szaleniec z nożem atakuje kobietę, recenzja filmu The Editor
The Editor (2014), reż. Adam Brooks, Matthew Kennedy

Recenzja filmu The Editor, czyli Nieudane udane giallo

Oficjalnie: tag Projekt 2000 przechodzi do lamusa. Oto przed Wami recenzja numer dwa tysiące na Q-Blogu. Rocznicy poświęcę pewnie jutro malutki wpisik, żeby nie pozostała pominięta, a tu dodam jeszcze tylko, że przez chwilę chciałem, żeby okrągła recenzja dotyczyła jakiegoś wyjątkowego w jakiś sposób filmu, ale zrozumiałem, że w ten sposób można czekać do przysłowiowej usranej śmierci, bo nigdy nic nie będzie godne rocznicy. Położyłem więc na to lachę i recenzuję to, na zrecenzowanie czego mam ochotę, nie patrząc na inne okoliczności. Przed Wami recenzja filmu The Editor.

Giallo

Dopiero co wczoraj było na Q-Blogu o hołdzie dla slashera (przypominam: The Final Girls), a dzisiaj czas na jeszcze jeden hołd, tym razem prawie dla slashera, bo dla włoskiego giallo (dosłownie: „żółty”, nazwa inspirowana żółtymi okładkami włoskich powieści kryminalnych) (wiem, wiem, jak giallo to z grubsza już wiadomo, ze włoskie :P). Był kiedyś sto temu taki gatunek filmowy, który wielu uważa za prekursora slashera właśnie. I nie bez kozery. W tych włoskich filmach schemat „działania” fabuły był właściwie taki sam. Oto tajemniczy morderca w masce mordował co mu popadnie pod nóż i robił to zwykle w wymyślnie krwawy sposób. Wszyscy bohaterowie zachowywali się na tyle dziwnie, żeby móc być podejrzanymi, a schematycznej fabule kolejnych filmów towarzyszyły nie dające się pomylić z żadnym innym gatunkiem muzyka, gra świateł i klimat niewypowiedzianej grozy. Nie zawsze (rzadko) dobrze zagrane giallo rekompensowały wszystko walorami wizualnymi, do których koniecznie też trzeba dodać #cycki. Pruderyjne aktorki nie miały czego szukać w filmach giallo.

szaleniec atakuje parę uprawiająca seks piłą mechaniczną - recenzja filmu The Editor

– CIĘCIE! – recenzja filmu The Editor

Nie tak dawno temu pojawiła się na Q-Blogu seria notek, w których zrecenzowałem kilka klasycznych giallo, więc jeśli ktoś ma ochotę to zapraszam:
Włoski tydzień, odc. 1
Włoski tydzień, odc. 2
Włoski tydzień, odc. 3

Choć dawało ciut więcej możliwości niż kino o kanibalach, giallo również dość szybko przeszło do lamusa i dzisiaj istnieje właściwie tylko w hołdach oddawanych gatunkowi swoimi filmami przez współczesnych reżyserów. Takich hołdach jak The Editor właśnie.

O czym jest film The Editor

Punkt wyjścia dla filmu Adama Brooksa i Matthew Kennedy’ego jest właściwie ten sam co w nie tak dawnym Berberian Sound Studio. Z tą różnicą, że jak prosto się domyślić, głównym bohaterem filmu jest nie dźwiękowiec, a montażysta. Cała reszta się zgadza. Oto lata na oko 70. Jesteśmy na planie kolejnego giallo, którego montażem zajmuje się montażysta, który kiedyś był na szczycie świata, ale odciął sobie gilotyną palce i tyle z kariery. Nie układa mu się w pracy, nie układa mu się w małżeństwie, generalnie czarna rozpacz. Na domiar złego po planie zaczyna grasować morderca, który w krwawy sposób rozprawia się ze swoimi ofiarami, okaleczając ich dłonie w sposób jednoznacznie łączący morderstwa z montażystą.

Tak powinien wyglądać filmowy hołd, ale…

Zacząłem od przywołania wczorajszej recenzji The Final Girls i teraz znów wrócę do tego filmu, by z radością obwieścić, że w przeciwieństwie do niego za The Editor wzięli się twórcy, którzy wiedzieli na co się porywają. Co za tym idzie, kto oczekuje hołdu dla kina giallo ten w The Editor taki hołd znajdzie. Ba, znajdzie film skrojony z tego samego szablonu, który posłużył starym włoskim mistrzom. Nie ma tu niczego pozostawionego przypadkowi i nie mam wątpliwości, że ręce Brooksa i Kennedy’ego były powołane do tego zadania. A efekt końcowy jest taki, jak powinien być. Niestety ta dobra wiadomośc to tylko część przekazu.

