W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020), reż. Bartos M. Kowalski. Netflix.
W lesie dziś nie zaśnie nikt (2020), reż. Bartos M. Kowalski. Netflix.

W lesie dziś nie zaśnie nikt. Recenzja polskiego slashera. Netflix

Nie będę trzymał w niepewności. Pierwszy polski slasher podobał mi się średnio. Ale brawa za odwagę i puszczenie filmu na Netfliksie, kiedy premiera kinowa okazała się niemożliwa. Recenzja filmu W Lesie dziś nie zaśnie nikt. Netflix.

O czym jest film W lesie dziś nie zaśnie nikt

Grupa młodzieży przyjeżdża na obóz offline. Mieści się on w samym środku lasu, a zakazane jest na nim korzystanie z uroków elektroniki. Zamiast wrzucać posty na Instagram, nastolatkowie mają oddać się kontemplowaniu przyrody i uroków wędrowania po leśnych ostępach. Po krótkim zapoznaniu się z regulaminem, obozowicze zostają podzieleni na grupy. Opiekunką jednej z nich zostaje Iza (Gabriela Muskała). Wraz z piątką przydzielonych jej przez los nastolatków, wyrusza do lasu. Wśród jej podopiecznych są małomówna i tajemnicza Zosia (Julia Wieniawa), seksowna Aniela (Wiktoria Gąsiewska), jutuber gejmingowy Julek (Michał Lupa), wysportowany Daniel (Sebastian Dela) oraz nijaki Bartek (Stanisaw Cywka). Już pierwszej nocy w dziczy dochodzi do zaginięcia jednego z podopiecznych Izy. A potem jest coraz gorzej.

Zwiastun filmu W lesie dziś nie zaśnie nikt

Recenzja filmu W lesie dziś nie zaśnie nikt

Zacznijmy od pozytywów, bo tych trochę jest. Przede wszystkim trzeba wymienić realizację, która jest dokładnie w punkt. Nie ma się tu czego przyczepiać, a W lesie dziś nie zaśnie nikt został nakręcony w sposób zawodowy. Film Bartosza M. Kowalskiego wygląda po prostu ładnie, posiadając ten charakterystyczny dla kina lat 80. ubiegłego wieku „vibe”. Który zarazem nie do końca gra z osadzoną we współczesności akcją, ale to drobnostka, która nijak nie wpływa na efekt końcowy. Choć 😉 mogłyby te małolaty wyglądać jak bohaterowie piosenki Maty.

Równie dobrze jest pod kątem aktorskim. Kogokolwiek z głównej obsady można by się przed seansem bać – ten dał radę. W tej sytuacji nie dziwi fakt, że w epizodach jest jeszcze lepiej, bo zostały obsadzone osobami, które bawią się swoimi rolami. Mecwaldowski, Lubaszenko, Cyrwus (no tu byłbym bezpieczny z tą zabawą), Pani Basia od Prezesa. Szkoda, że każdy z nich jest tu właściwie na jedną scenę, bo wnoszą do filmu W lesie dziś nie zaśnie nikt wiele dobrego.

W osobnej, ani tak ani siak kategorii, zostawiłbym z kolei muzykę. Motyw muzyczny a’la Cannibal Holocaust szanuję. Niby nie pasuje, ale na pewno nie dlatego, że został tu skomponowany przez jakąkolwiek pomyłkę. Tak miało być i tak jest dobrze.

Wychodzi więc na to, że W lesie dziś nie zaśnie nikt ma wystarczająco dużo pozytywów, żeby zasłużyć na wysokie oceny w obrębie swojego gatunku. Przecież wiadomo, że każdy slasher wygląda tak samo, więc jeśli ktoś decyduje się na seans, powinien być przygotowany na fabułę, którą już widział w innych summer-camp slasherach.

No niby tak, ale jak dla mnie ta cała otoczka pierwszego polskiego slashera i wszystko to, co za nim idzie, zostało totalnie niewykorzystane. Przez cały film ma się wrażenie, że autorzy na swojej liście „wiemy, co powinno być w slasherze” mieli kilka pozycji i dbali jedynie o to, żeby je odhaczyć. Ciach ginie ktoś po seksie. Ciach gadamy o regułach horroru. Ciach „zaraz wrócę”. Wygląda to podobnie jak z tymi aktorskimi epizodami. Są na chwilę, potem o nich zapominamy.

Warto też chyba wspomnieć, że mam osobistą urazę do W lesie dziś nie zaśnie nikt. Uraza stąd, że to ja chciałem zrobić pierwszy polski slasher! Mam już tytuł, mam już fabułę, wystarczyło tylko napisać scenariusz! Inna sprawa, że myślę o tym od dobrych kilku lat, więc autorzy prawdziwie pierwszego polskiego slashera dali mi wystarczająco dużo czasu, żeby w końcu ruszyć ze swoją robotą. (nie, nie pytali o zdanie :P)

I niewątpliwie wiedzieli, czego się podejmują. Nie było tak jak w przypadku Final Girls, którego autorzy robili pastisz slashera, nie wiedząc, co to slasher. Ale nie było też tak, że wyciągnęli z gatunku choćby trochę czegoś nowego. Nie dodali od siebie nic, a i slasherowych schematów nie wyssali tyle, ile się dało.

