Nice Guys. Równi goście [The Nice Guys] (2016), reż. Shane Black
Nice Guys. Równi goście [The Nice Guys] (2016), reż. Shane Black

Nice Guys. Równi goście, czyli Pornodetektywi

Zabójcza broń, 48 godzin, Zdążyć przed północą, Gliniarz z Beverly Hills, Godziny szczytu, Bad Boys, Zabójcza broń 2, Następne 48 godzin… Co łączy te tytuły, chyba nie muszę pisać. Gdzie się podziały te wszystkie dobre policyjne komedie, które schodziły jak ciepłe bułeczki z giełd z kasetami wideo? Dlaczego zastąpiły je takie chały jak Ride Along, który miał drugą część zanim skończyłem – i nigdy nie skończę chyba – oglądać nędzną jedynkę? Czy w dzisiejszym kinie nie ma dla nich miejsca pośród komiksowych filmów, które już ciężko jest zliczyć? I w końcu, czy Nice Guys. Równi goście przerwali ten marazm w gatunku buddy-movie i dali wychowanemu na kinie lat 80. widzowi to, za czym tęsknił? Na wszystkie te pytania… nie odpowiem. Odpowiem tylko na ostatnie. Recenzja filmu Nice Guys. Równi goście.

Nice Guys. Równi goście [The Nice Guys] (2016)
Reżyseria: Shane Black
Scenariusz: Shane Black, Anthony Bagarozzi
Obsada: Ryan Gosling, Russell Crowe, Kim Basinger, Angourie Rice, Matt Bomer, Margaret Qualley, Yaya DaCosta, Keith David
Zdjęcia: Philippe Rousselot
Muzyka: John Ottman, David Buckley
Kraj produkcji: USA

O czym jest film Nice Guys. Równi goście

Los Angeles, rok 1977. Chyba, bo w pewnym momencie filmu miga billboard ze Szczękami 2, które swoją premierę miały w 1978. Wieczorną ciszę na przedmieściach przerywa samochód, który stacza się ze zbocza, ładuje w tekturowy domek i ląduje przy basenie. W środku gwiazdka porno Misty Mountains dokonuje żywota na oczach młodego chłopca. Cięcie. Oto Jackson Healy (Russell Crowe), facet do wynajęcia, gdy chcesz komuś przyładować w japę i złamać rękę. Właśnie na zlecenie niejakiej Amelii ma za zadanie skutecznie uciszyć pałętającego się za nią kolesia. Myśli, że to Holland March (Ryan Gosling), prywatny detektyw. Holland rzeczywiście szuka Amelii na zlecenie starej ciotki Misty Mountains, która upiera się, że widziała ją żywą dwa dni po jej śmierci. Panowie się spotykają, a spotkanie kończy się złamaną ręką. Tyle, że to nie Holland jest najbardziej niebezpiecznym prześladowcą Amelii, a dwóch smętnych panów posługujących się językiem Jacksona – przemocą. Aby zgłębić sedno tej historii, Jackson i Holland łączą swoje siły w poszukiwaniu Amelii, która zniknęła. Wkrótce odkryją, że historie Amelii i Misty Mountains się zazębiają.

Recenzja filmu Nice Guys. Równi goście

Zaczyna się naprawdę świetnie i klimatycznie dając ogromną nadzieję na to, że będzie jeszcze fajniej. Bo oto na ekranie pojawiają się cycki! Znak wyraźny, że twórcy za nic mają PG-13 i zrobią taki film jak chcieli, a nie taki jak nakazywałby im amerykański standard kinowy (chwała Deadpoolowi, że może coś w tym betonie zmieni). Zaraz po cyckach następny znak, że nie ma co w Nice Guys. Równi goście oczekiwać poprawności politycznej – dowcip o gejach, który dzisiejszym obrońcom moralności zapewne podniesie ciśnienie i pęknie jakąś żyłkę. Kurczę, ale to będzie dobry film – wszystko na to wskazuje. Niestety, na następny dobry gryps trzeba poczekać z dziesięć minut. Ryan Gosling próbuje włamać się przez oszklone drzwi. Publiczność wyje ze śmiechu – słusznie. Dobra, teraz się zacznie! Niestety, na następny dobry gryps trzeba poczekać kolejne dziesięć minut. I tak już będzie do końca. Naprawdę świetne sceny/grypsy pojawiają się tu z dość równą częstotliwością, tyle że w oczekiwaniu na nie, nie dzieje się nic szczególnego. Nic co Zabójczą broń zawstydziłoby i ustawiło w szeregu.

