Klasyczny horror, Una classica storia dell'orrore (2021), reż. Roberto De Feo, Paolo Strippoli. Netflix.
Klasyczny horror, Una classica storia dell'orrore (2021), reż. Roberto De Feo, Paolo Strippoli. Netflix.

Klasyczny horror. Recenzja filmu A Classic Horror Story. Netflix

Kto by się spodziewał, że Netflix w lipcu 2021 roku wyrośnie na medium, które dostarczy swoim widzom zacnego kontentu gatunkowego, a ściślej rzecz biorąc horrorowego. Najpierw trzyczęściowe Ulice strachu (nie miałem kiedy pochylić się nad recką dwóch kolejnych części, więc może zapodam tylko tyle, że trzymają równy, wysoki poziom jedynki), a teraz Klasyczny horror, czyli jeszcze bardziej uroczo: Una classica storia dell’orrore. Recenzja filmu Klasyczny horror. Netflix.

O czym jest film Klasyczny horror

Elisa (Matilda Anna Ingrid Lutz) to młoda stażystka po studiach, która niespodziewanie i nieplanowanie zaszła w ciążę i teraz wiele wskazuje na to, że będzie musiała ją usunąć. Dokona tego na południu Włoch, dokąd wybierze się razem z czwórką nieznajomych, korzystając z uroków transportowej appki. Razem z nią do furgonetki wsiadają: miłośnik kina, lekarz oraz para narzeczonych. Pięcioosobowa grupa podąża do celu rozmawiając sobie o różnych pierdołach. Dyskusje te ucina niespodziewany wypadek. Próbując ominąć zdechłe truchło, furgonetka wypada z drogi i ląduje na przydrożnym drzewie. Tyle tylko, że gdy pasażerowie odzyskują przytomność, budzą się zupełnie gdzie indziej. Dookoła ani widu ani słychu żadnego drogi, a przed nimi wznosi się tajemniczy budynek przypominający kościół.

Zwiastun filmu Klasyczny horror

Recenzja filmu Klasyczny horror. Netflix

Czy to najbardziej śmiały ruch w historii współczesnego horroru? Być może. Takich filmów jak Klasyczny horror powstało przecież w ostatnich latach miliony. Oto grupa ludzi niespodziewanie kończy swoją podróż w jej trakcie, bo na zadupiu świata spotyka jakichś psychopatów. „Znowu to samo, ileż można?” – pytaliśmy bezsilnie w każdym z tych miliona przypadków, kręcąc ze znudzenia głowami. A teraz nie zapytamy, bo twórcy Klasycznego horroru nazwali go po prostu Klasycznym horrorem (a żeby być dokładniejszym: klasyczną horrorową historią), więc wytrącili nam z rąk nasz główny oręż. No bo jak można narzekać na to, że klasyczna horrorowa historia w rzeczy samej jest klasyczną horrorową historią?

No i dobra, zdobyli panowie Roberto De Feo i Paolo Strippoli naszą uwagę śmiałym, odważnym, bezprecedensowym ruchem, co sprawiło, że od startu patrzymy na ich film z sympatią i uznaniem. Tylko co dalej? O ile ten śmiały pomysł należy docenić, to przecież film nie będzie lepszy od innych tylko dlatego, że jest identyczny, ale ma pomysłowy tytuł. Na szczęście twórcy filmu Klasyczny horror na laurach nie spoczęli i zaserwowali fajne podsumowanie podgatunku, który można krótko określić mianem: pojechali na wakacje, zjedli ich kanibale.

I do końca trudno jednoznacznie powiedzieć, dlaczego akurat w tym przypadku udało się takie żerowanie na klasycznych tropach horrorowych. Spojrzeć by trzeba na szczegóły, które sprawiają, że Klasyczny horror ogląda się dobrze, choć ogląda się przecież dobrze znaną od lat historię. Dużo dobrego robi już rzecz banalna – włoski język. Ten w horrorze zawsze brzmi dobrze, szczególnie dla osób wychowanych na VHS-ach. Dokłada się do tego fajna ścieżka dźwiękowa z niezbędnym w takich filmach wesołym utworem, który wbrew rozsądkowi z puszczenia na puszczenie brzmi coraz bardziej diabolicznie. Później po stronie sukcesów trzeba zauważyć zacne operowanie czerwonym światłem, które wraz ze zbliżającym się zagrożeniem, informuje hałasem sygnałów ostrzegawczych, że coś, kurwa, jest nie tak. By na koniec wspomnieć o samoświadomości twórców filmu, którzy wiedzą, czym się bawią i potrafią się tym bawić. „Powiedzcie coś więcej o sobie, widz musi was polubić i trzymać za was kciuki” – mówi coś w ten deseń jeden z bohaterów filmu nagrywający podróż na Instastory. Nie inaczej, tak właśnie musi być.

