Przechwycenie. Recenzja filmu Interceptor (2022). Netflix.
Przechwycenie. Recenzja filmu Interceptor (2022). Netflix.

Przechwycenie. Recenzja filmu Interceptor. Netflix

Kiedy twórcy takich filmów jak Gierek czy 365 dni dowiadują się, że ich filmy przez kilka tygodni są na pierwszym miejscu TOP 10 Netfliksa, nie omieszkują zasrać swoich mediów społecznościowych informacjami o tym, że to dowód na to, że ich filmy to najlepsze, co spotkało kino, od czasów Federico Felliniego. Kiedy twórca filmu Przechwycenie dowiedział się, że jego akcyjniak też jest na tym pierwszym miejscu, ogromnie się zdziwił, bo dobrze wie, jakie filmy kręci. Recenzja filmu Przechwycenie. Netflix.

O czym jest film Przechwycenie

Dwa miejsca na całym świecie mogą zareagować na to, gdy w stronę terytorium Stanów Zjednoczonych zostaną wystrzelone przez ruskich atomówki. Jedno z nich znajduje się na Alasce i właśnie zostało zdobyte. Drugie z nich mieści się gdzieś nie wiadomo gdzie na Pacyfiku. I ono również byłoby zajęte, gdyby nie pani kapitan JJ Collins (Elsa Pataky), która właśnie tu przyjechała i wyzywa na czym świat stoi, że przydzielono ją na ten wygwizdów. Przeznaczona do wyższych celów Collins jest przekonana, że na skutek niesprawiedliwości dziejowej i panującego w armii patriarchatu, została wysłana tam, gdzie nikt jej nie znajdzie, nawet gdyby chciał. Z wizji o przedwczesnej emeryturze wyrywają ją odgłosy strzałów. Baza została zaatakowana przez ludzi groźnego Alexandra (Luke Bracey), których celem jest zajęcie jej, by wystrzelone właśnie w stronę Stanów rakiety balistyczne mogły sobie tam spokojnie dolecieć i zamienić szesnaście amerykańskich miast w radioaktywną pustynię.

Zwiastun filmu Przechwycenie

Recenzja filmu Przechwycenie. Netflix

Prawdopodobnie ciekawsza od samego filmu jest historia jego powstania. Sięgająca dalej niż banalne: Chris Hemsworth miał dość marudzenia żony i żeby już przestała dźwandać, wyprodukował jej niskobudżetowy akcyjniak, w którym mogła se poudawać Johna McClane’a. Otóż reżyserią i napisaniem scenariusza zajął się wspomniany wyżej Matthew Reilly. Nigdy o nim nie słyszeliście, bo to jego reżyserski debiut. Akcyjniaki nie są mu jednak obce, bo od 25 lat pisze takie pulpowe książki sensacyjne. O nich pewnie też nigdy nie słyszeliście, bo choć prawa do ich ekranizacji nakupowały hollywoodzkie studia, to nigdy ich nie zrealizowały, bo mowa o filmach, które musiałyby kosztować koło 150 milionów dolarów. A że Reilly zawsze interesował się reżyserią, obmyślił sobie szczwany plan napisania scenariusza akcyjniaka, który mógłby być tani, bo rozgrywać się w jednej lokacji. W tym momencie Elsa Pataky zaczyna truć dupę Chrisowi Hemsworthowi, a reszta jest historią.

Jednorazową historią taniego filmu, bo Reilly napisał już scenariusz dwójki, ale, jak sam zapewnia, film na jego podstawie będzie już dziesięć razy większy. Generalnie więc wziął chłop sprawy w swoje ręce i dobrze trafił, bo oprócz Netfliksa i Hemswortha, w pakiecie dostał też Sama Hargrave’a od Tylera Rake’a. Hargrave pracował przy choreografii scen akcji Przechwycenia.

Powiadają, że z Przechwyceniem można by się było zaprzyjaźnić 40 lat temu na VHS-ie, ale myślę, że i wtedy byłoby to trudne, bo walcząc z Pasażerem 57, Liberatorem, Szklaną pułapką i innymi Speedami nie miałby większych szans powodzenia. Inna sprawa, że trochę nie potrafię go sobie wyobrazić jako filmu z VHS-a. Głównie dlatego, że ten nowoczesny look nowoczesnych produkcji całkowicie zabija VHS-owy klimat ziarna i produkcji w scenografii z kartonu. Zamiast niej jest tu masa green-screenu, co tylko oddala Przechwycenie jak najdalej to możliwe od VHS-owego wzorca. Scenariusz tego filmu, a i owszem, jest pełną gębą VHS-owy, ale wykonanie już tanio współczesne. Ale też trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby to obejrzeć na siódmej kopii z giełdy, to film od razu byłby lepszy.

Bez dwóch zdań byłby lepszy również wtedy, gdyby obsadzony został aktorami potrafiącymi grać. Luke Bracey pokazuje tu, jak to wygląda, gdy ktoś potrafi w aktorstwo, a cała reszta – na czele z główną bohaterką – jest sztywna jak po wykrochmaleniu. Patrząc na tę nieporadność aktorską, trudno o wciągnięcie się w losy jego bohaterów.

