Anihilacja, Annihilation (2018), reż. Alex Garland. Netflix.
Anihilacja, Annihilation (2018), reż. Alex Garland. Netflix.

Anihilacja. Recenzja filmu Annihilation w reżyserii Aleksa Garlanda

Przychodzi mi być posłańcem złej nowiny. Sorry, ale niestety Anihilacja Aleksa Garlanda – twórcy świetnego Ex Machina – nie daje rady. 12 marca wjedzie na Netflix i wtedy będziecie mogli skonfrontować moją przedpremierową opinię na temat tego filmu i powiedzieć mi, że się nie znam. A na razie recenzja filmu Anihilacja.

O czym jest film Anihilacja

Lena (Natalie Portman) to była wojskowa, która aktualnie spełnia się jako biolog. Jej specjalnością jest cytologia. Ostatnie miesiące nie były dla Leny szczęśliwe. Wszystko za sprawą męża wojskowego Kane’a (Oscar Isaac), który przed rokiem przepadł bez wieści. Lena nie ma nawet pojęcia gdzie, bo wszystkie jego misje, także i ta ostatnia, były ściśle tajne. Wierzy jednak, że mąż wróci. I rzeczywiście, pewnego dnia mąż wraca. Tyle tylko, że całkowicie odmieniony psychicznie. Dziwny, milczący, inny. Szybko podupada na zdrowiu i trzeba wzywać karetkę. W trakcie przewożenia go do szpitala karetka niespodziewanie zostaje zatrzymana przez kilka czarnych wozów. Mąż Leny zostaje zabrany przez nieznanych ludzi, podobnie sama Lena, która trafia do ośrodka na amerykańskim wybrzeżu. Tam od psycholog, doktor Ventress (Jennifer Jason Leigh) dowiaduje się, gdzie ostatnie miesiące spędził jej mąż. Jakiś czas temu w okolicy nieodległej latarni morskiej pojawiło się dziwne zjawisko: tajemnicza sfera wyglądająca niczym ogromna bańka mydlana. Z czasem zajmowany przez nią obszar – Strefa X – się powiększał i nic nie wskazywało na to, że sytuacja się zmieni. Do środka bańki wysłanych zostało kilka ekspedycji, ale żaden z ich członków nie wrócił. Żaden z wyjątkiem Kane’a, od którego za wiele nie można się dowiedzieć, bo jest utrzymywany w stanie śpiączki. Teraz szykowana jest kolejna wyprawa, a sytuacja jest paląca o tyle, że sfera zajmuje już solidny obszar wybrzeża i jeśli nic nie będzie można z nią zrobić – a nic na to nie wskazuje – to za chwilę „połknie” całe Stany, a co dalej kto wie. Lena postanawia dołączyć do ww. wyprawy, w skład której oprócz niej i doktor Ventress wchodzą jeszcze fizyk Josie Radek (Tessa Thompson), lekarz Anya (Gina Rodriguez) oraz geolog Cass (Tuva Novotny). Pięć uzbrojonych kobiet wyrusza na eksplorację sfery migotliwie nazywanej The Shimmer.

Recenzja filmu Anihilacja

Choć jestem fanem Netfliksa i możliwości, jakie daje pod względem oglądania filmów z całego świata (coraz większej, bo filmowo to nadal szału wielkiego tam nie ma) i seriali w liczbie trudnej do zliczenia, to nie jestem fanem informacji o filmach, które miały lecieć w kinie, ale nie, bo polecą na Netfliksie. Tak jak ostatnio Paradoks Cloverfield. Dla mnie to sygnał, że na kino były za słabe, ale opchnięcie ich na Netflix to świetny biznes, bo wszyscy się podniecą, że zamiast w kinie, można jakiś film obejrzeć od razu w domu. Wszyscy zwyciężają, o ile nie przysną z nudów w trakcie seansu.

