Logan: Wolverine (2017), reż. James mangold
Logan: Wolverine (2017), reż. James mangold

Logan. Recenzja filmu Logan: Wolverine

Ile warte są dobre decyzje udowadnia najnowsza, prawdopodobnie ostatnia, odsłona przygód Wolverine’a Logana. Ważniejsza, dotycząca przeniesienia fabuły w dość odległą, ale wciąż niedaleką przyszłość oraz ta mniej ważna, odnośnie rezygnacji z kuli u nogi, jaką dla filmów komiksowych jest klasyfikacja PG-13. Zaowocowało to najlepszym filmem z serii Wolverine, a i kto wie, czy nie najlepszym w ogóle z serii X-Men. Recenzja filmu Logan, który – nie wiedzieć czemu – w Polsce wyświetlany jest jako Logan: Wolverine. Rzeczywiście, dopisek Wolverine z pewnością podpowie widzom, którzy nie mają pojęcia, kim jest wyglądający jak Hugh Jackman Logan, jakiej serii to kontynuacja.

Kuknijcie też na recenzję filmu Kong: Wyspa Czaszki i sprawdźcie, jak wypada w porównaniu z filmem Logan: Wolverine.

O czym jest film Logan: Wolverine

Dość odległa, choć wciąż niedaleka przyszłość. Zmęczony życiem Logan (Hugh Jackman został stworzony do tej roli)dorabia jako kierowca Ubera. Po dawnym superbohaterze został już tylko cień, a problemy starości doskwierają mu coraz mocniej. Mocarne niegdyś szpony z adamantium nie stają tak jak dawniej, a żeby dopełnić obrazu beznadziei, świat dumnych mutantów dawno przeminął. Pozostał po nim tylko Logan oraz stary już i niedołężny profesor Xavier i ich kolega Caliban. Cierpiący na demencję Xavier jest dużym zagrożeniem, a ataki, które go dopadają sprawiają, że nie jest bezpieczny nikt, kto przewinie się w okolicy. Aby temu zapobiec, Logan z Calibanem trzymają Xaviera w zardzewiałym zbiorniku mającym minimalizować efekty ataków, a także faszerują profesora silnymi dawkami leków. Generalnie cała trójka żyje w beznadziejnej agonii, łudząc się, że uzbierają kasę na kupno jachtu, którym popłyną w siną dal. Nadzieja na to pojawia się wraz z pewną Meksykanką oferującą masę pieniędzy za bezpieczne dostarczenie jej i córki do Północnej Dakoty. Na miejscu ma czekać na Logana jeszcze więcej pieniędzy, ale dawny Wolverine jest niechętny. Czuje, że z tej roboty będą tylko kłopoty i nie słucha Xaviera, który w dziewczynce widzi szansę na powrót mutantów do dawnej chwały. Nie tylko. Daje również do zrozumienia, że małą łączy z Wolverine’em coś więcej.

Recenzja filmu Logan: Wolverine

Wolverine od zawsze był postacią tragiczną, choć poprzednie filmy uwypuklając jego tragedię nawet nie zbliżyły się poziomem emocji do tego, co prezentuje Logan: Wolverine. Komiksowe w swej naturze koniec końców sprowadzały się do komiksowej rozwałki z superprzeciwnikami. Zupełnie inaczej jest z filmem Logan: Wolverine. Jego przede wszystkim należałoby wrzucić do przegródki z amerykańskim (Logan: Wolverine jest tak amerykański jak amerykańskie są westerny) dramatem, a dopiero później próbować wcisnąć jeszcze do przegródki z kinem komiksowym. To jego największa wartość i siła, której mimo prób nie udało się przekuć w sukces żadnym Batmanom vs. Supermanom i innym poważnym dziełom spod nudnego znaku Zacka Snydera i Chrisa Nolana. Dopiero Logan: Wolverine jest takim filmem, jakim chciałyby być. Zostawiając na boku komiksowe tło, trafia w dziesiątkę, jeśli chodzi o fabułę i rozwój postaci, które rzeczywiście interesują widza, a nie to, w jaki sposób rozprawią się one ze swoimi przeciwnikami. Logan: Wolverine jest filmem gorzkim, smutnym, prawdziwym mimo całego backgroundu sf-komiksowego, a zarazem jest tu dużo miejsca na komiksową rozwałkę.

