Indominous rex główny czarny charakter w filmie Colina Trevorrowa Jurrasic World recenzja
Indominous znany był z tego, że na pojedynek na rewolwery zawsze przynosił ze sobą dinozaura.

Dinozaury znów rządzą światem – recenzja filmu Jurassic World

Bohaterowie przeniesieni na ekran z kart powieści Michaela Crichtona (tak, wiem, upraszczam) potrafią klonować różne gatunku dinozaurów z komara uwięzionego w bursztynie, genetycznie modyfikować istniejące dinozaury, by tworzyć nowe, nieznane gatunki, budować parki rozrywki o rozmachu, jaki nie śnił się Disneylandowi, jeśli zajdzie taka potrzeba polować na Tyranozaura przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu oraz wiele, wiele innych niesamowitych rzeczy. Nie potrafią natomiast korzystać z komórki. A gdyby posiedli tę umiejętność, to mieliby o wiele mniej kłopotów, a ocena najnowszego filmu o przygodach stadka z Isla Nublar, świetnego skądinąd letniego blockbustera, zakręciłaby się koło Dychy.

No ale niestety. Opiekunka młodocianych bohaterów nie ma do nich numeru telefonu, bo i po co, w końcu tylko ma opiekować się nimi 24/7. Zresztą, nawet gdyby miała to pewnie i tak by nie zadzwoniła, bo kiedy jej nawiali nie raczyła poinformować o tym przełożonej ciotki tylko robiła nie wiadomo co. A zresztą, nawet gdyby zadzwoniła to nie ma pewności, że ciotka by potrafiła odebrać telefon. W końcu zamiast dzwonić do control roomu od razu, gdy dowiedziała się, że groźny dinozaur nawiał, to najpierw straciła kupę czasu, żeby lecieć do samochodu, ruszyć w drogę powrotną i dopiero wtedy zadzwonić w połowie tej drogi. A na koniec, gdy urwał się jej kontakt telefoniczny z siostrzeńcami oczywiście nie wysłała sms-a, bo nie po to ma pewnie nielimitowane rozmowy, żeby wysyłać esy. A kto wie, może siostrzeńcy by złapali z powrotem zasięg i takiego sms-a odebrali. Tak, połowy nieszczęść Jurassic World dałoby się uniknąć, gdyby tylko jego bohaterowie nie używali komórek jedynie do sprawdzania maili.

Na szczęście to w zasadzie jedyny fakap filmu Colina Trevorrowa, jaki jestem w stanie tutaj przytoczyć. Cała resztą to absolutny szczyt rozrywkowego, letniego kina, jaki na chwilę obecną można sobie wyobrazić. Troszkę jeszcze tylko momentami za bardzo rzucały się w oczy efekty komputerowe (głównie na początku i głównie w scenie podjeżdżania pod oryginalną bramę pierwszego Parku Jurajskiego; silnie zaleciało greenboksem, a napis „JURASSIC WORLD” na bramie wyglądał jak z komputera – to główna różnica między tym nowym Parkiem, a filmem Spielberga – Steven swoje dekoracje musiał wybudować), a poza tym wszystko inne mi się bardzo podobało.

Brama wjazdowa do Jurassic Worldu.

Nie porzucajcie wszelkiej nadziei, wy, którzy tu wchodzicie.

Minęły lata od niepowodzenia pierwszego parku rozrywki. Kolejny, wybudowany na jego miejscu, święci triumfy i notuje zyski. Powoli jednak jego atrakcje zaczynają nudzić turystów. Zauważa to w swoich tabelkach Korporacja i szuka pomysłu na to, jak zarazić ewentualnej klapie całego przedsięwzięcia. Rozwiązaniem jest genetycznie zmodyfikowany Indominus Rex, który miałby zostać nową atrakcją parku. Trzymany w specjalnie skonstruowanej zagrodzie Indominous, na kilka tygodni przed pokazaniem go publiczności zaczyna sprawiać kłopoty. Do sprawdzenia zabezpieczeń zagrody zostaje wezwany były żołnierz marines, specjalista od tresowania welociraptorów Owen (Chris Pratt). Na miejscu szybko informuje korpoprzedstawicielkę Claire (Bryce Dallas Howard), że zabezpieczenia jeszcze ujdą, ale samo podejście do dinozaura z probówki jest totalnie nieodpowiedzialne i grozi klapą. No i ku przerażeniu Claire, której siostrzeńcy odwiedzili właśnie park, ma rację!

