Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Recenzja filmu The Duke of Burgundy, w rolach głównych Sidse Babett Knudsen, Chiara D'Anna
Przynieś, wynieś, pozamiataj, wymasuj mi stopy! - recenzja "The Duke of Burgundy".

Ubrany erotyzm diuka Burgundii – recenzja The Duke of Burgundy

Są filmy, które łatwo skrzywdzić oceną. Recenzent nie stanowił targetu dla takiego filmu, gdzieś tam mu się przysnęło i popatrzył na zegarek zastanawiając się, ile jeszcze do końca i katastrofa gotowa. Dopracowany w 100% film, który poszedł dokładnie po myśli reżysera nagle ląduje z jakąś kiepską oceną stawiając go w jednej linii z miernymi produkcjami odrysowanymi od linijki. W przypadku takich filmów – a właśnie takim jest The Duke of Burgundy – najtrudniej napisać coś sensownego zostawiając na boku subiektywną opinię i patrząc ponad nią. Jak docenić jego wyjątkowość, przy okazji szczerze przekazując to, jak się podobał? Chyba nie sposób zrobić tego tak, by wilk był syty i owca cała. Dlatego nie sugerujcie się za bardzo moją Siódemką.

The Duke of Burgundy to kolejny film Petera Stricklanda, który szybko wyrasta na największego specjalistę od hołdów składanych nieco starszemu kinu. Przy okazji zachowującego swój trudny do podrobienia styl (znacznie mniej kpiarski Wes Anderson). Tak było w przypadku niedawnego Berberian Sound Studio, który rzucił nas prosto w środek procesu udźwiękowiania włoskiego giallo i tak jest teraz w przypadku Diuka, który stara się odtworzyć zmysłową atmosferę erotycznego, artystycznego kina z lat 70. Z powodzeniem.

półnaga Sidse Babett Knudsen w filmie The Duke of Burgundy / naked Sidse Babett Knudsen

Sadomasochizowałbym.

Jego bohaterką jest Cynthia (duńska gwiazda Sidse Babett Knudsen), badaczka motyli i ciem, kobieta elegancka i atrakcyjna. Swój czas spędza pomiędzy kontemplowaniem natury owadów, a rozwijaniem erotycznej fascynacji służącą Evelyn (odkryta dla kina przez Stricklanda Chiara D’Anna), której jest dominą. Evelyn bez zmrużenia oka spełnia najbardziej wyrafinowane zachcianki swojej pani, a ta coraz bardziej spostrzega, że bez oddanej służącej cały świat przestaje się dla niej liczyć. Co wyniknie z tej erotycznej fascynacji i rosnącego uzależnienia?

Pomijając fabułę, która rozwija się niespiesznie – choć w końcu dociera w bardziej zawiłe rejony, by sprytnie zawinąć wokół własnej osi – The Duke of Burgundy jest filmem pięknym. Mimo ograniczonego budżetu udało się dopiąć na ostatni guzik wszystkie elementy, które sprawiają, że tylko patrząc i słuchając wiadomo od razu, że ma się do czynienia z czymś wyjątkowym. Kolorowe i nasycone kadry, świetnie dobrana muzyka, rzucająca się w oczy misterna scenografia starego domu pełnego gablot z motylami. I spokój reżysera, który panuje nad wszystkim, nie dając się ponieść pokusie przyspieszenia tempa dla mniej wymagającego widza oczekującego szybszej narracji. Pozwalając sobie jedynie na drobne ekstrawagancje zdające się zaburzać rytm opowieści, jak manekiny na widowni wykładu, dodające jedynie tajemniczości już i tak nasyconemu zmysłowością klimatowi.

Propozycja nie do odrzucenia - recenzja filmu The Duke of Burgundy

„Would a human toilet be a suitable compromise?”

Łatwo byłoby teraz napisać, że twórcy 50 twarzy Greya powinni obejrzeć The Duke of Burgundy i zobaczyć, jak powinno się robić tę całą „zabawę” w sado-maso, ale taka uwaga nie miałaby sensu, bo gdyby tak zrobili i czegoś się nauczyli, to wtedy pies z kulawą nogą na Greya by nie poszedł. Z drugiej strony tak właśnie jest – Stricklandowi udaje się przemycić na ekran niełatwy przecież temat nie tyle samego s-m, co w ogóle traktowanego przez dzisiejsze kino po macoszemu erotyzmu, którym cały The Duke ocieka od samego początku aż po kres. A co godne uwagi – nie ma tu ani milimetra nagiego ciała (czyt. czegoś, za co zawiesiliby konto na Facebooku :P), które wydawać by się mogły niezbędne dla filmu o sadomasochistycznym związku dwóch kobiet. Co tylko dowodzi kunsztu reżysera. „Jedynego” faceta na planie – w obsadzie nie ma ani jednego mężczyzny.

Nie jestem w stanie złego słowa powiedzieć o tym filmie, dlatego powtarzam: nie sugerujcie się oceną. Nie będę udawał, że siedziałem przed ekranem jak urzeczony delektując się każdą sekundą, bo tak nie było. Pewnie z takimi seansami trzeba trafić w odpowiedni moment, może dobrze byłoby być kobietą ;). Z pewnością nie jest to film do odhaczenia w wolnej chwili.

Są filmy, które łatwo skrzywdzić oceną. Recenzent nie stanowił targetu dla takiego filmu, gdzieś tam mu się przysnęło i popatrzył na zegarek zastanawiając się, ile jeszcze do końca i katastrofa gotowa. Dopracowany w 100% film, który poszedł dokładnie po myśli reżysera nagle ląduje z jakąś kiepską oceną stawiając go w jednej linii z miernymi produkcjami odrysowanymi od linijki. W przypadku takich filmów - a właśnie takim jest The Duke of Burgundy - najtrudniej napisać coś sensownego zostawiając na boku subiektywną opinię i patrząc ponad nią. Jak docenić jego wyjątkowość, przy okazji szczerze przekazując to, jak się podobał? Chyba nie sposób…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Erotyczna fascynacja pani i jej służącej przeradza się w stale rosnące uzależnienie jednej od drugiej. Bomba zmysłowego i perwersyjnego erotyzmu.

2 odpowiedzi

  1. Hmmm… po seansie próbuję dojść o symboliczne znaczenie ciem :) Ale niezależnie od tego dla zdjęć i muzyki, jakże wzorcowo oddających klimaty europejskiego kina erotycznego lat 70. (filmy Davida Hamiltona się kłaniają, ino u Stricklanda bohaterki są 2-3 razy starsze:D), warto.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.