Przywołuję Zabójczą broń oczywiście nie bez przyczyny, bo odpowiedzialny za Nice Guys. Równi goście Shane Black (reżyseria i połowa scenariusza) zasłynął w historii kina z dwóch rzeczy. Opowiedział na ekranie dowcip o swojej dziewczynie, która miała dużą cipę (Predator) (pardon za tę cipę, ale przecież o dużej nie napiszę per cipka), a także napisał scenariusz do Zabójczej broni. Scenariusz, który otworzył mu drogę do zostania najdroższym scenarzystą w USA (to miano zyskał dzięki scenariuszowi do chłodno przyjętego – i trudno się temu dziwić – Długiego pocałunku na dobranoc; jedną opowieść o Shane’ie Blacku znam i ciągle ją opowiadam, wiem). Nie skończyło się to wielką karierą i Black trochę musiał poczekać aż go odkurzono z powrotem. Nie zatracił jednak typowego dla siebie humoru i owszem, Nice Guys. Równi goście od początku są filmem w klimacie Blacka, jak i w klimacie Zabójczej broni – wszak to i to buddy-movie – czuć to od razu. Co z tego, skoro najnowszemu filmowi Blacka dużo brakuje do jego opus magnum. Czuć to było już zresztą na poziomie zwiastuna, czego wyraz na pewno dałem w Prevuesach. A jak nie dałem to spreparuję! :).

Ryan Gosling i Russell Crowe w filmie Nice Guys. Równi goście

– Wypijmy za ocenę Quentina! – A ile dał? – A skąd mogę wiedzieć, kto normalny go czyta.

Żeby nie było wątpliwości, Nice Guys. Równi goście to porządny film, który na pewno nie jest zły. Niestety nie jest taki, jak byśmy to sobie mogli wymarzyć. Tzw. red band trailer zapowiadał krwawą rozpierduchę w rytm faków i nie dbania o polityczną poprawność, ale w filmie z tej krwawej rozpierduchy nie ma praktycznie nic więcej niż w zwiastunie. Lepiej z fakami i polityczną niepoprawnością. Nad filmem unosi się klimat luźnych lat 70-80 w słonecznym (ukrytym za smogiem) Los Angeles, kiedy to porno przez chwilę urastało do miana sztuki i nie było nic powszechnie uznawanego za naganne w byciu pornogwiazdą, czy puszczeniu na imprezie pornosa. Sam Andy Warhol, reżyser Blowjoba, latał do zwykłego kina na Głębokie gardło. Fabuła zresztą kręci się wokół produkcji porno, a na ekranie młodzi ludzie żartują sobie z seksu analnego. Nie ma wątpliwości, że ten film nie powstałby z kategorią PG-13, ale też nie aż tak bardzo przekracza dozwolone w nim granice.

Bezbłędna realizacja trafiona w punkt, jeśli chodzi o klimat starego Los Angeles, to jeden z trzech najmocniejszych punktów Nice Guys. Równi goście. Drugim z tych punktów jest Ryan Gosling, który znakomicie odnajduje się w komediowej roli i zupełnie przyćmiewa Russella Crowe’a, który filmowi niestety daje tylko nazwisko. Gosling jest źródłem większości tego, co tu najlepsze i nie zdziwię się, gdy jego fanki uznają Nice Guys. Równi goście za najlepszy film na świecie ze względu na scenę w kiblu. Niestety, mnie do szczęścia potrzeba trochę więcej niż cztery śmieszne sceny z Goslingiem. Plusem numer trzy jest zaś jego córka, w którą świetnie wcieliła się niejaka Angourie Rice – zdecydowanie warto ją sobie zapisać na przyszłość.

Cała reszta, nawet jeśli wybija się ponad propozycje, do których przyzwyczaiło nas współczesne kino, to nadal pozostaje przeciętna i trudno nie pozbyć się lekkiego smutku, że potencjał jaki krył się w Nice Guys. Równi goście nie został wykorzystany. O ile da się wyłowić z niego kilka scen perełek, to cała reszta nie robi takiego wrażenia jak powinna. Zaskakujące jest też to, że rozwiązanie zagadki kryminalnej zostaje podane na głos w środku filmu, co nie powinno mieć miejsca. I w związku z tym niewykorzystanym potencjałem daję Szóstkę, bo normalnie to byłaby Siódemka.

(2095)

Zabójcza broń, 48 godzin, Zdążyć przed północą, Gliniarz z Beverly Hills, Godziny szczytu, Bad Boys, Zabójcza broń 2, Następne 48 godzin... Co łączy te tytuły, chyba nie muszę pisać. Gdzie się podziały te wszystkie dobre policyjne komedie, które schodziły jak ciepłe bułeczki z giełd z kasetami wideo? Dlaczego zastąpiły je takie chały jak Ride Along, który miał drugą część zanim skończyłem - i nigdy nie skończę chyba - oglądać nędzną jedynkę? Czy w dzisiejszym kinie nie ma dla nich miejsca pośród komiksowych filmów, które już ciężko jest zliczyć? I w końcu, czy Nice Guys. Równi goście przerwali ten marazm w gatunku…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Prywatny detektyw i zbir do wynajęcia łączą swoje siły, by rozwiązać sprawę śmierci gwiazdy porno. Gdzieś tak w środku buddy-movie skali pomiędzy Zabójczą bronią, a Długim pocałunkiem na dobranoc.

