze zdrowego rozsądku pokazówek. Jasne, strzelanie z czterech strzał na raz czy szarża bawołów z podpalonymi rogami nie podpada pod uniwersalne kino, ale wypadło to naprawdę dobrze i patrzyło się na te animowane zwierzaki całkiem wiarygodnie. Do momentu wywalenia Baahubaliego na podzamcze skłonny byłem wystawić zasłużoną Dziewiątkę. Wizualnie filmowi Baahubali 2 nic nie brakowało, władcopierścieniowe krajobrazy robiły wrażenie, historia była urocza i szczerze śmieszna (trafiło się kilka celnych onelinerów typu: trzeba mu było uciąć łeb), a patos nie na tyle patetyczny, żeby wstać i wyjść. Nawet ten pływająco-latający statek-łabędź niczego nie zepsuł, bo przecież w piosenkach można sobie pozwolić na więcej. Aha, pewnie Was zainteresuje, że prawie nie było piosenek. No ale to też „zasługa” faktu, że na 5. Smakach, niestety, pokazano jakąś tak o pół godziny krótszą wersję i pod nożyczkami na pewno wylądowała przynajmniej jedna piosenka. Nic tam, do momentu dotarcia do pierwszoczęściowego cliffhangera wszystko podobało mi się bardzo.

A potem było już trochę gorzej. W wielkim oblężeniu królestwa wróciły demony pierwszej części, czyli takie sobie efekty i przegięte rozwiązania militarne. Nie sposób nie zdissować idiotycznych Angry Birdsów, w jakie zamienił się w pewnym momencie szturm. Na plus batalistyce zaś trzeba oddać, że zrezygnowano z tych plastikowych dziwnych broni z jedynki i ograniczono się do łuków, oszczepów oraz mieczów. Oprócz tych technicznych słabości także i scenariusz z lekka niedomógł. Ot choćby w wytłumaczeniu czynu Kattappy, którego motywacja wielkiego sensu nie miała. No i zbyt pospiesznym zakończeniu. Kurde, jeszcze unosi się bitewny kurz, a tłum nie skończył skandować imienia Baahubaliego, a tu ciach, wjechały 20-sekundowe napisy końcowe, zapaliły się światła i zdziwieni ludzie zaczęli wstawać. Zdecydowanie też prosiło się o więcej Avanthiki, a Aśkowi brakowało romansu :).

Niezależnie od tego wszystkiego całościowo Baahubali 2: The Conclusion bardzo mi się spodobał i trzeba docenić starania tollywoodzkich twórców, które zasłużenie przełożyły się na miliony monet zysku. To bezapelacyjnie film, który nie mógłby powstać nigdzie indziej. Kolorowa baśń z wielkimi maczugami, niezniszczalnymi bohaterami, odcinanymi łepetynami i fantazją, jakiej można pozazdrościć. Ma swoje wady, indyjskie uproszczenia i duże przesady, ale giną w reszcie pozytywów.

(2321)

Ponieważ o oszałamiającym sukcesie, jaki stał się udziałem prabhasowego Baahubali pisałem w recenzji pierwszej części, to nie będę się powtarzał. Kuknijcie do jej recki, pomnóżcie wszystkie liczby razy dwa i tyle. Tu wystarczy napisać, że oto staje przed Wami recenzja indyjskiego Avatara. Recenzja filmu Baahubali 2: Finał. O czym jest film Baahubali 2: Finał Nie pamiętacie, o czym była pierwsza część? Nie martwcie się, ja też nie pamiętałem. Wszystko z grubsza przypomniała ładnie animowana czołówka na napisach początkowych, ale nie na tyle, żebym się nie zaskoczył. No bo nie pamiętałem, że to, co oglądam najpierw to jeden wielki flaszbak i…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Potomek szlachetnego księcia wraca do rodzinnej krainy, by dokonać srogiej pomsty na złym królu, źródle wszystkich nieszczęść jego rodziny. Kolorowa baśń z wielkimi maczugami, niezniszczalnymi bohaterami, odcinanymi łepetynami i fantazją, jakiej można pozazdrościć.

3 odpowiedzi

  1. Nie potrafię ogarnąć twojej fascynacji kinem hinduskim/indyjskim. Jaka forma jest prawidłowa? :)
    Co ciekawe, gdyby stworzyć Quentinometr(filmowy gustometr) to mój wynik zgodności z „Q” byłby powyżej 90%. :)

  2. Cieszę się, że nie jestem jedyną osobą, która nie ogarnęła należycie prahbasów i dostała niezamierzony twist :) Kurde, jeśli dobrze pamiętam to na jedynce mogło przytrafić mi się to samo. I to się nazywa intelektualne kino proszę państwa.

  3. Quentin

    @xseba
    Indyjskim :).

    Nie nazwałbym tego fascynacją, bardziej akceptacją. Jasne, na tle większości tu zaglądających to jestem bollyświrem :), ale jeśli mowa o jakiejś fascynacji to jedynie fascynacji dobrym kinem. A takie przykłady _trafiają się_ także i w Indiach. Pewnie, trzeba przejść pewien stopień wtajemniczenia, żeby najpierw akceptować ich kino, a potem szukać co ciekawe, ale w ostatnich latach bardzo to ułatwiają i coraz częściej starają się robić „normalne” filmy. Obejrzyj na próbę „Gangi Wasseypuru” (jeśli nie widziałeś), kurde, nie wierzę, że Ci się nie spodobają.

    A poza tym to tak, wciąż lubię sie odmóżdżyć na typowym Bollywoodzie. Niestety, coraz go mniej :(, także i przez te ambicje stania się bardziej uniwersalnym kinem.

    @magus
    Tak, na jedynce zdecydowanie przytrafiło Ci się to samo. Wnioskuję z refleksji na temat film na FW. Czytałem ją ostatnio i se myślałem: co on chromoli? :)

    A sobie trochę się dziwię. Toż to klasyczny zabieg w ichnim kinie, że najpierw pokazują jak bardzo jest chujowo, a potem flaszbak. Tak czy siak, dobrze mi z tym twistem i tak, bo miałem szczery moment: „aaaaaaa!” :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.