Bo co by nie mówić o Netfliksie i jego ofercie oraz produkcjach, to wciąż nie doczekaliśmy się tam takiego filmu, który wszystkich rzuciłby na kolana i można było ogłaszać śmierć kina. Jasne, jest tam sporo dobrych rzeczy, ale kino nadal trzyma się dobrze. I może sobie pozwolić na powiedzenie Anihilacji „NIE!”. Zresztą całkiem słusznie, film przepadłby w powodzi kolejnych Marvelów.

Nie chcę tu kategorycznie przekreślać Anihilacji, bo nie jestem autorytetem od poważnego sci-fi i w filmach o uzbrojonych laskach idących walczyć ze złem spodziewałbym się tej walki uzbrojonych lasek ze złem. Na Anihilację nie czekałem, bo niespecjalnie rajcują mnie filmy o odkrywaniu własnego siebie w zderzeniu z nieznanym i wchodzeniu w głąb jestestwa, by wyciągnąć stamtąd niezbyt miłe wnioski. A i zwiastun był średni. Z drugiej strony poprzedni film Garlanda Ex Machina też zadawał trudne pytania o kondycję ludzkości, a rozegrany właściwie w jednej lokacji na czwórkę aktorów zapowiadałby się na okropną nudę. Nudą nie był, wręcz przeciwnie – było to świetnie kino, które zasłużenie zebrało brawa, oklaski i kwiaty. Może więc nie jestem taki prosty i zwyczajnie trzeba do mnie umiejętnie dotrzeć. Anihilacji się to nie udało. Ani przez chwilę nie wciągnęła mnie w zabawę z łowieniem płynących z ekranu metafor. I nie czułem potrzeby poszukania czy w filmie Anihilacja rzeczywiście coś jest, czy to tylko snujące się przed siebie laski zmierzające donikąd.

Anihilacja nie daje wielu odpowiedzi. Nie jest to oczywiście nic złego, gdy interpretację obejrzanego dzieła zostawia się widzowi, ale odnoszę wrażenie, że Garland zostawia swoich odbiorców ze zbyt wieloma niewiadomymi. W takiej sytuacji łatwo o zniecierpliwienie, gdy odpowiedzią na zagadkę jest kolejna zagadka. Anihilacja na pewno jest odważną próbą skierowaną do wymagającego widza, ale nie sposób jest mi się oprzeć kolejnemu wrażeniu, że reżyser dał się ponieść fali zachwytów nad swoim poprzednim dziełem i być może doszedł do wniosku, że co by nie nakręcił, to znów będą zachwyty. Im bardziej mądrze i ambitnie, tym większe zachwyty. I cóż, pozytywnych recenzji jest znacznie więcej niż tych gorszych, więc może tak być, że powinienem wrócić do Żołnierzy kosmosu. Ale może być i tak, że zadziałała magia nazwiska Garland. Taki twórca na pewno powiedział nam swoim kolejnym dziełem coś ważnego!

Odpowiedzi brakuje w podstawowych kwestiach. Dlaczego do sfery wybiera się ekipa złożona z samych kobiet? A bo poprzednie ekspedycje były złożone przeważnie z samych chłopów. Aha. Brak bardziej naukowego podejścia kłania się też przy wyborze tejże grupy kobiet. Nieobecność biologa zdecydowanie rzuca się w oczy, ale wspaniałym zbiegiem okoliczności akurat biolog sam zgłasza się do wyprawy (może mieli też jakiegoś ukrytego jasnowidza). Za chwilę okaże się, że bez biologa ta ekspedycja praktycznie nie miała żadnego sensu.

