Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Samuel L. Jackson w filmie Polowanie na prezydenta Big Game
- Welcome to Finland, Mr. President! - Big Game, reż. Jalmari Helander

Perkele! – recenzja filmu Polowanie na prezydenta, oryg. Big Game

Ciekawe, czy kiedyś doczekam się takich czasów, że jakiś młody, zdolny polski reżyser nieskażony moralnym niepokojem i zanudzdzizmem zatrudni hollywoodzką gwiazdę i zrobi z nią zwyczajny, nieprzedumany, lekki film rozrywkowy z jajem?

Tak, wiem, to pytanie retoryczne.

Niedaleko stąd, trochę na północ za Morzem Bałtyckim jest pewna chłodna kraina, w której mieszka pewien utalentowany reżyser. Nie zważając na mądrości ludowe, według których kino gatunkowe to domena speców z Hollywood, parę lat temu postanowił wydłużyć do pełnego metrażu swoją krótkometrażówkę o tym, co w Finlandii – bo o tej krainie mowa – mają najlepszego: Świętym Mikołaju. Ale nie zrobił z tego zwyczajnego świątecznego filmu tylko kazał Mikołajowi mordować. I już. Mała zmiana, a ile radości.

Film Rare Exports „w pewnych kręgach” odniósł sukces i zwykle ciągiem dalszym takich historii jest wyjazd do Hollywood i próba zmierzenia się z tamtejszym rynkiem. My ci dajemy dolary i producentów, ty daj nam film. Jalmari Helander zrobił jednak inaczej i zamiast wybyć do Los Angeles zaprosił Hollywood do siebie.

Onni Tommila w filmie Polowanie na prezydenta

– Thumbs up!

I to jest jedną z głównych sił Big Game. Snucie opowieści z takiego samego punktu wyjścia, z jakiego wychodzi amerykańskie kino – z tą różnicą, że tam USA zbawia świat i ma najlepszych bohaterów, a u Helandera rządzi Finlandia. To Finowie muszą wziąć sprawy w swoje ręce i obronić biednego przedstawiciela najpotężniejszego kraju na świecie, który to przedstawiciel w malowniczych fińskich ostępach nie przeżyłby pięciu minut. Świetne. Finowie nie gęsi!

Fabuła Big Game krąży wokół standardowego diehardowego schematu: jeden przeciw wszystkim. Oto nad terytorium Finlandii zestrzelony zostaje Air Force One z prezydentem USA na pokładzie. W ostatniej chwili udaje się wystrzelić głowę państwa w specjalne przygotowanej kapsule, która ląduje w leśno-górskich fińskich ostępach. Tam znajduje go nastoletni Oskari (najwyraźniej ulubiony aktor Helandera – Onni Tommila). Oskari jest właśnie na najważniejszych łowach w swoim życiu – jako potomek rodu wielkich myśliwych musi udowodnić swojego męstwa. I misja ratowania prezydenta USA dosłownie spada mu z nieba. A jest go przed kim ratować. Terroryści dowodzeni przez prezydenckiego ochroniarza zrobią wszystko, by dorwać swoją ofiarę i… a tego oczywiście nie zdradzę, ale patent fajny :).