W wielu recenzjach można przeczytać, że film W lesie dziś nie zaśnie nikt nie został nakręcony serio, że to pastisz i zabawa, że nie należy go traktować poważnie. A ja właśnie nie mam takiego wrażenia. Za mało tu było tej zabawy, żeby W lesie dziś nie zaśnie nikt potraktować jak wesołą wariację na temat. Ot solidne kino, które wstydu nie przynosi. Ale i satysfakcji też nie. Obejrzyjcie Lesliego Vernona, tak się to robi!

Niewykorzystanych motywów jest tu multum. Najbardziej chyba motyw obozu offline. Fajny motyw, ale totalnie niepotrzebny. Równie dobrze mogli przyjechać na zwykły obóz bez zasięgu. Aż się prosiło, żeby rozegrać sprytnie ów motyw, zanim wyjdzie się do lasu. Albo i w ogóle zostanie na miejscu i tam da pozabijać. Zamiast tego bohaterowie idą do tego lasu i przez 3/4 filmu po nim łażą. Od czasu do czasu zlitują się jakimś tekstem, bądź ww. obowiązkową litanią horrorowych grzechów, ale co z nich wynika? Nic. Koleś rzucił tekstem z Terminatora, wymienił czego nie robić w horrorze i tyle, odhaczone. Jedziemy dalej.

Bardzo słabi są w filmie W lesie dziś nie zaśnie nikt mordercy. Bardziej pasujący do Evil Dead Raimiego, a nie do slashera. Co komu szkodziło dać kolesia w masce? Raz jeden autorzy filmu postanowili dać coś od siebie i dali takie coś. Z motywacją do zabijania, której nie da się usprawiedliwić tym, że: panie, my to dla jaj zrobili!

No i gore, to nieszczęsne gore, które W lesie dziś nie zaśnie nikt nie potrafi zrobić wrażenia. Zabrakło na planie domorosłego Toma Saviniego, w efekcie wyszły bardzo niskobudżetowe zabójstwa, które prezentują ten typ zabójstw z gatunku: nie potrafimy zrobić efektownej dekapitacji (bądź nas na nią nie stać), więc zrobimy tak: zamachnięcie maczetą, niewidoczne cięcie, turlamy odciętą głowę. Nigdy nie będzie satysfakcjonującym ekranowe zabijanie, gdy nie widać momentu zabijania. A co gorsza, gdy widać, ale widać też, że to z nieruchomego odlewu głowy morderca wyciska gałki oczne.

Szkoda, bo naprawdę kibicowałem temu filmowi i uważam, że jego twórcy bardzo dobrze nakręcili na seans marketingiem. A końcowy efekt wyszedł niezadawalająco. Stawianie ciężaru całego filmu na niespodziewanych śmierciach i znajomości gatunku – nie wystarczyło.

(2404)

Nie będę trzymał w niepewności. Pierwszy polski slasher podobał mi się średnio. Ale brawa za odwagę i puszczenie filmu na Netfliksie, kiedy premiera kinowa okazała się niemożliwa. Recenzja filmu W Lesie dziś nie zaśnie nikt. Netflix. O czym jest film W lesie dziś nie zaśnie nikt Grupa młodzieży przyjeżdża na obóz offline. Mieści się on w samym środku lasu, a zakazane jest na nim korzystanie z uroków elektroniki. Zamiast wrzucać posty na Instagram, nastolatkowie mają oddać się kontemplowaniu przyrody i uroków wędrowania po leśnych ostępach. Po krótkim zapoznaniu się z regulaminem, obozowicze zostają podzieleni na grupy. Opiekunką jednej z nich…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa młodzieży przebywającej głęboko w lesie na obozie offline zostaje zmuszona do walki o życie. Pierwszy polski slasher wstydu nie przynosi, ale satysfakcji też nie. Sprawia wrażenie odhaczającego elementy obowiązkowe i to wszystko, co jest w stanie z siebie wykrzesać.

5 odpowiedzi

  1. Jest źle lecz mogłoby być jeszcze gorzej.

  2. Jedyne plusy tego filmu to Rysiu pedofil;) oraz cycki Gasiewskiej! Ogólnie szkoda czasu i nie wiem dla kogo i w jakim celu ma być nagrywana kolejna cześć.

  3. Quentin

    @najn
    Ale trzeba też pamiętać, że to takie kino, które z góry skazywało się na to, że albo go ktoś polubi albo powie, że totalny shit. Nawet gdyby był arcydziełem pastiszu slashera :).

