Green Room (2015), reż. Jeremy Saulnier
Green Room (2015), reż. Jeremy Saulnier

Green Room. Punk’s (Not) Dead

Dzisiaj zapraszam na krótką opowieść o tym jak to fajnie, gdy film z Listy Do Obejrzenia nie zawodzi pokładanych w nim nadziei, ale oferuje trochę za mało, żeby sypać przed nim kwiatki i urządzić dzień jego seansu rokrocznym świętem. Recenzja filmu Green Room.

Green Room (2015)
Reżyseria: Jeremy Saulnier
Scenariusz: Jeremy Saulnier
Obsada: Anton Yelchin, Imogen Poots, Patrick Stewart, Joe Cole, Alia Shawkat, Macon Blair, Callum Turner
Muzyka: Brooke Blair, Will Blair
Zdjęcia: Will Blair
Kraj produkcji: USA

O czym jest film Green Room

Bohaterami filmu Green Room jest kapela punkrockowa, która w nadziei na zarobienie paru dolarów zgadza się na zagranie koncertu na imprezie skinheadów. Zresztą długo jej namawiać nie trzeba, no i za bardzo wyjścia nie ma, bo kasy na paliwo z powrotem do domu brak. Dają koncert i jest całkiem nieźle, parę butelek w stronę sceny i wyzwisk, ale ogólnie publika się bawi i poguje w najlepsze. Po zakończonym występie nasi bohaterowie kasują należność i już, już mają wracać do domu, gdy basista (ś.p. Anton Yelchin :( ) jest świadkiem dziwnej sytuacji. Oto jedna z dwóch obecnych na koncercie dziewczyn (Imogen Poots w okropnej fryzurze) płacze, a na podłodze leży druga dziewczyna, jej przyjaciółka. Martwa, choć nie widać krwi. Ktoś zapomniał zamknąć drzwi no i kłopot gotowy. Basista szybko zwiewa do pokoju, w którym czeka na niego reszta kapeli i za chwilę wiadomo już, że nie skończy się na zwykłym cześć, cześć, to nara, powiedzcie trupowi pa pa w moim imieniu, bo chyba się już nie zobaczymy. Na miejsce dociera właściciel lokalu i najwyraźniej przywódca całej grupy czerwonosznurówkowych skinheadów Darcy (Patrick Stewart), który próbuje pertraktować z zabarykadowanym w pokoju zespołem. Twierdzi, że wszystko jest w porządku, kapela może spokojnie jechać, bo na miejscu była policja i sprawa została wyjaśniona. Ale członkowie naszej kapeli mu nie wierzą i słusznie. Zbierają siły, by przetrwać tę noc, zamiast słuchać zapewnień Darcy’ego.

Recenzja filmu Green Room

Co sprawiło, ze Green Room był od jakiegoś czasu najbardziej oczekiwanym przeze mnie filmem? Po trochu świetne recenzje festiwalowe, po trochu pomysł na fabułę, ale przede wszystkim nazwisko jego reżysera Jeremy’ego Saulniera, który wyreżyserował wcześniej świetny Blue Ruin (w obsadzie Green Room znalazł się również główny bohater Blue Ruin – tzn. aktor, który go grał – Macon Blair, tym razem w nieco mniejszej roli). To wystarczyło, a pierwszy zwiastun tylko zaostrzył apetyt na film.

Film, który na szczęście nie zawiódł i jako się rzekło we wstępie, był taki jak miał być. Choć byłbym nieszczery, gdybym nie dodał, że jednak jakieś tam „ale” nad nim wisi, które nie pozwala oznajmić: heja, oto mamy hit, siadajta i oglądajta, bo nie ma co zwlekać! „Ale” jest takie, że przede wszystkim chyba Green Room nie jest krokiem naprzód w karierze Saulniera, mam wrażenie nawet, że jest malutkim kroczkiem do tyłu, ale takim z gatunku: kto stoi w miejscu ten się cofa. Spokojnie, Green Room jest bardzo dobrym filmem, którego reżyser wie co robi i serwuje nam w pełni przemyślaną i mroczną opowieść z lekkim dystansem i bardzo fajnym zakończeniem (a trzeba zauważyć, że ciężko o fajne i niebanalne zakończenie takiej prostej historii, jaką jest Green Room), ale nie sposób nie odnieść wrażenia, że jest zbyt porządny jak na film, który mógłby być czymś więcej. Pytanie tylko: czy to w ogóle miało być coś więcej, a odpowiedź nie jest taka jednoznaczna. Nie każdy film musi być przecież czymś więcej, ważniejsze, żeby solidnie opowiedzieć historię i nic nie spieprzyć po drodze. Green Room to bardzo solidne kino, choć (żeby unikać ale 😉 ) odnoszę wrażenie, że brakło tego czegoś, co miała np. finałowa rozpierducha w The Guest. Tu wyrachowanie wzięło górę nad szaleństwem.

