Premiery kinowe weekendu 02-04.12.2016. Lament [Goksung aka The Wailing] (2016), reż. Hong-jin Na.
Lament [Goksung aka The Wailing] (2016), reż. Hong-jin Na.

Poszedłbym, odc. 152

11 premier filmowych? Czy to aby nie przesada? Trzeba jakąś normę przed nowym rokiem wyrobić, żeby dostać skądś dotację?

Premiery kinowe weekendu 02-04.12.2016

Lament [Gok-seong] (2016) Poszedłbym 

Nie bez przyczyny zaczynam od południowokoreańskiego Lamentu, bo pozostałe premiery są lepsze i gorsze, ale na pewno nie należą do gatunku: przegap w kinie i będziesz żałował do końca życia.

Teoretycznie zaś Lament do takiego gatunku należy. Znaczy ja nie mam wątpliwości, a to „teoretycznie” stąd, że znam ludzi. Pójdą, gówno zrozumieją, ale najważniejsze, że zauważą dziwnych Azjatów i to będzie najważniejsze co wyniosą z tego filmu :(. Że jest beznadziejny, bo dziwni Azjaci.

Nie zmieni to faktu, że mamy do czynienia z najlepszym południowokoreańskim filmem ostatnich przynajmniej dwóch lat i jednym z lepszych filmów w ogóle bez podziału na kategorie geograficzne. Moja recenzja Lamentu TUTAJ.

Sully (2016) Nie poszedłbym 

Nie ma się co rozwodzić nad tematem, uważam, że większość filmów Clinta Eastwooda nie jest nawet w połowie tak dobra jak opinia ogółu o nich. Większość swoich filmów położył w ten czy inny sposób i tyle. A przynajmniej te z ostatnich lat. Sully może i nie położył, ale też nie wydaje mi się, aby było tu coś więcej poza porządne kino z dobrą historią. I tyle.

Nie wiem, czemu sobie ubzdurałem, że Sully wyreżyserował Robert Zemeckis, ale tak sobie ubzdurałem i przez jakiś czas chciałem na to lecieć do IMAX-a, bo na pewno będą fajne efekty wizualne. Ale skoro to nie jest film Zemeckisa, to pewnie też będą przeciętne. Na pewno chętnie obejrzę ten film, ale w domu.

Underworld: Wojny krwi [Underworld: Blood Wars] (2016) Nie poszedłbym 

Nigdy nie byłem fanem filmów Clinta Eastwooda (oczywiście zdarzają się wyjątki), tak samo nigdy nie byłem fanem serii Underworld. Jak dla mnie zbyt poważnej na taki komiksowy klimat. Po co ten cały mrok itd.? Aż się prosi o efektowną rozpierduchę na luzie pomiędzy wampirami i wilkołakami. I na to bym poszedł. A tu takie wszystko na serio i jeszcze z drewnianą Kate Beckinsale.

Obawiam się, że efektowny zwiastun przekuje się w 75 minut czczego gadania i 15 minut akcji. Normalnie dałbym na żółto, ale że z serią jestem na bakier, stąd czerwień.

Lion. Droga do domu [Lion] (2016) Poszedłbym 

Cóż tu dużo gadać, lubię Indie, więc nie przegapię. Mam tylko nadzieję, że bohater szybko się wyrwie z tej Australii i nie będą katowali do znudzenia wątków z Kidman i Marą. Kurde, puśćcie chłopaka niech znajdzie matkę i wróci. Nie wiem, co taka tragedia narodowa.

Z zarzutów – byłoby miło, gdyby zachodnie kino w końcu znalazło jakiegoś innego naczelnego Indusa. Jeśli nie, to Patel w końcu Matkę Teresę z Kalkuty nawet zagra. A póki co czekam na udział w Lionie Nawazuddina Siddiquiego.

PS. Gdyby ktoś był ciekaw to parę dni temu została u nas wydana książka, na której podstawie został oparty ten film. Tytuł ten sam co film, autor Saroo Brierley.