    @Łódź
    Z tymi cyckami Gąsiewskiej to byłbym ostrożny. Nie takie efekty specjalne kino potrafiło robić. Te na maks zbliżeniu to na bank nie jest. Sidebooby być może :)

  4. A mnie się podobało. Bartosz M. Kowalski nakręcił film o jakim od dawna marzył, czyli hołd dla tego gatunku. Film czerpie z garściami z wielu klasycznych slasherów, ale też nie tylko, więc jest schematyczny, np. wiadomo że wszyscy zginą, a na koniec zostanie final girl, która załatwi mordercę, bohaterowie też są postaciami wziętymi prosto ze slasherów, czyli outsiderka, głupiutka blondyna, sportowiec, nerd, ale udało się tym postaciom dodać elementy polskości. Oczywiscie to nie są bohaterowie z głębią psychologiczną, ale mają w sobie jakąś taką naszą swojskość. Ale też nie jest tak że nic z nimi Kowalski nie robi, bo np. nerd okazuje się być najbardziej rozsądną osobą w całym towarzystwie (i też służy za meta komentarz, trochę jak bohaterowie Krzyku, do gatunku horroru), blondyna też nie jest taka głupiutka jak się początkowo wydaje.

    Brawa dla aktorów grających młodych, bo wszyscy grają dobrze, na tyle im pozwalają postacie, które są delikatnie naszkicowane, ale aktorzy sporo im dodają. Oczywiście najlepszy jest Julek, nerd (Michał Lupa), ale też podobała mi się Zosia, outsiderka, w którą wcieliła się dobrze Julia Wieniawa (nie rozumiem skad ten hejt na aktorkę, ale może dlatego bo jej nie znałem wcześniej, choć oglądam dużo polskiego kina, ale może dlatego , bo nie ogladam filmów Vegi i seriali TVP). Reszta młodzieży też jest dobra, na czele z Wiktorią Gąsiewską w roli blondyny. W ogóle plusem jest to że bohaterowie budzą emocje, sympatie, dzięki czemu im kibicowałem, a w przypadku większości slasherów mam wywalone na bohaterów.

    Starsze pokolenie też daje radę, choć pojawiają się głownie w epizodach Wojciech Mecwaldowski, Mirosław Zbrojewicz, Olaf Lubaszenko, Piotr Cyrwus, najwiecej jest Gabrieli Muskały. Widać miłość reżysera do slasherów i ogólnie do śmieciowego kina, pulpowych filmów i można narzekać na to, że nie próbowali bardziej zabawić się gatunkiem, ale reżyser sam przyznał, że nie chciał pierwszym polskim slasherem wywracać cały gatunek, tylko otworzyć tym filmem drzwi innym próbom kręcenia kina gatunkowego. Zresztą możę powstanie dwójka, co zapowiada zakończenie i ja nie miałbym nic przeciwko, w części drugiej Kowalski może bardziej zaszaleć.

    Plusem jest też strona techniczna, bo wizualnie film wygląda ładnie, ale największym plusem jest muzyka, która jest inspirowana soundtrackami Johna Carpentera ale też muzyką jak z włoskich horrorów, takich jak Cannibal Holocaust, to taki miks syntezatorowych dźwięków Carpentera i przeróbki motywów z Cannibal Holocaust.Kolejnym plusem są efekty praktyczne i kreatury, sceny morderstw wygladają spoko, jest sporo obrzydliwych scen, więc należy się za to plus.

    Oczywiście film w ogole nie straszy, ale tak szczerze czy jakikolwiek slasher amerykański straszy? To są campowe, kiczowate filmy, odmóżdżacze, które oglada sie ze znajomymi dla zabawy, pełne krwi (i cycków), i podobnie jest z polską wersją. W ogóle ja mam niepopularną opinię, że Halloween Carpentera jest nudne, każdy film Carpentera jest lepszy. Mnie jedyne slashery jakie trzymały w napieciu to remaki, a nie klasyki, np. uwielbiam Halloween Roba Zombiego, i to dwójke najbardziej, no i Wzgórza mają oczy Aji, a tak to większość slasherów jest średnia. Oczywiście osobna sprawa to takie filmy jak Krzyk czy Dom w głębi lasu, które bawią się gatunkiem, bo te się wszystkim podobają. O wiele lepiej się bawiłem jak na American Horror Story 1984, który też jest slasherem. Dam 6.5/10.

  5. Hm cóż zwiastun zapowiadał coś intrygującego gdzie nie często oglądam Polskie filmy. Po obejrzeniu cóż, mogę powiedzieć nie bardzo mnie ujął. Gra aktorska fajna.. super Julia Wieniawa grała ale jeśli chodzi o całokrztał to szkoda czasu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.