Którego też nie brakuje, a objawia się w paru krwawych scenach i przemocy w dawce większej niż przeciętna. Oprócz tego w Green Room króluje umiejętnie dawkowane napięcie charakteryzujące home-invasion thrillery takie jak ten. Bo to właściwie home-invasion thriller tylko taki na odwiertkę – to ofiary nachodzą dom oprawców, a zwykle jest odwrotnie.

(2104)

Dzisiaj zapraszam na krótką opowieść o tym jak to fajnie, gdy film z Listy Do Obejrzenia nie zawodzi pokładanych w nim nadziei, ale oferuje trochę za mało, żeby sypać przed nim kwiatki i urządzić dzień jego seansu rokrocznym świętem. Recenzja filmu Green Room. O czym jest film Green Room Bohaterami filmu Green Room jest kapela punkrockowa, która w nadziei na zarobienie paru…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Punkrockowa kapela walczy o życie przeciwko grupie skinheadów, którzy zacierają ślady swojego przestępstwa. Konkretnie, krwawo i na temat.

10 odpowiedzi

  1. to już „wyszło” czy na jakiś festiwal się udałeś???

  2. Quentin

    Wyszło.

    A zaraz ja wyjdę z siebie, bo nie mogę dodać komentarza….

  3. Hmm… chyba 7 byłaby wystarczająco, ale może to przemawiają przeze mnie nadmierne oczekiwania bo liczyłem na ciut więcej jednak. Podobnie jak w Blue Ruin powoli się to rozkręca, ale w porównaniu do tamtego czegoś tu jednak zabrakło, może lepszego nakreślenia postaci, bo tak naprawdę zbyt wiele się o nich nie dowiadujemy, nawet szumnie zapowiadany Patrick Stewart tak po prawdzie nie ma tu za dużo do zagrania, i Macon Blair dłużej gości na ekranie. Pomysł na finał ok, tzn. to jak ci pozostali przy życiu sobie poradzili bo jeśli chodzi o końcowe sceny to oczekiwałem lepszej puenty. Na plus ponownie bardzo „fotograficzne” kadry, mniej uznania za ponownie nieszczególną muzykę i chyba czekamy na kolejny film z nadzieją, że jednak następny krok będzie do przodu. :)

  4. Quentin

    Zgadzam się, że bardziej 7, ale przykładając miarę Green Roomu do innych tego typu filmów (i w ogóle filmów z tej półki) wyróżnia się on jednak na ich tle, stąd ta faktycznie naciągnięta Ósemka.

    A jak dla mnie wybitna pointa, a oryginalna na pewno. W nocy wydawałeś się taki straszny i to Powiedz to komuś, kogo to obchodzi, mnie urzekło :). Przewrotne takie.

  5. No właśnie mi się ani w nocy ani w dzień on taki straszny nie wydawał… :)

  6. Quentin

    No ale to logiczne przecież, bo patrzyłeś z boku i na spokojnie. Nie musiałeś przed nim uciekać. Koleżka spojrzał na to z boku dopiero rano i doszedł do tego samego wniosku co i Ty :)

  7. Wcale nie jest logiczne, bo rolą reżysera jest tak gościa prezentować, by był straszny i dla widza. 😛

  8. Quentin

    No ale jaka satysfakcja dla widza, który może triumfować do głównego bohatera na koniec: No w końcu się, kurwa, zorientował! Cały czas mu o tym mówiłem!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.