Premiery kinowe weekendu 19-21.10.2018. Pierwszy człowiek, First Man (2018).
Premiery kinowe weekendu 19-21.10.2018. Pierwszy człowiek, First Man (2018).

Poszedłbym, odc. 250

Po dwóch takichse premierowo kinowych weekendach, w końcu coś drgnęło i wybór premier tego tygodnia można spokojne uznać za interesujący.

Premiery kinowe weekendu 19-21.10.2018

Pierwszy człowiek, First Man (2018) –  Poszedłbym 

Dziwna sprawa. Myślę, że gdyby po La La Land zapytać kogokolwiek o to, jaki wg niego będzie kolejny film Damiana Chazelle’a, to nikt nie wskazałby biopiku Neila Armstronga. To bardziej wygląda na film twórcy, który po jakimś udanym i oryginalnym niskobudżetowym horrorze dostał od dużego studia 70 milionów dolarów na swój kolejny film i robi wszystko, żeby za bardzo nie zaryzykować i nic nie spieprzyć. Po Chazelle’u spodziewałbym się czegoś bardziej oryginalnego.

Ale może właśnie o to chodzi. Może typowy biopic w rękach Chazelle’a stanie się czymś więcej niż typowy biopic. Osobiście nie sądzę, ale poszedłbym do kina, bo lubię biopiki.

Zwyczajna przysługa, A Simple Favor (2018) –  Poszedłbym 

Nie wiem jak tam sytuacja pomiędzy Cinema City i Monolithem, ale jeśli nic się nie zmieniło, to Zwyczajnej przysługi w CC nie zobaczymy. Co mi się nie podoba, po coś w końcu tę kartę Unlimited mam.

Ze zwiastuna zapowiada się na ciut mniej licealną wersję telewizyjnych Słodkich kłamstewek. Za bardzo nie wnikam, bo wygląda też na film, o którym lepiej za dużo nie wiedzieć. A takie mnie zawsze interesują. No i lubię Annę Kendrick.

Climax (2018) –  Nie poszedłbym 

Jako że targetem Gaspara Noe nie jestem, to wydaje mi się, że to typowe kino z gatunku: rozpiętość ocen od 1 do 10 – nie jest dla mnie. Nie szukam w kinie surrealistycznych przeżyć, wolę jasną fabułę. W dwa tygodnie w jednym budynku z grupą tancerzy to można jedynie nakręcić jakąś pokręconą 90-minutową etiudę disco-inferno dla widzów lubiących domyślać się, co twórca miał na myśli i przekonujących innych, że film wcale nie musi mieć fabuły tylko musi trzymać za mordę.

53 wojny (2017) –  Nie poszedłbym 

Wygląda to spoko. Tak w sam raz, żeby łapać na TVP Kultura, jak już tam poleci.

Jak pies z kotem (2018) –  Poszedłbym 

Szybciorem w tym roku wychodzą te polskie filmy z festiwalu w Gdyni. I dobrze, nie trzeba pół roku czekać.

Janusz Kondratiuk to kolejny twórca, którego targetem nie jestem, ale zwiastun mnie zainteresował. No może za dużo biologii jak dla mnie, ale biopikowi tak łatwo nie odmówię. Choć znów nie nastawiam się na typowy biopic.

Donbas (2018) –  Poszedłbym 

Na Warszawskim Festiwalu Filmowym wybrałbym się bez większego zastanowienia. W normalnej dystrybucji kinowej raczej przemyślę sprawę, ale i tak Donbas wygląda na porządną rzecz wartą zobaczenia.

Uwolnij mnie, Liberami (2016) –  Nie poszedłbym 

O sziiit. Wygląda toto na zacną komedię.

Z perspektywy Paryża, Mes provinciales (2017) –  Nie poszedłbym 

Wydaje się, że Z perspektywy Paryża odpowiada na dręczące zapewne wielu widzów pytanie: Skąd się biorą przeintelektualizowane filmy, których nikomu nie chce się oglądać? Takie jak Z perspektywy Paryża.

A repertuar weekendu uzupełnia animowana Księżniczka Lili, El libro de Lila (2017).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.