Niespodziewanie Jurassic World okazuje się zasłużonym sukcesem. Niespodziewanie, bo pierwszy zwiastun na to zupełnie nie zapowiadał. Następne były już trochę lepsze, ale nie pokazano niczego, co mogłoby uspokoić. Ja dodatkowo miałem jeszcze jeden problem. Pierwsze recenzje wskazywały na to, że Jurassic World budzi w widzu z powrotem to dziecko, dla którego Park Jurajski Spielberga był kinowym przeżyciem dzieciństwa. Że znów wraca to uczucie kinowego funu, jaki tylko może mieć zakochany w kinie dzieciak. I że wystarczy to poczuć, by świetnie się bawić. No i tu problem, bo nigdy nie uważałem Parku jurajskiego za film mojego dzieciństwa. Pewnie troszkę już za stary byłem na to (byłem w kinie razem z klasą z liceum), ale film Spielberga nie kojarzy mi się z niczym wyżej opisanym. Ba, zawsze najbardziej zdziwiony w kontekście Parku jurajskiego byłem widząc, że najwyraźniej co drugi dzieciak na świecie interesuje się dinozaurami. Kto na to pójdzie, zastanawiałem się, to jakaś ściema, że dzieciaki kochają dinozaury. Ani mnie nigdy nie interesowały, ani żadnego mojego znajomego. A tu proszę, Spielberg miał rację.

No ale fajnie, że te wszystkie moje rozkminy okazały się nieistotne w przypadku Jurassic World, który żadnego dziecka we mnie nie obudził, ale i tak dał taką rozrywkę, jakiej bym oczekiwał po filmie z wkurzonymi dinozaurami. Pewnie, scenariusza za wiele w nim nie ma, większość postaci jest tylko po to, żeby pchnąć akcję do przodu, a potem się ich pozbywa itd., ale to raczej nieistotne w szybkim, nowoczesnym i bardzo efektownym kinie, jakim Jurassic World jest. To właściwie jeden efekt specjalny i może nie ma tam niczego niezapomnianego to i tak całość sprawia świetne wrażenie i mija niepostrzeżenie. Na dodatek świetnie połączono go z oryginalnym Parkiem jurajskim i co i rusz pojawiają się jakieś rekwizyty i nawiązania z pierwszego filmu. Świetnie poradził sobie również Pratt, który wydaje się, że będzie filarem rozrywkowego kina na o wiele dłużej. Z dystansem do siebie i bohaterskim urokiem (oraz po kuracji odchudzającej) ni stąd ni zowąd wyskoczył i miejsca nie odda, bo nawet nie ma komu.

Bryce Dallas Howard w filmie Jurassic World recenzja

Bryce Dallas Howard też dała radę.

No i cóż, po kiepskim początku 2015 roku, jak na razie sezon letni jest bardzo udany i tylko drudzy Avengersi zaniżają poziom. Następna niespodzianka nowy Terminator?

(1918)

Bohaterowie przeniesieni na ekran z kart powieści Michaela Crichtona (tak, wiem, upraszczam) potrafią klonować różne gatunku dinozaurów z komara uwięzionego w bursztynie, genetycznie modyfikować istniejące dinozaury, by tworzyć nowe, nieznane gatunki, budować parki rozrywki o rozmachu, jaki nie śnił się Disneylandowi, jeśli zajdzie taka potrzeba polować na Tyranozaura przy użyciu najnowocześniejszego sprzętu oraz wiele, wiele innych niesamowitych rzeczy. Nie potrafią natomiast korzystać z komórki. A gdyby posiedli tę umiejętność, to mieliby o wiele mniej kłopotów, a ocena najnowszego filmu o przygodach stadka z Isla Nublar, świetnego skądinąd letniego blockbustera, zakręciłaby się koło Dychy. No ale niestety. Opiekunka młodocianych bohaterów nie ma…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Nowy nabytek jurajskiego parku rozrywki – Indominous Rex – sprawia, że placówka zaczyna mieć poważne kłopoty. Rozrywka na najwyższym poziomie. Nawet krew była!

4 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Panie, kto to jest „koproprzedstawicielka”? Bo koprofag i koprofil to wiem 😉

  2. Quentin

    Nie wiem, o co Ci chodzi, przecież jest dobrze! ;))

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.