Projekt Przecież Pisałem Tę Recenzję, czyli w skrócie Projekt PPTR, odc. 1

Jest nowa koncepcja. W tym jestem dobry – w wymyślaniu koncepcji. Na Q-Blogu jest ich już przynajmniej kilka, ale diabeł i tak zawsze tkwi w szczegółach, czyli w realizacji koncepcji. Bo koncepcję wymyśla się fajnie, ale realizuje już o wiele trudniej… No ale jest koncepcja, więc wcielam ją w życie.

Koncepcja jest prosta. Czytając recki przynajmniej kilka razy natknęliście się już na pewno na wstawki, w których wkurzam się, że nie mam na Q-Blogu recenzji jakiegoś filmu, o której jestem przekonany, że ją pisałem. Piszę reckę, powołuję się na jakiś film, kukam w zakładki, żeby zalinkować do niego, a tu głośny DAFAK!? Cicho, głucho, ciemno wszędzie… No i koncepcja jest taka, żeby zamiast kurwować, że recki nie ma, to wziąć i ją napisać. Ha.

Za każdym więc razem, gdy natknę się na taki problem, rozwiązaniem będzie PPTR, czyli seria krótkich (bo mam krótką pamięć) recek o filmach, które mógłbym zalinkować, a nie mam do czego. Żebym już miał.

Szklana pułapka 3 [Die Hard: With a Vengeance]

Dziwne mi się to teraz wydaje, ale nie od początku lubiłem trzecią „Brutalną śmierć”. W przeciwieństwie do dwóch poprzednich części tę widziałem już w kinie i uczucia miałem mieszane. Czemu, nie wiem. Potrzeba było trochę czasu, by docenić ten film mojego ulubionego kiedyś reżysera Johna McTiernana.

Nie wiem też kiedy to się stało, że go polubiłem na dobre. Samo to chyba wyszło podczas jednego z kolejnych seansów. A były to czasy, gdy filmy oglądałem po kilka razy, bo wszystko co miałem do obejrzenia już widziałem. Moje pozytywne uczucie musiało rozwinąć się więc ot tak po prostu. Dzisiaj uważam, że choć trójkę od jedynki i dwójki sporo różni, to stawiam ją z nimi prawie na równi. Trudno ma jedynie pokonać mój sentyment do dwójki szczególnie. Ale i tak 10/10.

W trzeciej odsłonie widowiska John. McClane wychodzi w końcu z klaustrofobii budynku i lotniska i rusza w miasto. Ma kaca i problem, bo po Nowym Jorku grasuje niebezpieczny psychopata, który podkłada bomby. Zdetonuje je, jeśli skacowany John nie będzie wykonywać jego poleceń. Goni go więc tak po mieście zadając mu coraz bardziej wymagające przebieżki. John, któremu towarzyszy wyszczekany Zeus, koleś który zastąpił czarnoskórego miłosnika pączków z dwóch poprzednich części, jeszcze nie wiem, że jego przeciwnik przy okazji realizuje jeszcze jeden plan.

Każdy widział, każdy zna, nie wiem po co streszczam fabułę. DH3 to jeden z ostatnich filmów tego typu („jeden przeciw wszystkim w konkretnym otoczeniu”, tak to sobie chyba nazywam), po którym gatunek ów zapadł w śpiączkę, z której trudno mu obudzić się do dzisiaj. Wydawało się też, że zakończył serię DH na dobre, ale źle się wydawało.

DH3 ma zalety, których nie można nie docenić. Wartka, choć wyjątkowo absurdalna, akcja, krwiści główni bohaterowie, solidny czarny charakter i przede wszystkim masę onelinerów – towar w dzisiejszym kinie niestety deficytowy. Ogląda się to wszystko jednym tchem i tyle, więcej do szczęścia nie potrzeba. Zawodzi może tylko sama końcówka sprawiająca wrażenie doklejonej na siłę. Za to początek wprost przeciwnie – jedno z najlepszych filmowych intro ever.