Tak samo fajny, jak i cały film w ogóle. Helander udowadnia, że Finlandia dała światu nowego Renny’ego Harlina i potrafi tak poprowadzić tę absurdalną historię, że prawie nie czuć jej absurdalności. Wielka w tym zasługa Samuela L. Jacksona w roli prezydenta. Trudno wyobrazić sobie kogoś lepszego na tym miejscu, kto potrafiłby połączyć powagę urzędu prezydenta z wymaganiami, jakie niesie ze sobą buddy-movie: humorem i zdrowym dystansem do siebie. Jackson to właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Nie wszystko w Big Game jest idealne i trochę rzeczy można by poprawić i podrasować. Na pewno nie zaszkodziłby jakiś milion, czy dwa miliony dolarów więcej i bardziej efektowna rozpierducha (choć i tak znajdźcie mi w Polsce reżysera, który zrobi film, którego spora część akcji dzieje się na pokładzie i w okolicach Air Force One; u nas by nie potrafili zrobić krótkiej migawki, w której Air Force One leci w powietrzu (wiem, nie można latać nie w powietrzu) ). Inna sprawa, że trudno się spodziewać strzelanin rodem z filmów Johna Woo w filmie, którego bohaterem jest nieletni chłopiec. Nie spodziewajcie się więc fruwających w powietrzu kończyn i tego typu rzeczy, bo Big Game leży gdzieś pośrodku między actionerem, a kinem familijnym. Ale i bez nich da się zrobić film, który świetnie rozwiniętym pomysłem zapewnia 90 minut rozrywki na poziomie kina Złotej Ery Wideo. I do którego jakiemuś tam Finowi udało się zatrudnić oprócz Jacksona jeszcze Raya Stevensona, Felicity Huffman, Jima Broadbenta i Teda Levine’a.

(1910)

Ciekawe, czy kiedyś doczekam się takich czasów, że jakiś młody, zdolny polski reżyser nieskażony moralnym niepokojem i zanudzdzizmem zatrudni hollywoodzką gwiazdę i zrobi z nią zwyczajny, nieprzedumany, lekki film rozrywkowy z jajem? Tak, wiem, to pytanie retoryczne. Niedaleko stąd, trochę na północ za Morzem Bałtyckim jest pewna chłodna kraina, w której mieszka pewien utalentowany reżyser. Nie zważając na mądrości ludowe, według których kino gatunkowe to domena speców z Hollywood, parę lat temu postanowił wydłużyć do pełnego metrażu swoją krótkometrażówkę o tym, co w Finlandii - bo o tej krainie mowa - mają najlepszego: Świętym Mikołaju. Ale nie zrobił z tego…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: 13-letni Oskari pomaga przetrwać zamach terrorystyczny prezydentowi USA. Bardzo fajny film dla tych, którzy właśnie pomyśleli: "O, to może być bardzo fajny film!".

3 odpowiedzi

  1. public_enemy

    spodziewałem się masakry a tu proszę ósemka.
    p.s. w telewizji czasem coś leci, oczko może polecieć, można nawet latać po podwórku, albo na stację benzynową o trzeciej nad ranem :)

  2. Ciekawostka. Trailer „Big Game” który widziałem przed „Mad Maxem” był wykastrowany z 99,9 procent scen w których występuje chłopak, a trailer był taki sam (minus chłopak) jak ten zamieszczony przez Ciebie. W efekcie czego był to zwiastun filmu w którym wkurzony prezydent sam pokonuje terrorystów. Ciekaw jestem czy to taka wersja trailera czy też polska wersja zrobiona przez dystrybutora w przekonaniu, że tak łatwiej ciemny lud to kupi.

  3. Quentin

    @public
    No może. Z tym leceniem znaczy się :).

    Masakra się nie należy. Mignęły mi co prawda na Filmwebie opinie poważnych recenzentów, którzy połknęli kołek i orzekli bezsensowną bzdurę na podstawie opisu fabuły, ale standardowo mam je w dupie :). Jak ktoś nie kuma co ogląda, to nic się na to nie poradzi.

    @Doniek
    Mnie to w ogóle zdziwiło, że to będzie u nas w kinach. Dzisiaj dokonałem tego niespodziewanego odkrycia. Swoją drogą ciekawe, czy to jeden z tych „europejskich familijnych szrotów kupowanych w zestawie”, o których piszę co tydzień w Poszedłbymie 😀

    Aż sobie zobaczyłem teraz ten zwiastun. No trochę chłopaka jest, o ile to ten sam zwiastun. Ostateczny werdykt wymagałby jednak głębszego śledztwa :)
    https://www.youtube.com/watch?v=3hNVyT5XZ4U

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.