Anihilacja nie zachwyciła mnie również pod względem wizualnym. Jest bardzo ładna, ale bez efektu wow. Kiepsko wyglądające jelonki z trailera dalej kiepsko wyglądają, a innych hybryd nie ma tu za wiele. Lepiej prezentuje się flora – znakomite człekokształtne rośliny – i kolorowe formacje kwietne rzeczywiście są ładniutkie, ale nic w nich zapierającego dech w oczach. Filmowi Garlanda udaje się trzymać w ciekawości gdzieś tak do połowy, gdy tajemnicze nieznane kusi niespodziewanym objawieniem. Im dalej w sferę, tym bardziej niespokojnie zaczynamy podejrzewać, że żadne objawienie może na nas nie czekać. A nawet jeśli czeka, to zaczynamy mieć to w nosie. Przedfinałowe rzyganie tęczą (to nie spoiler, spokojnie) co mniej ambitnego widza pewnie tylko rozbawi i do końca przekreśli Anihilację.

I żebyśmy się choć przejmowali losem bohaterek Anihilacji czy choćby zagrożonej Ziemi. Ale też nie.

(2376)

Przychodzi mi być posłańcem złej nowiny. Sorry, ale niestety Anihilacja Aleksa Garlanda - twórcy świetnego Ex Machina - nie daje rady. 12 marca wjedzie na Netflix i wtedy będziecie mogli skonfrontować moją przedpremierową opinię na temat tego filmu i powiedzieć mi, że się nie znam. A na razie recenzja filmu Anihilacja. O czym jest film Anihilacja Lena (Natalie Portman) to była wojskowa, która aktualnie spełnia się jako biolog. Jej specjalnością jest cytologia. Ostatnie miesiące nie były dla Leny szczęśliwe. Wszystko za sprawą męża wojskowego Kane'a (Oscar Isaac), który przed rokiem przepadł bez wieści. Lena nie ma nawet pojęcia gdzie, bo wszystkie…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali:

Podsumowanie: Kobieca wyprawa do wnętrza tajemniczego zjawiska ma dać odpowiedź na pytanie: co to za zjawisko i czego od nas chce? Ambitna produkcja sci-fi, która zbyt wiele wymaga od widza, sama nie dając wystarczająco dużo. Intelektualna nuda.

18 odpowiedzi

  1. Taa, nocy oskarowej nie zrobił i recenzję rano wrzuca jak gdyby nigdy nic!

  2. Quentin

    Komu by się chciało tę nudę oglądać. Nauczony doświadczeniem poprzednich nocy poszedłem spać. Chyba nawet powtórki nie będę oglądał.

    I tak nie da się normalnej relacji na moim tanim serwerze zrobić :).

  3. Również w tym roku spałem smacznie, mimo obstawionych wyników. Oczywiście kupon nie siadł, bo postawiłem na Dafoe i Nolana.

  4. O widzę pierwsza krytyczna recenzja. Nie czytałem tylko zobaczyłem ocenę i mnie zaskoczyłeś, że nie idziesz za większością co zachwala. Przeczytam jak film obejrzę:-)

  5. Quentin

    Większość nie idzie za mną 😉

  6. frank drebin

    Quentin, w jaki sposób można wcześniej obejrzeć film z Netflixa?

  7. Quentin

    Założyć blog, trochę na nim popisać, dostać film od Netfliksa :)

  8. frank drebin

    Dobra, namówiłeś mnie :)

