Sairat (2016), reż. Nagraj Manjule.
Sairat (2016), reż. Nagraj Manjule.

Sairat. Hajderabad nie wierzy łzom

Wiem, że większość z Was ma w nosie indyjskie kino, ale ja z kolei mam w nosie Was 😛 i będę sobie pisał, o czym mi się żywnie podoba. Dzisiaj o filmie, który na ostatnim festiwalu filmowym w Berlinie dostał owacje na stojąco, a Wy i tak dalej będziecie mówić, że indyjskiego kina nie da się oglądać. Recenzja uznawanego za jeden z najlepszych indyjskich filmów 2016 roku filmu Sairat. Kto odważny może go sobie złapać m.in. na Netfliksie.

O czym jest film Sairat

Małe miasteczko Bitter Village gdzieś w Indiach (film został nakręcony w języku marathi, nawet ja nie wiem, jaki to jest ollywood :) ). Jak i w reszcie Indii, obok siebie żyją tu sobie w miarę spokojnie przedstawiciele różnych kast. Od biednych robotników po bogatych polityków. Ich dzieci chodzą co prawda do jednej szkoły, ale na tym kończy się bratanie jednych i drugich, bo każdy zna swoje miejsce w społeczeństwie. No prawie każdy. Niejaki Parshya, utalentowany krykiecista i syn rybaka, podkochuje się w koleżance z klasy Archanie (pieszczotliwie zwaną Archi). Pochodząca z bogatej rodziny Archi traktuje Parshyę i jego kolegów tak jak przystało na synów rybaków – jak powietrze. Parshya się jednak nie poddaje i stopniowo zbliża się do zarozumiałej dziewczyny, która pod maską tej zadzierającej nosa bogaczki okazuje się być całkiem sympatyczna. W przeciwieństwie do swoich rodziców. Kiedy w trakcie urodzin Prince’a, brata Archi, całująca się z Parshyą dziewczyna zostaje dostrzeżona przez bliskich, chłopak zostaje wygoniony z posiadłości na kopach. A na tym nie koniec. Rodzina Archi grozi bliskim Parshyi wszystkim, co najgorsze, a sprawę udaje się uspokoić obietnicą wyjazdu chłopaka, gdzie pieprz rośnie (czyli w Indiach ha ha ha #ależart). Ale zakochana w synu rybaka Archi postanawia uciec razem z nim. Cel: Hajderabad.

Recenzja filmu Sairat

Lista sukcesów filmu Sairat jest długa, bo to nie tylko owacje na stojąco w Berlinie. Sairat okazał się również pierwszym filmem w języku marathi wyświetlanym w kinach Arabii Saudyjskiej i Korei Południowej, a na krajowym podwórku jego popularność była tak duża, że kina zdecydowały się na dołożenie dziennie dwóch dodatkowych seansów – jednego o północy, drugiego o trzeciej nad ranem! Film szybciutko wyciekł w pirackiej wersji ze znakiem wodnym wskazującym na członka komisji cenzorskiej jako autora wycieku, a policja aresztowała a to pirata, a to właściciela sieci kablowej, który zdecydował się puścić u siebie piracką wersję filmu (chętnych przyjrzenia się bliżej zawodowi właściciela sieci kablowej w Indiach odsyłam do znakomitego Vision). Filmowi Sairat w niczym to nie przeszkodziło. Pobił lokalne rekordy wpływów i zarobił kupę siana. Zasłużenie.

Z pewnością nie jest Sairat arcydziełem, za które niektórzy go uważają, ale to wciąż kawał filmu (nie tylko dlatego, że trwa trzy godziny), który garściami czerpie z tradycyjnego indyjskiego kina (czytaj: takiego, jakie jest w powszechnej opinii) i wykorzystuje to, co wziął, ale dużo lepiej. Przede wszystkim już od pierwszych ujęć czuć ten fajny dokumentalno-obyczajowy vibe (no sorry, nie wiem jak to lepiej po polsku ująć), dzięki któremu ma się wrażenie, że przenieśliśmy się w sam środek zwyczajnej indyjskiej codzienności, a nie do plastikowo-kolorowego bollywoodzkiego świata. Kolorowo robi się za chwilę, gdy na scenę przy dźwiękach zaskakująco symfonicznej muzyki (nic dziwnego, muzykę do filmu Sairat nagrała w Los Angeles ponad 60-osobowa orkiestra symfoniczna) wkroczy miłość, ale nie należy za bardzo się do tego przyzwyczajać, bo Sairat oprócz tego, że jest filmem o romeojuliowskiej miłości, to przede wszystkim jest filmem o różnicach społecznych i dramatach, jakie niesie za sobą system kastowy.

Taki to już urok indyjskich filmów, że dzięki nim stara się edukować społeczeństwo w tej czy innej sprawie. Sairat pokazuje, że jest kogo edukować, a podziały społeczne rodem z XIX wieku wciąż są żywe nie tylko, jeśli chodzi o status społeczny, ale i rolę kobiet w rodzinie (nawet tak wyemancypowanych jak główna bohaterka, która to prowadzi to motocykl, to traktor) czy honor, który potrafi być decydującym motorem napędowym do działania. Te i inne obserwacje społeczne to główny temat Sairat, który czyni go atrakcyjnym do oglądania nie tylko ze względu na formę.

Sairat podzielony jest na dwie części i kogo nudzi szczenięca miłość wystarczy, że poczeka na tę drugą, w której kończy się symfoniczna miłość i radosne pląsy (nie ma ich wiele, jeśli już są to bez dopracowanej do ostatniego ruchu ręką choreografii; towarzyszą im bardzo fajne piosenki, choć można odnieść wrażenie, że byłyby jeszcze fajniejsze, gdyby nikt nie śpiewał), a zaczyna się proza życia. Sairat nie ucieka przed syfem slumsów i niebezpieczeństwami kryjącymi się na każdym ich kroku, ale i daje nadzieję na to, że nie ma sytuacji bez wyjścia. Nie wszystko jest w nim dopracowane i kilku rzeczy można by się przyczepić (np. mało wiarygodnie wypadło zakochanie głównych bohaterów, ot pstryk i się w sobie zakochali), ale gdy już zaczynasz myśleć, że OK, wszystko fajnie, ale trochę przymulają, wtedy pojawia się ta końcówka…

(2175)

Wiem, że większość z Was ma w nosie indyjskie kino, ale ja z kolei mam w nosie Was :P i będę sobie pisał, o czym mi się żywnie podoba. Dzisiaj o filmie, który na ostatnim festiwalu filmowym w Berlinie dostał owacje na stojąco, a Wy i tak dalej będziecie mówić, że indyjskiego kina nie da się oglądać. Recenzja uznawanego za jeden z najlepszych indyjskich filmów 2016 roku filmu Sairat. Kto odważny może go sobie złapać m.in. na Netfliksie. O czym jest film Sairat Małe miasteczko Bitter Village gdzieś w Indiach (film został nakręcony w języku marathi, nawet ja nie wiem,…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: On jest biedny, ona bogata. Zakochują się w sobie mimo wiedzy, że nikt nie będzie zadowolony z tego związku. Zasłużenie jeden z najlepszych indyjskich filmów 2016 roku.

3 odpowiedzi

  1. Indyjskiego kina nie da się oglądać.

  2. Quentin

    To nie oglądaj badum.tss

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.