Bo jego reszta jest taka, że mimo tego wszystkiego nie powstało porywające dzieło i nie powstał film, który z czystym sumieniem mógłbym polecić fanom giallo (nie-fani nie mają w The Editor czego szukać, nawet nie ruszajcie). The Editor szybko zaczyna nudzić, a zbyt zagmatwaną fabułą, nad którą chyba nikt nie panował, nie ma się co nawet przejmować. Jest, bo być musi, ale sensu w niej nie ma. Szkoda, bo nawet jeśli w oryginalnych giallo go brakowało, to nie powód, żeby umiejętnie oddany klimat nie szedł w parze z jakąś sensowną intrygą.

Recenzja filmu The Editor, ciąg dalszy :)

Nie ulega wątpliwości, że dwójka kanadyjskich reżyserów (tak, film jest z Kanady – można się pomylić) na piątkę z plusem odrobiła lekcję z giallo i zrobiła swój film dokładnie na jego obraz i podobieństwo. Zadbano o wszystkie szczegóły, łącznie z celowo niedobrze podłożonym… dubbingiem. Aktorów poubierano w stroje z epoki, poprzyklejano im wąsy, aktorkom kazano się rozebrać do rosołu, a krwawe morderstwa są naprawdę krwawe. Na najwyższe pochwały zasługuje też gra światłem i kolorem oraz pulsująca bitem z syntezatora muzyka towarzysząca nam od napisów początkowych aż po napisy końcowe. Profesor z pewnością znalazłby sto procent giallo w tym giallo.

Udo Kier w filmie The Editor - recenzja filmu The Editor

Skoro jest dziwny film, to musi być też Udo Kier – recenzja filmu The Editor (2014)

A mimo to coś nie gra i nie chce zagrać, choć bardzo się starałem wciągnąć i polubić. Wina na pewno leży po stronie scenariusza, ale i zbyt dużego stopnia amatorskości produkcji. Trzeba pamiętać, że film powstał za jedyne 150 tysięcy dolarów, czyli kasę, jaką twórcy zarobili na swoim poprzednim filmie – nakręconym za 10 tysięcy Father’s Day. Oczywiście, filmy giallo nie były arcydziełami światowego kina, ale jednak The Editor zbyt często wygląda na amatorski żart filmowy niż na film. Raczej na pewno było to zamierzone, ale w nadmiarze psuje efekt. To, że tak miało być, nie znaczy, że tak musi być. Z pewnością też pomogłoby, gdyby zamiast nowoczesną kamerą, The Editor został nakręcony sprzętem z odpowiedniej epoki, co z pewnością dodałoby mu uroku. (W sumie to nie sprawdzałem czym kręcili, ani się na tym nie znam ;), ale jakość obrazu „na oko” wygląda zbyt nowocześnie).

Czyli co?

Ano nic, spróbować możecie, jeśli wiecie, jak powinno wyglądać giallo, ale raczej dojdziecie do wniosku, że lepiej oglądać starsze, klasyczne giallo. A jeśli nie macie na ten temat żadnego pojęcia, to dajcie sobie spokój. Stwierdzicie, że to megakicha nakręcona przez amatorów z kółka filmowego w Pcimiu Dolnym. I w sumie to też wiele mówi o samym The Editor – powinno się go fajnie oglądać każdemu. A skoro się nie ogląda, to znaczy, że coś na pewno jest nie tak.

(2000)

PS. Choć jako całość się nie sprawdza, z The Editor można wyciąć naprawdę sporo malutkich fragmentów, które można określić mianem perełki. Zadziwiające, że nie złożyły się one na lepszy film.

„Myłam włosy i goliłam cipkę”, czyli #FilmowyTekstDnia

Posted by Q-Blog on 28 październik 2015

Oficjalnie: tag Projekt 2000 przechodzi do lamusa. Oto przed Wami recenzja numer dwa tysiące na Q-Blogu. Rocznicy poświęcę pewnie jutro malutki wpisik, żeby nie pozostała pominięta, a tu dodam jeszcze tylko, że przez chwilę chciałem, żeby okrągła recenzja dotyczyła jakiegoś wyjątkowego w jakiś sposób filmu, ale zrozumiałem, że w ten sposób można czekać do przysłowiowej usranej śmierci, bo nigdy nic nie będzie godne rocznicy. Położyłem więc na to lachę i recenzuję to, na zrecenzowanie czego mam ochotę, nie patrząc na inne okoliczności. Przed Wami recenzja filmu The Editor. Giallo Dopiero co wczoraj było na Q-Blogu o hołdzie dla slashera (przypominam:…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Montażysta filmowy staje się głównym podejrzanym popełnienia krwawych morderstw na planie włoskiego giallo. Nieudany udany hołd dla kina giallo.

16 odpowiedzi

  1. Kurcze, miałem cichą nadzieję, że jednak po seansie będę mógł tu wrócić i wpisać, że się mylisz, że film jednak fajny i w ogóle… Ale niestety się nie da. „The Editor” to taki zlepek fajnych scenek, ujęć oraz pastiszów/hołdów/odniesień do różnych klasyków włoskiego i nie tylko włoskiego kina grozy (najbardziej oczywiste wydały mi się te w kierunku filmów Fulciego – pająki, białe oczy kobiety która i psa miała jak u Włocha), które jednak nie potrafią za Chiny Ludowe złożyć się na udaną całość. Tak jakby twórcy powymyślali sobie scenki a później na siłę próbowali ułożyć do tego jakąś fabułę, zamiast zrobić odwrotnie. Irytuje też, że jest to tak bardzo nie na serio, że wszystko idzie tu tak mocno w kierunku komizmu, absurdu, że trudno się tu przejmować historią czy losami postaci (taki np. „Turbo Kid” mimo żartów i absurdalności miał jednak w sobie coś na serio). Miło się patrzy na ten film, miło się słucha (muzyki, bo dialogi bywają momentami niewyraźne jak w polskim kinie:)) ale nie idzie się w niego ściągnąć. Zatem chyba te 3 gwiazdki to właściwa nota. Choć gdyby asystentka montażysty miała sceny erotyczne, to dałbym o pół więcej. 😛

  2. W przedostatnim zdaniu miało być „nie idzie się w niego Wciągnąć.” Ściągnać go się da. 😀

  3. Quentin

    Potwierdzam. Najbardziej tę asystentkę! :)

  4. Kolejna Żmuda-Trzebiatowska co nie chciała się rozbierać przed kamerą… 😉 A Paz de la Huerta to na co dzień już tak wygląda jak stara, zapita prostytutka na prochach czy to była charakteryzacja do filmu? 😀

  5. I sorry za kolejny raz się wpiszę (ale uparty jestem, nie?:P), ale giallo tak całkiem nie zginęło. Jeszcze się zdarzało i w XXIw. Dario Argento coś tam kręcił, z czego raz mu nawet o dziwo wyszło („Bezsenność” z Maxem von Sydowem) a i było coś takiego jak „Kryształowe oczy” Erosa Pugliellego z 2004r. które też można pod ten gatunek częściowo podczepić.

  6. Quentin

    Wiem, że nie umarło do końca, ale nawet napisać, że ledwo dycha byłoby nadużyciem :). Parę filmów w XXI wieku wyszło. Choćby jeszcze… Giallo z Adrienem Brodym czy Amer. Albo Masks z polskim mordercą :).

    Co do Paz to sam się nad tym zastanawiam :)

  7. A to „Giallo” to daje radę? Bo dość mierne ma recenzje i bałem się oglądać. „Masks”? Co to?

  8. Quentin

    Nie daje, nijaki przeciętniak. Masks fajniejsze, takie trochę toporne (ale uroczo toporne) niemieckie kino, skrzyżowanie filmów Buttgereita z polskim Tibi et Igni. Tu masz reckę:
    http://quentin.pl/2013/05/lsnienie-italian-horror-giallo-holdy-trzy.html

  9. Rozumiem, ze wersji PL „Masks” się nie uświadczy? :)

  10. Quentin

    Mocno bym się zdziwił :). Ale angielska musi być, bo niemieckiego nie znam.

  11. Panowie prócz wspomnianych giallo z XXI wieku dorzuciłbym 2. Tulpa z 2012 i Der Samurai z 2014.

  12. Quentin

    Der Samurai mnie strasznie zmęczył, chyba mu coś koło Dwójki dałem maks Czwórkę – to był męczący seans kinowy, ale przynajmniej pamiętam go do dzisiaj :).

    Drugiego nie kojarzę, widzę, że włoska robota. „Occhi di cristallo” wyszło im całkiem nieźle, więc myślę, że obadam i to :).

  13. Der Samurai skojarzył mi się z giallo bo jak na moje oko cały ten transwestyta z mieczem samurajskim jest alter ego naszego policjanta, który jest po protu chory psychicznie. A, że nie ma detektywów, śledztwa, czarnych rękawiczek itd. to jest tylko w pewnej części giallo, tej związanej z chorym umysłem, Ogólnie określiłbym ten film jako horror z elementami fantasy. Nic wielkiego, ale nawet mi przypadł do gustu, scenariusz się wprawdzie nieco rozlatuje, ale zauważyłem w Samuraiu jakiś oryginalny pomysł, a to zawsze ważne w filmie. Dziwny kolor łez twojego ciała z 2013, twórców Amera pewnie widziałeś. Argento prócz wspomnianych Bezsenności i Giallo w XXI wieku miał jeszcze Krwawego gracza w tym temacie, ale dość przeciętny.

  14. A to dziwadło widzieliście: https://www.youtube.com/watch?v=GFDz72zw1_8 ? Koprodukcja Belgii i Hongkongu, trochę „amer”owate, aczkolwiek z normalniejszą fabułą (tzn. jakieś tam związki przyczynowo-skutkowe i historia od a do z, a nie totalne surrealizmy), choć też mocno zakręcone, ciekawsze wizualnie niż treściowo, momentami idące lekko w jakieś (s)exploitation. :]

  15. Quentin

    Ja nie widziałem :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.