Kubo i dwie struny [Kubo and the Two Strings] (2016) Nie poszedłbym 

Z bólem serca daję tego Nieposzedłbyma, bo wiele wskazuje na to, że trafia na film nieco mądrzejszy od standardowych animacji, a na dodatek ładnie i nieszablonowo zanimowany. Dlatego jeśli jesteś rodzicem dziecka, to pewnie śmiało możesz brać smroda do kina i samemu się nie namęczyć. Ale w innym przypadku to chyba wystarczy dom, szczególnie że w przypadkach zbyt późno wprowadzonych do polskich kin filmów…

Hiszpański temperament [Ocho apellidos vascos] (2014) Nie poszedłbym 

Zanim zobaczę zwiastun i dowiem się czegokolwiek o tym filmie – wystawiam Nieposzedłbyma za rok 2014. My nie trzeci świat, jeśli film wart był sprowadzenia to powienien tu trafić dwa lata temu. A potem są jęki, że „rynek” sam wypełnia luki…

Zwiastun zupełnie reakcjoobojętny. Obawiam się, że raz polskie tłumaczenie zabije to, co tu śmiesznego; dwa ciężko przetłumaczyć taki film. Wydaje się, że oglądany z marszu i bez iberyjskiego przygotowania okaże się stratą czasu. Co nie znaczy, że jest zły, ale na tyle specyficzny, że wiele nie zależy od niego.

Diabelski młyn [The Windmill Massacre] (2016) Nie poszedłbym 

Jeden z najdłużej czekających na Liście Do Obejrzenia filmów. Nie dlatego, że się opieprzałem z obejrzeniem, ale dlatego, że kręcili go ze trzy lata, odkąd pojawiły się pierwsze materiały jego dotyczące. Cóż, zmarnowali czas, wyszła straszna szmira. Moja recenzja TUTAJ.

Creative Control (2015) Nie poszedłbym 

Zaczęło się ciekawie, a potem ciekawość zaczęła spadać. Black Mirror by to lepiej rozegrał, mniej ambitnie.

Co nie zmienia faktu, że efektownie wygląda połączenie przestarzałej czarno-bieli z technologią XXII wieku.

Jarocin. Po co wolność (2016) Poszedłbym 

Wygląda na produkcję posiadającą wszystko, czego wymagam od porządnego filmu dokumentalnego. Co za tym idzie nie ma się co rozpisywać. Nawet jak nie będzie dobrze, to będzie ciekawie.

Las, 4 rano (2016) Nie poszedłbym 

Kiedy znudził cię 44-sekundowy zwiastun wtedy wiesz, że nie poszedłbyś.

Paulo Coelho. Niesamowita historia [Nao Pare na Pista: A Melhor História de Paulo Coelho] (2014) Nie poszedłbym 

I znowu 2014, ale nie chce mi się powtarzać.

Z jednej strony wygląda fajnie, z drugiej sprawia wrażenie wymyślonego od góry do dołu. Dziwna rzecz, na pewno do sprawdzenia, choć z Coelho to ja znam tylko te obrazki na czarnym tle, nic więcej.

7 odpowiedzi

  1. frank drebin

    No dobra, chciałbym dowiedzieć się czego nie zrozumiałem dając Lamentowi 5/10 i pisząc „Nie zrozumiałem tego filmu. Klimat był ale czy każdy koreańczyk musi zachowywać się jak idiota?”
    Quentin, choćbyś temu filmowi dał nawet 11/10 to nie zmienia to faktu, że film jest tylko dla ludzi jarających się kinem koreańskim a w sumie to kupa. Taka kupa w lesie we mgle i deszczu. Jeżeli chciałbym obejrzeć jakiś krwawy dramat/thriller z elementami mistyki to na pewno nie z aktorami grającymi jak Louis de Funes.

