The Book of Henry (2017), reż. Colin Trevorrow.
The Book of Henry (2017), reż. Colin Trevorrow.

The Book of Henry. Recenzja filmu łączącego pomieszanie z poplątaniem

Bill Jąkała i dzieciak z Pokoju na tropie Hanka Schradera molestującego tę dziewczynkę co tańczy u Sii. Tak w skrócie można by opisać film w reżyserii Colina Trevorrova, który korzysta ze swoich pięciu minut, na jakie zasłużył po niespodziewanym sukcesie Jurassic World. Jak modny reżyser czuje się w bardziej kameralnych klimatach?Recenzja filmu The Book of Henry.

O czym jest film The Book of Henry

Henry (Jaeden Lieberher) to jedenastoletni geniusz, który od szkoły dla uzdolnionych woli taką zwyczajną szkolną placówkę, dzięki której może się socjalizować z innymi, no dobra, normalnymi dziećmi. Wychowywany z bratem (Jacob Tremblay) przez nieporadną życiowo, ale sympatyczną matkę Susan (Naomi Watts), Henry jest w zasadzie głową tej niepełnej rodziny. A jako że jest to głowa geniusza, to Henry dawno już zadbał o bezpieczeństwo finansowe rodziny grając na giełdzie. Matka nie musiałaby pracować jako kelnerka, ale ona lubi tę pracę, w której może spotykać się ze swoją najlepszą psiapsiółą, Sheilą (Sarah Silverman). Szczęśliwe dzieciństwo Henry’ego burzy podejrzenie, jakie ma pod adresem pracującego w policji sąsiada, Neila Sicklemana (Dean Norris). Otóż Henry uważa, że Neil molestuje swoją pasierbicę Christinę (Maddie Ziegler). Wielokrotnie już zwracał na to uwagę starszych, ale bez solidnych dowodów nikt nie traktował go poważnie. Pozostaje więc wzięcie sprawy w swoje ręce i Henry podchodzi do tego jak do każdego innego zadania w swoim życiu. Metodycznie i skrupulatnie nie pozostawiając niczego przypadkowi. Wkrótce rodzi się plan mający na celu usunięcie pana Sicklemana z równania.

Recenzja filmu The Book of Henry

Film o rezolutnym 11-latku, który jeździ na BMX-ie, a w wypasionym domku na drzewie konstruuje maszynerię z zapałem godnym Leonarda da Vinci mógłby być dziełem na miarę współczesnego Goonies. Jest bowiem klasyczny, młodzieżowy bohater, który wobec niezrozumienia ze strony dorosłych musi stawić czoła niebezpieczeństwu, a na dodatek całość reżyseruje koleżka, który w telefonie na szybkim wybieraniu ma Stevena Spielberga. I nie byłoby zupełnie nic złego w takiej produkcji, wręcz przeciwnie, sądzę, że przyjęto by ją z otwartymi ramionami.

Niestety, Colin Trevorrow, jakby plan zabicia sąsiada był za mało atrakcyjny, postanowił dorzucić do The Book of Henry jeszcze jedną historię, o której pisał nie będę, bo byłby to spoiler. Z jednego filmu zrobił tym samym dwa zupełnie inne filmy, które w pojedynkę pewnie mogłyby się obronić, ale wrzucone w jeden barszcz stanowią za duże pomieszanie z poplątaniem dobrych chęci, jakimi – wiadomo – piekło jest wybrukowane. Reżyser, postanawiając udowodnić, że dobrze radzi sobie nie tylko z przygodą, ale i z poważniejszymi rzeczami, poległ grzesząc przekombinowaniem. Kurde, nie powinno się dodatkowo kombinować przy już przekombinowanym pomyśle wyjściowym.

W efekcie nie do końca wiadomo, jaki ma być ten absurdalny już z opisu film o domorosłym zabójcy, który jeszcze nie wkroczył nawet w okres dojrzewania, a któremu jak gdyby nigdy nic w misternym planie zabójstwa pomaga matka. A szkoda, bo gdyby wywalić poważniejsze tony i śmiało wkroczyć w stronę czarnej komedii, myślę, że byłoby fajniej i ciekawiej. Niestety film miota się między powagą (nieodpowiedzialna matka ciupiąca na plejaku, którą opiekuje się jedenastolatek – teoretycznie powinno to być punktem wyjścia do wnikliwej obyczajowej historii; nie mówiąc już o molestowaniu nieletnich, do którego Trevorow podchodzi niczym pies do jeża), a lekkością produkcji typu Goonies właśnie (matka jest nieodpowiedzialna, ale ani przez chwilę nie czuć, że jej dzieciom z tego powody dzieje się choćby ociupinka krzywdy; niech se będzie nieodpowiedzialna, syn ogarnie wszystko).