Też macie wrażenie, że twórcy serii pluli sobie przy trójce w brodę, że wybrali do roli żony McClane’a Bonnie Bedelię? Bo ja zawsze mam takie wrażenie, że chcieliby ją pokazać, ale im wstyd :)

***

Od zmierzchu do świtu [From Dusk Till Dawn]

Na filmy Quentina Tarantino zawsze trzeba było czekać podwójnie. Po raz pierwszy tak po prostu na to, aż coś nakręci, a po raz drugi na to, aż trafią do polskich kin. A zawsze trafiały tam ze sporym opóźnieniem. I choć FDTD nie jest filmem, który QT wyreżyserował, to w jego przypadku nie było inaczej – trzeba było sobie na niego poczekać.

Pierwszy raz usłyszałem o nim chyba w Filmidle i najarałem się jak Reksio na szynkę (pozdrowienia dla Daniela, od którego to podbieram). Pokazali jakieś fragmenty, zwiastun pewnie i nie miałem wątpliwości, że chcę to zobaczyć. Nic więc dziwnego, że gdy w końcu trafił do nas to zerwałem się z zajęć i poleciałem jak na skrzydłach do katowickiego Światowidu. Był gdzieś tak chyba luty, zima w każdym bądź razie. Z seansu pamiętam widzów śmiejących się z Roundtree’ego wspominającego wojnę w Wietnamie i moment, kiedy z sali kinowej wybiegłem na zimowe i brzydkie ulice Katowic kupując po drodze książkę o QT. Z pewnością niewiele jest filmów, których pierwszy seans wspominam aż tak szczegółowo. (Zagłuszam jedynie myśl o tym, że FDTD też chyba nie od razu do końca mi się podobało.)

FDTD wymyślił spec od efektów specjalnych Robert Kurtzman. Napisał krótki scenariusz i dał go do poprawienia Tarantino, któremu robił odcięte ucho we „Wściekłych psach” (o, Bazyl zaczął szczekać dokładnie w tym momencie, gdy napisałem „wściekłe psy”) (oho, kolejny kandydat do PPTR). Tarantino tak go poprawił, że wyszedł z tego całkiem nowy film. Kurtzman, który chciał FDTD wyreżyserować, musiał obejść się ze smakiem, bo za kamerą usiadł Robert Rodriguez. Z kolegami z KNB zrobili tylko krwawe efekty, a o produkcji FDTD opowiada dalej zadziwiająco marny dokument Full Tilt Boogie.

Mało to chyba możliwe, ale jeśli ktoś nie widział jeszcze FDTD i nic o nim nie słyszał, to gdy czyta te słowa, dobrze by było, gdyby nic więcej o filmie nie wiedział tylko od razu go zapuścił. Bo najlepiej ogląda się go z zupełną niewiedzą – a przynajmniej kiedyś tak było, bo do dzisiaj to kino już nie takie wolty widziało. Nie będę też więc zdradzał największego zaskoczenia, jakie niesie ze sobą ten film, choć zapewne już sam zwiastun to zdradza. Tak czy siak urocza musi być mina tego kogoś nieświadomego, gdy nagle Salma Hayek… wsadza girę do ust Tarantino 😛 Nie, nie padnie tu to słowo na „w”.

FDTD ma wszelkie możliwe smaczki, jakie w filmach Tarantino można znaleźć – nie ma wiekszego sensu ich wymienianie. Wystartował na dobre filmową karierę George’a Clooneya, dał Salmie Hayek możliwość pokazania ciałka, Quentinowi dał w końcu coś dłużej pograć itd. itp. Na chwilę obecną nie mam żadnych wątpliwości, że to również 10/10.

(1540)

***

Krótkich recek mówiłem, tak? Zmęczyły mnie te krótkie recki, na dzisiaj przerwa. 

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.