Recenzja filmu Ex Machina z Domhnall Gleeson, Alicia Vikander, Oscar Isaac w roli głównej
Ex Machina (2015), Domhnall Gleeson, Alicia Vikander, Oscar Isaac

Wszystko o Avie – recenzja filmu Ex Machina

Cholera jasna, nie umiem zaczynać od podsumowania, które według wielu szkół powinno znaleźć się na początku recenzji. Bach, bach, bach, ocena! A kto chce czyta dalej. Może kiedyś się nauczę, ale jeszcze nie teraz.

Najpierw na Ex Machinę wybrał się gambit. I kiedy w jednym z Poszedłbymów napisałem, że sezon na dobre kino powinno rozpocząć się od Szybkich i wściekłych 7, wtedy odpisał, że nie, sezon na dobre kino rozpoczął się od Ex Machiny. Nie muszę dodawać, że tą opinią tylko zachęcił mnie do odwiedzenia kina, potwierdzając to, co już tutaj pisaliście w komentarzach.

Poszedłem i co? Jak w amerykańskim filmie, wyprawa zakończyła się happy endem – również byłem zadowolony z tego reżyserskiego debiutu Aleksa Garlanda, nadwornego scenarzysty Danny’ego Boyle’a. Choć może nie aż tak bardzo jak gambit. Dlaczego? Sam nie wiem. W każdym razie Ex Machina prezentuje ten gatunek filmów, którego… nie lubię. To filmy, które nie do końca mi się podobają, choć nie mam im nic do zarzucenia. Widzę, że są świetnie zrobione, przemyślane, dokładnie takie jak wymyślił to sobie reżyser trzymający cały czas swój film w cuglach, a mimo to coś mi się w nich nie podoba. Złe słowo, nie tyle nie podoba, co nie potrafię się nimi zachwycać. Doceniam je, cieszę się, że je widziałem, ale to wszystko. Kiedyś tak wyraźnym przykładem takiego podejścia był np. Requiem for a Dream, niedawno 12 Years of Slave, a teraz Ex Machina.

Alicia Vikander recenzja filmu Alexa Garlanda Ex Machina

Ava Cezar!

Bohaterem filmu jest zdolny programista, Caleb (Domhnall Gleeson, chłopak ma szczęście do trafiania na ekscentryków), który wygrywa prestiżowy konkurs. Nagrodą w tym konkursie jest tygodniowy pobyt w posiadłości ekscentrycznego miliardera. Caleb pakuje walizkę, by dotrzeć do miejsca destynacji. Nowoczesnego domu położonego w samym centrum tzw. niczego, do którego dostać można się jedynie helikopterem, a i tak trzeba kawałek przejść z buta. Tam Caleb poznaje Nathana (Oscar Isaac), właściciela giganta internetowego, geniusza, który pracuje nad nowym odkryciem. Ubraną w robotokobiecą (odkryta dla światowego kina w Kochanku królowej Alicia Vikander) formę sztuczną inteligencję Avę. Zadaniem Caleba jest przeprowadzenie testu Turinga i orzeczenie czy testowana przez niego maszyna jest świadoma, a może tylko wykonuje polecenia zapisane w genialnym programistycznym kodzie.

Wielką sztuką jest nakręcenie ekscytującego filmu z właściwie tylko trzema aktorami w właściwie tylko jednej lokacji. Ta ambitna sztuka znakomicie udała się Garlandowi, który od samego początku wikła się w misterną grę z widzem i jest w niej zawsze o krok do przodu. Być może to zależy od nastawienia widza do seansu (dzień później gambit zapytał mnie, czy według mnie Ava zdała test, a ja musiałem przyznać, że w ogóle na to nie zwracałem uwagi, bo liczyło się dla mnie co innego) i tego, co po nim oczekuje, ale ja miałem przynajmniej dwa razy takie wrażenie, że reżyser sobie ze mnie inteligentnie i jawnie drwi. I w trakcie filmu zapodaje sceny, którymi mówi wprost: „myślałeś, że nie wiem, że właśnie czegoś takiego się spodziewałeś? a dupa! masz tu swoją scenę i patrz jak wrzucam ją do kosza!”.

recenzja filmu Ex Machina

– A może pierdolnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady?

Nie ma wątpliwości, że Ex Machinę warto zobaczyć. Oprócz posiadającego gęsty klimat thrillera otrzymujemy tu również sporo wartościowych przemyśleń na wiele ciekawych spraw związanych z tematyką filmu. Bryluje w tym szczególnie postać Isaaka, który przeważnie w swoich monologach przemyca coś ważnego. Minimalistyczna forma w połączeniu z maksymalną treścią daje tu fajną całość, jaką w kinie sci-fi ostatnio ciężko znaleźć. Ale że to film, o którym lepiej za dużo nie pisać, żeby coś nie chlapnąć, to już się przymykam. Zresztą z korzyścią dla filmu, bo gdybym chciał troszeczkę ponarzekać musiałbym spoilerować, a tego robić nie chcę.

Cholera jasna, nie umiem zaczynać od podsumowania, które według wielu szkół powinno znaleźć się na początku recenzji. Bach, bach, bach, ocena! A kto chce czyta dalej. Może kiedyś się nauczę, ale jeszcze nie teraz. Najpierw na Ex Machinę wybrał się gambit. I kiedy w jednym z Poszedłbymów napisałem, że sezon na dobre kino powinno rozpocząć się od Szybkich i wściekłych 7, wtedy odpisał, że nie, sezon na dobre kino rozpoczął się od Ex Machiny. Nie muszę dodawać, że tą opinią tylko zachęcił mnie do odwiedzenia kina, potwierdzając to, co już tutaj pisaliście w komentarzach. Poszedłem i co? Jak w amerykańskim…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: O sukcesie badań nad sztuczną inteligencją ma przesądzić test wykonany przez zdolnego programistę. Minimalistyczne w formie i maksymalne w treści kino science-fiction z najwyższej półki.

6 odpowiedzi

  1. Wyrażam zdecydowany sprzeciw podsumowaniom na początku recenzji!

  2. Quentin

    Miód na moje uszy! :)

  3. Widzę, że jednak rozpoczęcie „dyskusji” na temat filmu na niewiele się zdało. A szkoda, bo Ex Machina to naprawdę świetne kino. Lubię takie połączenie minimalistycznych środków przekazu (ale jakże pięknych!) z trudnymi pytaniami o człowieczeństwo i przyszłość.A że jestem teraz na etapie pochłaniania twórczości Janusza A. Zajdla, Ex Machina dość ładnie wpisuje się w tematykę poruszaną przez polskiego mistrza fantastyki.

  4. Quentin

    Ale starałeś się, nikt Ci tego nie odbierze! :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.