Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Goksung recenzja filmu The Wailing
Goksung [The Wailing] (2016)

Lament. Recenzja filmu Goksung aka The Wailing

Najbardziej oczekiwany południowokoreański film roku nie zawiódł pokładanych w nim oczekiwań i skutecznie ukoił smutek po zakończonych przed dwoma dniami igrzyskach olimpijskich. Igrzyskach, z powodu których Q-Blog był z lekka martwy przez ostatnie dwa i pół tygodnia. Teraz… nie wiem czy się to zmieni, oby. Recenzja filmu Goksung.

O czym jest film Goksung

Cichym i spokojnym wiejskim miasteczkiem ukrytym gdzieś pomiędzy lasami Korei Południowej wstrząsa brutalne morderstwo. Wezwany na miejsce gapowaty policjant nigdy do tej pory nie miał do czynienia z podobnym przestępstwem. Nie przejmuje się tym jednak zbytnio, bo nie należy do najlepszych gliniarzy na świecie. Wręcz przeciwnie, gdy tylko może opieprza się kolegą z komisariatu i jedyne, co leży w sferze jego zainteresowań to rodzina. Glina ma żonę, kilkuletnią córkę oraz – jak przystało na tradycyjną koreańską rodzinę – matkę, która mieszka przy rodzinie. Chciałby więc przejść do porządku dziennego nad krwawym mordem, ale nie sposób tego zrobić, bo to nie koniec fali morderstw. Wręcz przeciwnie, to zaledwie małe preludium do tego, co zaczyna dziać się we wiosce. Im więcej trupów, tym więcej teorii. Jedną z najczęściej powtarzanych jest ta, że pecha na wioskę przyniósł mieszkający w lesie japoński mężczyzna. Wkrótce policjant zacznie wierzyć plotkom i przekonywać się, że jest w nich coś więcej niż tylko ziarno prawdy. Pytanie tylko, czy nie za późno. Na tajemniczą chorobę związaną z falą morderstw zapada jego córeczka.

Recenzja filmu Goksung

Hong-jin Na, który wyreżyserował Goksung (po naszemu lament vel żałoba; przyjazny tytuł, nie ma co; przy okazji to również nazwa wioski, w której rozgrywa się akcja Goksung) ma na swoim koncie zaledwie dwa filmy, ale za to jakie! The Chaser, który przyniósł mu uznanie i zainteresowanie na całym świecie – remakiem zainteresowani byli Martin Scorsese i Leonardo DiCaprio, ale w końcu nie wiem, co z tego wyszło – i tylko mnie się średnio podobał :). Oraz The Yellow Sea, którego wciąż nie widziałem :), a po którym zrobił sobie sześcioletnią przerwę. Nie próżnując, bo o ile dobrze pamiętam, gdzieś mi mignęło, że sama praca nad Goksung trwała ponad rok. I to widać, bo film robi wrażenie w warstwie realizacyjnej. Ogląda się go świetnie, a otoczenie przyrody, dawkowanie napięcia i reżyseria przynosi na myśl bardzo dobre The VVitch.

Chciałoby się napisać: gorzej z fabułą. Chciałoby się, bo rzeczywiście tak jest, ale słowo „gorzej” jest dla filmu niesprawiedliwe. Po prostu fabuła nie jest tu aż tak ważna. A przynajmniej nie fabuła rozumiana pod szeroko pojętym „kto jest mordercą?”. Goksung nie jest filmem o tym, kto jest mordercą, choć spokojnie, niepewność tego, co tak naprawdę oglądamy towarzyszy widzowi do samego końca. Nie było jednak zamiarem reżysera zrobienie standardowego thrillera o seryjnym mordercy z pościgami, strzelaninami itede, itepe. Goksung ma w tej kwestii większe ambicje. Przy czym – piszę to z lekkim smutkiem – nie jest filmem dla widza, który po raz pierwszy chciałby się rzucić na południowokoreańską głęboką wodę. Dwie i pół godziny seansu to dla takiego widza za dużo i istnieje prawdopodobieństwo, że po pierwszej godzinie machnie ręką.

I ja się nie zdziwię, bo Goksung to film południowokoreański i trudno byłoby przypuszczać, żeby reżyser zrobił film niepołudniowokoreański. Wobec powyższego zachowanie głównych bohaterów można łatwo uznać za naiwne, dziecięce, po prostu momentami głupie. W recenzjach filmu, które jednym okiem przejrzałem, powtarza się zarzut, że pierwsza część filmu to niepotrzebna komedia. Hmm, w ogóle nie odebrałem tej pierwszej części jako komedię. Ma momenty nazwijmy to komediowe, ale pomijając je napięcie w filmie budowane jest wzorowo. I z tego względu ja miałem ciut inne wrażenie. Według mnie pierwsza połowa Goksung byłaby znakomita, gdyby… wypieprzyć z nich wszystkich aktorów, a całą resztę zostawić. Zrealizowany Goksung został w ten sposób, że i tak byłoby co podziwiać. Puste lasy, niespodziewane deszcze, mgły przed świtem, coś za drzewami nie wiadomo co, jeszcze bardziej puste ulice małego miasteczka. Koreańska maniera zapełniania ekranu postaciami „niezachodnimi” mimo wszystko przeszkadza. Dlatego to kino dla widza choć trochę zaprawionego w koreańskich bojach, no i – niestety – choć trochę zaznajomionego z Koreą po prostu. A i tak może się to okazać za mało, bo Goksung – jako się już rzekło – opowiada o wielu rzeczach, wśród których tożsamość mordercy jest na szarym końcu.

