Bomb City (2017), reż. Jameson Brooks.
Bomb City (2017), reż. Jameson Brooks.

Bomb City. Recenzja filmu w reżyserii Jamesona Brooksa

Bomb City, reżyserski debiut pełnometrażowy Jamesona Brooksa, budzi skrajne emocje. Przeglądając szybko net można natrafić zarówno na dwójki jak i na ósemki w ocenach filmu. Szczerze powiedziawszy dziwi mnie taki rozstrzał i nawet zastanawiam się, czy czasem coś mi nie umknęło w trakcie seansu. Bo Bomb City mi się spodobał i choć dostrzegam jego wady, to niskie oceny wydają się być sporą przesadą. Łotewer. Recenzja filmu Bomb City.

O czym jest film Bomb City

Końcówka lat 90. Amarillo w Teksasie, jak każde szanujące się miasto w tym stanie, żyje rozgrywkami licealnej drużyny footballu amerykańskiego. Gracze miejscowej drużyny są lokalnymi gwiazdami, które kochają wszyscy. No prawie wszyscy. W mieście silnie rozwinięta jest również subkultura punkowa, a pomiędzy futbolistami i punkami często dochodzi do nieporozumień przeradzających się w poważniejsze wybuchy agresji. Jednym z mieszkających w Amarillo punków jest Brian Deneke (Dave Davis), członek zdobywającej popularność kapeli punk-rockowej. Mieszkający w dużej hali za miastem, w której z kolegami produkują oryginalne znaki drogowe, Brian wiedzie żywot typowego punka. Pewnej nocy dochodzi do tragedii. Brutalne starcie pomiędzy futbolistami i punkami kończy się ofiarą śmiertelną. Sprawa trafia do sądu, który ostatecznie rozstrzygnie o winie sprawcy.

Recenzja filmu Bomb City

Akcja filmu Bomb City prowadzona jest na dwóch płaszczyznach czasowych przenikających się przez cały czas trwania filmu. Oparty na prawdziwej historii, która wstrząsnęła współczesną Ameryką, skonstruowany jest tak, by trzymać w niepewności widza nieznającego przebiegu wydarzeń w Amarillo. Nie wiadomo kto jest sprawcą, nie wiadomo kto jest ofiarą – wiedza o tym trzymana jest niemal do końca filmu w tajemnicy. I chyba lepiej oglądać Bomb City bez znajomości szczegółów. Tak jak ja, choć nazwisko Briana Deneke skądś mi się kojarzy i za cholerę nie mogę sobie przypomnieć skąd. Chyba gdzieś już słyszałem towarzyszący filmowi monolog podsumowujący oglądane wydarzenia przez głos z telewizora.

Największa słabość Bomb City to typowa przypadłość każdego filmu z tezą – opowieść snuta jest jednostronnie i brak tu jakiegokolwiek miejsca na wątpliwości. Nie jest wielkim spoilerem to, że sympatią twórców filmu cieszą się tu punkowi bohaterowie, którzy są po prostu najsympatyczniejszymi punkami, jakich świat widział. Przybijają sobie piątki z Afroamerykanami, a Brian jest kochającym rodziców wrażliwym poetą, który opiekuje się bezpańskimi psami. No wiecie, nie oceniaj książki po okładce. Bohaterowie z drugiej strony to z kolei typowi licealni pozerzy, którzy chleją na głośnych imprezach, za organizowanie których nikt im złego słowa nie powie, bo to gwiazdy. W porządku, jeśli rzeczywiście tak to wyglądało, ale bez znajomości innych relacji wydarzeń w Amarillo trudno wyrokować (jednak szybki gugiel wskazuje np. na to, że przemowy oskarżyciela zostały wzięte wprost ze stenogramów sądowych). W każdym razie to idealna okazja do tego, by nie oceniać filmu, a patrzeć na niego przez pryzmat własnych przekonań. Pod tym kątem rozpiętość ocen, jakie dostaje Bomb City właściwie nie dziwi.

Mnie osobiście w Bomb City kupiła realizacja. Debiutujący reżyser zebrał na planie anonimową grupę aktorów (kojarzyć możecie chyba jedynie Glenna Morshowera, czyli Aarona Pierce’a z 24 godzin), którzy nieźle poradzili sobie z trudnym zdaniem. Podobnie jak i Jameson Brooks, który stworzył film intensywny i pulsujący akcją nawet wtedy, gdy nic specjalnego się nie dzieje. Pod tym kątem Bomb City (tytuł nawiązujący do produkowanych w Amarillo bomb, ale i z powodzeniem mogący być traktowany metaforycznie) przypomina niedawny Good Time. Tak zrealizowane kino na sterydach ogląda się bardzo dobrze i gdyby zrezygnować ze zbyt dużej ilości patosu, to pewnie ocena byłaby jeszcze wyższa.

(2374)

Bomb City, reżyserski debiut pełnometrażowy Jamesona Brooksa, budzi skrajne emocje. Przeglądając szybko net można natrafić zarówno na dwójki jak i na ósemki w ocenach filmu. Szczerze powiedziawszy dziwi mnie taki rozstrzał i nawet zastanawiam się, czy czasem coś mi nie umknęło w trakcie seansu. Bo Bomb City mi się spodobał i choć dostrzegam jego wady, to niskie oceny wydają się być sporą przesadą. Łotewer. Recenzja filmu Bomb City. O czym jest film Bomb City Końcówka lat 90. Amarillo w Teksasie, jak każde szanujące się miasto w tym stanie, żyje rozgrywkami licealnej drużyny footballu amerykańskiego. Gracze miejscowej drużyny są lokalnymi gwiazdami,…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Oparta na faktach historia tragicznie zakończonego starcia pomiędzy hałaśliwymi punkami, a futbolistami z dobrych domów. Intensywne kino z góry założoną tezą, która przeszkadza temu emocjonalnemu i oryginalnemu filmowi w byciu czymś więcej.

Odpowiedź

  1. Recenzent w ogóle nie zrozumiał tego filmu i jego przesłania. W filmie na pewno nie chodzi o to, co napisał tu recenzent. Obejrzyj człowieku ten film i może wtedy zrozumiesz.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.