Monster Trucks (2016), reż. Chris Wedge.
Monster Trucks (2016), reż. Chris Wedge.

Monster Trucks. Recenzja filmu Monster Trucks

Często (raz) pytacie mnie, po co oglądam takie filmy-pierdoły, kiedy jest wiele innych wartościowych filmów, którym warto poświęcić czas. Zgadzam się, jest. Sam mam sporo takich tytułów, które chcę obejrzeć, a wciąż nie miałem okazji tego zrobić. Tyle, że nawet jeśli ma się czas na seans, to nie zawsze ma się ochotę na poważniejsze kino. Kino wymagające skupienia, spokoju, pewności, że nikt nie zawróci dupy tuż przez finałem i będzie się trzeba wybijać z seansu. Bo takie wybicie to najgorsze, człowiek zaangażowany w seans, potem wraca po kilku minutach „ostygnięty” i efekt szlag trafił. W skrócie: do wartościowych filmów trzeba podejść z uwagą poświęconą tylko dla nich. Co innego filmy-pierdoły. Te można sobie w dowolnym momencie przerwać, można do nich obrać ziemniaki do obiadu, czasem nawet nadają się do tego, żeby się odmóżdżyć. Wartościowy film cię nie odmóżdży, nie rozerwie. Wiadomo, film-pierdoła może się okazać stratą czasu, ale to jak z piractwem. Nawet jeśli ktoś obejrzał coś pirackiego to nie znaczy, że gdyby miał dostęp tylko i wyłącznie do legalnego materiału za kasę to by go obejrzał. Tak samo: zupełnie nie jest tak, że półtorej godziny poświęcone na np. Monster Trucks, można by było poświęcić na kino wartościowe. Najprawdopodobniej nie obejrzałoby się nic. Dlatego często oglądam filmy-pierdoły, nawet jeśli lista Do Obejrzenia czeka z tytułami, które już są dostępne.

Tak, tak, to nadal recenzja filmu Monster Trucks.

O czym jest film Monster Trucks

Prowadzone na zadupiu Ameryki odwierty napotykają na niespodziewane problemy. Dostępu do złóż ropy naftowej chroni podziemny zbiornik wodny, który zgodnie z regułami gry powinien sprawić, że odwierty należy zatrzymać w trosce o środowisko. Głównie środowisko tego zbiornika, w którym niewykluczone, że żyją jakieś nieznane organizmy. Szef firmy zajmującej się odwiertem (Rob Lowe), którego korporacja trzyma w szachu całe położone nieopodal miasteczko – dzięki niej ludzie mają pracę, miasteczko się rozrosło itd. – decyduje się wiercić dalej, co szybko okazuje się błędną decyzją. Wkrótce dochodzi do serii wybuchów i innych nieprzewidzianych wydarzeń. Wśród nich na powierzchnię ziemi przedostają się trzy tajemnicze stwory przypominające galaretowate ośmiornice. Dwa z nich zostają złapane przez pracowników korporacji, trzeci trafia na złomowisko samochodowe, na którym czas wolny spędza miłośnik samochodów, nastoletni Tripp (Lucas Till). Wychowywany samotnie przez matkę chłopak marzy o własnym samochodzie, ale do tego jeszcze droga daleka. Budowanej przez niego wieczorami ciężarówce wciąż brakuje wielu rzeczy, a najbardziej silnika. Niespodziewanie okazuje się, że tajemniczy stwór żywiący się ropą świetnie nadaje się jako silnik ciężarówki Trippa. Przedstawiciele odmiennych gatunków zaprzyjaźniają się ze sobą i wkrótce razem z sympatyczną Meredith (Jane Levy) będą musieli stawić czoła wszechmocnej korporacji, która chce odzyskać ośmiornicowatego stwora.