Goksung zostawia po sobie szerokie pole do popisu interpretacyjnego, co niektórym może przeszkadzać. Łyknięte z marszu i bez przygotowania pozostawi po sobie niedosyt. Według mnie to jednak świetne kino z mistrzowsko budowanym napięciem – wiem, powtarzam się – poruszające się po tej płynnej granicy thrillera i horroru, a mimo to nie będące ani jednym, ani drugim.

(2114)

Najbardziej oczekiwany południowokoreański film roku nie zawiódł pokładanych w nim oczekiwań i skutecznie ukoił smutek po zakończonych przed dwoma dniami igrzyskach olimpijskich. Igrzyskach, z powodu których Q-Blog był z lekka martwy przez ostatnie dwa i pół tygodnia. Teraz... nie wiem czy się to zmieni, oby. Recenzja filmu Goksung. O czym jest film Goksung Cichym i spokojnym wiejskim miasteczkiem ukrytym gdzieś pomiędzy lasami Korei Południowej wstrząsa brutalne morderstwo. Wezwany na miejsce gapowaty policjant nigdy do tej pory nie miał do czynienia z podobnym przestępstwem. Nie przejmuje się tym jednak zbytnio, bo nie należy do najlepszych gliniarzy na świecie. Wręcz przeciwnie, gdy…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Małym koreańskim miasteczkiem wstrząsa fala brutalnych zbrodni. Miejscowy policjant zdaje się być bezradny wobec tego, czego jest świadkiem. Jeden z najlepszych ostatnio południowokoreańskich filmów.

10 odpowiedzi

  1. Łączenie konwencji filmwych tu u koreańców standard…
    W genialnym Memories of Murder było to integralnym elementem fabuły(thriller połączony z wątkami humorystycznymi)… i film bez tego nie byłby tą samą po porostu smutną życiową historią…
    To samo wymieszanie konwencji było w moim ulubionym Save the green planet.
    Dzięki za cynka… będziemy oglądać :)

    Obejrzałeś w końcu Black Sails czy nie ;P?

  2. Quentin

    Nie no, skąd :P. EURO potem igrzyska, gdzie tu czas na Black Sails? :) Ale cały czas jest lepiej niż za pierwszym razem – skończyłem pilota i chętnie kiedyś obejrzę dalej.

  3. A ja mam mieszane odczucia. Trochę koreańskich filmów widziałem, ale czy zaznajomienie z Koreą tłumaczy dziwne zachowania postaci, who is who i cały ten chaos zwłaszcza w finale? Może część scen ma jakieś znaczeni symboliczne, może do zrozumienia części trzeba by wgryźć się w azjatyckie wierzenia ale i tak mam wrażenie, że nie wszystko tu było logiczne a reżyser czy może bardziej scenarzysta ma problem z narracją opowieści. Klimat duszny a owszem, realizacyjnie nieźle (ale „The Handmaiden” Parka jednak lepsza) niemniej poprzednie filmy reżysera bardziej do mnie trafiały.

  4. A moim zdaniem poziom wejścia w ten film nie jest aż tak znowu wygórowany. To paranormalny ponury thriller z paroma elementami komediowymi w pierwszej części. Te elementy imo b. dobrze wpływają na odbiór. Lubię tę sztuczkę z fajtłapowatym głównym bohaterem, można się do niego przywiązać i to co się z nim później dzieje bardziej we mnie rezonuje. Nie ma w ogóle porówniania do wspomnianego przez @ellrof „Save the Green Planet!” czy paru innych tytułów, gdzie (też cytując za @ellrof 😉 fuzja gatunkowa jest integralnym elementem fabuły.
    Well, istnieje też szansa, że straciłem już zdolność neutralnego podejścia :)

    Genialnie budowane napięcie (szczególnie w takich dwóch dłuższych sekwencjach, które ogląda się z zapartym tchem), topowe aktorstwo i znakomita końcówka robią z tego filmu najlepszy thriller roku 2016.

    @quentin
    „The Chaser” nie tylko Tobie się średnio podobał 😉 Zachęcam do Morza Żółtego, szalony, krwawy sensacyjniak, gdzie nie umiera się od jednego pchnięcia nożem. Ani od dwóch.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.