  9. Mógłbym się nawet i w dużej mierze zgodzić z tekstem, ale ocenienie Anihilacji niżej od The Last Jedi a jeszcze od koszmarnego Cloverfield Paradox to jakaś patologia. 😀 No ale dobra, odnosząc się do samego filmu, to że nie przebiłby się w kinach kosztem Marveli to pewnie racja (aczkolwiek to wskazuje jaka jest dziś kinowa publiczność, dziś to i pewnie Czas Apokalipsy trza by było puszczać na Netfliksie, bo nie jest o superbohaterze, no i w ogóle jakiś taki ciężki w odbiorze…), ale w naszych kinach jest masa o niebo gorszych filmów, więc to żaden argument. Myślę, że prawdziwym problemem Anihilacji jest fakt oparcia jej o książkę. Bycie ekranizacją to nie grzech, ale zauważyłem, że wielu, nawet niezłych, twórców ma problem z odpowiednim skróceniem materiału książkowego. I chyba Garland też trochę poległ, może pewne rzeczy wydawały mu się oczywiste, a dla kogoś kto książki nie czytał, tak nie jest. Z drugiej strony książka to ledwie pierwsza część z trylogii i co gorsza – z tego co o niej czytałem, autor też się wyłożył i ostatnia część jest najgorsza i właściwie też nie daje sensownych odpowiedzi, niczego nie wyjaśnia. Liczyłem, że Garland weźmie z książki pomysł, bohaterów, różne elementy fabuły, ale doda coś od siebie, znajdzie jakiś pomysł na coś co naprawdę zrobi wrażenie i da do myślenia. Ale może jeszcze trzeba ten film trochę porozkminiać… nie wiem, piszę świeżo po seansie. :) Na pewno trochę dziur jest niestety i niedorzeczności. Dlaczego wszystkie ekipy uparcie pchały się do latarni, zamiast pobierać próbki do badań od razu „z brzegu” i wracać, co pozwoliłoby kolejnym wyprawom być lepiej przygotowanym? Dlaczego oni za bardzo nie kręcili, nie fotografowali (tzn. z dialogów wynikałoby że to robili, ale nie widać tego na filmie)? No i właśnie, dlaczego same baby, dlaczego najpierw sami wojskowi, potem same panie ‚naukowczynie’? Jakby nie można było wysłać miksu. Dziura w książce/filmie, czy tylko w filmie? Może Garland tak się skupił na jednych elementach, że trochę zapomniał o innych. W końcu tym razem nie miał tylko czterech ścian i czterech postaci… Rozpisałem się, pewnie trzeba by jeszcze coś wspomnieć o stronie wizualnej (nierównej), muzyce (specyficzna, ciężka w finale, ale pasowała do tego filmu), aktorstwie (bez bólu ale i bez szału, chyba Jennifer Jason Leigh najlepsza)… no ale konkluzja. Ani zły, ani dobry, miejscami rozczarowujący, miejscami oczarowujący (nie najlepsze słowo, ale ładnie się wpasowuje do poprzedniego:D), intrygujący ale nie satysfakcjonujący w pełni. Przy wszystkich wadach wart obejrzenia jednak, no bo jakiś.
    Czego K…A nie da się powiedzieć o tym cholernym Paradoksie Cloverfield, Quentin!!!! :D:D:D:D

    PS: Zakończenie nie wydało Ci się nazbyt wyświechtane?

  10. Quentin

    Jutro podejmuję jeszcze jedna próbę zmierzenia się z filmem i może będę mądrzejszy. Zakończenie oczywiście, że banalne, takie z gatunku, nie, przecież tak nie skończą. A nie, jednak tak skończyli.

    Książki nie znam. Nie tylko w naszych, we wszystkich kinach pewnie jest cała masa gorszych filmów. To, że wyleciał z kina, bo coś tam to nie był argument w ocenie filmu tylko stwierdzenie faktu (znaczy takiego faktu moim zdaniem :) ). I sygnał dla mnie, że nie ma się co napalać. Inne, gówniejsze filmy nie mają szans na Netfliksa, a tu akurat myślę, że obie strony skorzystały i zdecydowano na bezpieczne wyjście.

    Na Paradoksie, a już na pewno na Dżedaju bawiłem się lepiej, więc nie mam sobie nic do zarzucenia. Bardzo przyparty do muru mogę się zgodzić, że Paradoskowi powinienem wlepić piątkę :).

  11. Ty to lubisz się bawić na żenujących filmach, widzę… 😛 Ja czasem też, ale niech w nich chociaż będzie trochę flesh+blood a w tych Paradoksach i Jediach to nie bardzo. :( Swoją drogą kiedyś mi się marzyły takie spin-offy SW w wersji PG-18, z patroszeniem mieczami świetlnymi i upadłymi Jediami w klubach ze striptizem, ale skoro to Disney to możemy liczyć co najwyżej na „święta u Porgów” 😛

  12. Quentin

    No tak, wolę latającą w próżni Leię niż rzygającą tęczą JJL, przyznaję :).

