×
Na noże 3 (2025), reż. Rian Johnson.

Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże” – recenzja filmu

Detektyw Benoit Blanc powraca. I tak między Bogiem a prawdą na tym można by zakończyć tę recenzję. Również dlatego, że o tego typu kryminałach z zagadką: „kto zabił?” lepiej jest za dużo nie kłapać dziobem, ale głównie dlatego, że to porządny film spod znaku Benoita Blanca właśnie. I tyle. Recenzja filmu o głupim polskim tytule (ale i nie najmądrzejszym oryginalnym) Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże”. Netflix

O czym jest film Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże”

Przeglądnąłem na szybko oficjalne opisy trzeciego filmu z serii Na noże i nie widzę w nich, kto jest jego ofiarą, więc i ja jakoś to przemilczę (nie wiem, może zdradzili w zwiastunie, ale nie oglądałem). Niech będzie, że to niby Na noże, a jednak bardziej Biały Lotos Rianowi Johnsonowi wyszedł. Tak czy siak. Wielebny małej parafii (Josh O’Connor) pisze list do światowej sławy detektywa Benoita Blanca (Daniel Craig), by ten ogarnął sprawę, w którą młody ksiądz został wplątany. Podejrzani oczywiście są wszyscy, no i to by było tyle, jeśli chodzi o fabułę.

Zwiastun filmu Wake Up Dead Man: A Knives Out Mystery

Recenzja filmu Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże”

Musicie mi wybaczyć, że tak wpadam bez zapowiedzi z recenzją raz na dwa tygodnie, a potem znikam jak puszczony bąk, ale… A nie, w sumie nie musicie mi wybaczać. Róbta, co chceta, „kochani”.

Do konkretów. Dobra wiadomość jest taka, że trzecia część Na noże jest lepsza od  przekombinowanej drugiej części (ups, myślałem, że dałem jej 6/10; teraz będzie bez sensu, gdy okaże się, że dwójka i trójka mają u mnie tę samą ocenę), która skutecznie ostudziła zapał kontynuacjami wzbudzony częścią pierwszą. Nic dziwnego zresztą. Gdyby dało się zaplanować tak niespodziewane powodzenie filmu, jakie święciła pierwsza część tego kryminalnego cyklu, to co chwila każdy by takie kręcił. Proste.

Wraca więc Rian Johnson do czystej formy kryminału wyznaczonego klasycznymi formami literackimi wspomnianymi w filmie z konkretnych tytułów. Można tu pokusić się o kroczek dalej i poinformować, że fabuła Żywy czy martwy napędza się motywem zbrodni w zamkniętym pomieszczeniu, ale to nie do końca tak właśnie, bo uniwersum trzeciej odsłony jest o wiele szersze niż to pomieszczenie. No coś trzeba jeszcze pokazać w filmie, za który zapłaciło się 400 milionów dolarów.

Swoją drogą jakże blednie te 400 milionów za prawa do dwóch kolejnych części Na noże w świetle tych ponad 80 miliardów dolarów, jakie Netflix chce zapłacić za Warnera. 400 milionów wydawało się tak absurdalnym sufitem, a teraz wygląda jak drobne Rysi na waciki. Swoją drogą dwa – George Lucas musi sobie pluć w, he, he, brodę, że puścił Lucasfilm za jakieś marne 6 miliardów, czy ile tam za nie dostał.

„My jesteśmy normalni, nie będzie żadnych udziwnień” – mówią bohaterowie Chłopaki nie płaczą, ale za nimi mogłaby też powtórzyć to fabuła Żywego lub martwego, która jest właśnie taka, normalna i bez udziwnień (no może bohaterowie są czasem zbyt karykaturalnie dziwni przez co łatwiej ich formować na potrzeby zagadki). Ktoś ginie, wszyscy są podejrzani, genialny detektyw rozwiąże sprawę. Od razu można też napisać, że Johnson ładnie to sobie wszystko poukładał w przyjemną dla umysłu widza łamigłówkę. Fajnie się to wszystko ogląda i klei, nie sposób narzekać na rozwiązanie, ale też nic nikomu nie opadnie z wrażenia. To znów ten klasyczny kryminał, po którym widać, że nic nie było kombinowane i zgodnie z regułami gatunku, twórca zaczął sobie tworzyć intrygę od jej zakończenia. Bo tak to się właśnie tworzy kryminały – od końca. (My oglądamy to wszystko od początku, nie o to mi chodziło, że nie).

Zagadce kryminalnej akompaniują głębsze akordy zderzenia wiary z ateizmem głównego detektywa, coraz bardziej spolaryzowanego społeczeństwa, na którego prawym biegunie lądujemy (jest wśród bohaterów nawet ichni Rafał Ziemkiewicz), wyzwań stojących przed kościołem, czy pokoleniowej traumy, która nie pozwala ruszyć dalej, ale to tylko drugoplanowe ozdobniki, które nie przeszkadzają rozrywce, która jest tutaj celem nadrzędnym. Część trzecia może i jest bardziej mroczna od poprzednich odsłon, ale w ostatecznym rozrachunku nie ma to żadnego większego znaczenia, bo to nadal ten sam świat kryminalnej zagadki i udającego, że nic nie kuma Blanca. Oczywiście kuma wszystko od początku do samego końca, który mógłby jednak przyjść wcześniej, bo film jest odrobinę za długi.

