Pierfrancesco Favino w filmie Suburra - recenzja filmu
Suburra (2015), reż. Stefano Sollima

Suburra, czyli W świętym mieście grzech czai się za każdym rogiem

Trwa dobra passa włoskiego kina. Co prawda wciąż nie obejrzałem Gomorry, na Wielkim pięknie utknąłem w 15 minucie, a za Młodość (wiem) się boję zabierać :), ale tak, trwa dobra passa włoskiego kina! Recenzja filmu Suburra.

Suburra (2015)
Reżyseria: Stefano Sollima
Scenariusz: Sandro Petraglia, Stefano Rulli, Giancarlo De Cataldo, Carlo Bonini
Na podstawie powieści: Giancarlo De Cataldo, Carlo Bonini
Występują: Pierfrancesco Favino, Claudio Amendola, Jean-Hugues Anglade, Elio Germano, Lidia Vitale, Giulia Gorietti
Kraj produkcji: Włochy, Francja

Włoskie kino gangsterskie

Seans filmu Suburra obudził we mnie niespodziewane wspomnienia z młodości. Ależ to brzmi! Gdyby mnie ktoś kiedyś zapytał, to odpowiedziałbym, że nigdy nie byłem fanem ani nawet odbiorcą sensacyjnego kina o mafii i seriali pokroju Ośmiornicy, ale okazało się, że takie kino gdzieś we mnie w podświadomości tkwiło. Oglądane za małolata śledzącego w telewizji przygody komisarza Cattaniego, o których to przygodach nie potrafiłbym dzisiaj powiedzieć ni słowa. Tkwiło i najwyraźniej za nim tęskniłem, bo tak oglądając Suburrę wróciły te wszystkie skrywane uczucia. A trzeba pamiętać, że włoskie kino gangsterskie budzi ich najwięcej. Śmiało można powiedzieć, że to najbardziej wkurwiające do oglądania kino gangsterskie – niby wszystko jest w nim takie samo jak w gangsterkach z innych regionów świata (mafiosi, policjanci, narkotyki, brutalność, przekupieni politycy itede, itepe), ale natura Włochów dodaje mu niepowtarzalnego smaczku. Ta ich przesadzona miłość do rodziny, nawet u największych skurwieli, którzy nie liczą się z ludzkim życiem, czy mocno charakterystyczne tchórzostwo. Nie ma tam takiego twardziela, który by się nie rozpłakał i nie błagał o litość, gdy w końcu przyjdzie na niego kryska. Największy „twardziel”, który bez mrugnięcia utopił w cementowych butach pęczki swoich wrogów, z lufą przy skroni zaczyna kwiczeć z przerażenia. I dlatego to jest tak trudne do oglądania. Nie dlatego, że cierpi, ale dlatego, że chciałoby mu się powiedzieć „więcej godności, bydlaku, poczuj to, co sprawiłeś innym, a nie kwicz!”. plus „dobrze ci tak!”. I nie dlatego, że kocha rodzinę, ale dlatego, że podwójne obrzydzenie sprawia całując dzieci w czółko niż zabijając wrogów bez mrugnięcia okiem. Oto z grubsza cała paleta uczuć, jakie przetaczają się przez łeb podczas oglądania włoskiego kina gangsterskiego. Podczas oglądania Suburra również.

Gangsterzy - recenzja filmu Suburra

– Spokojnie, Łysy, zostawisz Q w spokoju. Napisze dobrą recenzję.

Fabuła filmu Suburra

Trudna z tym sprawa, bo fabuła filmu jest dość zagmatwana (choć nie ma żadnego problemu w jej śledzeniu) i próba jej bliższego przedstawienia naraża recenzującego na spoiler. Na pewno skrócony opis fabuły cytowany w komentarzach na Filmwebie (główny opis filmu na IMDb) mówi za dużo i na Waszym miejscu bym go unikał. Najlepiej po prostu zaczął oglądać Suburra i to najlepsze rozwiązanie.