  2. Quentin

    A ja wiem, czego nie zrozumiałeś? :) Możliwe, że wszystko zrozumiałeś i dla Ciebie film jest po prostu chujowy i tyle filozofii.
    Choć osobiście uważam, że skoro nie zauważasz pod tą powierzchnią „idiotycznych aktorów grających jak de Funes” świetnego filmu nie tylko w kategoriach „dla fanów kina koreańskiego”, to po prostu jesteś uprzedzony :) i co by nie nakręcili to wiesz swoje. Twoje święte prawo, że nie chcesz/nie potrafisz spojrzeć poza uprzedzenia. Bo tak, postaci zachowują się tu dla nas czasami idiotycznie (sam zresztą pisałem, że to byłby lepszy film zupełnie bez aktorów) i siedząc w kucki oraz wąchając skarpety wydają się półmózgami. Ale, kurde, może oni po prostu tacy są? Wszyscy muszą być tacy sami jak Ty czy ja? Inna kultura, inne przyzwyczajenia, coś jak nasze wieśniaki z „Pokłosia”. Też pewnie oglądani przez pryzmat nowojorczyka są idiotami grającymi jak de Funes. Twój problem, że widzisz tylko to zamiast świetnie wyreżyserowanego kina.
    Słaby to argument (a przynajmniej ja takich nie lubię, bo zasłania się w ten sposób anonimowymi innymi; tak samo Ty możesz napisać, że ludzie uważają to na całym świecie za kupę i pewnie będzie zgodne z prawdą, choć myślę, że jednak więcej jest zachwytów), ale jednak ludzie zachwycają się „Lamentem” na całym świecie nie od dzisiaj, nie tylko fani koreańskiego kina, choć pewnie przeważnie (dzisiaj mignęło mi duże polecenie „Lamentu” na głównej Filmwebu, a to raczej nie jest portal poświęcony koreańskiemu kinu), więc raczej jest coś w filmie, czego nie dostrzegasz. Wolisz zrozumiałe kino (nie w sensie proste, tylko z postaciami, z którymi się możesz utożsamić) i tyle. Nie pierwszy już raz chyba próbujesz wciągnąć się w coś, co wiesz, że bez polecenia nigdy byś nie sięgnął, i zwykle taki sam finał. Ja bym się nie męczył :)

  3. frank drebin

    Quentin, a co tu dostrzegać? Kino koreańskie jest specyficzne (może nie aż tak jak indyjskie) i albo się je lubi i bezkrytycznie bierze wszystko z dobrodziejstwem inwentarza albo się je odrzuca, niczym ja kino indyjskie. Ja akurat jestem pośrodku, a to znaczy że czy film mi podejdzie czy nie zależy od wielu rzeczy, a najbardziej oczywiście od historii i aktorstwa. Jak historia słaba a aktorstwo żenujące to żadna mgła w lesie nie pomoże.
    Jak czytam tekst, że nie znam się bo większość ludzi chwali, to zawsze przypomina mi się powiedzenie o muchach i gównie :) Ale nie mówię że moja racja jest najmojsza bo może naprawdę się nie znam i rekomendowanie mi takiego kina to niczym rzucanie pereł przed wieprze.
    A propos, sporo ludzi chwali Arrival jako najważniejsze scifi od czasów Odysei 2001 a ty (i ja też) oceniliśmy na 7/10. Czy jak tych ludzi będzie większość to znaczy, że my się nie znamy na kinie?

    A tak offtop, widziałeś „Zwierzęta nocy”? Kusi mnie ten film na wyjście do kina.

  4. Quentin

    A według mnie właśnie kino koreańskie specyficzne nie jest i bardzo blisko mu do kina amerykańskiego. Nie zawsze, bo wiadomo, że takie komedie romantyczne i w ogóle komedie to tam częściej robią zupełnie niezjadliwe dla niekoreańczyka, ale kino sensacyjne, thrillery, horrory czy inne armagedony jest uniwersalne. Czym się różni to może właśnie specyficznym aktorstwem i niekiedy dziwnym dla nas zachowaniem (wiadomo, zupełnie inna kultura), ale od strony filmowej techniki i wykonania – najwyższa półka. Jak dla mnie, także od strony scenariuszowej w wielu przypadkach. Dziwię się, że tego nie dostrzegasz tylko ważniejsze jest dla Ciebie żenujące aktorstwo, które też jest dyskusyjną sprawą, choć przyznaję, Oscara nikomu stamtąd bym nie dał, bo widocznie mają jakieś inne książki o aktorstwie :). Ale żeby z tego względu cały film przekreślać? Że historia w „Lamencie” jest słaba, to nie podejmuję rękawicy, bo nie wiem co powiedzieć :).

