Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Rare Exports

 

Witam w kolejnym odcinku fi(r/l)mowych narzekań Quentina. Dzisiaj standardowo ponarzeka on na dwie rzeczy, na które zwykle narzeka. Na UPC, które znowu krwią go zalało z rana przez co musi coś pisać na bloga o 23:30, żeby nie było dwudniowej dziury. No i na niewyspanie, które to pisanie o 23:30 czyni nieprzyjemnym. OK, ponarzekaliśmy.

Od lat jestem orędownikiem teorii o najprostszej drodze do Hollywood. Wystarczy nakręcić dobry (a co tam, wystarczy, że z pomysłem) horror i już zapraszają cię z Hollywood. Mówcie, co chcecie, z pewnością jest to marzenie każdego filmowca – nie uwierzę inaczej. Twórców filmów obyczajowych raczej rzadko zapraszają, a ci od horrorów latają tam każdym połączeniem przezoceaniczym 24/7. Nazwisk nie chce mi się przytaczać po raz kolejny, dodam tylko tyle, że ani się obejrzymy, a koleś od „Rare Exports” zrobi coś za wielką wodą. A wszystko za sprawą sprytnego filmiku, który – co niestety trzeba przyznać – lepiej wypada na trailerze niż w całości. Ale, ale. Ducha nie gaście! W całości też nie jest źle!

W niedalekiej Finlandii podczas kopania dziury w wielkiej górze ekipa natrafia na pewne znalezisko, które interesuje tajemniczego Amerykanina (chyba Amerykanina, bo po angielsku mówił). Tenże obiecuje sowitą zapłatę, jeśli ekipie uda się dokopać do podłoża góry i znaleźć tam, to czego spodziewa się, że znajdą. I rzeczywiście, dokopują się, znajdują, giną… Mieszkający obok Finowie wkrótce będą mieli poważny problem.

Co roku w grudniu kino zalewa fala christmas flicków nastrajających kolędami i zapachem pieczonego mięcha do Wigilii. Filmowcy nie gapy i wiedzą, jak i kiedy zarobić. Narzekać co nie ma, bo czasem trafiają się fajne filmy świąteczne, a nawet jeśli nie, to wielkiego zmartwienia nie ma, bo potem na jedenaście miesięcy spokój. Obok fali standardowych christmasowców czasem pojawiają się świąteczne filmy ciut inne. I „Rare Exports” jest właśnie takim filmem. Z pierwszej pozycji dziwnego christmas flicka „Bad Santa” w moim rankingu nie przegonił, ale do gustu przypadł i do westchnięcia „czemu u nas tak nie potrafią?” zmusił.

„Rare Exports” to przede wszystkim pomysł i wykonanie. Pomysł na przewrotne przedstawienie sympatycznego dziadka, jakim do tej pory był Święty Mikołaj. I wykonanie, które ani przez chwilę nie trąci żadną tandetą (nawet, jeśli komputerowe wstawki nie są szczytem CGI). Filmowcy znają swój kunszt, ekipa wie, co i jak ma robić – ogólnie wszystko gra. Zawodzi jednak trochę cała reszta, bo jak na horror to jest tu za mało strasznie, jak na krwawy horror w ogóle tu nie jest krwawo, a zakończenie niestety trochę za bardzo wydumane jest (albo nie zakumałem sensu – biorę w tym przypadku taką możliwość pod uwagę :) ). Trochę to więc taki świąteczny film jest, ale nie do końca, trochę horror, ale nie do końca… generalnie nie do końca wiem, co to jest. Ale na pewno wiem, że ma mocny pomysł i solidne wykonanie. I z pewnością warto zwrócić na niego uwagę (przypadkiem sieci swoim zwiastunem nie podbił), a reżyserowi dać trochę dolarów liczonych w milionach – niech się chłopak wykaże. 7(10)
(1065)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.