4 odpowiedzi

  1. Twoja recka to chyba pierwsza w której spotykam się z tak chłodnym przyjęciem filmu, zaskakująco pozytywne opinie są o tym filmie – podobnie w przypadku Kapitana Ameryki nie piałeś z zachwytu jak większość. Nie rozumiem czemu mało komu się podoba Długi pocałunek na dobranoc – to na prawdę fajna rozrywka z genialnym Jacksonem. Z filmów wg scenariuszy Blacka cenię sobie też The Last Boy Scout z Willisem oraz Last Action Hero z Arnoldem – jeden z tych filmów z Arnoldem co poniósł klapę finansową w kinach mimo faktu, że widownia lubiła komediowego Schwarzeneggera, może dlatego że w tym filmie aż za bardzo wyśmiał swój wizerunek. Jako scenarzystę sobie go cenię, ale mam problem z Blackiem – reżyserem, np. zupełnie nie trawię jego Iron Mana, podobnie kiepski jest ten pilot serialu/western co nakręcił z rok temu z Iwonką Strachovski i Alicją Bachledą – może nie powinien reżyserować filmów. Ale z drugiej strony zadebiutował dobrym Kiss Kiss Bang Bang jako reżyser.

  2. A czy Black nie ma przypadkiem reżyserować kolejnego Predatora? BTW, taki suchar mi się przypomniał. Dzięki Blackowi udało się obejść poprawność polityczną w Predatorze. Bo niby nie ma tam tej rasistowskiej zasady że w dobrym horrorze czarny ginie pierwszy, a jednak jest (wyjaśnienie suchara: Black ginie pierwszy, Black czyli po polsku… 😛 ). A wracając do meritum, nie oglądałem jeszcze filmu, ale jeśli jest jak piszesz, to trochę szkoda, bo brakuje tego typu fajnych filmów. A „The Trust” oglądałeś? To raczej heist movie niż buddy movie, ale też był potencjał, klimacik i gdzieś to wszystko się spartoliło…

  3. Quentin

    @michax
    Z Kapitanem Ameryką miałem ostatnio niespodziewane potwierdzenie chłodnej opinii (nie, żebym takich potrzebował :) ) w postaci ojca, który po godzinie seansu przyznał, że to trudny film i nic z niego nie rozumie. I tak sobie myślę, że to najciekawszy miernik jakości tego filmu – przetestowanie go na widzu, który nie śledzi Marveli, może ze dwa trzy widział nie wiedząc, że to ma logiczną ciągłość. Wybuchy i błyskotki nie działają, skoro nic się z niego nie kuma. A jednak oglądany w próżni powinien się obronić, więc wychodzi na to, że może i dla die hard fanów jest wybitny, ale nie cały świat to die hard fani komiksów.

    Czemu chwalą Nice Guysów nie mam pojęcia i żadnej teorii. Sprawdziłem go na ojcu i ocenił go podobnie. Nawet chwilę przysnął podczas seansu :).

    Długi pocałunek w momencie premiery był zawodem na całej linii, jakimś sztucznym filmem na siłę próbującym być zabawnym. Nie sprostał oczekiwaniom i pogrążył Geenę Davis do końca. Po latach pewnie wygląda ciut lepiej. Anyway, tekst o bułce z szynką jest jednym z moich all-time favourite :).

    Kiss Kiss Bang Bang muszę kiedyś powtórzyć, bo pamiętam, że całe 1(6) mu dałem i w sumie wynika to weryfikacji :).

    @Koper
    Si, wziął się za nowego Predatora, już nawet jakieś fotki promocyjne mi mignęły, ale nie zagłębiałem się w temat. Mam nadzieję, że załapie się jeszcze na modę podeadpoolową i dostanie wyższą kategorię wiekową, a to powinien być dobry początek.

    Nie jestem z tego sortu, co to każdego Cage’a oglądają na pniu :). Jak na razie odpadłem na dojściu do wniosku, że duet Cage/Wood to zbyt nieoczekiwany duet i na bank coś musiało pójść nie tak. Ale z tego co piszesz to wygląda na powtórkę z Pay the Ghost (niezłe zawiązanie i niezadowalający ciąg dalszy).

  4. Mnie do The Trust przyciągnął Frodo a nie Cage, bo ten drugi od lat grywał nie dość że na jedną minę to głównie w szmirach. Tutaj o dziwo Cage zagrał fajnie, ale pojawiły się inne problemy, choć generalnie seansu nie żałuję.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.