    Piszę Ci wyraźnie, że nie lubię tego argumentu „bo ludzie”, a Tyś się go tak uczepił, co tylko potwierdza, że go nie lubię :). Nie zmienia to faktu, że jakiś argument to jest, choć nie decyduje zupełnie o niczym.

    Nie kumam też, czemu podchodzisz do sprawy tak kategorycznie: znam się. nie znam się. To nie matematyka, tu nie ma wzoru na rację. Ja na to patrzę inaczej i w ogóle nie zaprząta mojej głowy czy się znam czy nie znam. Piszę sobie co sądzę o filmie w postaci recenzji i uważam, że jest to jakiś kierunkowskaz, ale tylko dla ludzi, którzy choć trochę znają mój gust (przez tyle lat było kupę czasu, żeby go poznać). A nie jako jedyną i objawioną prawdę o filmie, bo takiej nie ma. Ktoś, kto ma podobny gust powie, że się znam na filmach i vice versa. Gówno to jednak oznacza tak naprawdę :). Znamy się na tym co nam się podoba lubi nie – tylko tyle.

    Nie widziałem jeszcze, mnie właśnie nie kusi :). Mam spory dysonans pomiędzy tym, co widzę w zwiastunie, a tym, co czytam w opiniach. Ale w weekend chyba spróbuję.

  5. To prawda że kinu koreańskiemu najbliżej do kina z poza Azji co nawet mój tata ogląda filmy koreańskie jak mu polecę, choć nie trawi i podobają mu się. Aktorstwo u Koreańczyków jest nawet bliższe jest temu co my znamy z kina europejskiego i USA, nie jest tak ekspresyjne jak w filmach z Chin czy Japonii. Oczywiście nie wiem czemu pokazują w azjatyckich filmach policję jak idiotów, ale może to taka moda u nich. Nie mam na myśli komedii azjatyckich bo widziałem może z jedną i zupełnie nie moje to poczucie humoru, ale jeśli chodzi o kryminały, horrory, thrillery, sensację, filmy wojenne to robią produkcje bardzo zbliżone do kina jakie my znamy. jak np. taki film jak Assassination, który wygląda jak połączenie filmów Spielberga czy Zemeckisa z Johnem Woo.

  6. Quentin

    Ewentualnie opcja jest taka, że koreańscy policjanci to idioci :). Oni tam dużo piją, więc cholera wie, a i tak koreańskie kino w stosunku do rzeczywistości – z tego co się słyszy tu i tam – przedstawia mocno wyidealizowany i normalny świat. Przewraca im się we łbie od tego dobrobytu :).

  7. Z żalem to piszę, bo generalnie uważam iż każdy film od Latiki powinien dostać „poszedłbym” niezależnie kto wyraża swe zdanie i czy on lubi animacje czy nie, ale akurat z oceną „Kubo and Two Strings” trafiłeś niestety. Jeśli o aspekty o aspekty wykonawcze to faktycznie jest o kilka klas ponad mainstreamowy standard, o tyle pod względem fabuły już nie bardzo. Raz że zwyczajnie brakuje temu dobrze skleconej historii, a dwa że ilekroć Amerykanie biorą sie za robienie azjatyckiego klimatu to jakieś to fejkowe jest. I tak Latika kontynuuje zjazd w dół od znakomitej „Koraliny”, przez bardzo dobrego „ParaNormana”, przyzwoite „Pudłaki” po wizualnie dalej cudne ale ogólnie rozczarowujące „Dwie struny”. Nie idźcie tą drogą! 😛 PS: A i tak jestem w szoku, że u nas to wyszło w dosłownym tłumaczeniu nieco enigmatycznego i symbolicznego oryginalnego tytułu bez silenia się na jakieś „Kubo ratuje świat”, „Kubo i magiczna podróż” albo inne takie. 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.