Wszystko stoi tu na głowie. Wystarczyło przenieść fabułę o kilkanaście lat do przodu (spokojnie można natrzaskać jeszcze sporo filmów o wydarzeniach wcześniejszych – nie wiadomo na przykład, gdzie się podziali X-Meni, motyw przejawia się tylko w strzępkach zdań) i siedzący na stołku reżysera James Mangold nie musiał się przejmować niczym. Zdziadziały Xavier bliski grobowej deski jest cieniem samego siebie z przeszłości, a w zaglądającej mu w oczy śmierci nie ma ani cienia superbohaterskości. Wolverine nie ma większej nadziei na nic, żyjąc z dnia na dzień już tylko z przyzwyczajenia. Gdyby nie ich superbohaterskie zdolności mielibyśmy do czynienia z kinem z półki nebraskowej i to w filmie Logan: Wolverine jest najlepsze. Obyczajowy dramat umiejscowiony w ciekawie pomyślanej przyszłości (nic przekombinowanego, tak mogłaby wyglądać i nasza przyszłość) nadaje filmowi blasku, jakiego nie mieli jego poprzednicy. Zresztą, nawet ciężko było je traktować poważnie. Zupełnie co innego w Loganie, który gdy tylko może poświęca chwilkę, by zaprezentować swoją niechęć do papierowych obrazków.

Kuknijcie też na recenzję filmu Kong: Wyspa Czaszki i sprawdźcie, jak wypada w porównaniu z filmem Logan: Wolverine.

W świetle tego zgorzkniałego świata jakże innego od efektowności poprzednich komiksiaków, decyzja o rezygnacji z PG-13 wcale nie ma decydującego znaczenia o powodzeniu filmu. To tylko bardzo dobry dodatek do historii, który dodaje mu realizmu. W końcu nie trzeba uciekać od widoku ran zadanych szponami, a krew leje się w najlepsze już od pierwszej sceny. I nie chodzi wcale o to, że widzowie są sadystami (przynajmniej nie wszyscy) żądnymi krwi, ale zwyczajnie lepiej ogląda się taki film, w którym wszystko wygląda tak jak mogłoby wyglądać w rzeczywistości, gdyby po Ziemi biegały podobne rosomaki z wszczepionym adamantium. Realizm jest siłą filmu Logan: Wolverine, a twórcy nie boją się nawet odważnych scen z udziałem dzieci – to ważna część opowiadanej historii – często podkreślając ten właśnie realizm vhs-owymi nagraniami przemyconymi w odpowiednim momencie do filmu. Co za tym idzie decyzja o wyższej kategorii wiekowej służy historii, a nie krwawo-wulgarnej żądzy widza. Co do tego ostatniego, to myślę, że z niektórych motywów można by nawet zrezygnować – Xavier przeklina o dwa razy za dużo, a przypadkowo zaplątane cycki nic nie wnoszą do filmu. Są, bo mogą być. Z drugiej strony chyba można było dorzucić parę bardziej pomysłowych rozwałek, bo przez większość filmu to raczej kolejne multiplikacje szponów wbijanych przez podniebienie w głowę przeciwnika.

Na koniec warto wspomnieć, że autorom filmu udało się znaleźć kolejną strangerthingsową Nastkę, a kariera przed młodą Dafne Keen stoi otworem. Znakomicie spisała się w trudnej roli Laury i z łatwością udało jej się skraść show. Mniej dobrego można powiedzieć o Boydzie Holbrooku w roli badguya. Tak naprawdę do cienkie popychadło, które dużo mówi, a niewiele robi i choć trudno mieć do jego roli jakieś zastrzeżenia, to scenariusz nie dał mu szansy do wykazania się. Autorzy scenariusza skupili się na głównych bohaterach filmu i to im poświęcili czas, przeszkody – choć diaboliczne – traktując raczej jako zło konieczne. No ale lepsze to niż kolejny film z serii: Ziemi grozi śmiertelne zagrożenie, pomóc może tylko ktoś tam.

Czy jest jakaś scena po napisach w filmie Logan: Wolverine?

Nie ma.

(2207)

Ile warte są dobre decyzje udowadnia najnowsza, prawdopodobnie ostatnia, odsłona przygód Wolverine'a Logana. Ważniejsza, dotycząca przeniesienia fabuły w dość odległą, ale wciąż niedaleką przyszłość oraz ta mniej ważna, odnośnie rezygnacji z kuli u nogi, jaką dla filmów komiksowych jest klasyfikacja PG-13. Zaowocowało to najlepszym filmem z serii Wolverine, a i kto wie, czy nie najlepszym w ogóle z serii X-Men. Recenzja filmu Logan, który - nie wiedzieć czemu - w Polsce wyświetlany jest jako Logan: Wolverine. Rzeczywiście, dopisek Wolverine z pewnością podpowie widzom, którzy nie mają pojęcia, kim jest wyglądający jak Hugh Jackman Logan, jakiej serii to kontynuacja. Kuknijcie też…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Przyszłość. Wolverine dorabia jako kierowca Ubera opiekując się zniedołężniałym profesorem Xavierem oraz posiadającą niezwykłe zdolności dziewczynką. Znakomity dramat z elementami komiksu, który postawił na bohaterów, a nie na bezmyślną akcję.