Recenzja filmu Monster Trucks

Wyreżyserowany przez Chrisa Wedge’a – koleś od Epoki lodowcowej – Monster Trucks miał być współczesną odpowiedzią na Kino Nowej Przygody, które przyniosło kiedyś światu wiele wspaniałych młodzieżowych filmów, do których każdy z nas wzdycha po latach i które „stoi” za powodzeniem serialowego Stranger Things. Jeszcze ciekawiej robi się, gdy spojrzeć na nazwisko scenarzysty Monster Trucks Dereka Connolly’ego. Connolly ma na swoim koncie filmy Jurassic World, Kong: Wyspa Czaszki, a za niedługo napisze dziewiąty epizod Gwiezdnych wojen. Za Monster Trucks nie stoją więc przypadkowe osoby z łapanki, a założenia, jakie przed sobą postawili twórcy też były ambitne. Nie zdziwi jednak chyba nikogo fakt, że Monster Trucks nie ma poweru, żeby stawać w jednym rzędzie z The Goonies i mniej znanymi kolegami pokroju Obserwatorów z Coreyem Haimem (nie widziałem tego filmu ze dwadzieścia lat, kiedyś bardzo mi się podobał, ale całkiem możliwe, że to kicha 😉 ). Sam jednak nie wiem czego to wina, a gdybym miał strzelać to stawiałbym nie na to, że Wedge i Connolly się nie postarali, a na to, że zmieniło się zarówno kino, jak i zmieniła się młodzież. Co za tym idzie próby zrobienia raz jeszcze czegoś pokroju filmów, którymi wielu ekscytowało się w czasach Złotej Ery Wideo, z góry skazane jest na porażkę. Nie dało rady Super 8, nie daje rady Monster Trucks. Jak dla mnie, także i Stranger Things nie dało rady.

No i można pisać, że to nie to samo co kiedyś, szkoda czasu na oglądanie, dawniej to były młodzieżowe filmy, a nie teraz. Ale można też zauważyć, że wcale to Monster Trucks nie jest takie złe. Wręcz przeciwnie, jak na młodzieżowe kino rozrywkowe jest bardzo fajne, choć skłamałbym, gdybym namawiał Was do seansu. Bo pomimo tego wszystkiego, Monster Trucks to jednak strata czasu, aczkolwiek przyjemna.

Główna zasługa takiego stanu rzeczy leży po stronie sympatycznego ropożłopiącego stwora, który jest uroczy i każdy chętnie by się z takim zaprzyjaźnił. Tak jak kiedyś E.T. (tak mówią, ale ja bym się nie chciał przyjaźnić z E.T.), robot z Krótkiego spięcia czy choćby pies z ww. Obserwatorów, tak teraz do kanonu filmów opartych na identycznym schemacie (przyjaźń zwykłego nastolatka z tajemniczym stworzeniem) można dodać i jego. Ma pecha, że nie pojawił się w kinie trzydzieści lat wcześniej, teraz Monster Trucks miałby lepsze miejsce w rankingu sympatii widzów. A tak to zostanie zapomniany, zresztą już chyba został.

Nie zmienia to faktu, że Monster Turcks jest sympatycznym kinem familijnym, które zostało nakręcone bardzo fajnie i za niezłą sumkę dolarów. Na ekranie ani przez chwilę nie widać kichy, a budżet wystarczył na kilka efektownych scen i innych miłych dla oka widoczków. To ważne, bo często autorzy filmów myślą, że wystarczy, że odwołają się do naszej nostalgii i już, nie trzeba nic więcej robić. Można się zżymać, że ktoś za bardzo dosłownie potraktował termin „monster trucks”, ale po co, skoro mimo wątpliwego pomysłu wyszło wiarygodne, niezłe kino. Oczywiście wiarygodne jak na film o podziemnej ośmiornicy żywiącej się ropą naftową. Jak i na film, w którym główny bohater niszczy dziesiątki samochodów i nikt nie ma mu tego za złe, ani go nie ściga, żeby bulił za naprawę ze swojego ubezpieczenia.

()

Często (raz) pytacie mnie, po co oglądam takie filmy-pierdoły, kiedy jest wiele innych wartościowych filmów, którym warto poświęcić czas. Zgadzam się, jest. Sam mam sporo takich tytułów, które chcę obejrzeć, a wciąż nie miałem okazji tego zrobić. Tyle, że nawet jeśli ma się czas na seans, to nie zawsze ma się ochotę na poważniejsze kino. Kino wymagające skupienia, spokoju, pewności, że nikt nie zawróci dupy tuż przez finałem i będzie się trzeba wybijać z seansu. Bo takie wybicie to najgorsze, człowiek zaangażowany w seans, potem wraca po kilku minutach "ostygnięty" i efekt szlag trafił. W skrócie: do wartościowych filmów trzeba…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Młody chłopak zaprzyjaźnia się z tajemniczym stworem, z którym stają na przeciw bezwzględnej korporacji. Sympatyczne kino młodzieżowe z dużymi samochodami i jeszcze większymi samochodami. Kino Nowej Przygody, na jakie nas obecnie stać.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.