A ponieważ Blanc (poza zarostem) nie ma za bardzo czym zaskoczyć, to tym razem aktorsko rej wodzi Josh O’Connor, który wziął się tak znikąd tym księciem Karolem i okazało się, że to wybitny aktor jest. Niepokojąco blado wypada przy nim reszta niby znów gwiazdorskiej obsady, ale już nie tak imponująco jak wcześniej.

No i co? Mówiłem, że można było zakończyć na: Benoit Blanc powraca?

(2654)

Detektyw Benoit Blanc powraca. I tak między Bogiem a prawdą na tym można by zakończyć tę recenzję. Również dlatego, że o tego typu kryminałach z zagadką: „kto zabił?” lepiej jest za dużo nie kłapać dziobem, ale głównie dlatego, że to porządny film spod znaku Benoita Blanca właśnie. I tyle. Recenzja filmu o głupim polskim tytule (ale i nie najmądrzejszym oryginalnym) Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże”. Netflix O czym jest film Żywy czy martwy: Film z serii „Na noże” Przeglądnąłem na szybko oficjalne opisy trzeciego filmu z serii Na noże i nie widzę w nich, kto jest jego…

Ocena Końcowa

7

w skali 1-10

Podsumowanie : Detektyw Benoit Blanc przybywa na niewielką parafię, by poszukać mordercy w bardzo zżytej kościelnej społeczności. Kryminalna rozrywka w najbardziej możliwym z klasycznych stylów. Inteligentnie napisana, spełniająca oczekiwania, lepsza niż przesadzona część druga. Porządna robota i tyle.

Podziel się tym artykułem:

5 komentarzy

  1. No nie. Poza grą aktorska dla mnie dramat i co ti kryć nuda po prostu. Szkoda

  2. Lubię większość filmów Riana Johnsona, też jak bawi się w detektywistyczne klimaty, bo doceniam Poker Face z Lyonne i Brick z Gordonem Levittem, ale w czasie seansu Wake up Dead Man zdałem sobie sprawę, że każdy z filmów z cyklu Na noże, mimo tego jaką frajdę sprawia Danielowi Craigowi granie detektywa (wydaje mi się, że nie ma tak przerysowanego akcentu w części trzeciej jak w Knives Out i Glass Onion) nie podszedł mi. Pamietam, że po seansie Na noże byłem zaskoczony, jak bardzo mnie film zmęczył, nie rozumiałem skąd zachwyty, poza Craigiem, Aną de Armas i Chrisem Evansem, których pochwaliłem. Więc do Glass Onion podszedłem bez specjalnych oczekiwań i mimo tego też nie zachwyciłem się, a z Wake up Dead Man mam tak, że przez pierwsze 90 minut znowu się męczyłem.

    Film jest dużymi fragmentami bardzo przegadany, szczególnie akt I i II, i jest tak gdzieś do zwrotu akcji, którego się domyśliłem. No i dopiero ostatnie 40 minut nawet mnie wciągnęło. Daniel Craig jest dobry i niech gra jak najdłużej Blanca, ale wyróżniłbym też Josha O’Connora, który w sumie jest głównym bohaterem filmu oraz Brolina. Reszta obsady niczym się nie wyróżnia, są ok. Johnson umie pisać teksty, więc kilka dialogów mnie rozbawiło, ale jako całość film po mnie spłynął, podobnie jak część 1 i 2. Trylogia Na noże to są jedyne filmy Johnsona, które mnie rozczarowują z całej jego filmografii co jest dość niepopularną opinią, biorąc pod uwagę to jaką cieszą się te filmy popularnością, jak są chwalone. No i jest to dla mnie zaskoczeniem, bo mają wszystko to co lubię w kinie Riana Johnsona. A też lubię produkcje, które bawią się gatunkiem klasycznej opowieści detektywistycznej, idą w pastisz, są hołdem dla Herkulesa Poirota, Sherlocka Holmesa i wszystkich innych znanych detektywów. Ocena: 5/10.

  3. To u mnie na odwrót :). Uważam, że pierwsze 30-40 minut jest super, a dopiero później wkrada się chaos i niepotrzebne rozdmuchiwanie metraży do sporo ponad dwóch godzin.

  4. Dla mnie całe wprowadzenie z przyjazdem młodego księdza na prowincję jest zdecydowanie za długie, miałem ochotę dać sobie spokój. Później przez cały film byłem wkurzony, że musiałem ten początek przetrwać, żeby zrobiło się konkretniej. Intryga bardzo fajna, ale moim zdaniem tu właśnie była bardziej przekombinowana niż w dwójce. I jak na to poszło 400 mln dolarów, to ja szczerze mówiąc, nie wiem na co. Chyba, że kupowali materace po 400 tysięcy dolarów jak ten reżyser co miał serial dla Netflixa zrobić, a zamiast tego przehulał 11 mln. Nie widać tych pieniędzy w filmie, chyba, że w przelewach dla obsady się ukryły.
    Dałbym 5 temu filmowi, gdybym jeszcze filmy oceniał.

  5. Tak to już jest, że jak początek nie wejdzie, to potem już trudno się od tego odbić. Jak piszę, dla mnie początek najciekawszy. Wiercić zacząłem się przy przedstawieniu mieszkańców miasteczka. Nie lubię jak nie ma nikogo normalnego :).

    400 milionów poszło na prawa do dwóch części, czyli też nie wiem na co :). Były to czasy, gdy streamingom wydawało się, że szybko udupią kina i walili milionami na lewo i prawo. Nie wiedzieli, że wystarczy nic nie robić i poczekać.

Skomentuj

Twó adres e-mail nie będzie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*

Quentin 2023 - since 2004