14 odpowiedzi

  1. Ok, zachęciłeś mnie do odwiedzenia kina. Myślałem, ze to będzie kolejny X-men dla dzieci, a tymczasem coś na co warto wydać parę złotych.

  2. Jak rozumiem nie trzeba sobie przed seansem przypominać poprzednich gniotów z serii x-men i pobocznych?

  3. Quentin

    @PLuToN
    Nie ma potrzeby.

  4. Polarbear_pl

    No myślę że to czołówka opartych na komiksach filmów w ogóle. Jeśli nie najlepszy. Mimo długości to nie nudzi, a trzyma w napięciu, tym razem nie dając tej komiksowej pewności że cokolwiek się nutę zdarzy będzie dobrze. Mogli trochę oszczędzić koncowej lopatologicznej gadki o zielonym syropu ale żeby inne filmy miały tylko takie problemy. Młoda gra lepiej nic się nie odzywając niż 90% aktorów wyglaszajacych szekspirowskie monologi. Jest niesamowita.
    Czyli totalnie z dupy wyrzucili. No i sceny z dzieciakami to jak na amerykanskie kino mocne i co ważniejsze dobrze wplecione i uzasadnione fabułą. Chociaż trochę przy reszcie x23 wychodzi na sadystke.Ja bym ta gwiazdkę dorzucił – dawno po filmie nie żałowałem ze się skończył. I żałuję jeszcze że zmarnowali 2 kontraktowe filmy na tego okropnego i na tego lepszego wolverina. Ten drugi dotąd uważałem za żubry no ale widząc co reżyser i scenarzysta potrafili zrobić to szkoda że dopiero teraz im wyszło, na zakończenie. Widać że dostali wolną rękę uwolniona od pg13 jeśli chodzi o historię.

  5. Polarbear_pl

    Miało być „cycki nie potrzebnie dali” a nie „czyli nie potrzebnie dali”

  6. Quentin

    Problem komiksiaków jest taki, że (przypuszczam) stoi nad nimi produkcja z wykresem w excelu czego powinno być tyle, czego tyle, a czego nie powinno być w ogóle. Film powstaje z matematycznego wzoru, a nie ze scenariusza, który poprawiają do usranej śmierci (ile to filmów, gdy czytasz, że zmieniano scenarzystę, zatrudniano doktora etc., potem oglądasz i se myślisz „kasa w błoto”) i nic z tego nie wyjdzie, bo jak się emocjonować plastikiem. Tu autorzy też pewno nie mieli wolnej ręki w 100% i ciekawe, co by jeszcze z tego mogło wyjść, gdyby tak było. Podejrzewam, że jeszcze lepszy film, bo trochę by się znalazło do poprawy.

    Kluczowa jak dla mnie była decyzja o przeniesieniu fabuły do przodu w czasie. Można popuścić wodze fantazji, a w niczym to nie przeszkodzi, żeby jeszcze ze dwa plastiki sieknąć z wydarzeń wcześniejszych.

    Marzy mi się, żeby kino szło w kierunku „Logana”, ale to wciąż szekspirowski wybór: zrobić dobry film czy film, który obejrzą miliony tępych małolatów. Dzięki Bogu, że ta pierwsza opcja zaczęła solidnie zarabiać, bo by nie było nadziei. A „Logan” to krok w świetną stronę, bo co by nie mówić o „Deadpoolu” to jednak zupełnie inny rodzaj R-rated rozrywki.

  7. Polarbear_pl

    No stoją bo muszą się sprzedać. Duże że deadpool przetarl szlak r-ratedowy. Wielu komiksowych fanów w stanach jest już pełnoletnich więc nic nie szkodzi aby trochę poszalec. I w tum gatunku jest miejsce zarówno dla rozrywkowych deadpoola lub guardians of galaxy i dla powazniejszych loganow. Dobrze by było tylko aby producenci pozwolili reżyserów i scenarzystom których przecież sami wybierają na realizację wizji. Marvel na tum źle nie wychodzi. Bo jak zaczęli kombinować ,a przynajmniej tak mi się wydaje, przy xmenach ostatnich to już nie wyszło (ale to fox). Dc ma gorzej, za bardzo uwierzyli w poważny i przegadany ton post nolanowy i zapomnieli o rozrywce chyba. Może to się zmieni jak pokazuje zwiastun ligi sprawiedliwych choć wątpię. Snyder też już zapomniał jak się robi filmy, choć niektórzy twierdzą że to wina producentów, którzy tną mu film i ma za mało czasu. Może to i trochę racja bo watchmen trwali 3 godziny i są jedynym z młodszych komiksiakow.
    Najbardziej boję się że nagle wszyscy teraz będą szli w stronę logana i co prawie pewne im nie wyjdzie. W końcu na jednego Logan przypada jeden xmen apokalipsa lub xmen ostatni bastion.

  8. Polarbear_pl

    Zabieg przyszłościowy sprytny w końcu mogą teraz pokazać co się stało z xmenami itp. A jak nie wyjdzie to mają gromadke dzieciaków, które uciekły do Kanady. Szkoda tyko że x23 nie może wrócić do przeszłości bo dziewczę jest super. Choć to xmen, i tu czas to pojęcie wzgledne.

  9. Film zacny, jednakże ten „materiał VHS”, nagrany komórką, całkiem sprawnie Gabriela zmontowała. Nawet dodała swój komentarz. Hehe.

  10. Quentin

    No wiesz, trzy kliknięcia w iMovie na srajfonie, standardowym wyposażeniu meksykańskiej pokojówki :)

  11. Ja bym aż tak superentuzjastyczny nie był jednak, wprawdzie w porównaniu do standardowej komiksowej opowiastki z fabryki snów to jet jakieś siedem klas różnicy, niemniej fabularnie można by tu sporo poprawić. Niektóre niedopowiedzenia nieco mnie wnerwiały, nie wiem czy mają plan by opowiedzieć to, co działo się między tym filmem a czasami świetności X-menów, ale przynajmniej parę rzeczy mogli wyjaśnić (choćby ten „wypadek” sprzed roku o którym pitoli Xavier). Przez to ten świat przedstawiony jawi się jako trochę z d… Momentami wydaje się być czymś a la „blisko upadku” (niczym z pierwszego „Mad Maxa”), innym razem wygląda całkiem zwyczajnie, mało w tym też futurystyczności, gdyby nie sztuczne ręce i parę dziwnych designów samochodów za cholerę by to nie wyglądało na przyszłość. Sam zarys fabuły to z kolei milion razy przerabiana historyjka o tym jak twardziel po przejściach musi się zaopiekować kimś teoretycznie słabszym, kogo ściga pół świata. Ten motyw przewinął się już przez tyle książek i filmów w tylu różnych wariacjach… a tu po prostu dowalili do tego X-Menów. Zresztą zapożyczeń i skojarzeń z innymi filmami można tu wymieniać sporo – dzieciaki opiekujące się Loganem – wypisz wymaluj trzeci „Mad Max”. Itd. Itp. Bohaterowie zachowują się też zgoła debilnie, bo pewnie zdając sobie sprawę, że badguye są na ich tropie mając do dyspozycji albinosa, który ich wyczuwa, zatrzymują się na rodzinną kolację z nowopoznanymi kolesiami. „A, wiecie, zapomnieliśmy was ostrzec, banda popaprańców jest na naszym tropie i jak nas tu znajdą, to pewnie zabiją was wszystkich i spalą wam farmę. Dobranoc” 😛 No to sobie ponarzekałem, bo tyle tu ochów i achów, że trzeba było dać jakiś kontrapunkt o tego. 😉 Ale żeby nie było to muszę oddać, że to kawał fajnej rozrywki. Fajni bohaterowie, wciagająca akcja, niezła rozpierducha, twórcy nie bojący się uśmiercać ważnych postaci, przez co nie ogląda się tego z pewnością, że „ee, nic mu nie będzie, wszyscy muszą przeżyć”. No i nie ma żadnego MegaZła, które planuje zagładę świata. Gdyby tak wyglądały kiczowate Marvele, to bym zaczął na nie chodzić do kina. :)

  12. Quentin

    Dziękujemy za ten interesujący kontrapunkt :). Podzielam w zasadzie wszystkie wyrażone w nim opinie, ale jednak plusy Logana przysłoniły mi jego minusy na tyle, że uznałem, że nie warto o nich wspominać ;).

    Znaczy wierzę Ci, że nie wspomniałem, bo nie chce mi się czytać, a już nie pamiętam co ja tu powypisywałem :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.