I choć nie będę Was namawiał do obejrzenia tego filmu, bo jednak szkoda na to czasu, to już za samą choćby szczerość jego reżysera („Jestem tak samo zdziwiony, jak chyba każdy”) darzę go sympatią i nie potrafię oceniać w rejestrach polsko-komedio-romantycznych. Mogę też szczerze powiedzieć, że pierwsze pół godziny weszło mi bezboleśnie i już obmyślałem bardziej entuzjastyczną recenzję. Potem filmowi brakło pary.

Jest tu jednak parę zalet dla każdego, kto wychował się na kinie akcji z VHS-a. Produkcja nie udaje czegoś, czym nie jest. Umawia się z widzem na konwencję pulpowej opowieści sensacyjnej z przesadzonymi bohaterami, wybujałymi onelinerami, fabułą o nuklearnej zagładzie klejoną na ślinie oraz godnymi zauważenia scenami śmierci – i wszystko to oferuje. Niestety nie tak efektownie, jak chyba mógłby. Skoro już Netflix daje kasę na takie filmy i sądzę, że wiele w nich nie nadzoruje (masz, kręć jak chcesz, nie będziemy się wtrącać), to warto byłoby to wykorzystać bardziej niż tylko na film, z którego zadowolony będzie Chris Hemsworth (ma tutaj nawet epizod), bo znalazł żonie zajęcie i miał chwilę spokoju. Być może kłopoty Netfliksa z ekspresowym odpływem użytkowników sprawią w końcu, że platforma nie będzie się już zadawalać czymkolwiek, byle było tego w liczbie, która zawstydziłaby szarańczę.

(2536)

Kiedy twórcy takich filmów jak Gierek czy 365 dni dowiadują się, że ich filmy przez kilka tygodni są na pierwszym miejscu TOP 10 Netfliksa, nie omieszkują zasrać swoich mediów społecznościowych informacjami o tym, że to dowód na to, że ich filmy to najlepsze, co spotkało kino, od czasów Federico Felliniego. Kiedy twórca filmu Przechwycenie dowiedział się, że jego akcyjniak też jest na tym pierwszym miejscu, ogromnie się zdziwił, bo dobrze wie, jakie filmy kręci. Recenzja filmu Przechwycenie. Netflix. O czym jest film Przechwycenie Dwa miejsca na całym świecie mogą zareagować na to, gdy w stronę terytorium Stanów Zjednoczonych zostaną wystrzelone…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Losy Ameryki, w stronę której frunie 16 głowic nuklearnych, zależą od nieustępliwej pani kapitan. Netflix próbuje w VHS-owe kino i choć udowadnia, że brakuje mu dużo do lekkości filmów z kasety wideo, to jednak bawi się formą pulpowego akcyjniaka na tyle udanie, że nie chce się tego wyłączyć po 10 minutach. Jeśli oczywiście ma się świadomość tego, jaki film się włączyło.

2 odpowiedzi

  1. Jezu, gorszej szmiry nie oglądałem. Scenariusz kupy się nie trzyma. Najgorszy low – cost jaki Netflix wypuścił. A efekty specjalne rodem z pierwszych części Star – Wars. Na Commodore chyba zrobione. Żenada. A utrzymywanie się na pierwszym miejscu top listy Netflixa to chyba dzięki znajomościom albo efekt solidnej pracy marketingowców. Ludzie z ciekawości włączają ten film i efektem jest oglądalność. Nie ważne czy obejrzy się pierwsze 10 minut czy cały film, to i tak każda rozpoczęta emisja online jest zliczana. Ja osobiście straciłem półtorej godziny swojego życia. Po obejrzeniu twierdzę, że czas który spędziłem przy tej pożal się Boże produkcji wolałbym spędzić patrząc w sufit i zastanawiając się czy jesteśmy sami we wszechświecie. Zawiodłem się strasznie.
    Jeśli Netflix będzie więcej takich produkcji robił to zrezygnuje z subskrypcji.

  2. Quentin

    Strata czasu to na pewno, tu nie ma dyskusji. Co do innych jej problemów też z grubsza zgoda. Jeśli jednak o mnie chodzi, to wolę takie filmy niż np. „Outside the Wire” czy jak to się tam nazywało z Kapitanem Ameryką. Też akcyjniak, z o wiele większym budżetem, dużo lepszymi aktorami, a wyszło podobne nudziarstwo i to jeszcze na serio. Tutaj nikt nie ukrywa, że to ma być taki właśnie low-cost straight-to-płyta dołączona do gazetki. Chcieli nakręcić taki film i taki film nakręcili. Trudno wyrokować, czego się ktoś po nim spodziewa przed seansem, ale gdy spodziewa się takiego właśnie filmu to opcje ma dwie: nie włączać, a jak już włączy to niech się nie dziwi, że to sensacyjna tanizna, skoro od początku miała być sensacyjną tanizną.

    No ale generalnie stratą czasu jest też dyskutowanie o nim, bo nie ma o czym :). NF bez dwóch zdań musi się ad sobą zastanowić, bo takimi filmami odpływu użytkowników nie zatrzyma. I nie dziwi, że rezygnują z subskrybcji, bądź chcą to zrobić. Miesięczna cena jest zupełnie nieadekwatna do oferowanego kontentu. Szczególnie widać to po ofercie konkurencji. Na takim Amazonie też z grubsza nic nie ma, ale za cztery dychy za rok, to sobie można subskrybować (po upływie promocji zaczną się martwić). Disney w promocji na rok = mniej więcej 4 miesiące najwyższego abo NF. A swoją biblioteką robi wrażenie.

    No i założę się, że na bank widziałeś w życiu gorsze szmiry 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl