Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Black Bear 2014 – Samuraj [Der Samurai]

Gdybym był jakoś szczególnie złośliwy to napisałbym ze dwa zdania o tym, że na BBF2014 w oczy rzuca się całkowity brak organizacji. Szczególnie teraz (bym napisał :P), gdy o samym filmie niewiele mam do powiedzenia. No ale nie jestem złośliwy, poza tym zrobiłem to już na Q-Fejsie. (Wpis zawiera lokowanie produktu)

Być może było to spowodowane późną porą zakończenia seansu, ale z festiwalowych filmów, które widziałem, to właśnie z „Samuraja” ludzie wychodzili najszybciej, gdy tylko pojawiły się napisy końcowe, a niektórzy to i w trakcie zniknęli. Nie dziwię się wcale. Gdyby ten film powstał w Polsce, to nabijania się z niego i Złotych Węży, czy jak tam się one nazywają, nie byłoby końca. „Widać, że polski film!”.

No ale to film produkcji niemieckiej i dlatego… no też nie widzę powodów ku temu, żeby nie traktować go tak jak na to zasługuje. Dla mnie „Samuraj” jest totalnym, znów 70-minutowym ledwo, nieporozumieniem bez ładu i składu. Surrealistycznym wycinkiem jednej nocy na niemieckiej prowincji.

Bohaterem jest młody policjant, społecznik, który swoje dobro złożył na ołtarzu innych. Nie ma dziewczyny, opiekuje się chorą babcią i jeszcze dokarmia grasującego w pobliskich lasach wilka, żeby bestia nie miała powodu opuszczać ostępów i terroryzować mieszkańców miasteczka. Pewnego dnia na posterunku pojawia się zaadresowana na jego nazwisko (policjanta, a nie wilka :P) paczka. Jakiś czas potem dzwoni do niego tajemniczy ktoś, który twierdzi, że paczka należy do niego. Policjant karnie zanosi mu przesyłkę i tak rozpoczyna się trwające całą noc polowanie na transwestytę z mieczem samurajskim.

Nie, to nie metafora.

Jak przystało na surrealistyczne kino, reżyser nie czuje się w obowiązku, żeby coś tłumaczyć. Nie ma w „Samuraju” tego momentu, w którym bohater idzie do biblioteki, wertuje stare księgi i tam znajduje odpowiedzi na dręczące go pytania. Fakt kręcenia surrealistycznego kina zwalnia też najwyraźniej reżysera z obowiązku zadbania o jakiś sens opowiadanej historii. A nie, po co? W surrealistycznym kinie przecież wystarczy wymieszać co tam do głowy przyjdzie i jak ktoś tego nie zrozumie to kiep. No i trudno, mogę być kiepem, jeśli tylko nie będę już musiał oglądać takich filmów jak „Samuraj”.

Plusów niewiele. Nieźle to wszystko zostało nakręcone i czuć w „Samuraju” powiew charakterystycznego niemieckiego kina niskobudżetowego. Jest też trochę makabry, choć maskowanej umiejętnym montażem. A dla pań spragnionych rozrywki znajdzie się tu również członek w stanie erekcji. I nie, to znów nie jest metafora. 4/10.

(1838)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.