A zaczyna się od polityka, który wpada w tarapaty. Próbując wyplątać się z nich wpada w jeszcze większe tarapaty nakręcając machinę, w której trybiki wkrótce wkręcają się wszystkie grube ryby rzymskiej przestępczości zorganizowanej. Od gangsterów z dziada pradziada, poprzez gang brutalnych Cyganów, aż po aspirującego młodego badassa, który chce udowodnić, że jego ojciec-gangster to przy nim miękka pipa. To tak z grubsza i po łebkach, bo trudno (i nie potrzeba) bez nadmiernych spoilerów przedstawić tę opowieść z gatunku „kilka pozornie niezwiązanych ze sobą historii…”. Przy czym te pozornie niezwiązane ze sobą wydarzenia są powiązane na tyle subtelnie, że nie dałoby się z filmu wyodrębnić jakichś trzech, czterech konkretnych segmentów (no wiecie, z takiego Pulp Fiction by się dało, choć to również jedna, spójna całość).

Recenzja filmu Suburra

Ale to nie opowiadana historia jest główną zaletą filmu Stefano Sollimy (muszę w końcu obejrzeć jego A.C.A.B.: All Cops Are Bastards, no i serialową Gomorrę, której też jest reżyserem). Ta jest raczej standardowa i prowadzi przez konieczne punkty wycieczki – skorumpowana władza, która daje poczucie nietykalności, gangsterski honor, który trudno jest zachować w pewnych sytuacjach, brutalni i bezlitośni mordercy, którzy nie liczą się z nikim. To wszystko było i będzie póki trwać będzie kino. Rzecz w tym nie co pokazać, tylko jak to pokazać.

Realizacja Suburry jest imponująca i monumentalna. Wielka w tym zasługa muzyki, która momentami czyni Suburrę tak intensywną, że klimat zbrodni można kroić nożem i wystarczyłoby do obdzielenia przynajmniej kilku filmów. Jakby tego było mało, wszystko to zanurzone jest w pewnym unoszącym się nad filmem duchu mistycyzmu, wszak jesteśmy w centrum chrześcijańskiego wszechświata, w którym tylko dni dzielą od bezprecedensowej sensacji. Wszechświata, który nie potrafi uniknąć zmieszania się z wielką i brudną polityką. W świętym mieście grzech czai się za każdym rogiem – chciałoby się napisać na plakacie filmu. A najwięcej honoru mają jak zawsze ci, po których można by się tego spodziewać najmniej. To ciekawe, ale przy tak umiejętnie podanej gangsterskiej historii nawet skąpany w deszczu nocny Rzym nie wydaje się banalnym realizatorskim zabiegiem, z którego korzysta każdy, kto chciałby, żeby jego film był mroczny. Nie, nawet deszcz tu pasuje bez kręcenia nosem na reżysera.

naga dziwka w windzie

– Yyyy, to ja poczekam na następną windę…

Do tego wszystkiego Suburra oferuje pełne spektrum emocji, o których pisałem na początku. Na przemian się wkurwiasz, masz ochotę kogoś zabić, przerażasz się i uświadamiasz, że są na świecie tacy ludzie i dziękujesz, że nie spotkałeś ich na swojej drodze. Nie wszystko kończy się tutaj tak jakbym to sobie zaplanował w idealnym scenariuszu i przez chwilę myślałem, że to słabość tego filmu, ale doszedłem do wniosku, że nie. Byłoby za prosto, gdyby w życiu wszystko kończyło się tak, jak z grubsza przewidywałeś i sobie życzyłeś. W filmie tak samo.

(2032)

Trwa dobra passa włoskiego kina. Co prawda wciąż nie obejrzałem Gomorry, na Wielkim pięknie utknąłem w 15 minucie, a za Młodość (wiem) się boję zabierać :), ale tak, trwa dobra passa włoskiego kina! Recenzja filmu Suburra. Włoskie kino gangsterskie Seans filmu Suburra obudził we mnie niespodziewane wspomnienia z młodości. Ależ to brzmi! Gdyby mnie ktoś kiedyś zapytał,…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Jedna, niczym nie różniąca się od drugiej, orgietka kończy się w sposób, który wkrótce postawi cały gangsterski Rzym na nogi. Włoskie kino gangsterskie w całej swojej krasie.

