Kiedy gasną światła / Lights Out (2016), reż. David F. Sandberg
Kiedy gasną światła / Lights Out (2016), reż. David F. Sandberg

Kiedy gasną światła. Recenzja filmu Lights Out

Od czasu do czasu w kinach pojawiają się skromne horrory, o których mało kto słyszał, ale o których dzięki talentowi twórców wkrótce jest głośno i fani horroru podają sobie ich tytuły z ust do ust dodając, że gatunek znów zaskoczył czymś świeżym, a horror po raz kolejny udowodnił, że ma się dobrze. Kiedy gasną światła to nie jest taki rodzaj filmu. Recenzja filmu Kiedy gasną światła Lights Out.

O czym jest film Kiedy gasną światła

Bohaterem Kiedy gasną światła jest młody chłopak, który mieszka z samotną matką. Ojciec kiedyś ich opuścił, a siostra poszła na swoje. Nie jest to dla chłopaka wymarzona sytuacja, szczególnie że matka nocami zdaje się dyskutować z czarną pustką w swoim domu. Szmerglnięta – pomyślałbyś i może miałbyś rację, ale może nie. Bo dom, w którym mieszkają najwyraźniej zamieszkuje pewna krwiożercza istota, która ujawnia się gdy tylko zgaśnie światło. I ostatnio coraz częściej zaczyna drapać pazurami pod drzwiami pokoju chłopca, który nie śpi po nocach w obawie o swoje życie. Kiedy po raz kolejny chłopak zasypia podczas lekcji, do szkoły zostaje wezwana jego siostra (Teresa Palmer). Mały jest zadowolony z takiego obrotu sprawy mając nadzieję, że siora zabierze go ze sobą do swojego domu. Siora rzeczywiście tak robi, choć niechętnie. Niestety ich śladem podąża tajemnicza zaświatoamerykańska (no nie wypada napisać „czarna) istota ze ślepiami gorejącymi czerwienią.

Recenzja filmu Kiedy gasną światła

Nie ma co ukrywać, że byłem jak najbardziej przyjaźnie nastawiony do Kiedy gasną światła. Zielone światło w Poszedłbymie i naprawdę fajny zwiastun przywodzący na myśl powtórkę z bardzo dobrych Babadooka czy Coś za mną chodzi wskazywały na to, że do kina warto się wybrać. Szczególnie, że nie tylko klimatycznie, ale i, well, historycznie, przypadek Kiedy gasną światła przypominał ten Babadooka – najpierw odnoszący sukcesy short, a potem przeniesienie go w pełny metraż. Wszystko zdawało się potwierdzać słuszność wydania kasy na bilet.

Tyle, że o ile w przypadku Babadooka podróż w pełny metraż okazała się strzałem w dziesiątkę, tak przypadek Kiedy gasną światła udowodnił jedynie, że jego reżyser David F. Sandberg owszem, ma talent do strasznych (w dobrym tego znaczeniu) shortów, ale w pełnym metrażu nie czuje się już najlepiej. Udowodniło to parę takich właśnie udanych shortów, które można by wykroić z całego filmu, ale które nijak nie chciały ułożyć się w dobrze wyreżyserowany, płynny i spójny film będący rozwinięciem tematu zaproponowanego w oryginale. Historia stwora z ciemności rozciągnięta do 70 minut (więcej toto raczej nie trwa) jest właśnie taka – rozciągnięta. Rozwinięcie tematu o dodanie backgroundu stwora i kolejne warunki jego pojawienia się skutecznie zabiło bajkowy klimat, którego tu zabrakło, a dzięki któremu Babadook wcześniej wyszedł z tarczą. Kiedy gasną światła wygląda w porównaniu do niego strasznie topornie. Jak film wyreżyserowany przez kogoś, kto nauczył się na pamięć podręcznika horroru i robi wszystko, żeby czasem nic od siebie nie dodać.

O ile sam wyjściowy pomysł stwora, który pojawia się przy wyłączonych światłach jest prosty i świetny, to w Kiedy gasną światła nie zostaje z niego wiele. Naszemu stworowi wystarczy już cień, by się w nim schronić i nic na niego nie robi to, że oprócz tego dookoła jest sporo światła. Bohaterowie zamiast z nim muszą raczej walczyć z niesfornymi wyłącznikami światła, które same z siebie się wyłączają, odpada więc opcja: włączmy światła na stałe i nic nam stwór nie zrobi. Takie postawienie sprawy sprawia, że dostajemy sztampowy horror z boogeymanem, który raczej bez większych przeszkód wyskakuje co chwilę zza węgła. A towarzyszący temu standardowy JEB dźwiękiem jest tak głośnym, że zamiast straszyć irytuje coraz bardziej. Bardzo to słabe, nawet jak na jump scare’a.

Nie zawiódł Gabriel Bateman w trudnej roli chłopca (dzieci przeważnie dobrze wypadają w amerykańskich filmach), odwrotnie nudna Teresa Palmer, która zna jedynie trzy miny, ale nigdy nie zapomni się umalować i cały film paraduje w perfekcyjnym makijażu i fryzurze. I ciężkich buciorach po domu, styliza ważna sprawa. Na dodatek gra postać niesympatyczną, którą już po pierwszej scenie ma się ochotę złożyć na ołtarzu strasznego stwora z Kiedy gasną światła.

Jednym więc słowem: zawód. Film, bo po Teresie raczej wiele nie oczekiwałem.

(2108)

Tęskniliście?

Wiem, że nie :(. No ale wróciłem z urlopu czy Wam się to podoba czy nie. Nie wiem jak z częstotliwością wpisów, bo teraz za pasem igrzyska i znowu przestawią się priorytety.

Od czasu do czasu w kinach pojawiają się skromne horrory, o których mało kto słyszał, ale o których dzięki talentowi twórców wkrótce jest głośno i fani horroru podają sobie ich tytuły z ust do ust dodając, że gatunek znów zaskoczył czymś świeżym, a horror po raz kolejny udowodnił, że ma się dobrze. Kiedy gasną światła to nie jest taki rodzaj filmu. Recenzja filmu Kiedy gasną światła Lights Out. O czym jest film Kiedy gasną światła Bohaterem Kiedy gasną światła jest młody chłopak, który mieszka z samotną matką. Ojciec kiedyś ich opuścił, a siostra poszła na swoje. Nie jest to dla…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Rodzinę terroryzuje krwiożerczy stwór pojawiający się wraz z wyłączeniem światła. Miało być dobrze, a wyszedł zawód z cholernie głośnymi jump scare'ami.

6 odpowiedzi

  1. Zaskoczenie? Czy raczej przykra norma? „Mama”, „9”, „Machete” – świetne shorty, przeciętne pełne metraże. Pewnie, że czasem bywało na odwrót, ale jakie są proporcje udanych do nieudanych przejsć w pełny metraż? :)

  2. Quentin

    Trzeba by zbadać naukowo, ja nie lubię shortów, więc jestem niekompetentny.

    „Mama” mi się akurat podobała, nie wiedziałem, że wcześniej był short :).

  3. Quentin

    Nie lubię = nie oglądam, to ważniejsze w tym wywodziku :)

  4. Był (chodzi o „Mamę”), ale jak zaczęli robić wersję to Del Toro kazał powywalać z jutuba i zostawił tylko okrojoną wersję, w której zamiast ostatniej sceny jest zaproszenie do kin na pełny metraż. 😛

  5. Quentin

    Cwanie. Znaczy nie tak do końca, bo gdyby było super cwanie to bym to widział :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.