Cała ta zabawa koncepcją wyświechtanej kliszy horrorowej wypada dobrze. Dostajemy fajnie zrealizowany klasyczny horror, który ma coś więcej niż tylko dobrą realizację. W naszym W lesie dziś nie zaśnie nikt też nie ma co narzekać na realizację, a mimo to zawodzi to, co ważniejsze. W Klasycznym horrorze udało się uniknąć obcowania ze zrzynką i niczym więcej. Bardziej przypomina to powiedzenie o piosenkach, które się lubi, bo przypominają inne znane przeboje. Choć nie da się ukryć, że rozwiązanie tej klasycznej horrorowej kliszy zaserwowane przez twórców Klasycznego horroru w twiście nie jest specjalnie wyszukane. Nie przeszkadza to jednak, bo jakby to smutne nie było, już dawno powinniśmy się pozbyć tej nadziei na to, że kino nas jeszcze zaskoczy jakimś twistem. Tyle się tego teraz kręci, że nie sposób. Lepiej więc machnąć ręką i cieszyć się z filmów, które fajnie się ogląda i tyle.

PS. Włażąc na stronę filmu Klasyczny horror na Filmwebie natkniemy się na jakąś bzdurnie niską jego ocenę. Zamiast komentować ten fakt – odeślę do sceny w trakcie napisów.

PS2. Jest na Netfliksie inny, podobny do Klasycznego horroru film zatytułowany Rytuał. To właściwie lustrzane odbicie włoskiej propozycji zrealizowane na poważnie. Ponieważ jestem team zabawa gatunkiem, to bardziej podobał mi się Klasyczny horror. Jeśli jednak jesteście bardziej team na poważnie – no to możecie mieć kłopot.

(2488)

Kto by się spodziewał, że Netflix w lipcu 2021 roku wyrośnie na medium, które dostarczy swoim widzom zacnego kontentu gatunkowego, a ściślej rzecz biorąc horrorowego. Najpierw trzyczęściowe Ulice strachu (nie miałem kiedy pochylić się nad recką dwóch kolejnych części, więc może zapodam tylko tyle, że trzymają równy, wysoki poziom jedynki), a teraz Klasyczny horror, czyli jeszcze bardziej uroczo: Una classica storia dell'orrore. Recenzja filmu Klasyczny horror. Netflix. O czym jest film Klasyczny horror Elisa (Matilda Anna Ingrid Lutz) to młoda stażystka po studiach, która niespodziewanie i nieplanowanie zaszła w ciążę i teraz wiele wskazuje na to, że będzie musiała ją…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Pięcioro nieznajomych budzi się po wypadku w tajemniczym miejscu w środku lasu, z którego nie ma ucieczki. Widzieliście tę historię już setki razy. Twórcy filmu zdają sobie z tego sprawę i bawiąc się klasyczną horrorową kliszą, serwują film, który po prostu dobrze się ogląda.

2 odpowiedzi

  1. Jak dla mnie twórcy nie do końca potrafili zachować równowagę między klasycznym horrorem na poważnie (co przeważa mniej więcej do momentu gdy staje się jasne, o co tutaj chodzi) a pastiszem (dominuje w ostatnim akcie filmu). I w sumie nie bardzo wiem jak go traktować. Ponieważ to pastisz nie straszy, ponieważ do połowy jest zbyt poważny – nie śmieszy. Gdyby go rozdzielić na dwa odrębne filmy to ten poważny byłby całkiem spoko, mimo wtórności, a temu pastiszowemu brakowałoby trochę więcej szaleństwa. No i w finale przydałaby się większa rozpierducha w ramach revenge’a niż tylko dwa trupy z dubeltówki. Na plus fajne sceny, dobra anegdotka o południowcu wziętym za mafioza, momentami niezła gra kliszami. Jak na Netflix lepsze niż można by oczekiwać, jak na włoskie kino… no cóż, Dario Argento z najlepszych lat to to nie jest, ale w końcu nawet bohaterowie tego filmu narzekają na współczesne włoskie kino.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.