No i taki to jest ten The Book of Henry, który ogląda się sympatycznie, ale co z tego, skoro finalnie wychodzi sympatyczny chaos. Szkoda, że scenariusza nie napisał jakiś 11-letni geniusz, może opanowałby ten chaos i uniknął śmiechowych scen, w których planem 11-letniego geniusza jest zagwizdanie z nadzieją na to, że sąsiad wyjdzie z domu.

PS. Maddie Ziegler jest beznadziejną aktorką, rola na miarę ról polskich dzieci.

PS2. Kiedy oni to kręcili? Film z 2017, a Lieberher wygląda dużo młodziej niż w To, podobnie Tremblay. I tylko Maddie wygląda starzej niż w teledyskach :).

(2289)

Bill Jąkała i dzieciak z Pokoju na tropie Hanka Schradera molestującego tę dziewczynkę co tańczy u Sii. Tak w skrócie można by opisać film w reżyserii Colina Trevorrova, który korzysta ze swoich pięciu minut, na jakie zasłużył po niespodziewanym sukcesie Jurassic World. Jak modny reżyser czuje się w bardziej kameralnych klimatach?Recenzja filmu The Book of Henry. O czym jest film The Book of Henry Henry (Jaeden Lieberher) to jedenastoletni geniusz, który od szkoły dla uzdolnionych woli taką zwyczajną szkolną placówkę, dzięki której może się socjalizować z innymi, no dobra, normalnymi dziećmi. Wychowywany z bratem (Jacob Tremblay) przez nieporadną życiowo, ale…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Jedenastoletni geniusz postanawia działać, gdy jest już pewny, że sąsiad molestuje swoją pasierbicę. Nieudany film, który mógł być Goonies XXI wieku, a skończył się pomieszaniem komediowej lekkości z dramatyczną tragedią.

5 odpowiedzi

  1. Szkoda, że nie wyszło, ale gorsze od Jurassic World przecież być nie może. 😛

  2. Quentin

    Jurassic World jest bardzo fajny. Oglądaj do oporu, aż Ci się spodoba ;).

  3. Obejrzałem („Book of Henry” nie powtórkę z lichego „Jurassic World”:P) i było tak jak przewidziałem: od „Jurassic World” gorsze nie jest, bo przynajmniej jest jakieś. Tylko 5/10? Najwyżej za drugą połowę filmu (po pewnym zgonie), która traci humor a wątek dramatyczno-thrillerowy to masakrycznie ciepłe kluchy godne pierdów współczesnego Spielberga. Natomiast pierwsza połowa jest bardzo fajna, nawet jeszcze sceny szpitalne są emocjonalne, głównie dzięki fantastycznie grającym chłopakom (tu się zgodzę, dziewczynka z teledysków to żadna aktorka, wzięli ją chyba tylko w kontekście jednej sceny tańca). Pomieszanie z poplątaniem gatunków mi nie przeszkadzało, przypominało mi trochę niesłusznie zjechane „Rogi”. Tyle, że am był Aja, który jak trzeba, to nie bał się by było mroczniej, a tu jest ukształtowany przez Hollywood Trevorrow, który ewidentnie nie radzi sobie z trudniejszymi czy kontrowersyjnymi tematami. Stąd niewykorzystany potencjał, owszem, ale i tak dość sympatyczne kino i tak jak napisałem, mimo błędów, jest jakieś. Przynajmniej reżyser coś próbował, a nie tylko machnął odmierzony od linijki produkt wedle zaleceń decydentów. 😛

  4. PS: A Naomi Watts już staro wygląda. 😛

  5. Quentin

    Z Naomi ciężka sprawa – zależy od ujęcia, bo jednak bywają takie, na których wygląda młodo :).

    Ano był sympatyczny do wiadomej sceny i taki powinien pozostać. Potem już równia pochyła.

    „Rogi” są świetne. Zjechali je, bo Harry Potter.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.