    Dobre, dobre, #oglądałbym. Z podobnych rzeczy ja wciąż marzę o remake’u „Cannibal Ferox” nakręconym przez Ridleya Scotta.

  13. Ale przez Ridleya w dobrej formie czy obecnej? 😛

  14. Anihilację oceniam na 6/10, klimat jest ale ten film to idealny przykład niewykorzystanego potencjału bo pomysł miał potencjał i zasługiwał na więcej, w paru miejscach pojawiają sie zalążki jakis ciekawych dialogów (np te dotyczące samozniszczenia) ale są tylko na chwilę by ustąpić miejsca dialogom prostym (żeby nie rzec głupim), zakończenie w stylu „zróbmy pseudofilozoficzne zakończenie o kosmicie który nie ogarnia rzeczywistości , nie wie „po co tu jest i dlaczego” i mimochodem niszczy przy okazji strukturę DNA otaczającego swiata oraz nasladuje główną bohaterkę i nie chce jej wypuscic z wieży ale po chwili zmienia zdanie i ją wypuszcza O_o. Ostatnia scena w sumie bez znaczenia bo nic z niej nie wynika (przypomina to sceny z wielu filmów grozy by dać furtkę do następnej czesci). Film próbuje byc miejscami madry ale to pozory, pokazana historia jest bardzo prosta, fabuła jest prosta zakonczenie jest wydumane i widac ze bez ciekawego pomysłu.

  15. Bradesinarus

    Ja nie wiem, czy Anihilacja to faktycznie film, który podoba się większości widzów. Powiedziałbym raczej, że gros opini jest raczej negatywnych. Mi tam się akurat obraz Garlanda podobał (choć nie będę ukrywał, że literacki pierwowzór był lepszy) jednak seans uświadomił mi przede wszystkim to, że Jennifer Jason Leigh jest zdecydowanie jedną z najbardziej niedocenianych aktorek świata. Nie rozumiem czemu nie tak rzadko dostaje ona szansę udziału w większych projektach. Przecież, z tego co kojarzę nie wynika, żeby w jakimkolwiek filmie zagrała źle. Przeciwnie! Raczej powiedziałbym, że wypada co najmniej solidnie i obojętnie od partnerujących jej nazwisk zawsze znajduje sposób by odgrywane przez nią postacie były wyraziste i zapisały się w pamięci widza.

  16. Quentin

    Trochę się to zmieniło z czasem. W chwili pisania recenzji 95% opinii była pozytywna, a z 75% entuzjastyczna. Film, o którym się będzie dyskutować, triumf inteligentnego kina itd.

    Ilu to już dobrych aktorów/aktorek przepadło właściwie z niewiadomych powodów. Był taki czas, gdy JJL grała w co drugim filmie, a potem nagle zniknęła (co ciekawe, podobną historię można napisać o jej partnerce z Sublokatorki Bridget Fondzie, albo o Juliette Lewis, z którą zawsze mi się JJL myliła 😉 ). Nie sądzę, że to akurat zależne jest od umiejętności aktorskich. Szczególnie że często po latach taki „outcast” dostaje w końcu jakąś dobrą rolę i nagle nagrody, zaszczyty, zdziwienia. Pewnie w grę wchodzi wiek, szczęście, kondycja finansowa nowych filmów z nimi, może ambicje aktorów, którzy są przekonani, że stać ich na więcej i ryzykują (odejście Koroniewskiej z MjM :D)… W końcu nie są to jednostkowe przykłady. W jednej chwili grasz w najgłośniejszych filmach, w drugiej w samych pierdach (Bruce Willis, Christian Slater…).

  17. Napalałam się na naprawdę dobre kino. Zwłaszcza, że „Ex machina” takim naprawdę dobrym kinem właśńie była. Niestety otrzymałam obraz tyleż ambitny, co źle wykonany :(

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.