Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Bokser zakłada rękawice bokserskie, recenzja filmu Bestia
Bestia (2015), reż. Sam i Tom McKeith - recenzja

Recenzja filmu Bestia, obejrzane na 31. Warszawskim Festiwalu Filmowym

Powoli zbliżamy się do końca WFF-owych recenzji – słyszę ten oddech ulgi. Dzisiaj dosłownie dwa słowa o filmie Bestia. A ponieważ filmów Bestia było już pewnie sporo (na samym 31. WFF-ie były dwa…), to uściślijmy, że chodzi o film w reżyserii Sama i Toma McKeithów. To jego recenzja, recenzja filmu Bestia.

Witajcie na Filipinach

Dawno minęły czasy, kiedy Filipiny były w centrum filmowego wszechświata i właśnie tam przyjeżdżali kręcić swoje filmy spragnieni wideosławy reżyserzy zachęcani przez dogodne warunki i sprzyjającą kinu klasy C władzę. Wbrew pozorom trwało to na tyle długo i na tyle dużo powstało tam filmów, że w końcu filipińskie przygody amerykańskich twórców doczekały się nawet dokumentalnego hołdu w reżyserii Marka Hartleya – Machete Maidens Unleashed. Wszystko co dobre kiedyś się jednak kończy i to samo stało się udziałem Filipin. Do czasu. Sporo wody upłynęło jednak w Cagayan River zanim znów Filipiny zaczęły istnieć na filmowej mapie świata. I znów trzeba było zagranicznych filmowców, żeby do tego doszło. Oni jednak zaczęli kręcić tam zupełnie inne filmy niż przed laty ich koledzy z Hollywood.

Oczywiście wniosek taki wysnułem na podstawie dwóch tylko filmów (chciałem jeszcze dorzucić do patternu Garetha Evansa i jego indonezyjskie Raidy 1 i 2), bo przecież nie będę sprawdzał czy coś jest na rzeczy :). Ale na pewno jest, bo co widzę „filipińskie” filmy, to reżyserują je Niefilipińczycy. Choć nie, przecież Eric Matti od On the Job jest Filipińczykiem. No dobra, to może nie ma żadnego większego patternu – tak czy siak, rozpisałem się na ten temat, bo chciałem zalinkować Machete Maidens Unleashed :P. (choć dopiero teraz widzę linkując, że film Hartleya nawet osobnej recki nie ma tylko jakąś zbiorówkę).

Chad McKinney i Garret Dillahunt idą ulicą Manili, recenzja filmu Bestia

Świetną rolę zaliczył tu debiutujący w Bestii Chad McKinney (z lewej). Odnaleziony na ringach Manili profesjonalny bokser – recenzja filmu Bestia.

Dlaczego Bestia?

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań w związku z wyborem festiwalowego repertuaru jest „dlaczego?”. Spośród obejrzanych tytułów zawsze trafi się jakiś dziwny wynalazek, do którego teoretycznie nie ma klucza. Ale do Bestii jest klucz. Do seansu zachęcił mnie obiecany w festiwalowym opisie widok na podziemny świat Manili, czyli coś, co biorąc pod uwagę wcześniejsze seanse ww. On the Job czy dziesiątkowego Metro Manila z pewnością musi być bardzo ciekawe. I pewnie jest, choć tego podziemnego świata Manili w Bestii za dużo nie ma. Bo to opowieść trochę o czymś innym, a podziemny świat wprawia jedynie w ruch wydarzenia przedstawione w filmie.

O czym jest film Bestia

Bohaterem Bestii jest młody pięściarz, który na Filipinach przebywa razem ze swoim „promotorem” ojcem. Ojciec dba o jego interesy i towarzyszy mu w narożniku, a zadania pięściarza ograniczają się nie do myślenia, a do walenia po ryju. Nie zawsze zgodnego z regułami walenia po ryju. Wcześniej czy później musi dojść do tragedii i rzeczywiście tak się to wszystko kończy (zaczyna). Nasz bohater wygrywa w wypełnionych bodajże gipsem rękawicach kolejną walkę, której wynik obstawili lokalni gangsterzy i to właśnie oni zalecili udoskonalenie rękawic. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że pokonany przeciwnik umiera w szpitalu, a jego żona podejrzewa, że walka była nieczysta. Jako że ludzkie życie niewiele znaczy w Manili, na kobietę zostaje wydany wyrok śmierci. W sprawę włącza się jednak młody pięściarz i za punkt honoru stawia sobie uratowanie Bogu ducha winnej kobiety.

Recenzja filmu Bestia

Kurczę, całkiem fajnie z mojego opisu brzmi ta cała Bestia! Dużo lepiej niż z opisu festiwalowego :P. No ale niestety (złe słowo, bo przecież Bestia jest filmem całkiem w porządku) rzeczywistość filmowa nie jest tak kolorowa, bo Bestia nie jest sensacyjnym thrillerem, a kinem obyczajowym z gangsterskim trzecim planem. To opowieść o młodym człowieku, który na naszych oczach dojrzewa do podejmowania trudnych decyzji i przyjmowania na klatę ich konsekwencji. Co nie zawsze jest łatwe, a w zasadzie nigdy nie jest łatwe, gdy na każdym kroku towarzyszy mu ojciec z garścią dobrych niedobrych rad i poklepywaniem go po plecach zawsze wtedy, gdyby choć zaczynała się budzić w nim iskierka myśli, że może coś jest niewłaściwie, może czegoś robić się nie powinno. Z dojrzewaniem więc idzie trudny proces wydostawania się spod toksycznego klosza, który niby chroni, ale w rzeczywistości przytłacza.

ŁAŁ, głęboki akapit! :). Bestia to kino kameralne, w którym nie ma co szukać jakichkolwiek fajerwerków. Wszystko rozgrywane jest na poziomie ciemnej ulicy, siedzenia samochodu, przyczepy ciężarówki czy ciasnego hotelu. Manila jest tu jedynie miejscem akcji, ale to równie dobrze mogłoby być każde inne miasto – zdecydowanie zabrakło tego uczucia przytłoczenia, które może dać takie megapolis. Wyszedł film porządny, ale tylko dla cierpliwego widza.

(2003)

Powoli zbliżamy się do końca WFF-owych recenzji - słyszę ten oddech ulgi. Dzisiaj dosłownie dwa słowa o filmie Bestia. A ponieważ filmów Bestia było już pewnie sporo (na samym 31. WFF-ie były dwa...), to uściślijmy, że chodzi o film w reżyserii Sama i Toma McKeithów. To jego recenzja, recenzja filmu Bestia. Witajcie na Filipinach Dawno minęły czasy, kiedy Filipiny były w centrum filmowego wszechświata i właśnie tam przyjeżdżali kręcić swoje filmy spragnieni wideosławy reżyserzy zachęcani przez dogodne warunki i sprzyjającą kinu klasy C władzę. Wbrew pozorom trwało to na tyle długo i na tyle dużo powstało tam filmów, że w…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Filipiny. Młody bokser dowiaduje się, że jego ostatni przeciwnik zmarł w szpitalu po walce. Stara się pomóc wdowie po pięściarzu. Typowa Siódemka. Ani pochwalić, ani zganić.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.