Kong: Wyspa Czaszki [Kong: Skull Island] (2017), reż. Jordan Vogt-Roberts.
Kong: Wyspa Czaszki [Kong: Skull Island] (2017), reż. Jordan Vogt-Roberts.

Kong: Wyspa Czaszki. Recenzja filmu Kong: Skull Island

Rok 2017 zaczął się stosunkowo niedawno, a już można zacierać ręce w oczekiwaniu na kolejne blockbustery. Jeśli ich jakość będzie choćby podobna do tej prezentowanej przez Logana i Konga, to czeka nas wyjątkowy rozrywkowo rok. Bądź co bądź ledwie 10 marca, a tu już w kinach dwa filmy, które nie zostaną zapomniane po tygodniu od premiery. Kong: Wyspa Czaszki nie zawiódł pokładanych w nim przeze mnie nadziei, nie jest jednak tak, że nie będzie okazji do użycia w recenzji słowa „ale”. Do Dychy brakło mu dużo, do jakości Logana trochę mniej. Nadal jest jednak bardzo dobrze, na tyle dobrze, że nie będzie łatwo pokonać go jakościowo. Dla widza to chyba tylko lepiej.

Hmm. To już chyba można kończyć recenzję filmu Kong: Wyspa Czaszki, tak go podsumowałem? 😛

O czym jest film Kong: Wyspa Czaszki

Jest rok 1973, właśnie kończy się wojna w Wietnamie i dla przedstawiciela tajnej organizacji Billa Randy (John Goodman) i jego kolegi geologa (koleżka z 24: Legacy) to ostatni moment, żeby zdobyć w senacie dofinansowanie na planowaną przez nich wyprawę. Celem sfotografowana właśnie przez satelity Wyspa Czaszki, ostatnia biała plama na mapie świata, wyspa otoczona frontem burzowym, który skutecznie chroni jej przed intruzami. Co na niej takiego ciekawego, że warto się tam wybrać? Do końca nie wiadomo, ale zawsze lepiej zrobić to zanim na wyspę trafią ruscy. Dodatkowo Bill uważa, że na wyspie mieszka tajemnicze stworzenie, w którego istnienie nie wierzy nikt oprócz niego. Jakimś cudem udaje się przekonać znajomego senatora (zmarnowany Richard Jenkins) do zielonego światła dla misji oraz do przydzielenia jej helikopterowej eskorty wojaków, którzy właśnie pakowali się do opuszczenia Wietnamu. Całość ekspedycji dopełnia doświadczony tropiciel (Tom Hiddleston) oraz pani fotograf (Brie Larson). Helikoptery przedzierają się przez burzę, docierają do wyspy i zanim wylądują rozpętuje się piekło.

Recenzja filmu Kong: Wyspa Czaszki

King Kong doczekał się nowego rozdania. Z klasycznych filmów o jego przygodach został tylko Kong, a wywalono w pizdu amerykańskie eskapady po wieżowcach i wątek miłosny. Pod tym względem nie można mówić o żadnym remake’u, bo to zupełnie nowa historia ze starym bohaterem. I dobrze. Dzięki temu Kong: Wyspa Czaszki zyskał na świeżości i dostał okazję do pokazania czegoś nowego w zupełnie nowym anturażu.

I trzeba przyznać, że ów wietnamski anturaż to największy plus filmu. Razem z filmem Kong: Wyspa Czaszki wracają te wszystkie wspomnienia oglądanych na VHS-ie filmów o wojnie w Wietnamie. Apelowałem za pośrednictwem Q-Bloga o jakieś nowe filmy w tym temacie i Kong: Wyspa Czaszki zaspokaja moje oczekiwania. Pełno tu odniesień do tamtego kina, co zresztą widoczne było już w zwiastunach. Odpowiednio dobrana muzyka, morze napalmu, amerykańscy dżiajdżoje z M-16 z podwieszanym granatnikiem, łopaty helikopterów młócące powietrze w zwolnionym tempie, dżungla przemierzana z maczetami w łapie i pływanie łódką po tropikalnej rzece. Na ekranie pięknie to wszystko wygląda, bo nic nie robi takiego klimatu jak podpalona napalmem tropikalna dżungla. Z takim tłem wszystkie sceny wyglądają od razu lepiej. Wizualnie więc jest tip top, barwy jaskrawe, kolory nasycone, Kong pozuje to na tle zachodzącego słońca, to znów świecącego księżyca, a za chwilę w płomieniach. Wojacy się pocą, strzelają naokoło ile wlezie, detonują ładunki wybuchowe i walczą z wielkimi pająkami.

Wietnamskie kino w filmie Kong: Wyspa Czaszki zostało ładnie połączone z kinem w pełni przygodowym oraz kinem wielkopotworowym. I pod tym względem autorzy filmu nie żałują gatunków (zwierzęcych, nie filmowych :P). Jest wielka ośmiornica, wielki pająk, wielkie niewiadomocosie będące czarnymi charakterami i moje ulubione wielkie bawoły. Gatunki te napieprzają się między sobą, jak należy i tu również trudno szukać jakiegoś zawodu. Można by trochę pokwękać na efekty specjalne, ale tylko dlatego, że na oko laika raczej nie pchnęły filmowych efektów specjalnych do przodu. Wszystko jest jak należy i tyle, żadna ze scen z potworami nie spowoduje rozdziawionej gęby u widza. A skoro o rozdziawionej gębie to dodam, że właśnie jej wnętrze wyglądało u Kinga najbardziej cool dla mojego oka.

Gdyby szukać słabych punktów filmu Kong: Wyspa Czaszki, zwróciłbym uwagę na scenariusz sprawiający wrażenie poprawionego o kilka razy za dużo. W wyniku tego brakuje mu płynności i często sceny pojawiają się jedna po drugiej bez żadnej większej logiki. Jakby czasu było za mało, a koniecznie chciano jeszcze pokazać to i tamto bez wdawania się w szczegóły. Nie zadbano zresztą o te szczegóły i to trochę przeszkadza. Np. na wyspę płynie statek z pięcioma helikopterami, nagle tych helikopterów jest trzy razy więcej, a potem połowę strąca Kong, a ich dalej jest tyle samo. I tego typu pierdoły. No i zabrakło humoru. Cały film jest prowadzony w lekkiej tonacji, ale oprócz tego, co bawiło w zwiastunie nie ma tu nic więcej, jeśli chodzi o wyraźne pointy czy onelinery. W zamian jest troszkę makabry i wyrzygiwanych ludzkich czaszek. Cały czas miałem wrażenie, że film chce wybuchnąć zajebistością, ale do końca nie wybuchł. Jakby nie chcieli wypśtykać się ze wszystkiego co mają w zanadrzu już w pierwszym filmie. Tak, będzie ich więcej.

Co do obsady zaś nie ma się co czepiać, zrobiła swoje, a scenariusz nie pozwolił jej rozwinąć skrzydeł. Postaci są sztampowe i nie wychodzą poza szufladkę narzekającego wojaka, wkurwionego podpułkownika, świrniętego survivora czy twardego sierżanta.

Czy jest scena po napisach w filmie Kong: Wyspa Czaszki?

Tak, jest scena po napisach w filmie Kong: Wyspa Czaszki.

Rok 2017 zaczął się stosunkowo niedawno, a już można zacierać ręce w oczekiwaniu na kolejne blockbustery. Jeśli ich jakość będzie choćby podobna do tej prezentowanej przez Logana i Konga, to czeka nas wyjątkowy rozrywkowo rok. Bądź co bądź ledwie 10 marca, a tu już w kinach dwa filmy, które nie zostaną zapomniane po tygodniu od premiery. Kong: Wyspa Czaszki nie zawiódł pokładanych w nim przeze mnie nadziei, nie jest jednak tak, że nie będzie okazji do użycia w recenzji słowa "ale". Do Dychy brakło mu dużo, do jakości Logana trochę mniej. Nadal jest jednak bardzo dobrze, na tyle dobrze, że…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Wspierani oddziałem kawalerii powietrznej naukowcy ruszają na eksplorację wyspy, którą zamieszkują gigantyczne stwory. Bardzo dobra rozrywka polana świetnym sosem zapomnianego już gatunku: film o wojnie w Wietnamie. Dawać więcej.

3 odpowiedzi

  1. Zasada się jednak nadal sprawdza – co Ci się podoba, dla mnie jest niestrawne.

    Ja odradzam ten film – jest przede wszystkim głupi.
    To jak ekspedycja traci WSZYSTKIE helikoptery jest tak niedorzeczne, że rozwala całą resztę filmu.
    A wcześniej zieje nudą potworną.
    Potem zresztą też.

  2. Quentin

    Nie wszystkie filmy muszą być mądre, ten rzeczywiście jest głupi. Mi wystarczy, że wygląda :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.