14 odpowiedzi

  1. Gdzie dopadłeś film Młodość?
    Nie mogę znaleźć nawet na torrentach.

  2. Quentin

    No na razie to nigdzie, nie mam melodii do niego.

    W ogóle to powinni zabronić dawać filmom takie tytuły jak Youth. Weź się potem i przekop przez to całe porno, które wyskakuje ;).

  3. Ano powinni zabronić. Żeby chociaż dodali do tego filmu jakiś wyróżnik :(

    Nie zrozumiem też producentów filmów, dlaczego ich filmy są nie do kupienia na ich stronach.

  4. No to ja tak samo miałem z filmem Fear Itself, może nie szukałem jakoś wnikliwie, ale wyskakuje mi jakiś serial i utwory muzyczne, a fabuły ni hu hu.

  5. Quentin

    Jakby co to daj maila 😉

  6. Nadrabiaj Gomorre bo jest równie dobra, a drugi sezon za parę miesięcy. Zresztą Suburre za rok wypuści Netfilx też w formie serialu, ciekaw jestem czy będzie to historia związana z filmem. A sam film na obecną chwilę mój Top 2015 obok Sicario i Ex Machiny.

  7. Jestem po seansie, no jak dla mnie to bardzo dobry z plusem. I faktycznie, fabuła to tylko jeden z elementów.. Muzyka, wrażenia wizualne… Do Wielkiego piękna trochę brakuje, ale jest naprawdę pięknie.
    9 i 10-tki Quentina biorę zawsze w ciemno.

    Co do wyszukiwarek… Panowie – wpisujecie tytuł (czasem angielski) i rok produkcji. Na torrentach Młodość chyba jest, choć jak dla mnie to takie filmy najlepsze są w kinie 😉

  8. Trzeba trochę cierpliwości, bo początek nieco niemrawy, widzimy różne postaci, historie które z początku wydają się nie mieć ze sobą nic wspólnego, poza tym że obracają się wokół polityki, biznesu i mafiozów. Z czasem jednak ładnie się to zazębia a fabuła coraz bardziej wciąga. No i ten klimat. Jedna z przyjemniejszych niespodzianek minionego roku i trudno nie zgodzić się z wysokimi ocenami. Warto przy okazji zaznaczyć, że reżyser „Suburry” Stefano Sollima to syn Sergio Sollimy, autora paru świetnych spaghetti-westernów ze złotej ery tego gatunku.

  9. A tak a propos dzieci słynnych włoskich reżyserów i włoskiego kina, widziałeś „Dziewczynę z kotem”? 😉

  10. Quentin

    A mnie kupił od początku swoją intensywnością i tajemnicą, może dlatego, że nie wiedziałem, czego się spodziewać (oglądałem nawet bez trailera) i na dobrą sprawę to równie dobrze film o końcu świata mógł być :). Łotewer, końcowe wrażenia takie same.

    Jakoś nie wierzę w wyjątkowość Asi Argento i to mnie od Dziewczyny na razie trzyma z boku. Bardziej bym się chciał w te spaghetti westerny wgryźć, nie pogardzę więc jakimiś Twoimi ulubionymi tytułami :).

  11. Rozumiem, że nie ma sensu wymieniać filmów Leone? :) Poza nim „Faccia a Faccia” (Solima), „Człowiek zwany Ciszą” (Corbucci), „Django” (Corbucci), „Death Rides a Horse” (Petroni), „La Resa dei Conti” (Solima), „Powrót Ringo” (Tessari) i „Zawodowiec” (Corbucci). W tym ostatnim Franco Nero gra polskiego łowcę nagród o nazwisku Kowalski. 😉
    A co do Asi Argento to „Incompresę” warto obejrzeć choćby z dwóch powodów: wątków autobiograficznych (niby to nie o niej, ale wiadomo, że o niej i jej rodzinie, nawet jeśli ojciec bohaterki w filmie nie jest reżyserem tylko aktorem, ale cechy charakteru tej postaci Asia wzięła od ojczulka) i fajnie oddanego klimatu lat 80.

  12. Quentin

    Dzięki, będzie obczajane. No i siur, Leonego nie było sensu :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl