Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
recenzja filmu Chappie w reżyserii Neilla Blomkampa
- Przybij piątkę! Quentinowi się podobało!

Krótkie spięcie 3 – recenzja filmu Chappie

Trudno powiedzieć o facecie, który nakręcił do tej pory dwa filmy, z których jeden był naprawdę porządny, że nie lubi się jego filmów. No ale taka refleksja zawsze przychodzi mi do głowy, gdy mowa o Neillu Blomkampie. Uważam, że nie ma w głowie nic więcej niż pomysł na jeden film i kurczowo się go trzyma udając, że kręci coś nowego. Tak też jest w przypadku Chappiego, który w gatunkowej szufladce leży ramię w ramię z Dystryktem 9 i tylko kawałeczek dalej od Elyzjum. Z tą różnicą, że niespodziewanie, to właśnie Chappie podobał mi się najbardziej. I nawet gdybym chciał jakoś wyraźnie ponarzekać w imię solidarności z moją niechęcią do Blomkampa, to nie za bardzo mam na co. Co mi obiecali w zwiastunie, dokładnie to dostałem.

Co nie zmienia faktu, że Chappie udowadnia opinię o Blomkampie jako o geniuszu efektów specjalnych, który wmówił sobie, że umie też robić filmy. Fabuła Chappiego została zebrana do kupy z Dystryktu, Robocopa i przede wszystkim z Krótkiego spięcia i nie ma w niej praktycznie nic, czego nie moglibyśmy zobaczyć w wymienionych filmach.

Chappie recenzja

Myślę, więc jestem.

Oto nękany przestępstwami Johannesburg. Policja nie radzi sobie z rosnącą przestępczością. W walkach z gangami giną kolejni gliniarze i potrzeba jest jakaś zmiana, która przeważy szalę zwycięstwa na stronę mundurowych. Z ofertą uzbrojenia policji w roboty pojawia się pewna firma, której propozycja zostaje przyjęta. I tak w szeregach policjantów pojawiają się owe stojące na straży porządku maszyny. Kiedy jedna z niej po przygodzie z wyrzutnią rakiet ma zostać zezłomowana, wrażliwy programista postanawia dać jej drugie życie. Dosłownie. Niestety, powstały w ten sposób robot o świadomości dziecka – ale szybko się uczący – wpada w ręce ulicznych bandytów i poznaje świat z ich punktu widzenia.

Tyle fabuła, wróćmy więc do geniusza od efektów specjalnych, jakim jest Blomkamp. Te właśnie efekty, efekty praktyczne, to dla mnie największy plus filmu. Bardzo mi się podoba, że wszystko tu widać. Akcja dzieje się przeważnie za dnia, w pełnym słońcu, na otwartej przestrzeni. Blomkamp niczego nie ukrywa i nie stara się oszukać. W porównaniu do wielu filmów, których siłą są efekty widać różnicę na korzyść południowoafrykańskiego reżysera. W tych drugich często zanim dojdziemy do konkretów, reżyserzy pozwalają nam przygotować się na nie. Robią odpowiednią podbudowę. Weźmy taki np. oryginalny Park jurajski. Zanim pojawią się dinozaury to najpierw coś tam szeleści w krzakach, potem mocno tupie, widać groźne oko, słychać pomruki itd. itp. Potem dinozaury pojawiają się w mroku, często w jakimś cieniu – w efekcie, zanim dojdziemy do konkretów to już mamy w głowie obraz tego, co przed nami i mam wrażenie, że w końcu więcej widzimy niż nam pokazują na ekranie. U Blomkampa czegoś takiego nie ma. Żadnych cieniów, półmroków, szelestów za ścianą. Od razu trafiamy w zrobotyzowany świat przez co mamy wrażenie, że jest to całkiem normalny świat, jaki pewnie gdzieś tam za zakrętem się skrywa. I nie czujemy się jak w filmie s-f. To największy plus Chappiego.

kadr z filmu Neilla Blomkampa Chappie - recenzja

Uratuję cię, ale idź w końcu do fryzjera!

Pozytywnie zaskoczyło mnie również to, że nie jest to film dla dzieci, czego się spodziewałem. Chociaż niektórzy mogą powiedzieć, że tak właściwie nie wiadomo do kogo adresowany jest ten film i będą mieli trochę racji. W tym niby dziecięcym, naiwnym świecie jego bohaterowie klną jak szewcy, a gdy przychodzi co do czego Blomkpamp serwuje jedną z bardziej gwałtownych śmierci, jakie ostatnio mogliśmy oglądać na ekranach. Nic dziwnego, że po widowni przeszedł szmer – trudno było się spodziewać czegoś takiego. Dlatego ten brak zdecydowania jest widoczny, ale dla mnie ważniejsze od niego było to, że Chappie nie okazał się filmem familijnym. Nawet jeśli przez większość czasu trwania takie sprawiał wrażenie.

Jako efektowny odmóżdżacz Chappie spełnia się znakomicie i warto go jeszcze dorwać w kinie póki grają. A kto wie, może i oprócz efektownej akcji dostarczy Wam też trochę wzruszeń i refleksji.

Trudno powiedzieć o facecie, który nakręcił do tej pory dwa filmy, z których jeden był naprawdę porządny, że nie lubi się jego filmów. No ale taka refleksja zawsze przychodzi mi do głowy, gdy mowa o Neillu Blomkampie. Uważam, że nie ma w głowie nic więcej niż pomysł na jeden film i kurczowo się go trzyma udając, że kręci coś nowego. Tak też jest w przypadku Chappiego, który w gatunkowej szufladce leży ramię w ramię z Dystryktem 9 i tylko kawałeczek dalej od Elyzjum. Z tą różnicą, że niespodziewanie, to właśnie Chappie podobał mi się najbardziej. I nawet gdybym chciał jakoś…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: RPA niedalekiej przyszłości. Obdarzony świadomością policyjny robot trafia w łapy miejscowych oprychów. Niezobowiązująca i efektowna rozrywka z nutką refleksji.

2 odpowiedzi

  1. Jak dla mnie niepotrzebna była ostatnia scena. Mimo tego warto film zobaczyć, zwłaszcza jak ktoś jest fanem Die Antwoord.

  2. Quentin

    Hehe, myślałem, że to wymyślone postaci, które są fanami Die Antwoord (znałem tylko ze słyszenia nazwę). Zdziwiłem się na napisach końcowych i potem podczas sprawdzania ococho :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.